Fizyka - nielubiana?

23.05.02, 02:04
Przed chwilą przygotowywałam artykuł do gazetki szkolnej dotyczący wyboru
fakultetów przez uczniów mojej szkoły. Spojrzałam na statystyki, przeliczyłam
procenty i, czarno na białym, zobaczyłam, że zdecydowanie najmniej popularnym
przedmiotem jest fizyka. W roczniku ok. dwustuosobowym wybierały ją 1-2 osoby
i to jako fakultet dodatkowy. Jak wygląda to w Waszych szkołach? Skąd może
wynikać taka niechęć uczniów do fizyki? Sama jestem typową humanistką, ale
fizykę zawsze lubiłam...
    • Gość: Dada Re: Fizyka - nielubiana? IP: 212.33.68.* 23.05.02, 11:01
      Dlaczego o tej porze nie śpisz? A wracając do fizyki:
      - po pierwsze: mało jest dobrych nauczycieli fizyki, fizyka jest trudna,
      tymczasem na studia trafiają osoby nią niezainteresowane
      - po drugie: co łączy się z poprzednim punktem, te niezainteresowane osoby nie
      robią z uczniami żadnych doświadczeń, a jest to przecież nauka doświadczalna;
      doswiadczenia i próba ich opisu powinny być podstawą dydaktyki w szkole
      podstawowej i gimnazjum; w szkole mego syna nauczycielka stwierdziła, że nie
      będzie robić doświadczeń, bo mogą się nie udać (!!!); sym był w stanie
      przypomnieć sobie 2 doswiadczenia z 3 letniego kursu fizyki w gimnazjum
      Z poważaniem Dada
      • Gość: rodzynia Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.pp.rzeszow.pl 23.05.02, 14:18
        Niecierpię fizyki,bo do tej pory było to wykuwanie regułek(też mnie to
        denerwowało,ale miałam raczej dobre oceny),a ostatnio na
        sprawdzianie "dowaliła" nam zadania na pomyślenie i z tym było gorzej,bo
        nauczyć się na pamięć regułki jeszcze można,ale zadania to już
        trudniej...Wogóle ten przedmiot nie ma w sobie nic interesującego,przynajmniej
        dla mnie...
        A doświadczeń też raczej nie pamiętam,bo zawsze ważny jest wniosek...
        BArdzo się cieszę,że fizyki mi ostatnio przepadają :)
        • Gość: mycha Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 18.06.02, 21:48
          Dobra... a popatrzmy na to z takiej strony: Nikt nie lubi fizyki, fizyka jest
          niepotrzebna, po co to komu, jakieś kulki, bzdurki, to się na pewno nie przyda
          zwykłym gospodyniom domowym i innym humanistom. A teraz: mamy pralki ,suszarki,
          lodówki, mikrofalówki, telefony, kupę innych wynalazków... Bez fizy nic by z
          tego nie było. Z tego wynika, że warto znać fizę dla wygody. A nuż się coś
          wymyśli...
      • tawananna Re: Fizyka - nielubiana? 24.05.02, 02:12
        Co do snu - jakoś tak się złożyło ;).
        Niestety, dobrych nauczycieli fizyki nie ma wielu. Kiedy przypominam sobie
        nauczycielkę z 7 klasy podstawówki (tak się składa, że przez 5 lat edukacji
        fizycznej zdążyłam poznać aż 4 nauczycieli tego przedmiotu) to ech... szkoda
        słów. :(
        Pozdrawiam -
        Tawananna
    • Gość: Una Re: Fizyka - nielubiana? IP: 2.4.STABLE* / 192.168.0.* 23.05.02, 14:50
      Fizyka jest nauką dla ludzi z wyobraźnią. Ale wymaga też dyscypliny w myśleniu.
      Ja też zawsze lubiłam fizykę. Na razie jest 2:1 dla dziewczyn. Una
    • Gość: Ginny Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.net.bialystok.pl / 10.2.21.* 23.05.02, 19:16
      Fizyki uczyłam się, ze średnio wesołymi rezultatami zresztą,lat 6. Nic nie
      umiem. Doświadczenia nie robiliśmy przez ten cały czas ani jednego(!).A czwórkę
      na koniec liceum mam dzięki pisaniu scenariuszy o fizyce. Jak mogę to lubić???
      • Gość: ha14 Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.rrnet.pl 24.05.02, 01:16
        Fizyka jest trudna bo łączy w sobie matematykę, chemię ; a ilu lubi te
        przedmioty. Wymaga logicznego myślenia, skupienia uwagi, no i oczywiście jest
        to nauka , której poznanie powinno wynikać z doświadczenia. Usiłuję uczyć tego
        przedmiotu już prawie 30lat. Efekty są różne, jak różni są uczniowie. Gdybym
        miała możliwość robienia doświadczeń.... Ale jak to zrobić w 30-osobowej
        klasie nastolatków(gimnazjum), bez podziału na grupy. Zostają więc pokazy,
        efekt których bywa mizerny. Bo odległość uniemożliwia dokładną obserwację. A
        problem następny to pomoce i przyrządy. Najczęściej to jakieś własne
        wynalazki, z wykorzystaniem tego co znajdę we własnym domu. Doszło do tego, że
        moje dzieci oglądały kosz na śmieci czy coś się nie przyda mamie do szkoły.
        Pozdrawiam wszystkich a zwłaszcza tych którzy "fizykę kochają inaczej"
        • tawananna Re: Fizyka - nielubiana? 24.05.02, 02:09
          Chyba jestem dziwnym przypadkiem, bo nie znoszę chemii i nie przepadam się za
          matematyką :). Fizykę lubiłam zawsze, ale najbardziej tym przedmiotem
          zainteresowała mnie nauczycielka, która uczyła mnie w ósmej klasie. Potem było
          już tylko gorzej - LO, dwa lata z panią "profesor" bez tytułu magistra.
          Zresztą... nie tytuł był ważny, bo dobremu nauczycielowi wiele można wybaczyć.
          Doświadczeń było może kilka, wszystkie wybitnie nieskomplikowane. Teraz mam
          fizykę z innym nauczycielem i muszę przyznać, że lekcje z nim są o wiele
          ciekawsze. Jednocześnie jednak ze względu na charakter prowadzącego zajęcia
          wszyscy jak ognia boją się fizyki.
        • Gość: Dada Re: Fizyka - nielubiana? IP: 2.4.STABLE* / 192.168.0.* 24.05.02, 11:17
          Rozumiem problem z doświadczeniami w gimnazjum. Brak przyrzadów, pieniędzy. Ale
          w wielu dziedzinach fizyki można odwoływać się często do codziennego
          doświadczenia, np. w mechanice, termodynamice. Tu ważna jest tylko pomysłowość.
          I chęć wyjścia poza wygodną pracę z podręcznikiem. Widzę, że moje słowa
          właściwie nie powinny być skierowane do Pani, ponieważ, sądząc z postu, Pani
          próbuje zainteresować swoich uczniów.
          Doświadczenia na lekcji wcale nie muszą być "udane". Ponieważ w tym wszystkim
          bardziej chodzi o kształtowanie pewnych postaw niż o konkretną wiedzę. Czasami
          przecież się też udają. W końcu to prawa fizyki rządzą tym światem.
          Pokazy na lekcji też są ważne. Na zjeżdzie absolwentów mojego liceum (po 20
          latach) z rozrzewnieniem wspominaliśmy na klatce schodowej szkoły naszego
          fizyka i jego pokaz ze spadkiem swobodnym (Galileusz, Krzywa Wieża w Pizie).
          Pozdrawiam i życzę sukcesów. Dada
      • tawananna Re: Fizyka - nielubiana? 24.05.02, 02:16
        Typowy przykład nauczycieli - geniuszy w dziedzinie zniechęcania do fizyki. :)
        Z drugiej strony w jednej ze szkół w moim regionie lekcje fizyki są lubiane,
        fakultet fizyczny popularny, a dodatkowo wprowadzono nawet oddzielny przedmot -
        astronomię. Miałam okazję wyjechać na "biwak astronomiczny" wraz z uczniami
        jednej z klas z tej szkoły i cóż... bez porównania... Nistety, mam wrażenie,
        że takich nauczycieli jest jeden na tysiąc. :(
    • anka9009 Re: Fizyka - nielubiana? 24.05.02, 01:46
      ja tez jestem typowa humanistka. fizyka jest ciekawa, ale zmusza do myslenia.
      uczniowie tego nie luibia
      • Gość: ha14 Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.rrnet.pl 24.05.02, 15:03
        Ludzie myślcie- to nie boli. Przeczytałam to kiedyś na jednym z pomazanych
        murów
      • Gość: mariusz Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.ptenn.pl 24.05.02, 16:46
        tak jest
        do myślenia

        kojarzenia
        wyobrażania sobie ( nie ma to jak dobry experyment myślowy.. )
        ludzie, uczcież więc wyobrażania sobie NAJPIERW

        NAJPIERW każcie uczniom pomyśleć, dlaczego jest tak czy inaczej, dając im
        jakieś podstawy, przesłanki.
        POTEM niech myślą- i tu bym troszkę pozmuszał...
        NA KOŃCU podawajcie wzór i zadania, one nie są najistotniejsze ( na egzaminie,
        zwłaszcza ustnym-miałem taki jako trzeci przedmiot do LO-jak uczeń coś zapomni,
        ale na oczach komisji pokojarzy i rzecz wyprowadzi, dzięki MYŚLENIU, to jest o
        wiele lepiej notowany niż ten, co wykuje )

        myśleć myśleć myśleć-powtarzał zwierzak z Muppetów- i to prawda- niech dziciaki
        yślą, niech używają WYOBRAŹNI, zwłaszcza właśnie na fizyce-ja sobie zdaję
        sprawę, że dla nauczyciela to co rok, od 20 lat te same powarzane banały. ale
        chodzi przecieeż o to, żeby dzieciak się nauczył myśleć, kojarzyć, a nie
        regułek - i nad tym należy pracować
        • evaww Re: Fizyka - nielubiana? 25.05.02, 18:34
          Fizyki uczyłam się krótko. Ale coś w niej musi być, bo FIZYCY to wspaniali
          ludzie:z wyobraźnią, o wszechstronnych zainteresowaniach, dużo czytający i
          często z zacięciem literackim.
          • mamosz Re: Fizyka - nielubiana? 05.06.02, 14:53
            A kto znał i kochał profesora Ratajczyka z Rejtana to wie,że nawet nie
            wielbiąc tego przedmiotu można dostrzec w nim poezję pzdr
            • jhbsk Re: Fizyka - nielubiana? 06.06.02, 12:15
              Na to ja miałam pecha bo uczyła mnie p.prof. Napiórkowska, kochany człowiek, ale taka sobie
              nauczycielka.
              • m-p Re: Fizyka - nielubiana? 12.06.02, 00:35
                Fizyka jest trudna.
                Nie tylko dla humanistów, ale i matematyków. Jest ścisła w tym sensie, że
                redukowalna do matematyki, a więc i do logiki, ale dodatkowo wymaga intuicji.
                Tej często brak i niezłym matematykom.
                Ale da się lubić. Tylko trzeba jej się uczyć samodzielnie. Tak naprawdę, jeśli
                ktoś sam nie potrafi się jej nauczyć, to nikt go jej nie nauczy.
                Można się zafascynować fizyką.
                Spróbujcie...
                pozdrawaim

            • Gość: reytannn Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.02, 19:02
              Ksiadz opowiadal nam cos o tym profesorze...

              Kim wyjatkowym w zasadzie on byl?
      • Gość: Siriuz Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.02, 23:12
        I w tym rola nauczyciela by zachecic do myslenia. Do tego trzeba fantazji. Co
        powiecie na prace domowa - stworzyc wlasny schemat bomby atomowej i wyjasnic
        jej dzialanie? Wielu nastolatkow sie na to wezmie - zapewniam! Ktos sie obawia
        takiego pomyslu? Jestem pewien ze zaden uczen nie zbuduje takiej bomby potem...
        niemniej dajac mu zrodla odpowiednie, w mig chwyci podstawy fizyki jadrowej, a
        w niej takie rzeczy elementarne jak zasada zachowania pedu i energii itd.

        Albo postawic problem - porzed szkola jest glaz, wymyslic sposob jak go
        podniesc wykorzystujac tylko wlasna sile miesni... kazdy za sukces dostaje 5.

        itd. trzeba fantazje miec dziatki! :)... ja mialem bardzo fajnych nauczycieli
        fizyki, ale moja opinia nie jest wymierna bo zawsze lubilem ten przedmiot
        (teraz go studiuje), nie mniej na wszystko jest sposob i nawet najwiekszego
        opornika da sie przekonac i zainteresowac. Fizyka opisuje przeciez caly swiat w
        okol! Wrecz abstrakcyjnie brzmi zdanie ze fizyka jest nudna!! Paranoja... Do
        tego ta wiedza przecietnego Kowalskiego! Porazajace!... W ogole mentalnosc w
        Polsce pozostawia wiele do zyczenia! Patrzcie na mature - polski obowiazkowy, a
        matma tylko jak ktos chce... normalnym wydaje sie opinia ze jesli ktos nie
        rozumial matematyki i nudzil sie na niej smiertelnie to normalne, a ze jez.
        polski kazdy porzadny polak znac musi... BZDURA DO KWADRATU! Nauczcie ludzi
        nauk przyrodniczych, nauk scislych, a dopiero potem zajmujcie sie sfera
        kulturalna! Poeci, dziennikarze, prawnicy itd nie zbudowali swiata, zrobili to
        inzynierowie, fizycy, matematycy itd, dopiero w tym swiecie swoje miejsce
        znajduja humanisci... Pomylily sie wam priorytety.

        A zreszta, co ja gadam, jestem tez subiektywny :)... Kazdy ma zdolnosci w danym
        temacie i zakresie. Edukacja powinna pozwalac ksztaltowac te zdolnosci i
        talenty, i nie gwalcic humanistow matematyka a umyslow scislych jez. polskim i
        historia.
    • Gość: Czerwony Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.macedonska.wro.cxt.pl 05.06.02, 16:39
      A ja jestem na studiach i zdałem cale dwa lata fizyki z oceną dobrą (egzamin,
      ćwiczenia itd.). He he zgadnijcie w jaki sposób (podpowiedz: jest o tym mowa na
      forum Kujona).....
      • Gość: czeko Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.chello.pl 08.06.02, 13:49
        Mówią mi o kulce, która spada- ale kto mi ją pokazuje?
        Mówią o samochodziku, ktory zjeżdza po równi pochyłej- kto mi to pokaże?
        Mam zbiór zadań i zeszyt. W zbiorze zadania, w zeszycie dużo tekstu i rysunki.
        Obliczam prędkości kulek- a do czego przyda mi się to w przyszłości?
        Czy będę obliczała prędkośc kostki, która wrzucę do muszli klozetowej?

        Tyle się psioczy na amerykański sytstem szkolnictwa, że wychowuje debili, że
        człowiek wychodzi z bardzo małą wiedzą, możliwe. Ale sytem ten ma bardzo duży
        plus- można wybierać przedmioty, które naprawdę interesują. A w polsce nawet na
        humanie trzeba kuc o ferromagnetykach (a kto je w życiu widział na oczy????).
        I tak jako typowa humanistka spedzam noc próbując zrozumiec jak spada, po co
        spada...
        • no_name Re: Fizyka - nielubiana? 09.06.02, 00:01
          Ja nie lubie fizyki + nie umiem fizyki a mam 5 na koniec :)

          Pozdr
          • Gość: mm Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.pl 09.06.02, 00:16
            Znaczy się geniusz albo genialny cwaniak Pozdrawiam
        • Gość: Dada Re: Fizyka - nielubiana? IP: 2.4.STABLE* / 192.168.0.* 11.06.02, 12:07
          Gość portalu: czeko napisał(a):

          > Mówią mi o kulce, która spada- ale kto mi ją pokazuje?
          > Mówią o samochodziku, ktory zjeżdza po równi pochyłej- kto mi to pokaże?
          > Mam zbiór zadań i zeszyt. W zbiorze zadania, w zeszycie dużo tekstu i rysunki.
          > Obliczam prędkości kulek- a do czego przyda mi się to w przyszłości?
          > Czy będę obliczała prędkośc kostki, która wrzucę do muszli klozetowej?

          Nie da sie przewidziec, co ci bedzie potrzebne w przyszlosci. Obliczanie
          predkosci i przyspieszen przydaje sie w zyciu codziennym. A juz na pewno
          swiadomosc tego, co to jest. Podobnie rzecz sie ma z ferromagnetykami. Zareczam
          ci, ze nie raz je widzialas ( a zwykłe żelazo? ).

          Tak juz jest, ze humanisci z duma przyznaja sie do nieznajomosci podstawowych
          faktow z fizyki (czyli wlasciwie z zycia codziennego), a wysmiewaja ludzi nie
          znajacych jakiegos wiersza lub nudzacych sie na eksperymentalnym przedstawieniu
          teatralnym. Ja mysle, ze czlowiek kulturalny musi znac zarowno podstawowe fakty z
          historii, orientowac sie w literaturze czy sztuce i m.in. wiedziec o czym mowia
          zasady dynamiki Newtona. A potem przyjdzie czas na specjalizacje.

          Sek w tym, ze nauczanie fizyki w Polsce jest tragiczne. Podstawowe prawa i
          zjawiska powinni znac wszyscy. Chociazby ze wzgledow bezpieczenstwa. Nieraz na
          pewno slyszalas w telewizji o chlopakach, ktorzy wlaza na slupy wysokiego
          napiecia (!!!). Nieznajomosc podstawowych praw fizyki, brak wyrobionej wyobrazni
          (nt. zjawisk fizycznych i ich nastepstw). Nie wspomne juz o skutkach zbyt
          szybkiej jazdy samochodem. Przeciez gdyby sobie policzyli i wyobrazili jakie sily
          wtedy dzialaja, to moze czasami zdjeliby noge z gazu?

          To prawda, nie wszyscy maja zdolnosc abstrakcyjnego myslenia o zjawiskach fizyki.
          I tym samym trudno im analizowac te zjawiska w jezyku matematyki (do tego jest
          potrzebny specjalny typ wyobrazni). Ale bez przesady, w szkole sredniej ta
          matematyka jest bardzo prosta. I przeciez nie kazdy musi miec z fizyki piatke.
          Jednak w dalszym ciagu upieram sie, ze nalezy znac prawa fizyki. A ich
          nieznajomosci nalezy sie wstydzic.

          Co do amerykanskiego systemy ksztalcenia. Mialam w ubieglym roku studenta (ucze
          na politechnice), ktory szkole srednia konczyl w USA. Otoz on wlasnie mial w
          Stanach mozliwosc wyboru przedmiotu. I nie wybral fizyki. Z jakiego powodu nie
          wybral fizyki, nie umial powiedziec. Tak wyszlo. Student ten mial wiele
          trudnosci, zeby nadrobic to co stracil na skutek zbyt wczesnej specjalizacji. W
          wieku 15 lat zainteresowania sa najczesciej jeszcze nieuksztaltowane. I trudno
          nawet przewidziec, co sie bedzie robilo w zyciu doroslym.

          Zycze ci takich nauczycieli, ktorzy ci fizyki nie obrzydza. Pozdrwaiam . Dada
    • zbyszek.pendel Re: Fizyka - nielubiana? 10.06.02, 11:05
      Kwestia nauczyciela. Fizyka może być fascynująca. Wiem, bo mój Fizyk był wysmienity. Mimo, że
      szkoła była tak "bogato" wyposażona, że przez kilka lat przeprowadzilismy chyba trzy doswiadczenia.
      Kujon
      • Gość: MP Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.fuw.edu.pl 11.06.02, 14:41
        Liczbę nauczycieli uczących fizyki w polskich szkołach można
        oszacować na ok. 20 tys. (ponad. 10 tys. gimnazjów, liceów i techników,
        w każdym od jednego do kilku nauczycieli).
        To duża liczba i trudno liczyć, że w tak dużej grupie znajdą się
        sami wspaniali ludzie z pasją i talentem do tworzenia czegoś z niczego.
        Natomiast pewnie można liczyć (i trzeba wymagać), że większość z tych
        osób jest gotowa solidnie i uczciwie wykonać swoją pracę na miarę
        warsztatu i narzędzi, w które ich wyposażymy i na miarę wymagań,
        które im konkretnie postawimy.
        Obecnie wymaga się od nich "przerobienia" jednego z bogactwa programów
        zgodnych z podstawą programową. Podstawa zawiera niemal same
        ogólniki, które można zamienić zarówno na wysoce zmatematyzowaną suchą
        treść akademicką, jak i na niekonkretne, trudne do uporządkowania
        opowiastki do poduszki. Jest też możliwa cała gama pośrednia, ale
        - jak to w życiu - rozwiązania skrajne okazują się najatrakcyjniejsze.
        Wyborom skrajnym sprzyja duża liczebność klas i słabe, zawodne (często
        zawodne od nowości!) wyposażenie. Mamy więc to co mamy! Albo rypanie
        zbiorów zadań, gdzie z punktu "A" do miasta "B" stacza się ktoś pod
        wpływem "gie" (wiadomo po czym i dlaczego), albo wypełnianie
        bezsensownych krzyzówek i uzupełnianek z zeszytów ćwiczeń, gdzie
        cały wysiłek intelektualny sprowadza się do odgadnięcia "co autor miał
        na myśli" i na której stronie książki z czytankami to napisał.
        (Jest też wersja autorska tego ostatniego: co pani miała na myśli i
        na której lekcji podyktowała to do zeszytu?)
        Czego zatem brakuje, aby mogło zacząć być inaczej? Nie sądzę, by
        brakowało jedynie pieniędzy na wyposażenie czy mniej liczne grupy
        oraz tego, by fizyki nie uczyli rusycyści przekwalifikowani wieczorowo.
        Sądzę, że brakuje również:
        - Dokładnych dokumentów programowych, jasno i precyzyjnie mówiących jakie
        treści i na jakim poziomie dokładności powinny być przekazane, a także
        ustalających kanon niezbędnych sytuacji poznawczych (w tym pokazów i
        samodzielnego eksperymentowania), w których uczeń powinien się znaleźć
        w trakcie nauki, jeśli jego poznanie ma być sensowne, a nie oparte o 3Z.
        - Zbioru mądrych, głęboko przemyślanych odpowiedzi na wszystkie pytania
        typu "a po jaką cholerę jest to mi - przyszłemu poecie - w ogóle potrzebne?".
        Najpierw trzeba jednak uznać bezwzględne prawo ucznia do zadawania takich
        pytań i uznać, że banialuki typu "bo wiedza ogólna" czy "bo nigdy nie wiadomo
        co w życiu cię spotka" nie są żadną odpowiedzią, a jedynie obnażeniem
        własnej indolencji odpowiadającego. Indolencja ta często jest
        usprawiedliwiona, bo fakt, że pytanie musi mieć dobrą odpowiedź, wcale
        nie musi oznaczać, że jest to odpowiedź banalna i sama się narzucająca.
        Często trzeba dużego wysiłku, by taką dobrą, wiarygodną i niewydumaną
        odpowiedź podać i to na poziomie odpowiednim dla ucznia. Dlatego sądzę,
        że należy wyposażyć nauczyciela w takie odpowiedzi lub w możliwość łatwego
        dotarcia do nich. A jeśli żadnym cudem i wysiłkiem odpowiedzi przekonywującej
        dla ucznia podać się nie da, to wówczas należy się poważnie zastanowić
        nad tym, czy pytania ucznia "Po co?" nie należy potraktować jako celne
        pytanie retoryczne.
        - Przemyślanych programów uczenia i budowania kolejnych pojęć i umiejętności.
        Czegoś, będącego alternatywą dla bezwartościowych dydaktycznie "rozbudowanych
        spisów treści podręcznika" zwanych potocznie "Programami nauczania". Programów
        uwzględniających realia szkolne, a przede wszystkim uwzględniających
        realia naturalnego toku procesów poznawczych. Na przykład uwzględniających
        to, że w nauce o świecie realnym (w odróżnieniu do niektórych, i także wcale
        nie licznych sytuacji poznawczych w świecie abstrakcyjnym, np. matematyce
        akademickiej) definicja jest ostatnim stadium na drodze poznania. Rozpoczynanie
        drogi poznania od definicji to trochę tak jak rozpoczynanie pieczenia tortu
        urodzinowego od wykonania ozdobnego napisu.

        Myślę, że dopóki nie wyposażymy nauczycieli w niezbędne warunki i narzędzia
        nie mamy co liczyć na to, że znacząca większość z nich będzie pracować
        inaczej niż w symbiozie z uczniowskim 3Z - metodą nauczycielskiego 3P (Przerób,
        Przetestuj, Pójdź dalej!). Żadna najszczytniejsza akcja tego nie zmieni.

        Pozdrawiam serdecznie,
        Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
        ojciec kilkorga uczniów
        fizyk

        • Gość: Dada Re: Fizyka - nielubiana? IP: 2.4.STABLE* / 192.168.0.* 11.06.02, 17:05
          Gość portalu: MP napisał(a):

          > - Zbioru mądrych, głęboko przemyślanych odpowiedzi na wszystkie pytania
          > typu "a po jaką cholerę jest to mi - przyszłemu poecie - w ogóle potrzebne?".
          > Najpierw trzeba jednak uznać bezwzględne prawo ucznia do zadawania takich
          > pytań i uznać, że banialuki typu "bo wiedza ogólna" czy "bo nigdy nie wiadomo
          > co w życiu cię spotka" nie są żadną odpowiedzią, a jedynie obnażeniem
          > własnej indolencji odpowiadającego.


          Fizyku i ojcu kilkorga uczniow! Nie watpie, ze masz pewien zbior madrych i
          gleboko przemyslanych odpowiedzi na pytanie przyszlego poety: poco?
          Zacznijmy od tego. Po co humanistom fizyka?
          • Gość: MP Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.02, 00:40
            Gość portalu: Dada napisał(a):

            > Nie watpie, ze masz pewien zbior madrych i
            > gleboko przemyslanych odpowiedzi na pytanie przyszlego poety: poco?

            No to trochę się różnimy:-)
            Ja wątpie bym miał odpowiedź na wszystkie czy nawet na większość. Choć
            jest kilka odpowiedzi, których musiałem poszukać i chyba szczęśliwie
            znalazłem - przynajmniej udało mi się to wmówić pytającemu:-)
            Ale ogólnie jest to naprawdę bardzo trudne. Wymaga zilustrowania
            odpowiedzi przykładami nie tylko adekwatnymi i ważnymi w sposób
            zrozumiały dla ucznia, ale także dostatecznie czystymi, by było jasne,
            że udziela się odpowiedzi dokładnie na zadane pytanie, a nie na jakąś
            luźną asocjację. Czyste przykłady rzadko kiedy leżą na ulicy. Nikogo
            rozsądnego nie przekona argumentacja, że omawiane prawo czy zjawisko
            jest jednym z setki praw czy zjawisk, dzięki którym pracuje mikser.
            Bowiem zdrowy rozsądek bezlitośnie podpowiada, że jedynym ważnym
            z punktu widzenia użytkownika prawem rządzącym działaniem miksera,
            jest to, że jak zrobimy "pstryk" to trzepaczki się kręcą. Taki przykład
            i taka odpowiedź nie jest też w stanie zaintrygować i pobudzić
            naturalnego, ludzkiego instynktu poznania. ("Instynkt poznania" to
            takie coś dziwnego, co każe dziecku rozebrać na czynniki pierwsze
            stary zegarek dziadka :-))

            > Zacznijmy od tego. Po co humanistom fizyka?

            Mój nieodżałowany nauczyciel i promotor, Profesor Grzegorz Białkowski,
            pewnie wolałby odpowiedzieć na pytanie "Po co fizykowi poezja?".
            Ja myślę, że spróbujmy najpierw odpowiedzieć na wszystkie pytania
            dotyczące kulek i ferromagnetyków. A jeśli uda nam się odpowiedzieć
            chociaż na część w sposób zadowalający poetę, to może nie przyjdzie
            mu nawet do głowy pytanie "Po co fizyka?". Pozostawi je na deser
            filozofom.

            Pozdrawiam serdecznie
            Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
            ojciec kilkorga uczniów

            • Gość: Jacek Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.cc.gifu-u.ac.jp 12.06.02, 11:20
              Zgadzam sie z przedmowcami, iz fizyka jest przedmiotem dosc trudnym,
              wymagajacym skupienia i wyobrazni, nie bez znaczenia pozostaje takze fakt, iz
              niewielu nauczycieli potrafi w interesujace sposow owej fizyki nauczyc. Rowniez
              i ja nie lubilem rozwiazywania dziesiatek zadan, jakos przez to jednak
              przebrnalem. Jednak uwazam, ze znajomosc podstawowych praw rzadzacych
              wszechswiatem jest niezbedna kazdemu czlowiekowi. Obecnie jestem na kierunku
              wybitnie humanistycznym (japonistyka), lecz przez 4 lata liceum chodzilem do
              klasy mat-fiz., czego bynajmniej nie zaluje. Mysle, ze mniejsza ujma jest dla
              mnie nieznajomosc jakiegos utworu literackiego, niz kompromitowanie sie
              stwierdzeniem, ze latwiej jest ogrzac wode niz powietrze, co usilowal mi kiedys
              wmowic kolege ze studiow. Chyba nigdy nie urzadzal z kumplami ogniska...
              Pozdrawiam wszystkich
              • Gość: MP Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.fuw.edu.pl 12.06.02, 12:06
                Gość portalu: Jacek napisał(a):

                > Mysle, ze mniejsza ujma jest dla
                > mnie nieznajomosc jakiegos utworu literackiego, niz kompromitowanie sie
                > stwierdzeniem, ze latwiej jest ogrzac wode niz powietrze, co usilowal mi kiedys
                >
                > wmowic kolege ze studiow. Chyba nigdy nie urzadzal z kumplami ogniska...

                A może też jego nauczyciel (musiał mieć nauczyciela, skoro zadał
                maturę) nigdy nie podgrzewał wody i powietrza? Może podgrzewał
                jedynie ciecz w menzurce i gaz doskonały w cylindrze z tłokiem,
                na dodatek na lekcjach odległych od siebie o kilka miesięcy, i nie
                ogniskiem czy palnikiem, lecz kredą na tablicy?

                Pozdrawiam serdecznie
                Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
                ojciec kilkorga uczniów
            • Gość: DaDa Re: Fizyka - nielubiana? IP: 212.33.68.* 13.06.02, 10:28
              Gość portalu: MP napisał(a):

              > Ja myślę, że spróbujmy najpierw odpowiedzieć na wszystkie pytania
              > dotyczące kulek i ferromagnetyków. A jeśli uda nam się odpowiedzieć
              > chociaż na część w sposób zadowalający poetę, to może nie przyjdzie
              > mu nawet do głowy pytanie "Po co fizyka?". Pozostawi je na deser
              > filozofom.
              >
              > Pozdrawiam serdecznie
              > Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
              > ojciec kilkorga uczniów
              >


              Tak zgrabnie unikasz odpowiedzi na pytanie, ze powinienes byc politykiem. A bedac
              ojcem kilkorga uczniow musiales im albo ich kolegom odpowiadac na podobne
              pytania.

              Nie przerzucaj odpowiedzi na filozofów, tylko konkretnie odpowiedz humanistce, do
              czego moze jej sie przydac rozwiazywanie zadania z kulkami, albo znajomosc
              ferromagnetykow. DaDa
              • Gość: Majka :) Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 13.06.02, 11:10
                humanista:znawca kultury antycznej; znawca nauk humanistycznych, zajmujący się
                kulturą, sztuką, językiem, literaturą, historią, ITD.
                JESTEŚ HUMANISTKĄ ???
                Czy używasz tego słowa w potocznym, dość obelżywym jak dla mnie
                znaczeniu, "intelektualista inaczej"- bo nie umie liczyć, nie rozumie
                podstawowych mechanizmów świata i nie chce się tego nauczyć?
                • Gość: DaDa Re: Fizyka - nielubiana? IP: 2.4.STABLE* / 192.168.0.* 13.06.02, 13:58
                  Ee - od razu obelżywym. Jesli czytałaś poprzednie wypowiedzi, to chodziło o
                  uczennicę klasy humanistycznej, która nie rozumie potrzeby męczenia się nad
                  zadaniami z kulką.

                  Nawiasem mówiąc, wielu ludzi, deklarujacych się jako "typowi humaniści", nie ma
                  pojęcia nt. podstawowych praw świata, który ich otacza.

                  W moim pojęciu winę za to ponosi nasz system nauczania, który skutecznie zabija
                  w uczniach wczesno-dzieciącą ciekawość swiata.

                  A liczyć nie umieją nie tylko "humaniści", ale i kandydaci na inżynierów. To
                  nie do wiary, ale wielu (wielu,wielu wielu) studentów politechnik ma problemy
                  z: liczeniem procentów, mnożeniem pisemnym (i dzieleniem tym bardziej),
                  dodawaniem ułamków, z wyznaczeniem ciężaru, gdy zna się masę ciała (!!!!).
                  Takich maturzystów dorobiliśmy się dzisiaj, a co będzie, gdy do uczelni dotrą
                  roczniki wychowane wyłącznie na testach??????????? DaDa
                  • Gość: Majka :) ojej.. :(( IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 13.06.02, 15:58
                    Dada, to nie do Ciebie było :)
                    Nie zmieniłam tematu.
              • Gość: MP Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.fuw.edu.pl 14.06.02, 13:17
                Zgaduję, że prowokujesz mnie bym wzniósł się ponad politykę :-).
                A jeśli nie zrobię tego zbyt zgrabnie? Czy nie wyciągniesz z tego
                pochopnego wniosku, że w ogóle dobrze uzasadnić się nie da?
                Mam nadzieję, że nie, bo przecież sama podałaś kilka całkiem niezłych
                argumentów, a przynajmniej punktów zaczepienia do argumentacji.

                Ustalmy najpierw temat.
                Rozumiem, że w pierwszym przykładzie chodziło o opis ilościowy
                ruchu ciał w polu ciężkości. „Czako”, w związku z liczeniem prędkości
                kulek, zapytała całkiem rozsądnie, czy będzie kiedyś liczyła prędkość
                kostki wrzuconej do sedesu. Odpowiedź jest prosta: nawet jeśli zostanie
                babcią klozetową, najprawdopodobniej nigdy takich prędkości liczyć nie
                będzie musiała. Ja przynajmniej nie przypominam sobie bym
                kiedykolwiek w życiu prywatnym musiał wykonać obliczenie w oparciu
                o ogólną postać drugiego prawa Newtona, czy jego aplikację do ruchu w
                ziemskiej grawitacji. Daję sobie obciąć paznokcie, że „Dada” także nigdy
                takich obliczeń w życiu prywatnym wykonywać nie potrzebowała.
                Wniosek z tego prosty: tu wcale nie chodzi o umiejętność policzenia
                prędkości kostki w sedesie. Umiejętność ta nie jest celem, a jedynie
                narzędziem potrzebnym do osiągnięcia innego lub innych celów.
                Jak to zwykle bywa z narzędziami, można się spierać, czy jest to
                narzędzie jedyne i najlepsze. Skoro jednak malarza zapraszanego do domu
                w celu pomalowania ścian obdarzamy swobodą wyboru właściwego pędzla,
                to może warto tym przywilejem obdarzyć także nauczyciela?

                Przyjmując ten argument, pora na cele (czyli na dyskusję o kolorze ścian).

                Nie sądzę, że tu dobrym jest wyjaśnienie, iż chodzi o bezpieczeństwo ruchu
                drogowego i temu podobne sytuacje. Bezwładność i kłopoty, których ona
                może przysporzyć, poznajemy od dziecka. Dobrym, przezornym kierowcą
                (nawet rajdowym!) może być kompletny analfabeta, który nie słyszał słowa
                dynamika czy nazwiska Newton. Z kolei żaden fizyk czy inżynier, jadąc
                samochodem, nie liczy sobie z wzorów drogi hamowania. Zna ją
                z doświadczenia i z danych producenta. Argument o potrzebie wyobraźni
                przed wtargnięciem na jezdnię jest już lepszy, ale i tu chodzi o wyobraźnię
                jakościową (samochód nie zatrzyma się natychmiast), a nie o umiejętność
                wywiedzenia tego z rachunków na podstawie znanego prawa. Wcześniej
                i świadomie wykonane rachunki niewątpliwie jakościową wyobraźnie kształtują.
                Ale to chyba nie jedyny (dla mnie nie najważniejszy) cel, któremu służy
                zabawa i rachunki z kulkami.
                Czemu więc jeszcze służy policzenie prędkości kostki wpadającej do sedesu?
                Zauważmy na przykład, że aby ją policzyć, trzeba posłużyć się kilkoma
                pojęciami.
                Mam na myśli pojęcie prędkości (to pewnie rozumie już przedszkolak), pojęcie
                przyspieszenia i przyspieszenia ziemskiego. Stworzenie tych pojęć (bo wcale nie
                jest
                prawdą, że są one „fotografią” natury; są one abstrakcją stworzoną przez
                myślącego człowieka na podstawie obserwacji i namysłu nad naturą!) okazało
                się bardzo użyteczne. To nasze osiągnięcia cywilizacyjne, a spór o to
                czy mniej czy bardziej ważne niż stworzenie „Hamleta” czy Giocondy, jest
                pozbawiony wielkiego sensu. Prawem i obowiązkiem ojców jest przekazanie
                dzieciom tego, co mają najcenniejsze (a prawem dzieci jest bronić się przed
                tym „niechcianym” spadkiem rękami i nogami :-)). O przyspieszeniu (tak jak
                o Hamlecie!) nie da się opowiedzieć. Nie wystarczy powiedzieć, że jest i
                wskazać,
                w której bibliotece. Aby je przyjąć (jako spadek!) trzeba się nim posłużyć
                i w doświadczeniu, i w rachunku (bo tylko wspólnie doświadczenie i rachunek
                pozwala ogarnąć ten wytwór cywilizacji!). Doświadczenia i rachunki z
                kulkami może nie są specjalnie użyteczne praktycznie, ale są jednymi z
                najprostszych, najczystszych sytuacji dających okazję do namacalnego kontaktu.
                Rachunki potrzebne do policzenia prędkości kostki w chwili gdy robi „chlup” są
                wykonalne
                dla bystrzejszego ucznia podstawówki. Nie powinny więc zakłócać poznania
                przez swoją trudność. Trudnością jest zrozumienie kiedy i jakie rachunki
                należy wykonać. Ale właśnie w tym tkwi istota jednego z edukacyjnych celów!
                Zrozumienie pojęcia, czyli pokonanie trudności we właściwym jego zastosowaniu!

                Oczywiście ten cel można inteligentnie obejść opanowując na dwa tygodnie sztukę
                mechanicznego zastosowania kilku słusznych algorytmów w odpowiedzi na
                oczekiwane, standardowe polecenie. Podobnie można opanować na kilka
                dni sztukę udzielania gładkich i politycznie poprawnych odpowiedzi na sztampowe
                pytania dotyczące Hamleta.

                Mam nadzieję, że to choć trochę przekonuje „Czako”, że cel może być znacznie
                bardziej ambitny niż sama umiejętność policzenia prędkości kostki (czy „Czako”
                rzeczywiście nie była do tego przekonana?).

                Ograniczyłem się do małego fragmentu, wąskiego celu. To w żaden sposób
                nie wyczerpuje argumentacji. Może nawet nie jest najważniejsze. Wszak w żaden
                sposób nie wspomniałem o grawitacji, o odkryciu prawa łączącego przyspieszenie,
                masę i „przyczynę” zwaną umownie siłą. Myślę jednak, że można sobie łatwo
                wyobrazić jak by mogła wyglądać dalsza agitacja.

                Pozostaje pytanie, czy cel – choćby i ambitny – jest właściwy z punktu
                widzenia konkretnego ucznia.
                Dorobek cywilizacji jest spory. Lista dzieł i pojęć, które stworzyliśmy, praw,
                które
                z ich pomocą sformułowaliśmy ku swej uciesze, wygodzie lub zgubie, jest
                przebogata. Wszystkiego poznać się nie da. Trzeba wybierać i spierać się o
                hierarchię ważności.
                Program nauczania jest niedoskonałym efektem takich sporów. A bywa niestety
                często, że realizacja znacznie odbiega od pierwotnych założeń. Wszak realizują
                tylko ludzie.
                Czy oprócz ponadczasowych zdobyczy cywilizacji, w programie powinny się
                znaleźć bardziej praktyczne treści (i praktycznie bardziej użyteczne niż ta
                nieszczęsna
                prędkość kostki)? Jestem przekonany, że tak, ale z uwzględnieniem maksymy
                „Znaj proporcjum Mocium Panie!”. A to kolejne pole do sporów, bo diabeł tkwi
                w szczegółach. Ciekawe, czy młodzi ludzie gotowi by byli wziąć na siebie
                cały ciężar odpowiedzialności i samemu ustalać proporcje, dokonywać wyborów?
                A może tylko chodzi im o zachowanie prawa do krytyki narzucanych im rozwiązań?
                Krytyki, która dla nikogo nie jest miła (szczególnie, gdy kieruje nią
                bezkompromisowa
                młodość) ale w sumie na pewno jest czymś pozytywnym, dyscyplinującym,
                racjonalizującym i oczyszczającym.

                Pozdrawiam serdecznie w nadziei, że Dada daruje mi już ferromagnetyki :-)
                Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
                ojciec kilkorga uczniów
                • Gość: DaDa Re: Fizyka - nielubiana? IP: 212.33.68.* 14.06.02, 14:59
                  Wieczorem bede miala troche czasu, to sobie to przeczytam. DaDa
                  • Gość: eva21 Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.02, 09:25
                    Kończyłam szkołę średnią w roku pańskim 1977. Bodaj przez 3 lata mieliśmy
                    tygodniowo 4 fizyki: 2 godziny wykładu i 2 godziny ćwiczeń (klasa była
                    podzielona na dwia grupy). Z Waszych wypowiedzi wynika, że uczyłam się w
                    luksusowych warunkach.A nie było to renomowane liceum, lecz technikum!
                    Współczuję.
                    • Gość: DaDa Re: Fizyka - nielubiana? IP: 212.33.68.* 17.06.02, 08:05
                      Mialas wiec fizyki tyle, co klasy mat-fiz. Technika zawsze byly lepiej
                      wyposazone niz licea. Przynajmniej kiedys.DaDa
                      • evaww Re: Fizyka - nielubiana? 23.06.02, 13:34
                        To fakt, wyposażenie było świetne. W budynku warsztatów mieliśmy labolatorium
                        wytrzymałości materiałów-rwaliśmy , skręcali i ściskali, co się dało. A
                        specjalistyczne labolatoria z przedmiotów zawodowych, to był jeden dzień w
                        tygodniu, chyba w klasie 4. Wszystko uległo zagładzie-dzięki siłom czasu i
                        reform.
                • Gość: DaDa Re: Fizyka - nielubiana? IP: 2.4.STABLE* / 192.168.0.* 17.06.02, 13:08
                  Gość portalu: MP napisał(a):

                  Daję sobie obciąć paznokcie, że „Dada” także
                  > nigdy
                  > takich obliczeń w życiu prywatnym wykonywać nie potrzebowała.

                  Jeden paznokiec mozesz sobie obciac. Nieraz sprawdzalam, czy mi masa spadla,
                  wyznaczajac waga lazienkowa sile grawitacji, ktora nadawalaby mi przyspieszenie g
                  gdyby mogla.

                  > Skoro jednak malarza zapraszanego do domu
                  > w celu pomalowania ścian obdarzamy swobodą wyboru właściwego pędzla,
                  > to może warto tym przywilejem obdarzyć także nauczyciela?

                  Obawiam sie, ze ludzie wiekszym zaufaniem darza malarza niz nauczyciela. Z
                  prostego powodu: nauczyciel stawia wymagania i czesto je egzekwuje. To bywa
                  przykre.

                  > Mam na myśli pojęcie prędkości (to pewnie rozumie już przedszkolak), pojęcie
                  > przyspieszenia i przyspieszenia ziemskiego. Stworzenie tych pojęć (bo wcale nie
                  >
                  > jest
                  > prawdą, że są one „fotografią” natury; są one abstrakcją stworzoną
                  > przez
                  > myślącego człowieka na podstawie obserwacji i namysłu nad naturą!) okazało
                  > się bardzo użyteczne. To nasze osiągnięcia cywilizacyjne,

                  Czyli obliczenia predkosci turlajacej sie kulki jako przejaw tryumfu mysli
                  ludzkiej i osiagniec cywilizacyjnych. Hmm.

                  Tak w ogole, to sie zgadzam. Nalezaloby dzieciakom pokazywac osiagniecia fizyki w
                  opisie i przewidywaniu rzeczywistosci. Ale przyklad kulki jest dla licealistow
                  zbyt infantylny. Moze jednak nalezaloby skomplikowane urzadzenie (np. komorke)
                  rozebrac na czesci? Wydaje mi sie, ze oni traktuja tego typu urzadzenia jak
                  czarodziejskie rózdzki. Nie kazdy musi dokladnie rozumiec dzialanie, ale kazdy
                  powinien zrozumiec, ze w tym wszystkim tkwi fizyka. A tak nie jest.

                  Mozna tez pokazywac (gornolotnie mowiac) piekno fizyki. Piekno i prostote praw.
                  To dla estetow.

                  Ja jednak najbardziej jestem przywiazana do ksztaltowania wyobrazni. Takich
                  prostych zaleznosci, ze jak jest skutek, to byla jakas przyczyna. Jesli jest
                  przyczyna, to jaki bedzie skutek. Do tego takie proste zadania z kulkami nadaja
                  sie bardzo dobrze. Moj kuzyn, przyszly filozof, nazywa pogardliwie takie proste
                  zaleznosci logika linearna. Mnie sie wydaje, ze mlodym ludziom bardzo brakuje
                  takiej wlasnie prostej logiki linearnej. A juz zwlaszcza nastolatkom plci
                  meskiej, ktorzy lubia zbyt szybka jazde. Kazalabym im oszacowac sily wystepujace
                  podczas zderzenia ze znana szybkoscia (chociazby z zasady zachowania pedu) i
                  zawiesilabym im nad glowa ciezar rownowazny wyliczonej sile. To by chyba
                  uruchomilo uspiona wyobraznie. Pozdrawiam. DaDa

                  • Gość: MP Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.fuw.edu.pl 17.06.02, 13:47
                    Gość portalu: DaDa napisał(a):

                    [....]
                    :-)))))

                    Może tylko, by nie przedłużać: osiągnięciem cywilizacyjnym nie
                    jest stoczenie kulki, ale zauważenie, że jej ruch można scharakteryzować
                    zgrabnie jednym "sztucznie" zbudowanym pojęciem zwanym przyspieszeniem.
                    To osiągnięcie ma swojego ojca (Galileusz - najpierw w postaci różnicowej,
                    potem Newton w postaci różniczkowej) i datę (coś 400 lat temu), a więc
                    jest o 100 lat młodsze o Giocondy. Na dodatek miało sporo wspólnego
                    z muzyką (to dla ciekawskich).
                    Wcześniej ludzie zwyczajnie tego nie zauważali. Od powstania tego pojęcia
                    datuje się mechanika teoretyczna, czyli budowanie machin i mechanizmów
                    nie tylko na zasadzie eksperymentowania, ale na zasadzie wstępnego namysłu
                    i przewidywań. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy to ważne, to niech
                    spróbuje sobie wyobrazić zbudowanie promu kosmicznego metodą kolejnych
                    prób i błędów.
                    A swoją droga: ile jest jeszcze takich użytecznych pomysłów, które
                    nadal czekają, by ktoś na nie wpadł? Pewnie równie wiele jak Giocond,
                    które czekają na namalowanie.

                    Pozdrawiam serdecznie,
                    Marek.Pawlowski@fuw.edu.pl
                    • Gość: DOIK Re: Fizyka - nielubiana? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.02, 12:57
                      Ja mam świetnego pana od fizyki. I to na serio. na każdej lekcji jakieś
                      dośwadczenia,analizy i zadania które wszyscy tak lubimy !!! Czasami korzystamy
                      też z multimedialnych programów do nauki fizyki i wychodzimy w teren żeby
                      obserwować "tablicowe" zjawiska w realnym świecie!!!

                      Pozdrawiam Doik
                      • Gość: DaDa Re: Fizyka - nielubiana? IP: 2.4.STABLE* / 192.168.0.* 20.06.02, 22:15
                        I o to chodzi. Bo niezaleznie od tego, ile madrych powodow sie wymysli na
                        potwierdzenie potrzeby nauczania fizyki, najważniejsze jest, żeby byla
                        atrakcyjna. Ale do tego potrzeba nauczyciela, ktory fizyke lubi. Wiekszosc
                        nauczycieli fizyki nie lubi swojego przedmiotu.

                        Poza tym, fizyka nie ma poparcia we władzach oswiatowych roznego szczebla.
                        Obserwuje jak bardzo wzrosla ranga biologii w szkolach srednich. Chemii
                        rowniez, ale przede wszystkim - biologii. A fizyka nie ma swego lobby.
Pełna wersja