Gość: nieco-rozczarowana
IP: *.chello.pl
06.10.06, 11:39
Na początku wyjaśnienie. Jestem matką gimnazjalistki. 3 klasa. W ubiegłym
roku w szkole odbył się konkurs na dyrektora. Wygrała wychowawczyni mojej
córki. Bardzo dobra polonistka, osoba życzliwa, wymagająca, ale sprawiedliwa,
ciesząca się autorytetem wśród nauczycieli, młodzieży i rodziców, sprawna
organizatorka - tu kółko dziennikarskie, tam warsztaty teatralne, wypady na
ciekawe spektakle, spotkania z pisarzami itp.
Żartem potrafiła rozładować nie jedną trudną sytuację, obdarzona poczuciem
humoru - słowem prawdziwy skarb.
Awans przyjęliśmy z mieszanymi uczuciami - my rodzice i uczniowie - klasę tuż
przed egzaminem zostawiła doskonała polonistka i super wychowawczyni. Ale
cieszył nas jej sukces i awans . Koledzy nauczyciele byli zachwyceni, gdyż
miejsce dyrektora-zamordysty zajęła powszechnie lubiana koleżanka.
Od początku roku szkolnego minął ponad miesiąc. Nie poznaję byłej
wychowawczyni w nowej roli.
Do dobrze sobie znanych uczniów zwraca się opryskliwe po nazwisku; rodziców
na zebraniu zdaje się nie poznawać; nie zawsze odpowiada na przywitanie, a
jeśli już robi to z zaciętą, zacietrzewioną twarzą. Narzekają na nią
nauczyciele - do wielu , z którymi była po imieniu zwraca się per "pan,
pani", i wymaga, aby tytułowano ją "panią dyrektor".
Prowadzone przez nią zajęcia pozalekcyjne zostały zlikwidowane - podobno
szkoda czasu na bzdury.
Plan lekcji szwankuje - jest znacznie gorzej ułożony niż w ubiegłych latach.
W szkole panuje atmosfera podejrzliwości i donosicielstwa.
Co się stało z tą, tak dotąd lubianą, kobietą?
Czyżby awans, w sumie nie zawsze do emerytury, tak jej przewrócił w głowie?
Jestem z Radzie Rodziców. Są to spostrzeżenia nasze, Trójek klasowych,
nauczycieli, młodzieży.
Czekam na Wasze opinie.