alex.stela
13.04.06, 13:00
Ruch na polsko-czeskim przejściu mniejszy niż kiedyś
Czesi przyjeżdżają do nas po wiklinę oraz ubrania. My jeździmy za południową
granicę dalej za alkoholem. Złote czasy handlu przygranicznego mamy już
jednak za sobą.
Niech pan napisze, że to jest koniec Cieszyna - poprosił sprzedawca ubrań na
targu w centrum miasta. Chociaż do Świąt Wielkanocnych zostało już tylko
kilka dni, podczas wczorajszego dnia targowego ruch między straganami był
średni, żeby nie powiedzieć słaby.
Od początku zimy sprzedałem 1000 biletów. W okresie przedświątecznym nie
więcej niż 300. W poprzednich latach było dużo lepiej - zaznaczył pracownik
parkingu obok targowiska.
Chociaż na targowisku kupujących jest coraz więcej, a oferta towarów bardziej
różnorodna niż rok czy dwa lata temu, klientów nie przybywa. Wynajmujący
stoiska narzekają, że z trudem zarabiają na opłacenie dzierżawy.
- Dziennie płacę 26 złotych z tytułu dzierżawy. O podatku nie wspomnę.
Kombinujemy jak możemy, żeby wyjść na swoje. Oferuję takie towary, które w
Czechach są niedostępne albo nie w takiej różnorodności. Wielu klientów
odebrały nam większe sklepy - mówiła Maria Płoskonka, sprzedająca słodycze.
Jeszcze kilka lat temu rekordy popularności biły produkty z wikliny. Czesi
wyjeżdżali z naszego kraju obładowani różnymi rzeczami wykonanymi z tego
materiału. Dziś zainteresowanie jest dużo mniejsze, a zdania wśród Polaków i
Czechów podzielone.
Skoro przyjechałem aż z Brna, to znaczy, że musiało mi się opłacać - mówił
wczoraj obładowany wikliną Karol Wawrzich z drugiego co do wielkości miasta w
Czechach. - U siebie zapłaciłbym o 20 procent więcej. Poza tym, kupiłbym
produkty dużo gorszej jakości niż u was.
Po udanej transakcji Czech żartował, że dzięki jego zakupom pan Józef z
okolic Suchej Beskidzkiej będzie najbogatszym człowiekiem w Polsce. Ten
odwdzięczył się jednak stwierdzeniem, że złote czasy dla sprzedawców wikliny
już dawno minęły.
- Ile sprzedaliśmy? Nie wypadło zbyt optymistycznie - inna sprzedawczyni
zdawała telefoniczną relację swojemu szefowi.
- Czesi wycwanili się. Kiedy zobaczyli, że jest popyt na wiklinę, sami
zaczęli robić takie produkty. Dziś do nas przyjeżdżają głównie po materiały -
narzekał sprzedawca z Wadowic.
Augustyn Osterczil z Preszowa kupił wczoraj żonie buty i ocieplane pantofle.
Na więcej nie starczyło im pieniędzy. Co jakiś czas wpadają co Cieszyna na
zakupy.
- Przed zimą kupiłem sobie skórzaną kurtkę za 3000 koron. U nas zapłaciłbym o
1000 koron więcej. Jestem zadowolony z tego ubrania - mówił wczoraj Czech.
Polacy dalej jeżdżą za południową granicę po różnego rodzaju alkohole. Karol
Manys z Jastrzębia Zdroju, którego spotkaliśmy wczoraj w sklepie spożywczym w
Czeskim Cieszynie powiedział, że nie wyobraża sobie kilku dni wolnych bez
czeskiego alkoholu.
- Chociaż piwa oraz wódki nie opłaca się już kupować tak jak dawniej, to
bardzo lubię ich smak - przekonywał Polak.
Straż Graniczna jest przygotowana na większy ruch na granicy. Może się to
jednak okazać niepotrzebne.
- Z naszych obserwacji wynika, że ruch na granicy nie jest już tak duży jak
jeszcze kilka lat temu. Więc także w okresie przedświątecznym mamy do
czynienia za spadkiem - powiedział Grzegorz Klejnowski, rzecznik prasowy
komendanta Karpackiego Oddziału Straży Granicznej.
Tomasz Wolff - Dziennik Zachodni
cieszyn.naszemiasto.pl/wydarzenia/590279.html