gorol7
19.11.03, 22:58
Autor: Gość: Berlińska IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl
Data: 19.11.2003 20:13 + dodaj do ulubionych wątków
+ odpowiedz na list
+ odpowiedz cytując
------------------------------------------------------------------------------
--
Dobry Wieczór!
Śledzę tę dyskusję i jeśli pojawiają się argumenty, których sama użyłabym, to
się nie mieszam. Badania, w których uczestniczyłam lub prowadziłam
samodzielnie
od ponad 20 lat w pełni potwierdzaja Pańskie twierdzenia. Można tylko dodać,
że
nawet nie trzeba przywoływać przykładu Podlasia. Wiele wsi zamieszkanych
przez
przesiedleńców z Kresów wyludniało się, ponieważ wielu rodziców sprzedawało,
jak Pan pisał, ostatnie kury i nakłaniało dzieci do kształcenia. Dodatkowym
powodem było to, że nie byli pewni własności, więc wykształcenie było bardzo
ważnym zabezpieczeniem przyszłości. Co do Ślązaków, to K.Żygulski w badaniach
w
1956 roku już stwierdził, że maja oni niższe aspiracje edukacyjne i preferują
kształcenie dzieci w takich zawodach, na które było zapotrzebowanie na
niemieckim rynku pracy. Tendecja ta dopiero po przełomie ustrojowym zaczęła
słabnąć. W świetle badań Ślązacy czterokrotnie rzadziej legitymują się
wyższym
wykształceniem niż Polacy.
Nie do końca podzielam pogląd o dostępności wyższego wykształcenia w PRL.
Bylo
mało uczelni i badania z lat 70-tych pokazały, że w skali kraju odsetek
młodzieży chłopskiej na studiach był taki sam, jak przed wojną! Przyczyną był
niski poziom nauczania w szkołach wiejskich. Mimo to wybitnie zdolne dzieci
chłopskie zachęcane przez rodziców i nauczycieli mogły trafić na uniwersytety.
Bilans PRL - 7% z wyższym wykształceniem wobec 25-35% w krajach UE najlepiej
świadczy, ze występowały bariery w dostępie. Przytaczane badania wskazywały
na
odtwarzanie pozycji społecznej rodziców - najwyższy odsetek wśród studentów
stanowiły dzieci tzw. inteligencji. Obecnie liczba studentów wzrosła
czterokrotnie - możemy więc mówić o prawdziwym boomie edukacyjnym, pomimo
kosztów, które nigdy nie były małe. Moi rodzice np. podsumowali, ze
pieniądze,
które dawali bratu i mnie na studiach (na opłacenie stancji i jedzenie)
starczyłyby na zakup dużego fiata. Podkreslali, że niczego sie nie dorobili.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=8894107&a=9188825
Autor: Gość: Mieszaniec IP: *.pl
Data: 19.11.2003 18:23 + dodaj do ulubionych wątków
+ odpowiedz na list
+ odpowiedz cytując
------------------------------------------------------------------------------
--
Panie Franz!
Ja właśnie miałem na myśli awans edukacyjny ludzi pochodzących głownie ze
wsi!
Chodzi mi o ludzi, którzy dzięki edukacji w czasach komuny osiągnęli
społeczny
awans.
Wspomniani przeze mnie Podlasiacy ze wsi wypychali na siłę swoje dzieci do
nauki, właśnie za komuny, kiedy uczyć się mógł każdy, kto tylko chciał (a nie
tak jak dzisiaj, kto ma zasobnych rodziców, lub mieszka w mieście akademickim
lub blisko). Nikt naprawdę nie bronił nikomu iść do ogólniaka. Ale Ślązacy
tolerowali najwyżej pójście do technikum, bo przecież ogólniak nie daje
zawodu, a końcu ile się można uczyć?
Do roboty, a nie jakaś tam nauka.
Zwróć uwagę, że wyraźnie pisałem o sprzedawaniu ostatnich kur, a kur nie
trzymają ludzie w mieście. A poza tym, czy Ślązacy z opolskich miast różnili
się w tym względzie od Ślązaków ze wsi? Nie sądzę.
Co do tych, którzy są w RFN, to zauważyłem, że najwięcej tych z wyższym
wykształceniem, to ci, którzy kończyli studia w Polsce. Z moich znajomych mam
takich osób ponad 20 sztuk, a nie znam nikogo, kto wyjechał i tam studiował.
Mało tego, syn znajomych przyjechał studiować do Polski.
Z kolegów ojca ze szkolnych ław (niemieckich i polskich), którzy tu
przyjeżdżają w odwiedziny mało który ma wyższe wykształcenie.
A skoro już zjechaliśmy na temat edukacji i Niemiec, to w którymś z
tegorocznych numerów "Newsweeka" (wydanie oryginalne) przeczytałem jaki
krzywdzący jest system eduakcji niemieckiej, gdzie poprzez system rozdziału
uczniów do różnych dróg kształcenia odcina się praktycznie możliwość awansu
edukacyjnego i społecznego dzieciom z rodzin robotniczych. Został tam opisany
ten mechanizm oraz przywiedzione dane statystyczne, w tym porównanie jaki
odsetek dzieci rodziców - robotników zdobywa wyższe wykształcenie.
Ten odsetek w RFN jest najniższy w Europie.
Ale to tak na marginesie, jako ciekawostka.
Pozdrawiam Pana.
Pytkowi na pohybel.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=8894107&a=9186549
Autor: Gość: Mieszaniec IP: *.pl
Data: 18.11.2003 17:34 + dodaj do ulubionych wątków
+ odpowiedz na list
+ odpowiedz cytując
------------------------------------------------------------------------------
--
Nie rozumiem co Ty człowieku pieprzysz.
Zobacz ilu profesorów, adiunktów i asystentów Ślązaków pracuje lub pracowało
na Uniwersytecie Opolskim i Opolskiej Politechnice.
Zobacz ilu śląskich nauczycieli jest w szkołach ogólnokształcących,
zawodowych, muzycznych.
Niby to niewiele, ale biorąc pod uwagę, że Ślązacy zamiast kształcić swoje
dzieci, posyłali je do zawodówek, to są i tak są liczby szokujące!
Pod względem stosunku do wykształcenia opolscy Ślązacy w stosunku n.p. do
biedoty z Podlasia, byli beznadziejni. Zawsze gonili swoje dzieci do zawodówy
i do roboty. Mój ojciec ma doktorat, ale tylko dzięki farorzowi, który
przekonywał dziadka do posłania syna do ogólniaka. Ks. abp. Nossol też
opowiadał o sobie, że cudem zdobył średnie wykształcenie i poszedł do
seminarium. On to wie najlepiej i mówił o tym zjawisku po wielokroć. Stąd też
jego idee fix było utworzenie uniwersytetu w Opolu, aby Ślązacy
mogli "sztudiować doma".
Wspomniani Podlasiacy, sprzedawali ostatnie kury, żeby wyekspediować dwoje
dzieci do Warszawy. A Ślązacy, guzik, do zawodówy i szlus. A tymczasem za
tzw.
komuny naprawdę mógł studiować każdy, kto chciał. Dzisiaj niestety na starcie
znaczna część społeczeństwa ma podcinane nogi.
I zresztą tak zostało do dziś. Ślązacy nie wykorzystali swojej szansy na
awans
edukacyjny za komuny, a teraz mają szlaban ekonomiczny.
Zobaczcie jaki odsetek Ślązaków jest w ogólniakach, a jaki w zawodówkach i
technikach to moja teoria zaraz się potwierdzi.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=8894107&a=9163415