Gość: pojebany laluś
IP: 80.51.244.*
20.11.03, 13:34
30.4.97
"Idź pojedź do wujka."
Weź oddaj mi wiertarkę!"
Język potoczny jest pełen zeskakujących z drzew przeciwieństw.
Czasowniki "wziąć" i "iść" używane są bardzo często. Jakież to
poprzednie zdanie zdrętwiałe.
[Oszust. Zdania z "Idź pojedź..." wcześniej nie słyszał, a "Weź
oddaj mi wiertarkę." to to samo co "Weź wiertarkę i oddaj mi."
Brzmi dziwnie, ale jest poprawne. Język potoczny jest jednym
wielkim skrótem myślowym. Chociaż czasowniki iść i wziąć
(wymawiany: wziąść) używane są rzeczywiście bardzo często. Na
przykład, kiedy ktoś wkrwawia to mówi się: Weeeź!!! (10.5.97)]
1.5.97
Wszelkie prawa obywatelskie nie są gwarancją mojej wolności. To
właśnie one moją swobodę działania (wolność) ograniczają.
nagie mabo
A obowiązki obywatela wobec państwa to jawne naruszenie praw
człowieka. Mam robić coś, czego nie chcę, bo tak sobie wymyślił
jakiś wypierdek?
Człowiek - zwierzę, które wszystko co robi, robi "dla dobra
siebie", pod pozorem "dla dobra innych".
[często bez pozoru]
Nie ma wyjątków od tej reguły.
Każdy uczony bełkot próbujący to podważać można wrzucić w sedes
i spuścić wodę.
So
I should go
and
I leave you [next time - love]
any more
Isn't it a pity
to go with dignity
I don't know [dunno]
I don't know
I don't know
So
the show
is over ?
and
you should
go home
2.5.97
Fragment dramatu:
STARY (lekceważąco-aktorski ton)
Młody, gdzie są nożyczki?
MŁODY (naśladuje ton STAREGO)
Schowane.
STARY (powtarza; niby nie słyszy)
Młody, gdzie są nożyczki? Stara mówiła, że brałeś.
MŁODY (ton - jak wyżej)
Schowane. Na półce w korytarzu.
STARY (z nożyczkami w ręku)
Znalazłem na półce w korytarzu.
(do młodego)
Słabiutko coś z twoją pamięcią, słabiutko, musisz ćwiczyć...
Wierszy się uczyć na pamięć...
MŁODY
Przez cały czas wiedziałem, gdzie są nożyczki.
STARY
(idzie do pokoju; myśli: "Ja głupi? Ja stary? Ten młody to
niedoświadczony dureń! Nie ja!"; nic nie mówi; siada na fotelu i
zaczyna skracać sobie paznokcie)
3.5.97
Fragment dramatu:
POETA (patośnie)
Nie płaczcie matki
nie warto
i tak
wszyscy
mają was
głęboko w
nie warto
naprawdę nie warto
Etiudy na tle powszechnej nudy.
A gdzie w tym ja? Nie ma mnie od paru dni. Wstydzę się. Nie
wpisałem opisu tych paru dni. Pewnie dlatego, że pyta mnie
swędzi. Co to pyta? Nie co, tylko kto. Ja. Metafora? Przeciwnie.
Żeby mnie oskarżać o... !? Nieładnie. Brzydko. Śmierdząco. Jak
ktoś niżej, to w tego wyżej. We mnie. Zazdrość. Paskudnie.
Koszmarnie. Ohydnie. Dlatego mnie nie było. Ale jestem. I już
wiem. Drążenie języka okazało się właściwą drogą.
Ale co wiem? Kto mnie oskarżał o... ? Dlaczego śmierdząco?
Ale to już, zdaje się, było. Nie było?
Tajemnice się mnożą. Pełno tajemnic.
Czytaj dalej.
5.5.97 Poniedziałek
To bezczelstwo!
Kupiłem za 4 złote i 40 groszy książkę, która kosztuje 9,10.
Czuję się podle.
A było to tak. Na egzemplarzach Tablic Matematycznych baba
nalepiła papierki z ceną 9,10. Ale na jednym z nich cena była 4
złote i 40 groszy. Wziąłem właśnie ten egzemplarz, podszedłem do
kasy, zapłaciłem i wyszedłem. Szybko wyszedłem. Książka ma 72
strony. Jestem potworem. Nawet pomimo to, że ta niższa cena jest
moim zdaniem właściwsza (adekwatniejsza) niż ta wyższa. A piszę
o tym po to, aby przestać o tym myśleć.
A Tablice kupiłem po to, aby skorzystać z nich na maturze w
środę.
Odkłamanie części wielkiej bujdy jaką jest nauka w szkole
niebawem.
Jutro matura z języka polskiego.
Jestem w środku wielkiego gówna. Kłamstwo, oszustwo i kant. Ale
krowa jest uczciwa. A przy tym robi rewelacyjne wrażenie ogólne.
Na mnie nie. Ale to i tak koszmarna zaleta.
Nie znam pewniaków. Nie byłem pod kościołem. Po codziennej
majowej mszy następuje giełda. Tematami maturalnymi. Pewniakami.
Przeczytałem parę sztuk Głowackiego. AwNJ, K, PnK, Fsu. Kopcich
wywoływał we mnie największe emocje.
[Do poprawczaka dla dziewcząt przyjeżdza reżyser kręcić film.
Niby o przygotowywanym przez dziewczęta "Kopciuszku", a naprawdę
o nich samych. Kopciuch (dziewczyna grająca w przedstawieniu
Kopciuszka) nie chce o sobie mówić. Kończy się...]
Kopciuch... Największe wrażenie... Wywołał...
Zaczął to robić od zdania: Ona miała więcej chujów w gębie niż
ty kartofli.
Na końcu dziewczyna tnie się żyletką.
A poza tym jutro matura z polaka. A'dios. (sic! czyli
tak-ma-być!)
6.5.97 Wtorek
Zadawać proste pytania. Co to jest śmierć? Co to jest życie? Co
to jest czas? Co to jest przestrzeń? Gdzie jesteśmy? Co to jest
świadomość? Dlaczego słońce jest żółte? Dlaczego?
Dziś był egzamin maturalny z języka polskiego. Matura z polaka.
Wylosowałem numer 19. Trzecia ławka od biurka komisji. Środkowy
rząd. Przede mną siedzi Białas. Piotr. Dyrektorka... Dyrka
siedzi jako jedyna przy stole komisji. Reszta się ulotniła.
Zielona zasłona okienna na trzech ławkostołach. Miałem
zdemaskować wielkie oszustwo, a tu co? Grzecznie siedzą i piszą
głupoty. A ja?
Tekst mojej matury.
Temat: Literatura wieków minionych czy utwory powstałe w naszym
stuleciu? Uzasadnij, które teksty czytasz chętniej sięgając do
kilku wybranych.
Literatura wieków minionych czy utwory powstałe w naszym
stuleciu?
Odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest prosta, a można
nawet powiedzieć, że nie będzie (w dalszej części tekstu)
jednoznaczna, chociaż z punktu widzenia idei postępu: wszystko
co było jest gorsze od tego, co postępowe, czyli od tego, co
jest. Czy jednak w literaturze możliwy jest postęp? Jeżeli
postępem nazwiemy rozszerzenie ilości słów w danym języku - to
tak. Ale jeżeli ktoś chciałby powiedzieć (albo już powiedział),
że talent również podlega (ulega) postępowi, to należałoby
uznać, że - jak to określa Różewicz w "Przyszli żeby zobaczyć
poetę" - byle kto mówi byle co.
Jak wynika z powyższych słów idea postępu nie dotyczy
literatury, jako że w literaturze ważny jest wspomniany
wcześniej talent, którego nie można się nauczyć.
Jaki jest wniosek z powyższego zdania? Ano taki, że nieważne
kiedy, ale ważne jak.
Nawiązujac do drugiej części tematu: Które teksty czytam
chętniej? Te dwudziestowieczne czy wcześniejsze? Otóż nie należy
robić podziału na teksty z XX wieku i wcześniejsze. Można
powiedzieć: Genialne dzieła się nie starzeją.
Ale które są genialne?
Odpowiedź nie jest prosta. Zwłaszcza kiedy mamy do czynienia
(sic!) z przekładami dzieł uznanych za genialne. Otóż
beznadziejny przekład genialnego dzieła robi z tego dzieła
potwornie nudne czytadło. Co ciekawe, nawet tak okaleczony utwór
jest uznawany przez niektórych ekspertów za genialny. Głupota,
snobizm, zaślepienie, brak własnego zdania?
W jednym z esejów krytyczno-literackich S. Barańczak pisze, że o
ile, jego zdaniem, trudnego Hopkinsa rozumiał w oryginale, to w
polskich przekładach już zupełnie nie wiedział, o co chodzi.
Ale dość o nudzie.
Przykłady dzieł, które się nie zestarzały (jeden z warunków
genialności) można mnożyć (policzyć na palcach rąk?).
Biblia.
W bardzo dobrych XX-wiecznych przekładach (przypowieści w Biblii
Tysiąclecia; Miłosz...) Biblię fragmentami czyta się jak... Tak
prosto, łatwo, zrozumiale i głęboko.
Można przytoczyć jeszcze wiele przykładów dzieł, które pochodzą
sprzed XX wieku, a mimo to się nie zestarzały. Na przykład
"Kubuś Fatalista i jego pan" D. Diderota. W rewelacyjnym
przekładzie Boya podróż pary przyjaciół - Kubusia Fatalisty
(wierzącego w fatum - przeznaczenie, jednak czasami o tym
zapominającego, zwłaszcza kiedy dostanie w twarz - wtedy,
zamiast "ze spokojem przyjmować wyroki boskie", klnie jak
szewc.) i jego pana nie-wiadomo-dokąd jest opisana (ta podróż) w
taki sposób, że aż dech zapiera i nie można się oderwać.
A Szekspir w przekładach Barańczaka to co - gruszka? A "Faust" w