Ciężki plecak- jedyny męczący problem?

28.08.10, 23:32
Coraz częściej mówi się o wadze plecaka, jako problemie. Jak sądzicie, to jest
problem rzeczywisty? Nadmiar godzin w szkole? A przeciążanie ręki przy
nadmiernym notowaniu?

Jak sądzicie, co jest problemem, który można by rozwiązać?
    • jakw Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 04.09.10, 21:33
      Imho dużym problemem jest liczba godzin w szkole. Z rzetelnym odrabianiem lekcji wyjdzie więcej
      niż etat.
      • Gość: Paulina Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? IP: 217.153.99.* 06.11.10, 20:23
        Ja chodzę do gimnazjum. Lekcje mam od 8 do maks. 15.30, dwa razy w tyg. na 10, ale i tak przychodzę na 8 bo się nie wyrabiam z odrobieniem i nauczeniem się wszystkiego. A doliczcie sobie zajęcia dodatkowe (do domu przychodzę często później niż rodzice którzy pracują od 8 do 16). Mam tak, że wracam do domu i idę prosto na dodatkowy angielski (na 18.00).
        Plecak mam tak ciężki, że ledwo go podnoszę. jak waży (rzadko, to rzadko) 5kg. to się cieszę.
        Mam go od września i myślę nad kupnem nowego, choć ten był drogi, bo zamek wysiada.
        Nie mam czasu, żeby przeczytać książkę, bo mi się zwyczajnie nie chce, po tylu godzinach. Rozmawiam z rówieśnikami - to samo, chociaż oni nie chodzą na korki.
        Więc fajnie jest mieć tyle lekcji i tak ciężki plecak, a na każdej lekcji gadane, że się nie uczymy i nie zdamy dobrze egzaminu ;]
        • Gość: gość Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? IP: 46.113.198.* 17.11.10, 19:24
          Jak byłam w gimnazjum, to było nieźle, bo w szkole każdy uczeń miał własną szafkę i mogłam sobie kupić 2 komplety używanych książek-jeden komplet w szkole, a drugi w domu, a do szkoły chodziłam tylko z zeszytami. Ale jak poszłam do liceum, to była jazda. Plecak ważący 8-9kg to była norma, a jak kazali przynieść dodatkowe rzeczy, 3tomowe lektury itp., to wychodziło i 10 kilo czy nawet więcej. A dodam, że jestem po kilku operacjach kręgosłupa (pierwszą miałam w 4 klasie podstawówki). Lekarz powiedział, że nawet wiele lat po operacjach mogę nosić max. 3 kg, a jak będę nosiła więcej, to sobie zaszkodzę. Obeszłam wychowawczynię, pedagoga itp.-zapytałam czy w szkole mogę zostawić książki (np. w sali matematycznej-książkę od matematyki, od fizyki-książkę do fizyki itp.), a w domu miałabym drugi zestaw, dostał mi się tylko ochrzan, że szkoła to nie przechowalnia itp. W podstawówce miałam tak, że w biurku każdy nauczyciel miał po kilka książek i jak wracałam ze zwolnienia po operacji, to przychodziłam tylko z jednym zeszytem ,,od wszystkiego", a nauczyciele pożyczali mi książkę na czas lekcji (zresztą moja mama jest nauczycielką w szkole średniej i wiem, że nauczyciele jako promocję od wydawnictw i każdy nauczyciel ma po kilka takich samych książek do przedmiotu). Przyniosłam nawet zaświadczenie od lekarza. Usłyszałam, że oni mają to gdzieś i jak mi się nie podoba, to mogę iść do zawodówki, bo liceum nie jest przymusowe itp.-powiedziałam, że ja nie mogłabym się tam uczyć ze względów zdrowotnych, a poza tym do takiej szkoły trzeba przynieść zaświadczenie o braku przeciwwskazań do nauki w danym zawodzie, a już od wielu lekarzy usłyszałam, że zawodówka i technikum odpadają-wszystkie możliwe zawody i nawet wiele studiów odpada. W takim wypadku usłyszałam, że to już mój problem jak to rozwiążę. A o przeniesieniu do innego liceum mogłabym zapomnieć, bo musiałyby mi się zgadzać przedmioty rozszerzone i języki obce. W moim mieście wiele liceów miało klasy humanistyczne z rozszerzonym polskim, historią i WoS-em, ale chodzi o to, że uczyłam się w klasie z niemieckim i francuskim. A w żadnym innym liceum nie było takiego połączenia języków-był albo angielski i niemiecki, angielski i francuski, chyba w jednej czy dwóch szkołach jest niemiecki i rosyjski (ale bardziej skłaniam się do tej wersji, że jedna szkoła). Ogólnie skończyło się na tym, że na początku szkoły zrobiła się destabilizacja całego instrumentarium w kręgosłupie, doszło do niedowładów nóg, silne bóle, że do dziś jestem faszerowana Morfiną itp. Do końca liceum miałam 6 operacji. Niby miałam przyznane nauczanie indywidualne, ale nauczyciele nie chcieli przychodzić, mało brakowało, że byłabym nieklasyfikowana. Skończyło się na tym, że pisałam jakieś referaty, wypracowania, z matematyki dostawałam kartki z zadaniami, później ktoś z rodziny zawoził to do szkoły i ocena była wpisywana jako sprawdzian czy kartkówka. Z fizyki czasem dostawałam jakiś referat do napisania np. o tym jak powstaje tęcza, dostałam do zrobienia w domu teściku itp. A jakie cyrki były, żebym zrobiła maturę-trzeba było się nagimnastykować. Zrobiłam same podstawy-cud, że wszystko zdałam (na poziomie 60-70%). Żaden nauczyciel mi nie powiedział nawet jak wygląda wypracowanie z polskiego. Rodzina mi nakupowała różnych książek, żebym wiedziała jak w ogóle wygląda matura, jak się pisze wypracowania, musiałam się sama douczać z książek itp. Moja mama uczyła PP. A studia-jestem zapisana na studia zaoczne, ale mam zwolnienia lekarskie i tylko tyle co się sama uczę, a później jest jazda, żeby mnie podwieźć pod koniec semestru/roku zdać egzaminy, napisać kolokwia itp., jak mam problemy z siedzeniem, a mam takie silne ataki bólu, że bardzo silne prochy przestają działać. Szczerze mówiąc żałowałam, że startowałam do tego liceum, bo było zachwalane (że niby miła atmosfera, wszyscy pomagają wszystkim, nie ma wyścigu szczurów, a to renomowane liceum i rzadko się to zdarza itp.), a szczerze mówiąc-wyścig szczurów itp. A musiałam codziennie wstawać o 4:40, żeby dojechać pod szkołę. Jakbym wcześniej wiedziała, to poszłabym do liceum blisko domu (w rankingach szkoła ma 1 miejsce w województwie i 2 miejsce w kraju), a w tej szkole każdy uczeń miał swoją szafkę. Jakbym pod koniec gimnazjum wiedziała, to przynajmniej nie zostałabym kaleką, na pewno dostałabym się na polibudę na studia dzienne (bo LO koło domu jest typowo ścisłe) i wstawałabym o 6-gdybym jechała na 8. Dodam, że jak chodziłam do liceum, to oprócz normalnych zajęć trzeba było chodzić na przymusowe kółka zainteresowań itp. Jak wychodziłam z domu o 5:40, to bardzo często byłam w domu koło 19-20. A jak już byłam w domu, to nawet na oczy nie widziałam i ledwo się doczołgałam pod prysznic, padłam do łóżka i już spałam. A douczałam się w autobusach, na przerwach, w weekendy, wf był w środku dnia, to się wtedy douczałam, bo miałam zwolnienia itp. A jak się poszło do tego liceum, to każdy mógł zapomnieć o wyjściach do kina. Nawet wakacje były zajęte-trzeba było przeczytać wszystkie lektury na następną klasę, przerobić książki do kolejnej klasy w miarę możliwości itp. A rycie w święta czy ferie zimowe to norma. Dyrektorka szkoły oczywiście od zawsze zabraniała wycieczek czy wyjść do kina-nawet po wypisaniu ocen na koniec roku-trzeba było siedzieć w szkole i się uczyć. Żadna klasa nie wyszła nawet raz do kina, a o wycieczce można było pomarzyć. Dodam, że wiele osób z mojego liceum miało problemy zdrowotne od plecaka-niejedna osoba miała wady kręgosłupa itp. i nawet uczniowie przynosili na wf zwolnienia całkowite albo częściowe z niektórych ćwiczeń. Z tego co wiem, to w trakcie moich operacji, pobytów w szpitalach itp., to trafiało się, że niektórzy uczniowie nawet trafiali na stół operacyjny z powodu kręgosłupa. A to, że uczniowie nieraz mdleli z wycieńczenia, to nie wspomnę. A jak ktoś wyjeżdżał na wakacje do sanatorium, to kończyło się na tym, że rano ćwiczenia i zabiegi, a popołudniu siedzenie w książkach. Nawet jak ktoś był w sanatorium nad morzem, to wracał blady, zero opalenizny. Jak mnie ludzie odwiedzali w domu, to byli bladzi, chociaż wyjeżdżali nad morze (bo trzeba było dużo ryć).
    • aleks2704 Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 22.11.10, 11:08
      Zgadzam się z Tobą w pełni. Plecaki naprawdę są ciężkie. Z nadmiarem godzin to mogłobybyć ich mniej ale Minister Edukacjii tak ustalił. Możemy uciekać z lekcjii, nie nosić książek ale to nic nie da.
    • e-natusia Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 22.11.10, 11:14
      Problem ciężkiego plecaka poleca na tym:
      po co nam do jednego przedmiotu ćwiczenia,podręcznik i zeszyt....?
      wystarczy nam jedna książka w której będzie po jednej stronie podręcznik , po drugiej ćwiczenia , a na końcu notatnik (zeszyt) :)
      Pozdrawiam..
      • Gość: gosc Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.11, 19:39
        To połowa Rodziców będzie się pluła, że co to za wymysł, bo takich książek nie będzie dało się odsprzedać, i trzeba będzie kupować nowe...
        Cóż, jak strój i buty itd na w-f to jest kłopot, z drugiej, przecież to tylko przeniesienie tego kawałek i rzucenie pod sale. Potem powrót do domu. Nie jest aż tak tragicznie.
        • eedziaa Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 07.01.11, 22:01
          Mój plecak waży zwykle 5-12 kg.
          Wszystko zależy od dnia tygodnia.
    • zbignief212 Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 17.01.11, 09:35
      Wybudowac szafki w szkolach.
    • mieciupalka1 Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 17.01.11, 09:36
      Mniej zadania domowego i szafki w szkolach !!!!!
    • malpeczkars Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 17.01.11, 13:39
      Faktycznie jest to duży problem. Gdyby w każdej szkole były szafki, plecak nie był by taki ciężki. Jednak to nie byłoby idealnym rozwiązaniem. Gdy dziecko idzie lub wraca ze szkoły do domu, ma poważne bule pleców. Więc szkoła powinna zakupywać podręczniki, które byłyby umieszczone w klasach, a dziecko miałoby swój komplet podręczników w domu, wtedy niosłyby tylko same zeszyty. A jeśli chodzi o pisanie myślę że to jest kwestia przyzwyczajenia.
    • seximalpeczkaxd Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 17.01.11, 13:43
      Tak jest to problem wielu dzieci z gimnazjum jak i z innych szkół. Obecnie w niewielu gimnazjach występują szafki. A jeżeli są szafki to i tak uczniów obciąża ich liczba zajęć w ciągu dnia. Niektóre gimnazja kończą lekcje po 16.00. Nie które zaczynają od 7:30.;)
      • haaa-haha Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 17.01.11, 13:48
        Moim zdaniem powinno być mniej tych wszystkich książek i ćwiczeń.Większość z nich jest naprawdę ciężka. Z drugiej strony z niektórych podręczników korzysta się raz na semestr, więc nie widzę powodu, żeby nosić je na każde zajęcia. Ja mam na szczęście szafki w szkole, więc książki, których nie używam mogę tam odkładać. Ale czasem zdarza się, że zapomnę którejś z książek, a potrzebna była do zadania domowego i niestety nie mogę już zrobić tych zadań...
    • xkama33 Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? 17.01.11, 13:51
      Uważam,że jest to problem, ponieważ wiele osób przez to ma kłopoty z kręgosłupem .
      W szkole podstawowej sama miałam ten problem . Przyznaję,że jest to męczące i utrudnia funkcjonowanie. Razem z koleżanką zrobiłyśmy petycję, na której podpisywali się uczniowie naszej szkoły i zaniosłyśmy to do pani dyrektor. Po rozważeniu tego zakupiono szafki dla klas 4, niestety dla nas - starszych klas nie starczyło pieniędzy ...
      Teraz w gimnazjum nie mam z tym problemu, ponieważ szkoła wyposażona jest w szafki dla uczniów .
      • Gość: doritos Re: Ciężki plecak- jedyny męczący problem? IP: *.centertel.pl 15.02.11, 00:51
        nudzisz sie po lekcjach??? koniecznie odwiedź: zwalcznude.pl
Pełna wersja