jakie języki macie w szkole???

IP: *.lodz-doly.sdi.tpnet.pl 16.07.03, 16:07
jakich językow uczycie sie w gimnazjum/liceum??? mam na mysli te obowiazkowe.
    • Gość: kasik_999 Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 17.07.03, 17:56
      Ja gimnazjum już skończyłam, ale miałam niemiecki :-)
      • Gość: kasik_999 Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 17.07.03, 17:59
        A w liceum (jestem obecnie w 2 klasie) mam niemiecki (4h tygodniowo) i
        angielski (2h na tydzień).
        A z resztą, czy to ma znaczenie, jakich języków uczymy się w szkole? Ważne,
        moim zdaniem, jest na jakim poziomie jest ta nauka. A z tym niestety w polskich
        szkołach raczej kiepsko...
        Pozdrawiam
        • Gość: Agnes Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.lodz-doly.sdi.tpnet.pl 18.07.03, 11:35
          no wlasnie niestety jest to prawda, iz poziom nauczania jezykow obcych w
          polskich szkolach publicznych jest zalosny... pamietam jak w podstawowce,
          przez 2 lata niemieckiego nauczylam sie mowic ze jestem Agnieszka i jestem z
          Polski ... a mozna bylo inaczej wykorzystac te 2h tygodniowo przez 2 lata:(no
          ale w sumie czego mozna wymagac od podrecznika "DER DIE DAS", ktorego 3/4
          zawartosci to kolorowe obrazki?!dzieki Bogu ze w gimnazjum mialam juz bardziej
          ambitne podreczniki(Tangram od niecma np), mam nadzieje ze w liceum bedzie
          podobnie. Tzn wiem ze dobry podrecznik wszytskiego nie zalatwi, ale... od
          czegos trzeba przeciez zacząć...
          • Gość: kasik_999 Nauka w szole jezyków to dolina IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.03, 11:55
            Heh... Moja podstawówka wyglądała podobnie (też "DER DIE DAS" tyle, że
            przerobiliśmy może 1/10 ksiązki). Gimnazjum to też masakra ("PING PONG 2", a po
            nim "WER WIE WAS 2") i do tego w obu szkołach nauczycielka, że lepiej nie
            mówić. I to mnie wnerwia w polskich szkołach najbardziej, że jak chcesz się
            nauczyć języka (a jest jakieś inne wyjście?) to musisz iść do szkoły językowej
            i naciągnąć rodziców na wcale nie małe koszty...
            W liceum jest lepiej. Mam dobrą nauczycielkę, ale poziom też nie jest za wysoki
            ("THEMEN NEU 2"), gdyż większość osób uczyła się niemca tylko w szkole i ich
            poziom jest, powiedzmy, nie za wysoki. Jest też wiara, która uczyła się języka
            prywatnie i mówi po niemiecku całkiem dobrze, ale to mniejszosć. I tak się koło
            zamyka... Ech, szkoda gadać...
            • droga2 Re: Nauka w szole jezyków to dolina 17.08.03, 10:56
              Nie wiem jak wy trafiliscie, ale ja jestem zadowolona z moich szkół gdzie
              języki szły (i dalej idą) całkiem ok. W podstawówce miałam Dein Deutsch. Może
              nie taka najlepsza ksiązka, ale początków można było się nauczyć Po dwóch
              latach nauki jadąc do niemiec mogłam się już trochę dogadać. W gimnazjum miałam
              niemiecki. Najpierw Sowieso 1, 2, a dalej Ping Pong 3. i też jestem zadowolona
              bardzo z tego co się nauczyłam. Naprawdę łatwo nie było. Bo oprócz samej nauki
              języka, mieliśmy baardzo dużo ćwiczeń praktycznych. Wiele konkursów
              recytatorskich (a w taki sposób najlepiej można się nauczyć słówek moim
              zdaniem), poprzez konkursy piosenki niemieckojęzycznej (śpiewać po niemiecku
              wcale nie tak łatwo), konkursy wiedzy, aż po wymiany, chodzenie do teatru
              niemieckojęzycznego. Ba, czytanie lektur w języku niemieckim. Swoją edukację w
              tamtej szkole języka niemieckiego skończyłam rok temu, oprowdzając grupę
              turystów (Niemców oczywiście) po mieście. I nie to, że jestem jakimś
              ewenementem, bo podobnie miało 6 osób z mojej klasy. A języka poza szkołą się
              nigdzie nie uczyłam. A teraz z tego co mi wiadomo, obowiązkowe w tym gimnazjum
              są już dwa języki (niemiecki i angielski). Za moich czasów (skończyłam rok
              temu) był tylko jeden. Ale naprawdę fachowo. Teraz w liceum mam rozszerzony
              język angielski, bo tego wymaga mój profil (mat-inf), i mam także niemiecki.
              Może niemiecki nie jest już tak świetny jak w gimnazjum miałam, ale nie jest
              wcale zły. A nauczycielke angielskiego mam naprawdę świetną.
        • vaniteux Re: jakie języki macie w szkole??? 21.07.03, 00:00
          Najlepszym wyjsciem - nauka samemu...
          • Gość: kasik_999 Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.03, 14:35
            Jasne! Wszystkiego można nauczyć się samemu, ale nie o to chyba chodzi. Skoro
            jest taka instytucja jak szkoła, to mogłaby choć trochę poczuć się do
            odpowiedzialności...
            • Gość: pani od niemca Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.net80.citysat.com.pl 02.08.03, 16:44
              Nie jestem belfrem, który lubi moralizować w stylu "za moich czasów" lub "a nie
              mówiłam", ale jak czytam takie posty to sobie myśle, że rzeczywiście coś jest
              nie tak. Tylko z kim lub z czym?? Ze szkoła, z uczniem, z nauczycielem ( tych
              z... można by namnożyć w nieskończoność chyba!). A ja myśle, że jest to ta sama
              stara historia jak stara jest instytucja zwana szkołą - uczeń czegoś nie umie
              więc próbuje swoje niepowodzenia w jakiś sposób wytłumaczyć, chociażby przed
              rodzicem, który chce widzieć wyniki w postaci dobrych ocen. Też byłam kiedyś
              uczniem i jak dostałam pałę z matmy, to winna była napewno p. Nowakowska bo źle
              wytłumaczyła lub poprostu się na mnie uwzieła(to było najlepsze wyłumaczenie!).

              kasik_999 napisała:
              >Skoro jest taka instytucja jak szkoła, to mogłaby choć trochę poczuć się do
              odpowiedzialności...
              a ja mam ochotę napisać: skoro się jest uczniem, to można by było choć trochę
              poczuwać się do odpowiedzialności za stan własnej wiedzy!!!!!!
              Bo prawda jest taka, jeżeli uczeń nie ma ochoty to nawet najlepszy nauczyciel z
              najlepszym podręcznikiem nic nie wskóra.Język obcy to taki przedmiot, któremu
              trzeba (!!!!!) poświęcić więcej czasu niż standardowe powtórzenie materiału z
              ostatniej lekcji. Ja moim uczniom ciągle powtarzam - 15 minut dziennie na naukę
              słówek- i na efekty nie trzeba będzie długo czekać. I to niestety trzeba zrobić
              samemu, nie wystarczy tylko to co na lekcji. Zasady gramatyczne można wykuć na
              pamięć ale to nie wszystko. Bo co mi pomoże, że teoretycznie wiem jak zbudować
              zdanie wielokrotnie złożone i gdzie w takim zdaniu ma swoje miejsce podmiot i
              orzeczenie, jak nie będę znać dostatecznej ilości słow do zbudowania takiego
              zdania. Jak porozmawiać na temat sytuacji na obrazku z podręcznika, jak
              uczniowie mają bardzo skąpy zasób słownictwa? Dlatego chyba nie lubicie
              podręczników z "obrazkami". Mam takich uczniów, którzy korzystają z mojej rady
              i "dobrze im idzie" i mam też takich, którzy "za Chiny" nie chcą i ja wiele im
              nie jestem w stanie przekazać-ich wola.Ale to z tej drugiej grupy wielu
              naciąga "starych" na korki a w wielu przypadkach wystarczyłoby się
              trochę "przyłorzyć"!!!!Co pomogą korki jak się nie robi nic czego wymaga
              nauczyciel.
              Ja wiem, że to wszystko to takie belferskie ględzenie i nie chciałabym niczego
              uogólniać, bo sytuacje bywają różne i moglibyśmy dyskutować bardzo długo, mam
              tylko jedną prośbę - zanim zaczniecie narzekać na szkołę a przede wszystkim na
              nauczyciela zróbcie proszę "tematyczny rachunek sumienia"!!!!
              Serdecznie pozdrawiam i życze powodzenia w nauce języków
              Pani od niemca.
              • Gość: kasik_999 Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.08.03, 15:44
                Gość portalu: pani od niemca napisał(a):

                >A ja myśle, że jest to ta sama
                > stara historia jak stara jest instytucja zwana szkołą - uczeń czegoś nie
                umie
                > więc próbuje swoje niepowodzenia w jakiś sposób wytłumaczyć, chociażby przed
                > rodzicem, który chce widzieć wyniki w postaci dobrych ocen.

                Nie zgadzam się z tym. Większość osób, które piszą tu swoje komentarze o nauce
                języków w szkole, to osoby - moim zdaniem - z "pierwszej grupy". poza tym ja
                nie staram się moich niepowodzeń (jakich niepowodzeń?) i słabych ocen (nie
                chwaląc się, na koniec miałam 6 z niemca) wytłumaczyć zwalając winę na
                nauczyciela. Ja zauważam tylko fakty: na języku obcym (mamy go z
                wychowawczynią) zajmujemy się sprawami klasowymi, rozbieraliśmy choinkę,
                zrobiliśmy sobie andrzejki... Tu nie da się nie załważyć, że
                nauczycielka 'olewa" swoją robotę.

                > Ja moim uczniom ciągle powtarzam - 15 minut dziennie na naukę
                > słówek- i na efekty nie trzeba będzie długo czekać.

                Tak! Zgadzam się i polecam wszystkim tę metodę, bo to naprawde działa. Tylko
                polecam więcej minut dziennie + niemiecka telewizja. Ale wracając do tematu:
                lekcje w szkole najczęściej nie są skuteczne, bo w grupie uczą się uczniowie
                często o zupełnie skrajnych umiejętnościach, oraz często (w ciągu mojej
                edukacji 3 na 4 nauczycieli) uczy nauczyciel, który widząc to wszystko po
                prostu 'odpuszcza'.


                > Bo co mi pomoże, że teoretycznie wiem jak zbudować
                > zdanie wielokrotnie złożone i gdzie w takim zdaniu ma swoje miejsce podmiot i
                > orzeczenie, jak nie będę znać dostatecznej ilości słow do zbudowania takiego
                > zdania.

                U mnie w gimnazjum było identycznie. Chyba przez pół roku 'wałkowaliśmy' zdania
                z "weil", potem z "dass" i w końcu z "obwohl". Ludzie rzeczywiście mieli
                problemy z połączeniem dwóch zdań prostych w zdanie złożone, bo nie wiedzieli,
                który wyraz to czasownik. Ale wszyscy bez problemu z taką (nie)wiedzą skończyli
                gimnazjum i teraz dalej w szkole średniej bawią się w 'naukę' niemca.
                Nauczycielka przymykała na to wszystko oko, nie robiła za dużo materiału, żeby
                się wszystko na ściągach zmieściło, nie zwracała uwagi, ze podczas sprawdzianu
                wszyscy odpisywali od trzech osób, które coś wiedziały i nie musiała się w ten
                sposób męczyć z uczniami, którzy ciągle cos zaliczali. Bez komentarza.
                Jasne, można powiedzieć, że niech się uczeń uczy sam niemca, anglika, a to
                matmy, a to biologii... Bo to nie wina szkoły, nauczyciela tylko uczniów.
                Ciekawe, że tak niby uczniowie nie chcą się uczyć języków, a wszyscy
                popołudniami lecą do szkół językowych i potem wychodząc "ze szkoły" ze
                znajomością języków i oblegają kierunki językowe...
                Ja cały czas (póki się nic nie zmieni) będę bronić mojego zdania, że (w
                większości przypadków) lekcje języków obcych to PARODIA. Ale póki tak jest
                szkoły językowe nie narzekają na brak klientów i chyba o to chodzi.
                • Gość: pani od niemca Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.net80.citysat.com.pl 04.08.03, 11:54
                  Gość portalu: kasik_999 napisał(a):


                  > Nie zgadzam się z tym. poza tym ja
                  > nie staram się moich niepowodzeń (jakich niepowodzeń?) i słabych ocen (nie
                  > chwaląc się, na koniec miałam 6 z niemca) wytłumaczyć zwalając winę na
                  > nauczyciela.

                  niepowodzeniem może być brak satysfakcji a dla ambitnego ucznia ocena mniej niż
                  5 to słaba ocena (sama mam takich, tylko szkoda że tak niewielu!!)- więc
                  dotyczy to także Ciebie.

                  > Ja zauważam tylko fakty: na języku obcym (mamy go z
                  > wychowawczynią) zajmujemy się sprawami klasowymi, rozbieraliśmy choinkę,
                  > zrobiliśmy sobie andrzejki... Tu nie da się nie załważyć, że
                  > nauczycielka 'olewa" swoją robotę.

                  zauważasz fakty i co dalej?? Sam(a) piszesz, że "tylko zauwazasz";
                  nauczycielka "olewa" swoją robotę a Ty i pozostali w klasie dajecie jej na to
                  zgodę nie starając się zrobić cokolwiek, żeby było inaczej!! Zgadzając się na
                  ileś tam godzin wychowawczych w tygodniu zamiast lekcji języka, dajecie
                  nauczycielce sygnał, że wszystko jest ok. Pierwsza klasa liceum to 10 lat
                  praktyki jako uczeń i dostatecznie długi czas, żeby zapoznać się ze swoimi
                  prawami. Przecież macie prawo do "normalnej" lekcji i należy o tym nauczycielce
                  otwarcie powiedzieć (wbrew pozorom bywają nauczyciele otwarci na uwagi
                  uczniów). Nawet gdybyś był(a)jedyną osobą w klasie, której się taki stan rzeczy
                  nie podoba. A co na to rodzice, też się na to zgadzają, a może wychodzą z
                  założenia, że lepiej sie nie wtrącać żeby nie "zaszkodzić" własnemu dziecku???
                  Należy działać a nie siedzieć i biadolić!!


                  > Ale wracając do tematu:
                  > lekcje w szkole najczęściej nie są skuteczne, bo w grupie uczą się uczniowie
                  > często o zupełnie skrajnych umiejętnościach,

                  Szkoła publiczna to nie szkoła językowa, w której aranżuje się zajęcia w
                  grupach wg stopnia zaawansowania słuchaczy. Do klas w szkole publicznej
                  trafiają (bo mają do tego prawo)zarówno bardzo zdolni, przeciętni jak i tacy,
                  którym "się wcale nie chce". Może należało wybrać klasę z poszerzonym programem
                  nauki języka?? Inna możliwość to indywidualny tok nauczania.

                  > oraz często (w ciągu mojej edukacji 3 na 4 nauczycieli) uczy nauczyciel,który
                  widząc to wszystko po
                  > prostu 'odpuszcza'.

                  niestety zbyt często zdarzają się tacy nauczyciele.


                  >Ale wszyscy bez problemu z taką (nie)wiedzą skończyli gimnazjum i teraz dalej
                  >w szkole średniej bawią się w 'naukę' niemca.

                  To niepedagogiczne co teraz powiem, ale przecież żeby skończyć gimnazjum nie
                  trzeba mieć 5 czy 6 z niemca; minimalistom i mało ambitnym wystarcza czasem
                  średnia 2,0 ze wszystkich przedmiotów!!!(niestety tacy się zdarzają)


                  > Nauczycielka przymykała na to wszystko oko, nie robiła za dużo materiału,
                  żeby
                  > się wszystko na ściągach zmieściło, nie zwracała uwagi, ze podczas
                  sprawdzianu
                  > wszyscy odpisywali od trzech osób, które coś wiedziały i nie musiała się w
                  ten
                  > sposób męczyć z uczniami, którzy ciągle cos zaliczali. Bez komentarza.

                  Niestety nauczycielami zostają bardzo często ludzie przypadkowi, mało ambitni i
                  nieodpowiedzialni. To straszne!!!

                  > Jasne, można powiedzieć, że niech się uczeń uczy sam niemca, anglika, a to
                  > matmy, a to biologii... Bo to nie wina szkoły, nauczyciela tylko uczniów.

                  Oj nie biadol tak strasznie nad losem "biednego" ucznia, jak świat światem
                  uczeń zawsze musiał pracować także w domu, chociażby po to żeby mieć z czegoś
                  tam ocenę celującą, bo taką otrzymuje się za wiadomości "ponadprogramowe" czyli
                  ponad to co w szkole. I wcale nie usprawiedliwiam w tym momencie nauczycieli,
                  którym się nie chce!!!!

                  > Ciekawe, że tak niby uczniowie nie chcą się uczyć języków, a wszyscy
                  > popołudniami lecą do szkół językowych i potem wychodząc "ze szkoły" ze
                  > znajomością języków i oblegają kierunki językowe...

                  Z tym chceniem to niestety różnie bywa, nie ukrywam że chciałabym mieć tylko
                  tak ambitnych uczniów jak Ty!!

                  > Ja cały czas (póki się nic nie zmieni) będę bronić mojego zdania, że (w
                  > większości przypadków) lekcje języków obcych to PARODIA.


                  poraz kolejny przyznaję Ci rację!!!

                  > Ale póki tak jest
                  > szkoły językowe nie narzekają na brak klientów i chyba o to chodzi.

                  Bo ci co tak oblegają kierunki językowe a potem je kończą idą do pracy w szkole
                  językowej bo tam jest "łatwo, lekko i przyjemnie"-słowem komfortowo; rzadko kto
                  chce naprawiać mizerie w szkołach publicznych, lepiej poczekać aż zrobi to kto
                  inny (kto??)a w oczekiwaniu na tego "ktosia" można na tej mizerii zarobić.
                  Zarobić na takich jak np "pinezka"(post na tym forum z dnia 19.07 03),która
                  pisze "w niemieckim dalej (już od 4kl. podstawówki) jestem na poziomie zero.
                  Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na tym słabym poziomie cierpią
                  najbardziej osoby z biednych rodzin. To dla nich jedyna sznsa na naukę języka i
                  niestety z góry zmarnowana." Jeżeli ktoś tak jak "pinezka" po 6(!!!!!)latach
                  nauki języka jest na poziomie zero, to rzeczywiście zmarnował swoją szansę bez
                  względu na to z jakiej rodziny pochodzi. A gdzie ambicje???

                  Uff!! ale się rozgadałam, życze Ci wszystkiego dobrego, więcej optymizmu i
                  pamiętaj: należy dbać i upominać się o "swoje"


                  • Gość: kasik_999 Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.03, 14:35
                    Nie było mnie kilka dni, więc mogłam odpowiedziec dopiero teraz :)

                    Gość portalu: pani od niemca napisała:
                    > Może należało wybrać klasę z poszerzonym programem
                    > nauki języka??

                    Tak się składa, że teoretycznie jestem w klasie z poszerzonym niemcem.
                    Przynajmniej takie było założenie. Jak jest praktycznie to już pisałam :)


                    Ale wszyscy bez problemu z taką (nie)wiedzą skończyli gimnazjum i teraz dalej
                    w szkole średniej bawią się w 'naukę' niemca.
                    > To niepedagogiczne co teraz powiem, ale przecież żeby skończyć gimnazjum
                    > nie
                    > trzeba mieć 5 czy 6 z niemca; minimalistom i mało ambitnym wystarcza
                    > czasem
                    > średnia 2,0 ze wszystkich przedmiotów!!!(niestety tacy się zdarzają)

                    Mi chodziło o to, że większość nawet nie umiała na tego dopa. Bo skoro wszystko
                    można było "zjechać" i mieć nawet wiecej niż dopa, to po co się uczyć...Ale
                    zostawmy ten temat.

                    > Z tym chceniem to niestety różnie bywa, nie ukrywam że chciałabym mieć >
                    tylko tak ambitnych uczniów jak Ty!!

                    Czuje lekką ironię, ale niech będzie...

                    Jeżeli chodzi o Pinezkę, to nie uwazam, że to tylko jej wina, że nic z niemca
                    nie umie. Sam uczyłam się przez dwa lata w podstawówce niemca. Niby czegoś się
                    tam uczyłam, coś pisałam i wydawało mi się, że coś robię. Dopiero jak napisałam
                    po tych dwóch latach test w szkole językowej i zostałam zakwalifikowana na
                    poziom "zero", poszłam na kilka lekcji, to mi się oczy otworzyły, że po
                    miesiącu nauczyłam się więcej niż przez te całe dwa lata w podstawówce. Teraz
                    jak otwieram zeszyt z podstawówki to mi się chce śmiać. Takie żałosne błędy w
                    podstawowych rzeczach , taki poziom...ech :)

                    A z nauczycielką od anglika (wychowawczynią) nie zamierzam walczyć. Może tego
                    nie zrozumiesz, ale po pierwsze, kiedyś powiedzieliśmy jej, ze chcielibysmy
                    więcej robić na lekcji, więcj się nauczyć, to lepiej (ale tylko trochę) było
                    przez jakiś czas. Po drugie: babka ta nie ma kompletnie daru przekazywania
                    wiedzy, lekcje są nudne, a babka się do tego nie nadaje. Po trzecie: jest
                    niedouczona.

                    > niepowodzeniem może być brak satysfakcji a dla ambitnego ucznia ocena
                    > mniej niż
                    > 5 to słaba ocena (sama mam takich, tylko szkoda że tak niewielu!!)-
                    > więc
                    > dotyczy to także Ciebie.

                    Nie zgadzam się! Dla mnie nie są najważniejsze oceny. Wolałabym mieć powiedzmy
                    czwórkę, czy nawet trójkę w klasie z wysokim poziomem, niż szóstkę w klasie
                    z "żadnym" poziomem. bo tak naprawdę liczy się przecież tylko to jak się np.
                    zda mature z danego przedmiotu i co się naprawdę umie, a nie jaką ocene miało
                    się w jakimś tam roku na świadectwie.

                    > poraz kolejny przyznaję Ci rację!!!

                    No to może nie ma się o co tak kłocić :)
              • Gość: Tawi Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.03, 18:32
                > Też byłam kiedyś
                > uczniem i jak dostałam pałę z matmy, to winna była napewno p. Nowakowska bo
                źle
                > wytłumaczyła lub poprostu się na mnie uwzieła(to było najlepsze
                wyłumaczenie!).

                A jeśli czasem tak bywa? Sama jestem humanistką, choć z matematyką kłopotów
                przez całą podstawówkę nie miałam (nawet źle powiedziane - dobry wynik w
                Kangurze, 1 miejsce w olimpiadzie rejonowej itd.). Problemy zaczęły się gdzieś
                w trzeciej klasie liceum. Przyniosłam jedną dwóję, drugą, trafiła się jakaś
                pała. Pamiętam, że to była dla mnie klęska, znięchęciłam się bardzo do
                matematyki. Proszenie nauczyciela o wytłumaczenie zadania niewiele dawały, z
                reguły odpowiadał: "To przecież proste", "Zapytaj koleżankę", "Trzeba było
                uważać". W końcu w drugim półroczu poszłam na korepetycje. Niewiele - jedne
                zajęcia przed każdą pracą klasową. Osoba, która tłumaczyła mi zadania, była
                naprawdę świetna - dziwiłam się, jak mogłam wcześniej czegoś nie rozumieć.
                Warto zauważyć, że korepetytor nie był nauczycielem. Efekt? Ocen poniżej
                czwórki do końca liceum prawie nie miewałam, a na świadectwie ukończenia
                szkoły mam w pełni zasłużoną piątkę z matmy. Ci, którzy zdecydowali się na
                maturę z matematyki z moim "wspaniałym" nauczycielem, w większości skończyli z
                trójami (maks!) z matury... Obawiam się, że nie zawsze wina leży po stronie
                ucznia - a niech mi Pani wierzy, chciałabym, żeby tak było. Wtedy mogłabym być
                zła tylko na siebie.

                Z moją językową edukacją niestety dobrze nie było. Jedyny język obcy, o którym
                mogę teraz powiedzieć, że znam go dobrze to angielski. szystko dzięki moim
                rodzicom, którzy podstaw języka zaczęli mnie uczyć, gdy byłam małym dzieckiem
                (wysiłek to nie lada, gdy samemu nie zna się języka) i płatnym lekcjom, branym
                bodajże od trzeciej klasy podstawówki. W szkole podstawowej obowiązkowo
                uczyłam się od piątej do siódmej klasy języka rosyjskiego. W tej chwili
                jedyne, co dobrze pamiętam to litery :(. Gramatyki... praktycznie nie było.
                Nauczycielka wychodziła chyba z założenia, że jest na tyle podobna do
                polskiej, że można poznać ją intuicyjnie. Dopiero dziś wiem, że nie można :(.
                W siódmej klasie ponadto wprowadzono język niemiecki - to w ramach
                przechodzenia szkoły na inny język obcy. Z niemieckiego z tego okresu pamiętam
                stosunkowo niewiele, był to zaledwie jeden rok mało intensywnej nauki. W ósmej
                klasie zmieniłam podstawówkę i wylądowałam w klasie z obowiązkowym angielskim.
                Bałam się, czy nie będę miała problemów, ale okazało się - nie wiem czy śmiać
                się, czy płakać - że jestem najlepsza w klasie. Nauczycielka, Ukrainka, po
                polsku mówiła nie najlepiej. Nie byłoby to problemem, gdyby całość lekcji
                prowadziła po angielsku, a tak mieszała polskie wyrazy z ukraińskimi czy
                rosyjskimi (nie mnie oceniać), nazywając np. insygnia królewskie "klejnotami
                książęcymi". Gramatyki było niewiele, słówek - jeszcze mniej. Najczęściej
                oceniane było czytanie tekstu na głos (nad tekstem mogliśmy najczęściej mieć
                dopisaną ołówkiem fonetycznie wymowę). Potem zaczęło się liceum - klasa z
                angielskim dla zaawansowanych, niemieckim dla początkujących. Nad angielskim w
                pierwszej klasie nie będę długo się rozwodzić, ja nauczyłam się niewiele,
                część klasy traciła resztki nerwów. Przez półtora miesiąca nauczycielka była
                chora, o zastępstwie naturalnie nikt nie pomyślał. Z ostatniej pracy klasowej
                dostałam szóstkę, było jeszcze parę pozytywnych ocen... reszta to były
                niedostateczne (ponad 30 osób w klasie!). Niemiecki - podręcznik "Dein
                Deutsch" - ktoś może kojarzy? dużo obrazków i prostych dialogów. Słówek prawie
                nie mieliśmy, dużo uczyliśmy się gramatyki - kolejne czasy, przypadki,wszystko
                z niewielkim zasobem odmienianych na wszystkie sposoby słówek. Nie wiem, czy
                istniał obrazek, który byłabym w stanie wtedy opisać. Każdy podręcznik kiedyś
                się kończy - bodaj w trzeciej klasie dostaliśmy "Deutsch fur dich 2". Nie
                wiem, czy obiektywnie patrząc jest on trudny, ale dla mnie - jak dla
                większości klasy - to był szok. Miałam czytać tekst, z którego nie rozumiałam
                większości słów! Co więcej, metoda stosowana przez nauczycielkę była niemal
                zawsze ta sama - rozdanie słowników uczniom i samodzielne tłumaczenie tekstu
                do końca lekcji... Po raz pierwszy miałam problemy z niemieckim i po raz
                pierwszy miałam go po prostu dosyć. Na koniec trzeciej klasy czekałam jak na
                zbawienie... Trochę lepiej było z angielskim - nauczycielka, z którą miałam
                lekcje w pierwszej klasie odeszła, przyszła nowa, tuż po studiach. Nie miała
                doświadczenia, miała za to sporo chęci i pomysłów. Były scenki, były różne
                gry, rozmowy na lekcjach (po angielsku oczywiście!), angielskojęzyczne
                piosenki... Największym błędem był chyba wybór podręcznika "Enterprise 4", z
                którym większość klasy miała problemy. Ale, przy umiejętnej realizacji
                zagadnień z "Enterprise'a" czegoś się nauczyliśmy. Czwarta klasa - nowa
                nauczycielka. I to była tragedia :(. Nowa anglistka zaczęła przerabiać -
                tak, "przerabiać" to tutaj najlepsze słowo - podręcznik w tempie zgoła
                ekspresowym. Większość czasu poświęcaliśmy na zakuwanie kolejnych słówek. Nie
                było w ogóle gramatyki - pani pytała tylko: "mieliście konstrukcję XXX?".
                Kiedy odpowiadaliśmy, że tak, wspominaliśmy o niej, uważała tę kwestię za
                skończoną. Po paru miesiącach doszła do wniosku, że gramatyki robić nie
                będziemy, bo "wy już wszystko umiecie". Na przerwach tłumaczyłam koleżance
                różnice między Present Simple i Continuous...

                Tak jak już ktoś napisał, dla wielu uczniów szkoła to jedyna możliwość
                nauczenia się języka i aż żal, że możliwość nie wykorzystana. I naprawdę nie
                chodzi tu o "olewanie". Jestem osobą ambitną i uwielbiam języki obce, nigdy
                nie szczędziłam czasu na uczenie się ich, a jednak szkoła niewiele mi dała...
                to coś chyba jednak jest tu nie w porządku? Obawiam się, że nauczycieli,
                którzy umieją uczyć, którym zależy na tym, żebyśmy coś umieli jest naprawdę
                niewielu... i życzę wszystkim, żeby mieli szczęście to z nimi spotkać się w
                klasie we wrześniu.
    • Gość: Młoda Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.dialup.medianet.pl 17.07.03, 19:54
      NIEMIECKI. Tak w gimnazjum jak i liceum niemieckiego ilości szokowe. Kosmiczne.
      A w liceum będzie jeszcze angielski bo na razie go nie było i dobrze :)
      • gdabski Re: jakie języki macie w szkole??? 17.07.03, 20:08
        W liceum:

        angielski x 5
        niemiecki x 3
        • willa87 Re: jakie języki macie w szkole??? 18.07.03, 10:41
          W gimnazjum:
          Angielski 3x

          W liceum:
          Francuski 6x
          Angielski 3x
          • Gość: Młoda Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.dialup.medianet.pl 19.07.03, 17:39
            w gimnazjum : niemiecki: 7
            angielskiego: brak

            w liceum: niemiecki :Bóg wie ile (ale więcej)
            angielski: 3
    • Gość: Ziomuś Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.swidnik.sdi.tpnet.pl 18.07.03, 11:44
      liceum: angielski i niemiecki (lub francuski) jest jeszcze rosyjski. ALe tak na
      poważnie to poziom nauczania jest żałosny ucze się z tej samej książki
      niemieckiego co w podstawówce, a wtedy skończyliśmy już 2 części tej książki a
      w tym roku (4 klasa) skończyliśmy 1 książkę i zaczynamy 2 książke ;) żałosne...
      Nie wspomnę o tym, że i tak mało osób sie uczy języka obcego - haha - jak my
      chcemy wejść do UE ? - pojedzie tylko ok. 10% polaków reszta zostaje w
      ciemnogrodzie i będzie gnić (lub wyjedzie sprzątać gnój u Bauera).

      Pozdr, Uczcie się bo warto.
    • ma.la.wi Re: jakie języki macie w szkole??? 19.07.03, 02:29
      angielski i niemiecki. w pierwszej klasie mialam 2h niemieckiego i 4h
      angielskiego, w drugiej - 4h i 6h, a w trzeciej po 6h.
      a w podstawowce mialam 1 lub 2h niemieckiego tygodniowo...
      • ma.la.wi Re: jakie języki macie w szkole??? 19.07.03, 02:35
        zapomnialam dodac, ze chodzi o gimnazjum :) teraz ide do liceum, gdzie bede
        miala po 6h angielskiego i niemieckiego, czyli tak jak w trzeciej klasie
        gimnazjum.
    • Gość: pinezka Angielski i francuski IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 19.07.03, 21:21
      Hejka! Właśnie zdałam do liceum i czeka mnie ANGIELSKI i FRANCUSKI,i
      nieobowiązkowa łacina. W gimnazjum uczyłam się angielskiego i niemieckiego. Z
      angielskiego byłam na wysokim poziomie tylko dlatego że chodzę też do szkoły
      językowej. W niemieckim dalej (już od 4kl. podstawówki) jestem na poziomie
      zero. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na tym słabym poziomie cierpią
      najbardziej osoby z biednych rodzin. To dla nich jedyna sznsa na naukę języka i
      niestety z góry zmarnowana. Pozdrawiam
      • Gość: kasik_999 więcej języków zamiast w-f !!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.03, 11:29
        Niestaty taka jest polska rzeczywistość w większośći przypadków. Skończyłam
        właśnie pierwszą klasę liceum. I co? Z angielskiego (2h tygodniowo od "zera")
        przerobiliśmy zaledwie jakieś kilkanaście stron podręcznika. Założę się, że do
        końca trzeciej klasy nie zdążymy tego (wcale nie grubego) podręcznika skończyć.
        I co? Pozostaje nauka w szkole językowej, ale nie każdego na to stać. Zresztą
        chodzę już do szkoły językowej i ucze się niemca (i tylko dzięki temu jestem na
        całkiem dobrym poziomie), ale nie naciągnę rodziców przecież jeszcze na naukę
        anglika, bo im zwyczajnie kasy nie starczy. A przecież szkoła powinna nauczyć
        mnie również języków obcych. Wszyscy wiedza jaka jest sytuacja, a ministerstwo
        zajmuje się wydłużaniem roku szkolnego o tydzień i innymi pierdołami. Chyba są
        ważniejsze rzeczy... I jeszcze jedno: w tym roku miałam 4 h w-f w tygodniu
        zamiast 3, bo bodajże Miasto zapłaciło za tę dodatkową. Nie lepiej było by
        wydać tą kase na dodatkową godzinę języka obcego (bądź co bądź z niego będę
        musiała zdawać maturę, a nie z w-f)???
    • Gość: Richelieu* Rosyjski IP: *.localdomain / 192.168.0.* 22.07.03, 00:49
      Gość portalu: Patrice napisał(a):

      > jakich językow uczycie sie w gimnazjum/liceum??? mam na mysli te obowiazkowe.


      W podstawówce do wyboru miałam rosyjski, rosyjski i rosyjski. Szeroki wachlarz
      możliwości i wybrałam oczywiście rosyjski.
      W liceum miałam angielski, niemiecki i.. rosyjski.
      Na studiach miałam to co wybrałam, czyli oczywiście rosyjski (6 osób na dużym
      roku ;)
      A potem kiedy kazano mi gdzie indziej zdawać język nowożytny aby zaliczyć
      następny stopień studiów to znowu rosyjski.
      ja po prostu kocham ten język i tak sobie myślę, może rusycystyka, w końcu
      jedne studia w tę czy we wtę nie robią różnicy.

      Rosyjski górą
    • Gość: bogin Re: jakie języki macie w szkole??? IP: 157.25.119.* 30.07.03, 08:04
    • Gość: bogin Re: jakie języki macie w szkole??? IP: 157.25.119.* 30.07.03, 08:07
      my mamy obowiązkowy hebrajski i angielski.W gimnazjum dodatkowo francuski
      (obowiązkowo)
      • Gość: kasik_999 Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.08.03, 11:29
        obowiązkowy hebrajski? fajnie...
    • Gość: Julia Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.lodz-doly.sdi.tpnet.pl 05.08.03, 11:48
      coz,po przeczytaniu wszytskich postow nasuwa mi sie wiele refleksji odnosnie
      sesnu nauki obcego jezyka w szkole... Wiem jak to wyglądalo kiedy uczylam sie
      niemieckiego w podstawowce.teraz z perspektywy czasu widze tego TYLKO minusy!

      - w grupie bylo okolo 25 osob, z ktorych maximum 5 bylo tak naparwde
      zainteresowane nauka niemieckiego
      - raptem 2h tygodniowo
      - BEZNADZIEJNY moim zdaniem pomysl uczenia nas z podrecznika "DER DIE
      DAS",gdzie 75% to "urocze" obrazki
      -pani ktorej wydawalo sie ze zna ten niemiecki lepiej nic ktokolwiek inny
      specjalizowala sie z nauczaniu początkowym,prowadzila lekcje
      wfu,plastyki,muzyki a na dodatek nie skonczyla jeszcze germanistyki!pozwolcie
      iz pozostawie ten fakt bez komentarza...

      Nie bede tez opisywac jak te lekcje wygladaly, nie bede wspominac tego ze Pani
      T. nie znala szyku zdania w jezyku niemieckim a na pytanie o nowa pisownie
      mylila sie kilkakrotnie w zeznaniach... Tak bylo naprawde i... tak jets do
      dzisiaj-Pani T. uczy w mojej bylej podstawowce do dzisiaj...
      Oby w Polsce bylo jak najmniej takich "przypadkowych" nauczycieli...
    • Gość: Tawi Re: jakie języki macie w szkole??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.03, 17:36
      OK, to jedziemy te obowiązkowe:
      - podstawówka: od piątej klasy do siódmej 2h w tygodniu rosyjski (chyba 2), w
      siódmej klasie niemiecki (też chyba 2 godziny). W ósmej zmieniłam szkołę i
      miałam angielski (tyleż samo, z nauczycielką Ukrainką, która po polsku mówiła
      dość średnio).
      - liceum: 4 lata angielski (kontynuacja, w klasach 1-3 po 2h w tygodniu, w 4
      klasie 4h), 3 lata niemiecki (klasy 1-3 po 3h).
      Efekt? Z rosyjskiego pamiętam niewiele więcej niż litery, naukę niemieckiego
      zaczynałam dwa razy, miałam nawet dobre oceny, ale po rocznej przerwie
      pamiętam niewiele (przez większość czasu wałkowaliśmy tylko gramatykę),
      angielski znam dobrze, ale to dzięki dodatkowym lekcjom. Komentarza chyba nie
      trzeba :(.
    • Gość: AsiUL Tylko angielski IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.03, 17:57
      Muszę przyznać że u mnie w gimnazjum nauczycielka angielskiego wykładala
      dobrze, i co najważniejsze, nauczyliśmy się sporo. W przeciwieństwie do
      nimieckiego. No , ale takie już są polskie szkoły...Potem bedziemy się martwić
      skąd wziąć pieniądze na prywatne lekcje. Nie uważacie, że skoro już tracimy
      czas na te lekcje w szkole, to powinniśmy choć trochę z nich wynieść? Ale
      nauczycielom nie zależy...
    • irre Re: jakie języki macie w szkole??? 27.08.03, 21:12
      ja mam angielski(2h) i niemiecki(4h)
Pełna wersja