bolek5
05.08.03, 21:52
Witam!
Wiele razy czytałem na tym forum bardzo emocjonalne wypowiedzi na temat
relacji i wzajemnych win naszych dwóch..., przepraszam - trzech ;) narodów.
Miło mi więc przedstawić Państwa życzliwej uwadze tekst moim zdaniem bardzo
wytonowany i rzeczowy. Kiedyś nie zwróciłem na niego uwagi ale dziś
znalazłem go przypadkiem wśród jakichś eurosceptycznych bdur. Mogę
powiedzieć tylko jedno: Labuda rządzi! Chciałbym mieć taką głowę w Jego
wieku. Oto link:
hometown.aol.de/w290650/GW020630Lab.html
Tytułem uzupełnienia osobista dygresja. Moja żona pochodzi z rodziny
majętnych wielkopolskich gospodarzy. Jej dziadków Niemcy wywłaszczyli i
wypędzili bodaj jeszcze w październiku 1939 r. W 1945 r., gdy tylko front
przetoczył się w drugą stronę, ludzie ci niemal tuż za ruskimi czołgami, w
środku zimy, wrócili na swoje. Niemieckich kolonistów już oczywiście nie
było. Zostało po nich kilka drobiazgów, w tym paprotka na stole w kuchni.
Zaraz po wejściu do domu babka mojej żony wzięła tą paprotkę przez szmatę,
żeby się nie zbrukać i wyciepła ją przez okno. Mam bardzo plastyczną
wyobraźnię i oczami duszy widzę wyraźnie tą kobietę, jak z obrzydzeniem na
twarzy usuwa ostatnią pozostałość po niemieckim złodzieju ziemi. I potrafię
też "odwrócić" jej emocje, i wyobrazić sobie, co czuli i czują niemieccy
wypędzeni, którzy mieli mniej szczęścia niż dziadkowie mojej żony i nigdy
nie wrócili do swych Heimatów. Ale moja wyobraźnia jest też bardzo niesforna
i natychmiast podsuwa mi taki oto obraz: ów kolonista lub jego dzieci przed
kamerami niemieckiej telewizji opowiadają dziennikarzowi, zastygłemu w
pełnej współczucia pozie, o gehennie swojej rodziny, o ucieczce przez zimową
zawieję przed rosyjską ofensywą, o pozostawionej ulubionej paprotce Mamusi.
I o tym, że te wszystkie krzywdy domagają się upamiętnienia w postaci
specjalnego Centrum Niemieckich Wypędzonych.
Pozdrawiam
Bolek