historyczne sztuczności II

    • kserkses1 ależ wystawa... mrrhuuu! 01.09.06, 10:42
      www.dasheiligereich.de/neu/english/11_allgemeines.html
      • stoik1 wypas 01.09.06, 14:35
        i stronka porządnie zrobiona
        oglądam sobie slideshow
    • kserkses1 "znaleziska"... 02.09.06, 00:12
      buchnięty Munch x 2 :
      serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3587786.html
      i część archiwum wrocławskiego - w tym "cieszyniana":
      serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34791,3587788.html
      To ja pokornie proszę jeszcze o zwrot Madonny Toruńskiej, bo mi jej cholernie
      brakuje do szczęścia...
      www.mkidn.gov.pl/kolekcje/technika.php?strona=0&ac=dz&id=243&idd=8
      • stoik1 @ 02.09.06, 00:19
        poczytam yutro
        • kserkses1 sam jesteś @ 02.09.06, 00:26
          ;)
          • stoik1 nieważne : ) 02.09.06, 00:31
            jakiś 'delivery error' właśnie przyszedł
        • kserkses1 acz ja też @ , przyznaję 02.09.06, 00:30
          trochę Cię zdublowałam z dokumentami...ale to ważne więc można powtarzać ;)
          • stoik1 żadna tragedia 02.09.06, 00:31
    • stoik1 Spacer po katowickiej modernie 22.09.06, 10:22
      Południową część Katowic wypełnia szara zabudowa pozbawiona ozdób. Rzadko który
      przechodzień podnosi głowę do góry. A naprawdę warto. W okolicach ulicy
      Skłodowskiej-Curie można znaleźć najlepsze przykłady architektury
      funkcjonalistycznej w Polsce. 80-letnie budynki do dziś zachwycają
      nowoczesnością i luksusowym wykończeniem....
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35055,3589740.html
    • kserkses1 uroczy tekścik o Rubensie... 22.09.06, 10:42
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060922/kultura/kultura_a_1.html
    • stoik1 Akwarele Hitlera na aukcji 26.09.06, 22:00
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/51,53600,3643767.html
      2006-09-26
      Prace autorstwa Adolfa Hitlera namalowane podczas I wojny światowej zostaną we
      wtorek wystawione na aukcji w Wielkiej Brytanii. Aukcja odbędzie się w
      miasteczku Lostwithiel. Kolekcja, która liczy 21 obrazów i szkiców, jest
      największym zbiorem dzieł Hitlera wystawionych do tej pory na sprzedaż.
      Akwarele te odnalazła w latach 80. na strychu swojego domu pewna Belgijka. Na
      zdjęciu akwarela "Kościół w Bousies".....
      • kserkses1 Re: Akwarele Hitlera na aukcji 27.09.06, 12:36
        dosyć dwuznaczny pomysł...
    • kserkses1 cieszyńskie dokumenty odzyskane w sierpniu 27.09.06, 15:46
      tiny.pl/769c
      /por. serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34791,3587788.html/

      • stoik1 ładny, ale konserwacja wskazana 27.09.06, 15:49
    • kserkses1 archiwalia dla muzeum cieszyńskiego... 02.10.06, 12:57
      wiadomosci.onet.pl/1410090,16,item.html
      było juz kiedyś...
      Brawa duże dla samorządu Jaworza, za pomyślenie o tym, że Muzeum nie będzie
      miało kasy na konserwację!
      • stoik1 rzeczywiście 02.10.06, 14:19
        nie dość, że pomyśleli, to jeszcze zasponsorowali
        niesamowite w dzisiejszych czasach : )
        • kubek czyli ludzi coraz więcej :) 02.10.06, 20:53

          • stoik1 coś mi to przypomina... 03.10.06, 01:00
            ; }
            • kubek To mi przypomniałeś, jak się tego nabawiłem 03.10.06, 20:02

    • kserkses1 ...będzie jak zwykle, czyli architektura 18.10.06, 15:49
      nowoczesna z pierwszej ligi nie ma w tym biednym państwie żadnych szans:
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3690405.html
      cholerka, czemu Londyn może wyglądać jak miasto a Warszawa musi wyglądać jak
      slumsy...?
    • stoik1 natrafiono na ślad palatium ! 26.10.06, 19:43
      żartowałem : P
      • kserkses1 sedes regni? 27.10.06, 09:52
        ja też :)
    • kserkses1 złośliwie z okazji wizyty u zachodnich sąsiadów... 30.10.06, 14:50
      Tekścik o tym, jak "biedni&niewinni Niemcy" /;)/ zostali wciągnięci w II
      wojnę... i co z tego wynikło dla polskich zbiorów.
      www.icons.pl/cenne/art.php?dz=1&id=2005-01-04&bn=y
    • stoik1 Bezcenne malowidła ścienne z XV wieku.... 03.11.06, 17:21
      odkryli konserwatorzy w wieży kościoła św. Macieja we Wrocławiu
      serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3716712.html

    • albrecht1 Wychowanie patriotyczne 04.11.06, 10:25
      Skoro Stoik pozwala sobie na prywatę (w końcu to forum prywatne), to ja również
      zaryzykuję.
      Polecam artykuł w ostatnim numerze Wiedzy i Zycia. Tutaj tylko odnośnik do spisu
      treści, która jest dostepna w formie papierowej
      www.wiz.pl/index.php?id=s
      W duzym skrócie mozna dowiedzieć się na czym bazuje nasz ukochany minister z
      MEN, i jak dalece różnią się wizje i tezy jego dziadka z udokumentowanymi
      faktami historii Polski i nie tylko.
      Z ciekawostek - Tadeusz Kościuszko jako farmazon, powstanie z 1793 jako masoński
      spisek, Polska krajem niemal prawosławnym, głagolica i obrządek grecki w
      poczatkach liturgii chrześcijańskiej Polski oraz Mieszko I jako cudzoziemski
      Dagome :)
      I bardzo trafny opis teraźniejszości.
      "Przy próbie tworzenia >patriotycznej historii< dla szkół wiele jest mozliwe.Tym
      bardziej że każde stronnictwo polityczne sięga na ogół do wypróbowanych wzorców
      i tez >depozytariuszy niezbitych prawd z przeszłości<, którym należy wierzyć na
      słowo."
      • stoik1 a czemu nie : ) 05.11.06, 11:58
        i sztuczności i historyczne... wszystko się zgadza
    • kserkses1 w Muzeum cieszyńskim... 09.11.06, 13:36
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35056,3718369.html
      ...żebym ja musiała kleić o cieszyńskim muzeum...
      Lapis, ty się popraw!
      ;)
      • stoik1 też jestem zgorszony : ) 09.11.06, 18:16
        • lapis.me Re: też jestem zgorszony : ) 09.11.06, 21:38
          O rany, ja też! :)
          • lapis.me Re: też jestem zgorszony : ) 09.11.06, 21:46
            Żeby nie było... :)

            www.silesiakultura.pl/publikacje_det.php?id=58&f_search_text=&page_no=&target=&rodzaj=&typ=&id_gminy=&id_powiatu=&since_y
            ear=&since_month=&since_day=&since_hr=&since_min=&till_year=&till_month=&till_da
            y=&till_hr=&till_min=&bez_zdjec=&bez_opisow=&publikuj=&order_by=
    • kserkses1 ...pałac w Osieku 10.11.06, 15:28
      cieszyn.naszemiasto.pl/wydarzenia/666869.html
      • stoik1 he, przejeżdżałem tamtędy kilka dni temu... 21.11.06, 16:52
        rzeczywiście ciekawa wioska
    • kserkses1 a "Cieszyńska Madonna" też w Pradze? 17.11.06, 15:12
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35018,3737599.html
      • lapis.me Re: a "Cieszyńska Madonna" też w Pradze? 28.11.06, 23:11
        Nie, w chałpie :)
    • stoik1 skarby z latryny 21.11.06, 18:38
      nic nowego, ale fajnie poczytać
      www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3745736.html
      aha, do historii sztuki przeszedł robert altman
    • kserkses1 "nowy" Sándor Márai, genialny jak zawsze... 28.11.06, 15:06
      www.gazetawyborcza.pl/1,75475,3758174.html
      • stoik1 jakoś nie przepadam za węgierskimi pisarzami 28.11.06, 22:04
        sam nie wiem, czy nie czytam dlatego, bo nie lubię, czy nie lubię bo nie czytam
        • kubek No i ja też uważam, że węgierski to trudny język! 28.11.06, 23:45

        • kserkses1 fragmencik... dla smaku 29.11.06, 14:19
          Sandor Marai
          Rzecz o węgierskich winach
          Na starość chciałbym mieć własną piwnicę na wino. Niczego więcej zresztą od
          życia nie pragnę. Upatrzyłem już sobie nawet miejsce na piwniczkę. Niedaleko
          domu, tak abym mógł tam spokojnie dojść. Będę zważał, aby miejscowi gospodarze -
          winiarze, ogrodnicy i sadownicy nie dowiedzieli się niczego o mojej miejskiej
          przeszłości. Jeśli mi ślepy los dopisze, pod siedemdziesiątkę uczciwi ludzie
          uznają mnie za człowieka uczciwego, za winiarza, a więc kogoś, kto wie, gdzie
          należy umrzeć. Bo nie masz piękniejszej śmierci jak przed piwniczką, pod
          rozłożystym orzechem, jesienią.

          Będzie tam stół, na którym postawi się butelki, szklanki. Będzie ława, na
          której usiądę. Tam będę czekał na śmierć, przy szklance wina. Najlepszego
          oczywiście, z omszałej butelczyny. I powinno to nastąpić po winobraniu, kiedy
          młode wino się już uładziło, ale się jeszcze trochę burzy, pracuje. Orzechy
          strącone z drzewa, jesienne słońce świeci i jeszcze przygrzewa. Z nie większą
          jednak mocą niż miłość starego człowieka. Więc siedzę przed swoją piwniczką,
          piję dobre wino, pięcioletnie, wytrawne, białe z Szomló i czekam.

          Nim ta kostucha nadejdzie, wyobrażam sobie tę swoją piwnicę. Pod jej
          sklepieniem będzie dwadzieścia antałków. Na obłych klepkach beczek wypiszę
          kredą gatunki i roczniki win. Z całą pewnością będę miał trzy beczki rizlingu.
          To wino bowiem, rizling, jest oczywistością, czymś najważniejszy, sensem
          rzeczy. Rizling nie musi być stary, wystarczy trzy lub czteroletni. Naturalnie,
          olasz rizling, czyli z gatunku włoskiego, w którego gładkości wyczuje się
          łacinę z pochodzenia i panońską już uprawę. Węgier rzadko kiedy myli się co do
          rizlingu. Wprawdzie wokół, w całym kraju, rozlewają wiele marnego cienkusza,
          ale na nazwanym "włoskim", węgierskim rizlingu człowiek się nie zawiedzie. Pije
          się zaś to wino tak, jakby się z rodziną rozmawiało.
          Był pewien gatunek rizlingu, który znałem tylko w butelkowanej postaci. Z
          winnicy księcia Festeticha w Dias. Nie kupisz tej odmiany, ale jeśli, to w
          drodze absolutnego wyjątku. Swego czasu ten reński rizling od Festichów był
          uznawany za najszlachetniejsze wśród białych win węgierskich. Tylko może
          rizlingi z okolic Szomló mu dorównywały. Ten reński, od Festetichów, był
          zielonkawy, a bukiet miał jak najlepsze roczniki francuskich chablis.
          Miało to wino również coś niezwykłego, co zresztą i w człowieku rzadkie:
          indywidualność. Jest to zjawisko zanikające, gdyż coraz mniej jest win z
          charakterem. Podobnie jak ludzi. Rizling jest na Węgrzech, co Francuzi po
          prostu nazywają zwyczajnie białym winem i stawiają przed człowiekiem, gdy prosi
          o białe, wytrawne. Wino jak chleb powszedni, niezawodny trunek narodu. Jeżeli z
          rizlingiem będą kłopoty na Węgrzech, jeżeli rizling nie taki będzie jak należy,
          to ja już żyć nie chcę!
          Piwnica będzie głęboka. Z Szopronu, znad austriackiej granicy, sprowadzę
          pikantną kiełbasę, którą własnymi rękoma wyrabia wędliniarz znany nawet w
          Wiedniu. Dobrze uwędzona szynka też będzie wisieć w piwniczce, a na półce
          znajdzie się i słoik z chrzanem. Oczywiście będą też długie lufry szklanych
          ściągaczy, którymi podkrada się wino z beczek, oraz pintowe butelki. Pint to
          stara miara, jaką posługiwali się nasi ojcowie. Zawiera półtora litra. Uczciwy
          Węgier, kiedy doszedł do męskiego wieku, zawsze stawiał sobie przy nakryciu
          pintową flaszkę. To była jego miara. Przez pokolenia - bez żadnego bólu głowy -
          tyle wypadało wypić rizlingu, choćby badaczońskiego do kolacji. Inaczej w moich
          rodzinnych stronach, w okolicach Koszyc, bo tam obojętnie szlachta czy wozacy
          pijali tylko szklanicę samorodnego tokaja. Mocniejszego. Jedynie Polacy pili
          samorodnego, jakby pragnienie pragnęli ugasić. Madziarzy pili tokaja mniej i
          ostrożniej. Bo to już nie było stołowe wino.
          Stołowym winem zwano na Węgrzech wszystko, co mieściło się między rizlingiem a
          aromatycznym silvanerem, po którym człowiek budził się rano z lekką głową.
          Silvaner idzie zaraz za rizlingiem, jest też wytrawny, ale przecież
          łagodniejszy. Między tymi dwoma gatunkami było kiedyś jeszcze coś innego,
          właściwie bez nazwy, określane zbiorczym pojęciem stołowe. Po nim nigdy głowa
          nie bolała. Stołowe - ta nazwa przylgnęła do tego wina za Franciszka Józefa. To
          on bowiem, jako pierwszy z węgierskich królów i austriackich cesarzy, nawet
          podczas wytwornych obiadów kazał stawiać przed każdym gościem karafkę z tym
          właśnie lekkim winem. Lokaje do każdego dania serwowali kolejne, starannie
          dobierane najlepsze gatunki z cesarskich piwnic, osobiście je nalewali do coraz
          nowych kielichów, ale każdy dostojny gość z tej swojej karafki mógł do woli
          nalewać i popijać, powracając do wina stołowego. Franc Josef, kiedy ten zwyczaj
          wprowadził, był młodym władcą i nie znał się jeszcze na winach, ale już
          wiedział, czego ludziom potrzeba...
          Wino nie po to jest, aby się upić w sztok. Brzydzę się więc pijanym na równi z
          wybrednym wstrzemięźliwcem, który dolewa wody mineralnej do wina, aby
          przyrządzić sobie szprycera. Z tego więc względu najmę do pomocy starego
          szynkarza, który nauczy moich gości właściwego robienia szprycera. Bo to mądry
          napój, pod warunkiem że do wina nie będziemy dolewać mineralnej, lecz sodowej
          wody. To prawda, że syfony z sodową są dowodem cywilizacji, ale trzeba było
          kruczków stuleci i chytrości pokoleń nim Węgier wynalazł i nauczył się robić z
          wina i sodowej wody szprycera, który jest tajemnicą długiego żywota.
          Charakterystyczne, że zwyczajny człowiek nie potrafi przyrządzić szprycera. Na
          darmo będzie kupować duże szklanki o zawartości trzech decylitrów, na próżno
          pieczołowicie odmierzy dwie trzecie wina i zmiesza je z jedną trzecią wody
          sodowej. Już nie wspomnę o tym, że ten nieszczęśnik może sięgnąć po wodę
          mineralną, którą uzna za zdrowszą. Zdrowsza, ale zepsuje bezpowrotnie bukiet i
          smak wina. Od sodowej natomiast nie zmieni się ani na jotę białe wino z
          badaczońskiej góry nad Balatonem czy też czerwona bycza krew z Egeru. Cieńsza
          będzie, to prawda, ale na tyle jeszcze mocna, aby krzepić wyobraźnię
          popijającego winko mężczyzny, a na tyle łagodna, aby nie szkodzić jego
          szlachetnym organom. Doskonałość szprycera wszakże będzie zależeć od wprawy
          szynkarza, który jedną ręką odmierzy z wyczuciem wino, a drugą z takim samym
          wyczuciem doda właściwą dawkę sodowej. Wielu birbantów spokojnie siedziałoby na
          Węgrzech w domu, gdyby opanowało tę sztukę znaną jedynie prawdziwym szynkarzom,
          stojącym za szynkiem w byle winiarni. Naprawdę nie jest to proste i dlatego
          będę musiał nająć starego szynkarza.
          W mojej piwnicy będzie również egri bikaver - bycza krew z Egeru. Nie za dużo
          jednak i nie w beczce, lecz w oplatanych rafią gąsiorkach. Do byczej krwi, jak
          do czerwonego wina, odnoszę się z całym szacunkiem, ale z dystansu, z rozwagą.
          Znam dwa rodzaje bikaveru, pierwszy - łagodniejszy, słodkawy. I drugi -
          głęboki, cierpkawy. W nich obu jest wielka namiętność. Winiarz z Egeru napełni
          moje gąsiory tym drugim rodzajem. Obcemu tej odmiany nie sprzeda, gdyż nie za
          wiele jej w tamtejszych piwnicach. Cierpkawy bikaver mocno wchłania się w
          człowieka unerwienie. Porusza duszę do głębi. Po trzech szklaneczkach
          przypominam sobie nawet portugalskie słowa i helleńskie sentencje. Uczy też
          dalekowschodniej filozofii i podpowiada, że choć jest cudownie, to wszystko
          przecież jest względne, przemija...
          Inaczej z winami z Szomló. Jest to władca węgierskich win, absolutny suweren.
          Wywodzi się z niewielkiej powierzchni, z kopiastej góry wulkanicznego
          pochodzenia, opodal północnego brzegu Balatonu. Nieoczekiwanie wyrasta z
          równiny, jest geograficznym zjawiskiem. A i gatunki winorośli tu inne, jakby
          zmęczone, zanikające. Coraz też mniej jest wina z Szomló. Bukiet ma taki jak
          białe burgundy, ale znacznie od nich szlachetniejsze. Jest gatunek
          zwany "Złotym ogniem". I rzeczywiście taki jak mieszanka złota
          • kserkses1 cd 29.11.06, 14:20
            Jest gatunek zwany "Złotym ogniem". I rzeczywiście taki jak mieszanka złota z
            tym żywiołem. To wino przemawia do ciebie. Mówi: żyj! Wymawia to jedno jedyne
            słowo, ale z taką siłą jakby recytował starożytne łacińskie wiersze o
            najgłębszych prawdach życia. Jakąż mądrość czerpaną ze słońca i ziemi ma w
            sobie to wino. Tajemną siłę ziemi, ogień słońca, mądrość wilgoci. Laboratorium
            natury przemienia się w złotą barwą tego niezwykłego wina. Znam tylko jedno do
            niego podobne: francuskie Poully fumee, biały burgund o dymnym posmaku. Oba te
            wina mają jednakową duszę: nie są rywalami, lecz genialnym rodzeństwem. Bo wino
            ma nie tylko bukiet i smak, nie tylko zawartość alkoholu czy cukru, ale przede
            wszystkim duszę. Jakby naród, który to wino uprawia i pije, przekazywał mu
            część swego ducha i nastroju. W winach z Szomló żyją więc najszlachetniejsze
            cechy Węgrów: wschodnia mądrość i zachodnie wykształcenie. Jest w tym winie coś
            ze spokoju Azji, skąd wyruszyliśmy, oraz ciekawości Europy, gdzie żyjemy. To
            najszczęśliwszy z konglomeratów, zarówno w winie, jak i w człowieku.
            Na winobranie zaproszę gości, ale takich, co to niespecjalnie lubią głośną
            muzykę, nie chcą się znać na polityce i potrafią milczeć pod moim rozłożystym
            orzechem.
            Czym ich ugoszczę? Szynką z chrzanem, to samo przez się zrozumiałe, ale będą
            też upieczone w żarze popiołu ziemniaki i słynny liptowski twaróg sprzedawany w
            drewnianych kobiałkach, bez domieszania papryki i siekanej cebuli. Ten biały,
            pikantny ser idealnie podchodzi pod wino. Do wina pasują bowiem proste jadła.
            Jak świeży, chrupiący chleb z plastrem ugotowanej i obtoczonej w papryce
            słoniny. I przy tak zastawionym stole, oczywiście z bogactwem butelek, będziemy
            sobie siedzieli w spowite słońcem jesienne popołudnie przed żeliwnymi wrotami
            piwnicy. Z własnymi scyzorykami w ręku, ponieważ dżentelmen przy takim
            ucztowaniu nie używa obcej zastawy. A przed nami na stole szklanice wypełnione
            barwą złotej jesieni. I będziemy milczeć.
            Za nami, w głębi piwnicy, będzie pulsować w beczkach młode wino. Rizling,
            silvaner, badaczońskie, a także mszalne wino lekko złotawe, mądre. Wino bowiem
            żyje, przetwarza się; kształci na coraz doskonalsze.
            Wśród liści orzechowego drzewa będą brzęczeć szukające resztek nektaru osy,
            daleko w dole płynie Dunajem barka niosąca tym wiecznym od zarania traktem
            towary dla pogodzonych narodów tego świata. W winnicach Panonii dziewczyny
            umyły już stopy i śpiewając, depczą winne grona. Będziemy już starzy, o
            literaturze tylko wtedy padnie słowo, jeśli będzie liczyła sobie tysiąc lat, a
            o winie co najmniej pięcioletnim. Nie będziemy już chcieli mścić się i
            zapomnimy nawet o tych, którym kiedyś chcieliśmy wybaczyć.
            Będziemy pili wino, patrząc na okolicę i ostrożnie ważąc słowa. Węgierskie
            słowa, które mają tyleż lat, co ten krajobraz. Bo wino nie znosi gadatliwości.
            Jest to życiowa mądrość. Taka sama jak fakt, że gadatliwy człowiek nie jest na
            wino odporny, szybko traci głowę. Będziemy więc mądrzy winem, które pić
            będziemy drobnymi łykami, delektując się nim, smakując. I z całym spokojem, ze
            wzruszeniem ramion jedynie, będziemy zdolni oceniać wyroki tego świata. Gdyż
            cała mądrość, którą Węgier nabył z wina i wszelkich szkół swoich sprowadza się
            w końcu do jednego: trzeba kochać życie i nie przejmować się wyrokami losu.
            Tłum. Tadeusz Olszański
            Sandor Marai /1900 – 1989 / - węgierski prozaik i eseista. W latach
            trzydziestych opuścił Węgry i przeniósł się do Niemiec, a następnie do Francji
            i już nie wrócił do swej ojczyzny. Od 1952 roku do końca życia przebywał w
            Stanach Zjednoczonych. Autor wielu poczytnych powieści oraz znakomitych esejów,
            które zyskały dużą popularność w Europie Zachodniej w przekładach na języki
            angielski, niemiecki, francuski. Na Węgrzech do momentu transformacji
            całkowicie nieznany. W Polsce ukazały się ostatnio dwie jego powieści „Żar”
            oraz „Wyznania patrycjusza”.
            Res Publica 12/2002
    • kserkses1 architektura stołeczna... 05.12.06, 09:28
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/styl_zycia_061205/styl_zycia_a_1.html
      nota bene guzik prawda, że nie zbudowano po wojnie muzeum - jest Mangha w
      Krakowie, całkiem niezła, dobrze wkomponowana i firmowana prawdziwym,
      światowym, architektonicznym nazwiskiem...
      • kserkses1 Re: architektura stołeczna... 05.12.06, 09:32
        bolesny brak Ghery'ego i sir Normana Fostera...
        a pewnie i tak wybiorą jakieś nijakie byle co...
    • kserkses1 szkoda, że nie w j. łacińskim...;) 08.12.06, 12:56
      choć fajnie, że w rotundzie coś się dzieje...
      Ale od kiedy udział w roratach jest "lokalną tradycją", (bogowie...?!)
      Myślałam, że to po prostu rzymskokatolicke nabożeństwo adwentowe...
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35056,3777105.html
      • stoik1 : ))) 12.12.06, 13:16
        może i lokalną, ale na szczęście nieprzesadnie rozpowszechnioną, bo pojemność
        wnętrza jest dość ograniczona; uczestnictwo z poziomu parku to jednak nie to
        samo
    • kserkses1 przerażające... 12.12.06, 12:07
      www.wprost.pl/ar/?O=97644&C=57
      • stoik1 europa bez granic 12.12.06, 13:19
        słów brakuje
        • stoik1 ( chociaż z drugiej strony ) 12.12.06, 13:30
          skoro sami nie potrafimy się zatroszczyć o to co mamy...
    • kserkses1 cd kradzieży na Bielanach... 17.01.07, 09:34
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3854721.html
      • stoik1 to też niezłe... 18.01.07, 10:12
        było w ostatniej angorze
        www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3832161.html?as=2&ias=5
        wstrząsające na swój sposób
    • kserkses1 kiedy w polskich konkursach zacznie brać 18.01.07, 11:21
      udział 650 architektów?
      Ba...kiedy zaczniemy organizować konkursy na budynki fundowane z publicznych
      pieniędzy?
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070118/kultura/kultura_a_2.html
      Przygnębiające... Zwłaszcza w kontekście rzeczywistości architektonicznej w
      RP...
      • stoik1 eee, po co startować jak taka konkurencja 18.01.07, 11:50
        jakaś rywalizacja, a jeszcze nie daj boże uczciwa...
    • kserkses1 45,5 mln zł dla SKOZKU ! :))) 13.02.07, 22:02
      cudownie!
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3916928.html
      • stoik1 kupa kasy 14.02.07, 12:18
        ciekawe komu zabiorą, żeby dołożyć ; )
    • kserkses1 a propos konkursów... 22.02.07, 13:46
      rozstrzygnięto konkurs na muzeum sztuki współczesnej w Warszawie,
      Dyrektor dziś podał się do dymisji - bo projekt mu się nie podoba...słusznie :)
      Hanka bredziła, że to spokojna architektura...a to regularna buda.
      Z nienagrodzonych projektów dało by sie wybrać ze 3 dobre, ale cóż.
      Tak czy owak, o "światowych nazwiskach" dalej można poczytać na stronach innych
      miast... Szkoda.
      www.museumcompetition.pl/nagrody.php
      • kubek kolejna hala tyle, że geometrycznie idealna 27.02.07, 13:04
        jakoś też nie bardzo do mnie przemawia, pisząc delikatnie!
        • kubek Wzory zagubione na pół tysiąca lat 27.02.07, 13:05
          Islamscy artyści, tworząc w średniowieczu zapierające dech w piersiach
          ornamenty, wykorzystali matematyczne reguły, które zachodni świat odkrył na nowo
          dopiero przed 30 laty - dowodzą w ostatnim "Science" badacze z Harvardu

          www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3947872.html?nltxx=1000621&nltdt=2007-02-27-02-41
          • kubek "naukowcy wytruli mikroby w krypcie" 01.03.07, 14:41
            "zaraz to taki duży zarazek"
            miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3953889.html?nltxx=1077751&nltdt=2007-03-01-03-06
          • stoik1 też mi się zawsze podobały te islamskie... 05.03.07, 11:18
            powtarzalne ornamenty, ale nigdy nie podejrzewałem, że za tym stoi jakaś wyższa
            matematyka

    • kserkses1 ? czy to prawda, że udało się wykreślić 05.03.07, 09:33
      centrum m.Cieszyna z rejestru zabytków?
      Bo mi zgorszeni koledzy w Krakowie o tym z obrzydzeniem powiedzieli...?!
      Jak tak, to ciekawe gdzie pierwszy hipermarkecik? Dookoła Floriana? Taka żółta
      rotunda...;)
      • stoik1 fajnie, że się znalazłaś 05.03.07, 11:14
        bo już kubek ostatnio zatęsknił ; )
        a to potwierdzona informacja ? bo jakoś o tym ostatnio cicho było
        • kserkses1 Re: fajnie, że się znalazłaś 05.03.07, 13:44
          kolega przeczytał w jakimś (nie pamięta jakim) miesięczniku architektonicznym...
      • kserkses1 na stronie "kobidzu" jeszcze jest ... 06.03.07, 14:13
        www.kobidz.pl/app/site.php5/getFile/3760
        str. 25 i n.
        • kserkses1 tylko, że strona jest stara... :) 06.03.07, 14:21

          • kserkses1 ... 06.03.07, 14:25
            sami się zresztą tłumaczą, że dowiadują się po fakcie...
            www.kobidz.pl/app/site.php5/Show/315.html
            a w ogóle strona jest przydatna więc tu bedzie...;)
Pełna wersja