Doktor Tramsen ukrył czaszkę w szafie

03.09.07, 04:27
Twarz odzyskana po latach

Szczątki kapitana Szymańskiego są drugimi spośród wywiezionych z Katynia,
które udało się zidentyfikować. Po raz pierwszy posłużono się przy tym
badaniami DNA

Sprawa zaczęła się, gdy w 2005 roku duńska dziennikarka Lisbeth Jessen
znalazła w szafie Instytutu Medycyny Sądowej w Kopenhadze przestrzeloną na
wylot czaszkę. Nakręciła o tym film dokumentalny. Zainteresowała też tym Annę
Sekudewicz, dziennikarkę Radia Katowice. To druga z wywiezionych z Katynia
czaszek, którą udało się zidentyfikować. Pierwszą w 2005 r. rozpoznano jako
szczątki Janiny Lewandowskiej -córki generała Józefa Dowbora-Muśnickiego. O
czaszce z Kopenhagi "Rz" pisała w czerwcu ubiegłego roku.

Doktor Tramsen

Czaszkę polskiego oficera do Danii przywiózł lekarz patolog Helge Tramsen,
którego w 1943 roku hitlerowcy powołali do komisji katyńskiej. Gdy wracał do
swojej ojczyzny, zabrał ze sobą głowę z ciała, na którym przeprowadzał
obdukcję. Wiedział, że Sowieci zrobią wszystko, by sprawę zatuszować, więc
chciał mieć dowód ich zbrodni. Tramsenowi zależało, by poznano prawdę. To
dlatego zeznawał w tej sprawie przed Kongresem USA, a w 1962 roku udzielił
jedynego wywiadu Radiu Wolna Europa. Sprawa Katynia zaciążyła na jego
późniejszym życiu. -Dwa dni, które tam spędził, prześladowały go zawsze -mówi
jego przyjaciel prof. Eugeniusz Kruszewski. Duński lekarz żył w ciągłym
strachu o swoją rodzinę. Czaszkę ukrył w szafie swojego instytutu i mówił o
niej nielicznym. Gdy w 1970 roku na Saskiej Kępie w Warszawie w tajemniczych
okolicznościach zginęła jego córka Elżbieta, nie miał wątpliwości, że stoją za
tym sowieccy agenci. Tramsen zmarł w 1979 roku.

Dzięki dziennikarce Radia Katowice sprawą odnalezionych w Danii szczątów
zainteresował się polski rząd i inne media. Czaszka wróciła do Polski w 2006
roku. Zajęli się nią lekarze ze szczecińskiej Akademii Medycznej.

Przez Czechy do Australii

By móc ustalić, do kogo należy czaszka, lekarze musieli porównać pochodzący z
niej materiał DNA z materiałem potomków. Ich ustalenie nie było łatwe.
Dokumenty wskazywały na kapitana Ludwika Szymańskiego, ale Tramsen w jednym z
wywiadów mówił o majorze Ludwiku Siemińskim. Trzeba było dotrzeć do obu rodzin.

-Poszukiwania były dramatyczne i niezwykłe - mówi "Rz" Anna Sekudewicz. Do
rodziny majora Siemińskiego trafiła bardzo łatwo. Jego córka Maria
Siemińska-Paperz mieszka w Krakowie i działa w tamtejszym Stowarzyszeniu
Rodzin Katyńskich. Ale Szymańskich na liście katyńskiej jest wielu. -
Sprawdzałam kolejne tropy, ale po miesiącu wszystkie się urywały - opowiada
Sekudewicz. - Mój przyjaciel z Krakowa, dziennikarz Stanisław Jankowski,
zasugerował, że na liście katyńskiej przy wielu oficerach jest rodzaj CV. Tam
znaleźliśmy kluczowe słowo: Rajcza -mówi. Trop prowadził na Zaolzie. W czeskim
Trzyńcu mieszkała córka Ludwika Szymańskiego - Maria. -Zjawiłam się pod jej
drzwiami, ale nikt nie otwierał. Okazało się, że zmarła zaledwie trzy dni
wcześniej -mówi Sekudewicz. Po wielu perypetiach trafiła w końcu do czeskiego
Hawiżowa, gdzie burmistrzem miała być daleka krewna Szymańskich. Dzięki niej
dotarła potem do mieszkającego pod Melbourne Jerzego Szymańskiego, syna i
ostatniego potomka Ludwika Szymańskiego.

- Pierwsza nasza rozmowa telefoniczna była wstrząsającym przeżyciem - mówi
Sekudewicz. - Bałam się, że pan Szymański zemdleje albo uzna mnie za wariatkę,
ale jego reakcja była nadzwyczajna. Łamiącym się głosem powiedział, że w
każdej chwili jest gotów przyjechać do kraju -wspomina.
Dwa lata czekania

Niepewność córki Marii Siemińskiej i Jerzego Szymańskiego trwała prawie dwa
lata. W tym czasie stale korespondowali z Anną Sekudewicz. -Okazało się, że
rodziny wiele łączy, bo obie zostały zniszczone przez sprawę katyńską - mówi
dziennikarka.

Gdy czaszka z Danii trafiła do Instytutu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w
Szczecinie, trzeba było jeszcze czekać ponad pół roku na wynik badań DNA.
Wykazały one, że szczątki te należą do Ludwika Szymańskiego. - Odzyskaliśmy,
jak to mówimy, "twarz" pana Szymańskiego. Czaszka była przez lata źle
przechowywana i bardzo zniszczona, to jakiś cud, że się udało - mówi dr
Andrzej Ossowski.

Ten cud Jerzy Szymański wymodlił w swojej domowej kapliczce, gdzie obok
figurki Matki Bożej z Lourdes leży zdjęcie jego ojca. -Od początku byłem
pewny, że to jest czaszka mojego ojca - mówi "Rz" i dodaje: - Miała kwadratowy
kształt, tak jak twarz mojego taty. Na wynik badań czekała też Maria
Siemińska. Ale nie jest zawiedziona wynikiem. Dla niej najważniejsze jest to,
że historia tej czaszki przemówi do osób, które nie wiedzą o tym, co stało się
pod Charkowem.

Zidentyfikowane szczątki Ludwika Szymańskiego wciąż czekają na ponowny
pochówek. Być może odbędzie się on na Jasnej Górze. Zaproponował to kapelan
rodzin katyńskich ksiądz Zdzisław Peszkowski. Pomysł spodobał się Jerzemu
Szymańskiemu. - Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby tak się stało. Każdego dnia
czekam na telefon w tej sprawie. Mam już 81 lat, ale jeśli dożyję, to zabiorę
syna i przylecimy - mówi z nadzieją w głosie.

Reportażu Anny Sekudewicz o losach czaszki z Katynia będzie można wysłuchać
dziś o godz. 23 w programie I Polskiego Radia.

22,5 tys. polskich oficerów, prawników i lekarzy NKWD rozstrzelało wiosną 1940
roku. Większość spoczywa na cmentarzach w Katyniu, Charkowie i Miednoje.

Wczoraj w Miednoje polskie rodziny złożyły hołd pomordowanym w siódmą rocznicę
otwarcia cmentarza.
PIOTR PAŁKA
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070903/kraj/kraj_a_9.html
    • stoik1 dość stara historia... 03.09.07, 13:20
      cześć ich pamięci i wogle...
Pełna wersja