kubek
29.03.07, 10:30
Plastikowe autka powstają w celi
Kolorowe zabawki z cieszyńskiego Zakładu Karnego sprzedają się na całym
świecie. - Wszyscy są zadowoleni. Producent płaci o połowę niższe pensje,
więźniowie mają pracę, a my lepszą atmosferę w zakładzie - mówi dyrektor
Ryszard Piszczek
Więźniowie z ZK w Cieszynie cieszą się dużym powodzeniem wśród pracodawców.
Kilkudziesięciu zatrudniły m.in. drukarnie, firma budowlana, miasto do
sprzątania ulic czy stadnina koni do opieki nad zwierzętami. Szefowie są
zadowoleni: więźniowie są tani, sumienni, przykładają się do pracy.
Za murami mogą jednak pracować tylko ci z niższymi wyrokami. Takich w
cieszyńskim więzieniu jest niewielu. - Dlatego bardzo się ucieszyliśmy, gdy
zgłosiła się do nas firma proponująca pracę więźniom bez konieczności
opuszczania więzienia. Dzięki temu od marca zatrudnienie znaleźli osadzeni z
ciężkimi wyrokami - za zabójstwa, rozboje, napady - mówi Piszczek.
Pracę zaoferowała im spółdzielnia z Bielska-Białej produkująca gadżety
reklamowe. To plastikowe zabawki: samochodziki, betoniarki, koparki czy
ludziki. Co kilka dni do cieszyńskiego więzienia przyjeżdża tir wyładowany
workami z plastikowymi elementami.
Na razie zabawki składa 15 więźniów, ale lada dzień dołączy kolejna
dziesiątka. Pracują po osiem godzin dziennie, dostają po 3 zł za godzinę. W
ten sposób mogą zarobić 470 zł miesięcznie brutto. To połowa tego, co
spółdzielnia musiałaby zapłacić pracownikom w normalnych warunkach. Więźniowie
nie otrzymują pieniędzy do ręki. Większość wypłaty idzie na spłatę ich długów
na wolności. Część trafia do tzw. żelaznej kasy i jest wypłacana przy wyjściu
na wolność. Reszta to wypiska na papierosy albo jedzenie, które można kupić na
terenie zakładu.
- Mam jeszcze cztery lata odsiadki. Wolę tu przychodzić, niż siedzieć pod
celą. Praca jest niezła, nawet po 1,5 tys. takich autek robię dziennie. Dzięki
temu mam na alimenty - mówi Arkadiusz z Cieszyna.
- Praca to jedna z form resocjalizacji. Poza tym mogą wyjść z celi,
porozmawiać, posłuchać radia przy składaniu. Dzięki temu jest lepsza atmosfera
w zakładzie. Mam kolejkę chętnych do tej pracy - dodaje Piszczek.
Marcin Czyżewski
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,4019469.html?nltxx=1077751&nltdt=2007-03-28-03-06