samotność to taka wielka trwoga.....

20.07.10, 23:20
Hej szesc tygodni temu urodziłam drugą córeczkę. Mam męża i jestem
bardzo osamotniona w moim małżeństwie. Urodziłam malutką bo miałam
ogromną nadzieję, że jest i będzie ok. Ale nie jest. Mam dość
swojego życia. Ale też nie mam innego wyjscia, muszę żyć dla moich
córeczek. Nie raz i nie dwa myślałam, że się poddam i tak zwyczajnie
opuszczę ten padołek ziemski. Teraz przyszedł czas kiedy nie radze
sobie z emocjami i całą resztą.Czuje pustkę i brak sensu w tym co
robię. Mogę liczyć tylko na siebie a jakoś mnie ubywa.
    • mateusz.wroclaw Re: samotność to taka wielka trwoga..... 21.07.10, 07:08
      A co jest nie "ok" w Twoim małżeństwie?
      • spacerwemgle Re: samotność to taka wielka trwoga..... 21.07.10, 09:09
        witaj, też to przerabiałam przy drugim dziecku, zostawił mnie samą
        pod każdym względem, nawet kiedy poszliśmy do psychologa-powiedział,
        że nie wie o co chodzi, potem bylo coraz gorzej...
        idź po pomoc do psychologa, poszukaj koniecznie, jesteś na początku
        drogi, pomóż sobie jak najszybciej, posłuchaj mnie proszę
        możesz wejdź na część forum Przemoc w rodzinie, nawet jeśli problem
        przemocy Cię nie dotyczy, na tym forum znajdziesz wielkie wsparcie.
        jest to miejsce wolne od sieciowych podrywaczy i podglądaczy,
        starannie moderowane

        pozdrawiam
    • daria_d_k Re: samotność to taka wielka trwoga..... 22.07.10, 18:08
      Wiem co czujesz, jestem w drugiej ciąży, miał to być przełom po wielkim kryzysie
      naszego związku, a nie jest. Co gorsza partner, mimo że mam wielki brzuch,
      przypomina sobie o mojej ciąży tylko na czas wizyt u lekarza. Czuję się przez to
      strasznie osamotniona, ale trzeba jakoś sobie radzić. Również żyję tylko dla
      mojego synka (i powoli dla drugiego dziecka). Moją metodą na doła jest
      dokładanie sobie obowiązków, im jest mi gorzej tym więcej gotuję, sprzątam,
      wymyślam sobie nowe zadania, które pochłaniają moje myśli na tyle, że nie myślę
      o samotności. Gorzej jest podczas zabawy z synkiem, wtedy najciężej zapanować mi
      nad myślami, a wiem, że właśnie wtedy powinnam być najpogodniejsza :(
    • madaleine_100 Re: samotność to taka wielka trwoga..... 23.07.10, 21:12
      kochana,
      spróbuj czegoś nowego czego nigdy wcześniej nie robiłaś a miałaś
      ochotę. Wiem, że takim maluszkiem nie jest to łatwe ale może jest
      coś takiego? Wybierz się na wycieczkę tam gdzie jeszcze nie byłaś?
      u mnie depresja (i to niestety ta 'normalna' nie po porodowa)
      przychodzi jesienią/ zimą a odchodzi .... póżną wiosną, w tym roku
      latem. I niestety wcale sobie z nią nie radzę, i nie zawsze
      ta 'nowość' skutkuje, zresztą w ciągu kilku lat ile razy można
      próbować czegoś nowego?:(:(
      I nie myśl o opuszczaniu padołka - łatwy on nie jest ale czasami
      świeci na nim słońce.
      TRzymam za Ciebie:)
    • mauritias Re: samotność to taka wielka trwoga..... 23.07.10, 23:17
      Moja druga ciaza byla niezaplanowana ale jednoczesnie nie byla
      wpadką. Wybór był mniej więcej świadomy bo nie uważałam może jak
      powinnam ale też nie rozpaczałam jak się okazało, że jestem w ciązy.
      Po dziesięciu latach miałam nadzieję, że maleństwo odnowi uczucia w
      moim związku. Nic to nie zmieniło. Pracowałam całą ciążę. Urodziłam
      wracając z pracy. W drodze z pracy po drugie dziecko do szkoły.
      Zdązyłam w ostatniej chwili do szpitala. Sama oczywiście. Mój mąż
      nie chciał ze mną rodzić. Całą ciązę chorowałam. Od infekcji do
      infekcji. Nie poddawałam się i w sumie byłam tylko szesc dni na
      zwolnieniu. Było mi bardzo ciężko. Rodziłam w maju i cała ciąża to
      własciwie jesien i zima. To ja woziłam starszą córkę do szkoły i
      popoludniami do szkoly muzycznej. Wychodziłam o siódmej wracałam ok
      dwudziestej. I tak całą ciążę. W dniu porodu skończyłam wcześniej bo
      mała zaczęlą parcie na świat o pietnastej. Mój mąż nie odbierał
      starszej córki i nie zawoził do szkoły. Nie robił zakupów, nie prał,
      nie sprzątał, nie
      wieszał prania, nie odrabial z malą lekcji. Zawsze był zmęczony.
      Pamiętam fatalną infekcję w grudniu. Miałam 40 stopni gorączki i nie
      miał mi kto zrobić herbaty bo mój mąż wrócił z pracy i był zmęczony.
      Z gorączką nie byłam w stanie odwozić małej do szkoły, siedziała ze
      mną w domu. Mężowi jest nie po drodze i za wcześnie by musiał wyjśc.
      Urodziła się druga mała i nic się zmieniło. Po cesarskim cięciu pięć
      dni po poporodzie z jedną za rękę i drugą pod pachą krązyłam między
      szkołą zakupami obiadkami i ze skręcającym bólem brzucha dawałam
      sobie radę. Mała ma sześć już wlaściwie siedem tygodni i nic się nie
      zmieniło. Moj mąż mnie nie bije, nie pije i nie robi nic więcej. Dba
      o siebie, o swój zołdek bo musi dobrze zjeść i zapalić dobre fajki.
      Ja własciwie zapomniałam, że można żyć normalnie. Nie sprzątać petów
      po mężu z wanny i z umywalki. Nie udawać mamy i taty w jednym. Nie
      zbierać skarpetek po całym domu. I cały czas słyszę, że jest
      zmęczony i chyba wróci do mamy, bo to wszystko go przerasta.
      I właściwie dlaczego trwam???? Przecież mam pracę do której za
      niedługo wrócę. Przecież jestem po studiach, znam języki i dlaczego
      jestem taka naiwna??? Nie mam siły i czuję, że psychicznie jest ze
      mną fatalnie.
      • madaleine_100 Re: samotność to taka wielka trwoga..... 24.07.10, 14:43

        wiesz co - skoro i tak sobie radzisz sama to do czego ci ten facet
        który jest wiecznie zmęczony???? niech wróci do mamusi, mamusia na
        pewno go przygarnie i bedzie szczęśliwa że ma syneczka obok
        siebie!!!
        mój były mąż też wrócił do mamusi, mamusia była szczęśliwa ale - mam
        wrażenie - tylko do czasu, jak zorientowała się że synalek ma w
        d.... ją i całą rodzinę, a potrzebuje - mówiąc wprost - gara i
        pralki z obsługą.
        Mauritias - wszystkie boimy się samotności i samotnego
        macierzyństwa. I słusznie - tylko głupcy nie boją się. Ale jeśli
        czujesz że to nie ma sensu, że odbijasz się od pustego zamknietego
        słoika - powiedz "dość". Kochasz go? On ciebie kocha? Kiedy ostatni
        raz to usłyszałaś od niego??? Rozmawiałaś z mężem pewnie nie raz i
        on nie wiedział zupełnie o co ci chodzi - powiedział pewnie że
        przecież "on pracuje, tylko jest ciągle zmęczony...". Do psychologa
        pewnie go nie wyciągniesz bo "on nie będzie rozmawiać z obcymi
        ludźmi, a poza tym nic się nie dzieje".
        Kobieto, spróbuj odejść - początki są trudne, później zresztą też,
        ale przynajmniej jedno zmartwienie ci odpada - nie musisz troszczyć
        się o dużego chłopczyka!
        • evela1982 Re: samotność to taka wielka trwoga..... 26.07.10, 12:33
          Z tego co piszesz Mauritias możesz mieć depresję poporodową. Przerabiałam to,
          więc wiem co to znaczy. Wylądowałam w końcu u psychiatry i leczyłam się lekami.
          Im prędzej sobie to uświadomisz i zaczniesz "działać" tym lepiej. Mężem się
          narazie nie przejmuj, a najlepiej "olej" jak tu sugerują inne dziewczyny, bo
          własciwie po co Ci on potrzebny, skoro i tak robisz wszystko sama! Mysle,ze on
          jest jedną z głównych przyczyn Twojego złego stanu psychicznego. Do tego krótki
          okres po porodzie, ogolne zmęczenie, hormony itp. Teraz ratuj siebie, swoje
          dobre samopoczucie, a potem się wszystko ułozy! Głowa do góry! Bedzie
          dobrze:)Wiem co pisze, bo równiez zostałam sama z dwojką dzieci...Na początku
          było zle, bardzo zle, ale z dnia na dzień coraz lepiej! I u Ciebie tez tak
          będzie!Pozdrawiam!
    • elkabelka39 Re: samotność to taka wielka trwoga..... 01.10.10, 18:05
      Od 14.12.2009 sama wychowuje 15-to miesieczna Zosie.Nie wytrzymałam z moim partnerem .To był związek pelen bólu i samotności.Miałam dziecko , ale on bez przerwy mnie dołował ,maltretował psychicznie.Teraz kiedy jestesmy same , jestem wreszcie szczęśliwa.To prawda jest mi bardzo ciężko finansowo , ale miłość mojego dziecka wszystko mi przysłania.Daję radę , choć czasem płaczę w poduszkę , bo nie takie miało być życie mojego dziecka.Wiem , że nie zginiemy i niedługo będzie dobrze.Wiem ,że jest ciężko , ale niepoddawaj się BARDZO CIĘ PROSZĘ
      • agusiak30 Re: samotność to taka wielka trwoga..... 08.11.10, 23:36
        Nie wiem czy powinnam ci doradzać bo od ojca mojego dziecka wyprowadziłam się jak młody (mój syn) miał 5 miesięcy ( teraz ma 10 lat ). Po 2 latach byłam w związku aż 6 lat!! Byłam z nim bo bałam się samotności, też prałam, gotowałam, sprzątałam i wyglądałam jak cień człowieka aż z pomocą przyszła moja mama i jej partner. Rozstałam się z partnerem i teraz zastanawiam się dlaczego tak długo z ty czekałam. Czy jest mi dobrze i czy jestem szczęśliwa? na swój sposób tak! Mam spokój psychiczny! A jak ja jestem spokojniejsza to mój syn też. Owszem jest mi źle jak widzę "szczęśliwe" rodziny i zadaje sobie pytanie dlaczego ja jestem sama?
        Ja na twoim miejscu zaczęłabym, nie ja tak właśnie zaczęłam od nie gotowania obiadków, nie sprzątałam jego skarpetek ja byłam wiecznie zmęczona, niech je u mamy niech mu pierze, poprostu co Ci szkodzi ? Odeszłam i jestem sama od 2 lat ale mam spokój psychiczny i nie dołuje już mnie żaden facet.
        A czy warto żyć? warto pomyśl co by się wtedy stało z twoimi dziećmi przecież one mogą liczyć tylko na swoje matki.
    • morgana000 Re: samotność to taka wielka trwoga..... 11.12.10, 11:01
      WITAJ JESTEM Z KATOWIC TEŻ URODZIŁAM DRUGĄ DZIEWCZYNKĘ I TEŻ NIERADZE SOBIE Z SAMOTNOŚCIĄ TE SŁOWA DZEMU BARZO DO NAS PASUJĄ ... POWIEC MI JAK MASZ NAIMIĘ?
Pełna wersja