Gość: Penn State
IP: *.wb.ptd.net
09.09.03, 21:11
Leszek Kołakowski 09-09-2003, ostatnia aktualizacja 09-09-2003 20:08
Projektodawcy Centrum przeciw Wypędzeniom nie mówią o masowych mordach i
gwałtach popełnianych na Niemcach przez Rosjan. Dlaczego? Bo byłoby to tylko
bezużytecznym prowokowaniem Rosji, a nie dawałoby podstawy do żadnych
roszczeń.
Chciałbym się wtrącić do dyskusji o Centrum przeciw Wypędzeniom w Berlinie
projektowanym, a to po to, by zwrócić uwagę na jedną sprawę, której - zdaje
się - nie poruszano w polskich na ten temat dyskusjach.
Najpierw mały fragment autobiograficzny. Moje pierwsze spotkanie z niemiecką
cywilizacją było takie. We wrześniu 1939 r., mając niespełna 12 lat, byłem w
grupie kilkunastu osób (cywilów) uciekających spod bomb niemieckich na
wschód. W wiosce nieopodal Bugu dopadła nas armia niemiecka. Uciekinierzy
zabrali ze sobą, co mogli, z wartościowych przedmiotów; oficerowie niemieccy
obrabowali nas ze wszystkiego, włączając zegarki, pierścionki itd.
Aresztowali też wszystkich mężczyzn (do których ja się jeszcze nie
zaliczałem) i zamknęli ich w pobliskim więzieniu. Nie zdążyli ich jednak
wymordować, bo właśnie wtedy miała miejsce duża bitwa, którą przegrali i
musieli uciekać. Aresztowani wyszli z więzienia. Pamiętam, że w czasie
rewizji i rabunku późną nocą moja stara, siwa babcia siedziała bezsilna,
ledwo przytomna na ziemi. Przyszło kilku oficerów, pokazywali ją sobie
palcami i śmiali się głośno ze staruszki. Byłbym ich zabił, gdybym mógł. Nie
mogłem, oczywiście, ale jestem pewien, że wkrótce potem inni ludzie to
zadanie wypełnili. To było moje pierwsze spotkanie z niemiecką cywilizacją.
Dalszy ciag pod adresem :www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1664000.html