kserkses1 ależ wystawa... mrrhuuu! 01.09.06, 10:42 www.dasheiligereich.de/neu/english/11_allgemeines.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 wypas 01.09.06, 14:35 i stronka porządnie zrobiona oglądam sobie slideshow Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 "znaleziska"... 02.09.06, 00:12 buchnięty Munch x 2 : serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3587786.html i część archiwum wrocławskiego - w tym "cieszyniana": serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34791,3587788.html To ja pokornie proszę jeszcze o zwrot Madonny Toruńskiej, bo mi jej cholernie brakuje do szczęścia... www.mkidn.gov.pl/kolekcje/technika.php?strona=0&ac=dz&id=243&idd=8 Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 acz ja też @ , przyznaję 02.09.06, 00:30 trochę Cię zdublowałam z dokumentami...ale to ważne więc można powtarzać ;) Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 Spacer po katowickiej modernie 22.09.06, 10:22 Południową część Katowic wypełnia szara zabudowa pozbawiona ozdób. Rzadko który przechodzień podnosi głowę do góry. A naprawdę warto. W okolicach ulicy Skłodowskiej-Curie można znaleźć najlepsze przykłady architektury funkcjonalistycznej w Polsce. 80-letnie budynki do dziś zachwycają nowoczesnością i luksusowym wykończeniem.... miasta.gazeta.pl/katowice/1,35055,3589740.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 uroczy tekścik o Rubensie... 22.09.06, 10:42 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060922/kultura/kultura_a_1.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 Akwarele Hitlera na aukcji 26.09.06, 22:00 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/51,53600,3643767.html 2006-09-26 Prace autorstwa Adolfa Hitlera namalowane podczas I wojny światowej zostaną we wtorek wystawione na aukcji w Wielkiej Brytanii. Aukcja odbędzie się w miasteczku Lostwithiel. Kolekcja, która liczy 21 obrazów i szkiców, jest największym zbiorem dzieł Hitlera wystawionych do tej pory na sprzedaż. Akwarele te odnalazła w latach 80. na strychu swojego domu pewna Belgijka. Na zdjęciu akwarela "Kościół w Bousies"..... Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: Akwarele Hitlera na aukcji 27.09.06, 12:36 dosyć dwuznaczny pomysł... Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 cieszyńskie dokumenty odzyskane w sierpniu 27.09.06, 15:46 tiny.pl/769c /por. serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34791,3587788.html/ Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 archiwalia dla muzeum cieszyńskiego... 02.10.06, 12:57 wiadomosci.onet.pl/1410090,16,item.html było juz kiedyś... Brawa duże dla samorządu Jaworza, za pomyślenie o tym, że Muzeum nie będzie miało kasy na konserwację! Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 rzeczywiście 02.10.06, 14:19 nie dość, że pomyśleli, to jeszcze zasponsorowali niesamowite w dzisiejszych czasach : ) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 ...będzie jak zwykle, czyli architektura 18.10.06, 15:49 nowoczesna z pierwszej ligi nie ma w tym biednym państwie żadnych szans: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3690405.html cholerka, czemu Londyn może wyglądać jak miasto a Warszawa musi wyglądać jak slumsy...? Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 złośliwie z okazji wizyty u zachodnich sąsiadów... 30.10.06, 14:50 Tekścik o tym, jak "biedni&niewinni Niemcy" /;)/ zostali wciągnięci w II wojnę... i co z tego wynikło dla polskich zbiorów. www.icons.pl/cenne/art.php?dz=1&id=2005-01-04&bn=y Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 Bezcenne malowidła ścienne z XV wieku.... 03.11.06, 17:21 odkryli konserwatorzy w wieży kościoła św. Macieja we Wrocławiu serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3716712.html Odpowiedz Link Zgłoś
albrecht1 Wychowanie patriotyczne 04.11.06, 10:25 Skoro Stoik pozwala sobie na prywatę (w końcu to forum prywatne), to ja również zaryzykuję. Polecam artykuł w ostatnim numerze Wiedzy i Zycia. Tutaj tylko odnośnik do spisu treści, która jest dostepna w formie papierowej www.wiz.pl/index.php?id=s W duzym skrócie mozna dowiedzieć się na czym bazuje nasz ukochany minister z MEN, i jak dalece różnią się wizje i tezy jego dziadka z udokumentowanymi faktami historii Polski i nie tylko. Z ciekawostek - Tadeusz Kościuszko jako farmazon, powstanie z 1793 jako masoński spisek, Polska krajem niemal prawosławnym, głagolica i obrządek grecki w poczatkach liturgii chrześcijańskiej Polski oraz Mieszko I jako cudzoziemski Dagome :) I bardzo trafny opis teraźniejszości. "Przy próbie tworzenia >patriotycznej historii< dla szkół wiele jest mozliwe.Tym bardziej że każde stronnictwo polityczne sięga na ogół do wypróbowanych wzorców i tez >depozytariuszy niezbitych prawd z przeszłości<, którym należy wierzyć na słowo." Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 a czemu nie : ) 05.11.06, 11:58 i sztuczności i historyczne... wszystko się zgadza Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 w Muzeum cieszyńskim... 09.11.06, 13:36 miasta.gazeta.pl/katowice/1,35056,3718369.html ...żebym ja musiała kleić o cieszyńskim muzeum... Lapis, ty się popraw! ;) Odpowiedz Link Zgłoś
lapis.me Re: też jestem zgorszony : ) 09.11.06, 21:46 Żeby nie było... :) www.silesiakultura.pl/publikacje_det.php?id=58&f_search_text=&page_no=&target=&rodzaj=&typ=&id_gminy=&id_powiatu=&since_y ear=&since_month=&since_day=&since_hr=&since_min=&till_year=&till_month=&till_da y=&till_hr=&till_min=&bez_zdjec=&bez_opisow=&publikuj=&order_by= Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 ...pałac w Osieku 10.11.06, 15:28 cieszyn.naszemiasto.pl/wydarzenia/666869.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 he, przejeżdżałem tamtędy kilka dni temu... 21.11.06, 16:52 rzeczywiście ciekawa wioska Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 a "Cieszyńska Madonna" też w Pradze? 17.11.06, 15:12 miasta.gazeta.pl/katowice/1,35018,3737599.html Odpowiedz Link Zgłoś
lapis.me Re: a "Cieszyńska Madonna" też w Pradze? 28.11.06, 23:11 Nie, w chałpie :) Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 skarby z latryny 21.11.06, 18:38 nic nowego, ale fajnie poczytać www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3745736.html aha, do historii sztuki przeszedł robert altman Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 "nowy" Sándor Márai, genialny jak zawsze... 28.11.06, 15:06 www.gazetawyborcza.pl/1,75475,3758174.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 jakoś nie przepadam za węgierskimi pisarzami 28.11.06, 22:04 sam nie wiem, czy nie czytam dlatego, bo nie lubię, czy nie lubię bo nie czytam Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 fragmencik... dla smaku 29.11.06, 14:19 Sandor Marai Rzecz o węgierskich winach Na starość chciałbym mieć własną piwnicę na wino. Niczego więcej zresztą od życia nie pragnę. Upatrzyłem już sobie nawet miejsce na piwniczkę. Niedaleko domu, tak abym mógł tam spokojnie dojść. Będę zważał, aby miejscowi gospodarze - winiarze, ogrodnicy i sadownicy nie dowiedzieli się niczego o mojej miejskiej przeszłości. Jeśli mi ślepy los dopisze, pod siedemdziesiątkę uczciwi ludzie uznają mnie za człowieka uczciwego, za winiarza, a więc kogoś, kto wie, gdzie należy umrzeć. Bo nie masz piękniejszej śmierci jak przed piwniczką, pod rozłożystym orzechem, jesienią. Będzie tam stół, na którym postawi się butelki, szklanki. Będzie ława, na której usiądę. Tam będę czekał na śmierć, przy szklance wina. Najlepszego oczywiście, z omszałej butelczyny. I powinno to nastąpić po winobraniu, kiedy młode wino się już uładziło, ale się jeszcze trochę burzy, pracuje. Orzechy strącone z drzewa, jesienne słońce świeci i jeszcze przygrzewa. Z nie większą jednak mocą niż miłość starego człowieka. Więc siedzę przed swoją piwniczką, piję dobre wino, pięcioletnie, wytrawne, białe z Szomló i czekam. Nim ta kostucha nadejdzie, wyobrażam sobie tę swoją piwnicę. Pod jej sklepieniem będzie dwadzieścia antałków. Na obłych klepkach beczek wypiszę kredą gatunki i roczniki win. Z całą pewnością będę miał trzy beczki rizlingu. To wino bowiem, rizling, jest oczywistością, czymś najważniejszy, sensem rzeczy. Rizling nie musi być stary, wystarczy trzy lub czteroletni. Naturalnie, olasz rizling, czyli z gatunku włoskiego, w którego gładkości wyczuje się łacinę z pochodzenia i panońską już uprawę. Węgier rzadko kiedy myli się co do rizlingu. Wprawdzie wokół, w całym kraju, rozlewają wiele marnego cienkusza, ale na nazwanym "włoskim", węgierskim rizlingu człowiek się nie zawiedzie. Pije się zaś to wino tak, jakby się z rodziną rozmawiało. Był pewien gatunek rizlingu, który znałem tylko w butelkowanej postaci. Z winnicy księcia Festeticha w Dias. Nie kupisz tej odmiany, ale jeśli, to w drodze absolutnego wyjątku. Swego czasu ten reński rizling od Festichów był uznawany za najszlachetniejsze wśród białych win węgierskich. Tylko może rizlingi z okolic Szomló mu dorównywały. Ten reński, od Festetichów, był zielonkawy, a bukiet miał jak najlepsze roczniki francuskich chablis. Miało to wino również coś niezwykłego, co zresztą i w człowieku rzadkie: indywidualność. Jest to zjawisko zanikające, gdyż coraz mniej jest win z charakterem. Podobnie jak ludzi. Rizling jest na Węgrzech, co Francuzi po prostu nazywają zwyczajnie białym winem i stawiają przed człowiekiem, gdy prosi o białe, wytrawne. Wino jak chleb powszedni, niezawodny trunek narodu. Jeżeli z rizlingiem będą kłopoty na Węgrzech, jeżeli rizling nie taki będzie jak należy, to ja już żyć nie chcę! Piwnica będzie głęboka. Z Szopronu, znad austriackiej granicy, sprowadzę pikantną kiełbasę, którą własnymi rękoma wyrabia wędliniarz znany nawet w Wiedniu. Dobrze uwędzona szynka też będzie wisieć w piwniczce, a na półce znajdzie się i słoik z chrzanem. Oczywiście będą też długie lufry szklanych ściągaczy, którymi podkrada się wino z beczek, oraz pintowe butelki. Pint to stara miara, jaką posługiwali się nasi ojcowie. Zawiera półtora litra. Uczciwy Węgier, kiedy doszedł do męskiego wieku, zawsze stawiał sobie przy nakryciu pintową flaszkę. To była jego miara. Przez pokolenia - bez żadnego bólu głowy - tyle wypadało wypić rizlingu, choćby badaczońskiego do kolacji. Inaczej w moich rodzinnych stronach, w okolicach Koszyc, bo tam obojętnie szlachta czy wozacy pijali tylko szklanicę samorodnego tokaja. Mocniejszego. Jedynie Polacy pili samorodnego, jakby pragnienie pragnęli ugasić. Madziarzy pili tokaja mniej i ostrożniej. Bo to już nie było stołowe wino. Stołowym winem zwano na Węgrzech wszystko, co mieściło się między rizlingiem a aromatycznym silvanerem, po którym człowiek budził się rano z lekką głową. Silvaner idzie zaraz za rizlingiem, jest też wytrawny, ale przecież łagodniejszy. Między tymi dwoma gatunkami było kiedyś jeszcze coś innego, właściwie bez nazwy, określane zbiorczym pojęciem stołowe. Po nim nigdy głowa nie bolała. Stołowe - ta nazwa przylgnęła do tego wina za Franciszka Józefa. To on bowiem, jako pierwszy z węgierskich królów i austriackich cesarzy, nawet podczas wytwornych obiadów kazał stawiać przed każdym gościem karafkę z tym właśnie lekkim winem. Lokaje do każdego dania serwowali kolejne, starannie dobierane najlepsze gatunki z cesarskich piwnic, osobiście je nalewali do coraz nowych kielichów, ale każdy dostojny gość z tej swojej karafki mógł do woli nalewać i popijać, powracając do wina stołowego. Franc Josef, kiedy ten zwyczaj wprowadził, był młodym władcą i nie znał się jeszcze na winach, ale już wiedział, czego ludziom potrzeba... Wino nie po to jest, aby się upić w sztok. Brzydzę się więc pijanym na równi z wybrednym wstrzemięźliwcem, który dolewa wody mineralnej do wina, aby przyrządzić sobie szprycera. Z tego więc względu najmę do pomocy starego szynkarza, który nauczy moich gości właściwego robienia szprycera. Bo to mądry napój, pod warunkiem że do wina nie będziemy dolewać mineralnej, lecz sodowej wody. To prawda, że syfony z sodową są dowodem cywilizacji, ale trzeba było kruczków stuleci i chytrości pokoleń nim Węgier wynalazł i nauczył się robić z wina i sodowej wody szprycera, który jest tajemnicą długiego żywota. Charakterystyczne, że zwyczajny człowiek nie potrafi przyrządzić szprycera. Na darmo będzie kupować duże szklanki o zawartości trzech decylitrów, na próżno pieczołowicie odmierzy dwie trzecie wina i zmiesza je z jedną trzecią wody sodowej. Już nie wspomnę o tym, że ten nieszczęśnik może sięgnąć po wodę mineralną, którą uzna za zdrowszą. Zdrowsza, ale zepsuje bezpowrotnie bukiet i smak wina. Od sodowej natomiast nie zmieni się ani na jotę białe wino z badaczońskiej góry nad Balatonem czy też czerwona bycza krew z Egeru. Cieńsza będzie, to prawda, ale na tyle jeszcze mocna, aby krzepić wyobraźnię popijającego winko mężczyzny, a na tyle łagodna, aby nie szkodzić jego szlachetnym organom. Doskonałość szprycera wszakże będzie zależeć od wprawy szynkarza, który jedną ręką odmierzy z wyczuciem wino, a drugą z takim samym wyczuciem doda właściwą dawkę sodowej. Wielu birbantów spokojnie siedziałoby na Węgrzech w domu, gdyby opanowało tę sztukę znaną jedynie prawdziwym szynkarzom, stojącym za szynkiem w byle winiarni. Naprawdę nie jest to proste i dlatego będę musiał nająć starego szynkarza. W mojej piwnicy będzie również egri bikaver - bycza krew z Egeru. Nie za dużo jednak i nie w beczce, lecz w oplatanych rafią gąsiorkach. Do byczej krwi, jak do czerwonego wina, odnoszę się z całym szacunkiem, ale z dystansu, z rozwagą. Znam dwa rodzaje bikaveru, pierwszy - łagodniejszy, słodkawy. I drugi - głęboki, cierpkawy. W nich obu jest wielka namiętność. Winiarz z Egeru napełni moje gąsiory tym drugim rodzajem. Obcemu tej odmiany nie sprzeda, gdyż nie za wiele jej w tamtejszych piwnicach. Cierpkawy bikaver mocno wchłania się w człowieka unerwienie. Porusza duszę do głębi. Po trzech szklaneczkach przypominam sobie nawet portugalskie słowa i helleńskie sentencje. Uczy też dalekowschodniej filozofii i podpowiada, że choć jest cudownie, to wszystko przecież jest względne, przemija... Inaczej z winami z Szomló. Jest to władca węgierskich win, absolutny suweren. Wywodzi się z niewielkiej powierzchni, z kopiastej góry wulkanicznego pochodzenia, opodal północnego brzegu Balatonu. Nieoczekiwanie wyrasta z równiny, jest geograficznym zjawiskiem. A i gatunki winorośli tu inne, jakby zmęczone, zanikające. Coraz też mniej jest wina z Szomló. Bukiet ma taki jak białe burgundy, ale znacznie od nich szlachetniejsze. Jest gatunek zwany "Złotym ogniem". I rzeczywiście taki jak mieszanka złota Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 cd 29.11.06, 14:20 Jest gatunek zwany "Złotym ogniem". I rzeczywiście taki jak mieszanka złota z tym żywiołem. To wino przemawia do ciebie. Mówi: żyj! Wymawia to jedno jedyne słowo, ale z taką siłą jakby recytował starożytne łacińskie wiersze o najgłębszych prawdach życia. Jakąż mądrość czerpaną ze słońca i ziemi ma w sobie to wino. Tajemną siłę ziemi, ogień słońca, mądrość wilgoci. Laboratorium natury przemienia się w złotą barwą tego niezwykłego wina. Znam tylko jedno do niego podobne: francuskie Poully fumee, biały burgund o dymnym posmaku. Oba te wina mają jednakową duszę: nie są rywalami, lecz genialnym rodzeństwem. Bo wino ma nie tylko bukiet i smak, nie tylko zawartość alkoholu czy cukru, ale przede wszystkim duszę. Jakby naród, który to wino uprawia i pije, przekazywał mu część swego ducha i nastroju. W winach z Szomló żyją więc najszlachetniejsze cechy Węgrów: wschodnia mądrość i zachodnie wykształcenie. Jest w tym winie coś ze spokoju Azji, skąd wyruszyliśmy, oraz ciekawości Europy, gdzie żyjemy. To najszczęśliwszy z konglomeratów, zarówno w winie, jak i w człowieku. Na winobranie zaproszę gości, ale takich, co to niespecjalnie lubią głośną muzykę, nie chcą się znać na polityce i potrafią milczeć pod moim rozłożystym orzechem. Czym ich ugoszczę? Szynką z chrzanem, to samo przez się zrozumiałe, ale będą też upieczone w żarze popiołu ziemniaki i słynny liptowski twaróg sprzedawany w drewnianych kobiałkach, bez domieszania papryki i siekanej cebuli. Ten biały, pikantny ser idealnie podchodzi pod wino. Do wina pasują bowiem proste jadła. Jak świeży, chrupiący chleb z plastrem ugotowanej i obtoczonej w papryce słoniny. I przy tak zastawionym stole, oczywiście z bogactwem butelek, będziemy sobie siedzieli w spowite słońcem jesienne popołudnie przed żeliwnymi wrotami piwnicy. Z własnymi scyzorykami w ręku, ponieważ dżentelmen przy takim ucztowaniu nie używa obcej zastawy. A przed nami na stole szklanice wypełnione barwą złotej jesieni. I będziemy milczeć. Za nami, w głębi piwnicy, będzie pulsować w beczkach młode wino. Rizling, silvaner, badaczońskie, a także mszalne wino lekko złotawe, mądre. Wino bowiem żyje, przetwarza się; kształci na coraz doskonalsze. Wśród liści orzechowego drzewa będą brzęczeć szukające resztek nektaru osy, daleko w dole płynie Dunajem barka niosąca tym wiecznym od zarania traktem towary dla pogodzonych narodów tego świata. W winnicach Panonii dziewczyny umyły już stopy i śpiewając, depczą winne grona. Będziemy już starzy, o literaturze tylko wtedy padnie słowo, jeśli będzie liczyła sobie tysiąc lat, a o winie co najmniej pięcioletnim. Nie będziemy już chcieli mścić się i zapomnimy nawet o tych, którym kiedyś chcieliśmy wybaczyć. Będziemy pili wino, patrząc na okolicę i ostrożnie ważąc słowa. Węgierskie słowa, które mają tyleż lat, co ten krajobraz. Bo wino nie znosi gadatliwości. Jest to życiowa mądrość. Taka sama jak fakt, że gadatliwy człowiek nie jest na wino odporny, szybko traci głowę. Będziemy więc mądrzy winem, które pić będziemy drobnymi łykami, delektując się nim, smakując. I z całym spokojem, ze wzruszeniem ramion jedynie, będziemy zdolni oceniać wyroki tego świata. Gdyż cała mądrość, którą Węgier nabył z wina i wszelkich szkół swoich sprowadza się w końcu do jednego: trzeba kochać życie i nie przejmować się wyrokami losu. Tłum. Tadeusz Olszański Sandor Marai /1900 – 1989 / - węgierski prozaik i eseista. W latach trzydziestych opuścił Węgry i przeniósł się do Niemiec, a następnie do Francji i już nie wrócił do swej ojczyzny. Od 1952 roku do końca życia przebywał w Stanach Zjednoczonych. Autor wielu poczytnych powieści oraz znakomitych esejów, które zyskały dużą popularność w Europie Zachodniej w przekładach na języki angielski, niemiecki, francuski. Na Węgrzech do momentu transformacji całkowicie nieznany. W Polsce ukazały się ostatnio dwie jego powieści „Żar” oraz „Wyznania patrycjusza”. Res Publica 12/2002 Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 architektura stołeczna... 05.12.06, 09:28 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/styl_zycia_061205/styl_zycia_a_1.html nota bene guzik prawda, że nie zbudowano po wojnie muzeum - jest Mangha w Krakowie, całkiem niezła, dobrze wkomponowana i firmowana prawdziwym, światowym, architektonicznym nazwiskiem... Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: architektura stołeczna... 05.12.06, 09:32 bolesny brak Ghery'ego i sir Normana Fostera... a pewnie i tak wybiorą jakieś nijakie byle co... Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 szkoda, że nie w j. łacińskim...;) 08.12.06, 12:56 choć fajnie, że w rotundzie coś się dzieje... Ale od kiedy udział w roratach jest "lokalną tradycją", (bogowie...?!) Myślałam, że to po prostu rzymskokatolicke nabożeństwo adwentowe... miasta.gazeta.pl/katowice/1,35056,3777105.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 : ))) 12.12.06, 13:16 może i lokalną, ale na szczęście nieprzesadnie rozpowszechnioną, bo pojemność wnętrza jest dość ograniczona; uczestnictwo z poziomu parku to jednak nie to samo Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 ( chociaż z drugiej strony ) 12.12.06, 13:30 skoro sami nie potrafimy się zatroszczyć o to co mamy... Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 cd kradzieży na Bielanach... 17.01.07, 09:34 miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3854721.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 to też niezłe... 18.01.07, 10:12 było w ostatniej angorze www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3832161.html?as=2&ias=5 wstrząsające na swój sposób Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 kiedy w polskich konkursach zacznie brać 18.01.07, 11:21 udział 650 architektów? Ba...kiedy zaczniemy organizować konkursy na budynki fundowane z publicznych pieniędzy? www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070118/kultura/kultura_a_2.html Przygnębiające... Zwłaszcza w kontekście rzeczywistości architektonicznej w RP... Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 eee, po co startować jak taka konkurencja 18.01.07, 11:50 jakaś rywalizacja, a jeszcze nie daj boże uczciwa... Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 45,5 mln zł dla SKOZKU ! :))) 13.02.07, 22:02 cudownie! miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3916928.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 a propos konkursów... 22.02.07, 13:46 rozstrzygnięto konkurs na muzeum sztuki współczesnej w Warszawie, Dyrektor dziś podał się do dymisji - bo projekt mu się nie podoba...słusznie :) Hanka bredziła, że to spokojna architektura...a to regularna buda. Z nienagrodzonych projektów dało by sie wybrać ze 3 dobre, ale cóż. Tak czy owak, o "światowych nazwiskach" dalej można poczytać na stronach innych miast... Szkoda. www.museumcompetition.pl/nagrody.php Odpowiedz Link Zgłoś
kubek kolejna hala tyle, że geometrycznie idealna 27.02.07, 13:04 jakoś też nie bardzo do mnie przemawia, pisząc delikatnie! Odpowiedz Link Zgłoś
kubek Wzory zagubione na pół tysiąca lat 27.02.07, 13:05 Islamscy artyści, tworząc w średniowieczu zapierające dech w piersiach ornamenty, wykorzystali matematyczne reguły, które zachodni świat odkrył na nowo dopiero przed 30 laty - dowodzą w ostatnim "Science" badacze z Harvardu www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3947872.html?nltxx=1000621&nltdt=2007-02-27-02-41 Odpowiedz Link Zgłoś
kubek "naukowcy wytruli mikroby w krypcie" 01.03.07, 14:41 "zaraz to taki duży zarazek" miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3953889.html?nltxx=1077751&nltdt=2007-03-01-03-06 Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 też mi się zawsze podobały te islamskie... 05.03.07, 11:18 powtarzalne ornamenty, ale nigdy nie podejrzewałem, że za tym stoi jakaś wyższa matematyka Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 ? czy to prawda, że udało się wykreślić 05.03.07, 09:33 centrum m.Cieszyna z rejestru zabytków? Bo mi zgorszeni koledzy w Krakowie o tym z obrzydzeniem powiedzieli...?! Jak tak, to ciekawe gdzie pierwszy hipermarkecik? Dookoła Floriana? Taka żółta rotunda...;) Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 fajnie, że się znalazłaś 05.03.07, 11:14 bo już kubek ostatnio zatęsknił ; ) a to potwierdzona informacja ? bo jakoś o tym ostatnio cicho było Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: fajnie, że się znalazłaś 05.03.07, 13:44 kolega przeczytał w jakimś (nie pamięta jakim) miesięczniku architektonicznym... Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 na stronie "kobidzu" jeszcze jest ... 06.03.07, 14:13 www.kobidz.pl/app/site.php5/getFile/3760 str. 25 i n. Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 ... 06.03.07, 14:25 sami się zresztą tłumaczą, że dowiadują się po fakcie... www.kobidz.pl/app/site.php5/Show/315.html a w ogóle strona jest przydatna więc tu bedzie...;) Odpowiedz Link Zgłoś