lee_a
23.04.07, 13:21
No to moje kochane, zapowiadany wątek o spowiedniku. Otóż nasz proboszcz dał
nam kartkę do spowiedzi. Powiedział, że możemy iść do jednej, z tytułu
wspólnego mieszkania a jezeli chcemy to mozemy oczywiscie isc do dwoch i
zyc "jak brat z siostra". Zdecydowalismy sie tylko na jedna spowiedz, wiec
skreslilam to co bylo trzeba i udalismy sie do dominikanow. No i to byl nasz
blad. Nigdy w zyciu nie czulam sie gorzej potraktowana przez spowiednika.
Wiecie, gdyby to byla nasza pierwsza spowiedz przedslubna a nie ta przed
samym slubem, to ja bym ten slub odwolala i poszla do USC. Ksiadz, oj
przepraszam, ojciec, nakrzyczal ze polamalismy wszystkie zasady, ze w czasach
pierwszych chrzescijan by nas wyrzucili z Kosciola, ze nie powinnismy dostac
rozgrzeszenia, ale poniewaz mamy czelnosc brac teraz slub to on wyjatkowo sie
zgadza....... Niewazne bylo, ze sie kochamy, szanujemy, chodzimy do kosciola,
przyjmujemy kolęde. Zawsze bylam osoba wierzaca, brakowalo mi mozliwosci
przystepowania do komunii, cieszylam sie, ze teraz pojde do spowiedzi i
wyprostujemy to wszystko. A on mnie potraktowal jak smiecia... Zaluje, ze
poszlam do kosciola akademickiego, a nie do zwyklej parafii, w ktorej ksieza
wiedza jakie jest zycie. Zaluje, ze nie poprosilam naszego proboszcza, zeby
nas wyspowiadal przed slubem, pojechalismy tam, gdzie byla akurat spowiedz i
tak trafilismy. Ja prawie sie rozplakalam. Ten slub koscielny byl dla mnie
wazny i myslalam, ze spowiednik to zrozumie. A on gdyby mial kamien to pewnie
by rzucil.