Gość: esp
IP: *.tsk.trzebnica.pl / *.tsk.trzebnica.pl
07.05.05, 23:31
Proszę Państwa
Do opisu wybrałem Rodiona Romanowicza (he, he, he, oczywiście wszystko z rdzeniem "-friend-" musiałem umieszczać w "głębokim" cudzysłowie). To prawda, wybór przekorny, ale nie mieliśmy chyba ograniczeń. To pociągnęło za sobą, w każdym razie, pewne konsekwencje - musiałem zrezygnować z opisu cech wyglądu zewnętrznego, jako że w powieści praktycznie nie ma na ten temat wzmianek (niejako dla przyzwoitości na pierwszych kartach powieści napomyka Dostojewski coś o blond włosach, wiemy też, albo wyobrażamy sobie, że aparycja Rodiona nie była nieprzyjemna), co zresztą oczywiste przy tak introspektywnej-acz-za-nos-wodzącej powieści. Jeśli wspomniałem o Lwie Szestowie (łącznie z jego słynnym zdaniem: "zbrodni nie było" i odesłaniem powieści w sferę psychologicznej alegorii) i poszedłem generalnie tymi ścieżkami, to rezygnacja z opisu zewnętrznego ("obiektywnego", jak się mawia, ale tę sprawę rozwiązałem paroma określeniami ze strony Eudoksji czy Razumichina dotyczącymi zachowania) jest chyba nie tylko usprawiedliwionym, ale jedynym rozwiązaniem. Z drugiej strony, "kanon" to "kanon". Czy dobra językowo praca (teoretyzuję) musi być przywołana do porządku i pokory, tym bardziej, jeśli była bezsilna wobec pewnych szczegółów, bo wybrany bohater literacki w ten czy inny sposób apriorycznie blokował możliwość zachowania kilku żeberek szkieletu formy?
Pytam oczywiście zarówno o zdanie maturzystów, jak i "zwierzchnictwa", jeśli takowemu zdarzyło się tu zawieruszyć. Będę wdzięczny za sugestie.