Dodaj do ulubionych

Wyemigrowalem mdo Kanady i ...

03.09.13, 14:28
... po trzech dniach poszedłem do roboty. Pracowalem na rozbiorkach. Ten to zrozumie, kto w tej branzy pracowal, 4 baksy na godzine, 10 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu. Praca poprostu katorznicza. Pracowali przewaznie chlopi z lomzynskiego i bialystockiego. Sol polskiej ziemi. Pracowali tylko Polacy. Nikt inny by nie wytrzymal. Pracowali aby kupic traktor, snopowiazalke, lub cement na budowe domu. Nasz szef, oczywiscie "mafiozo" bral za nas 12/godz. i przypuszczam liczyl zleceniodawcom dwa razy wiecej godzin niz mysmy przepracowali.

Przerabialismy szkole na dom mieszkalny. Budynek mial 14 pieter. Rwalismy podlogi, burzylismy wewnetrzne sciany. Caly dzien huczalo w tym budynku jak w ulu. Kurz gasilismy woda. Wielokrotnie przyjezdzala straz pozarna, sadzac ze budynek sie pali. Tak wielki oblok kurzu unosil sie nad dachem. Gruz wozilismy taczkami do zsypu, czyli do rury o srednicy jednego metra, ktora wydluzalismy w miare przenoszenia sie na wyzsze kondygnacje. Na ulicy stal 60 stopowy kontener. W kontenerze pracowal Jozek. Rozgarnial gruz, aby rowno wypelnial wnetrze. Wszyscy zazdroscili mu tej pracy. Byla duzo lzejsza niz wszystkie inne.

Lipcowy upal w polaczeniu z wilgocia idaca znad jeziora Ontario wykanczal nas.
Naprzeciwko naszej budowy byla usytuowana ladna restauracja, w porze lunchu wypelniona lepsza klijentela. Nienawidzilismy tych dzianych ludzi, czystych i zadbanych, my brudni, bez szansy umycia sie gdziekolwiek. Bo co tu duzo gadac, to prawda co mowil kiedys brodaty facet ze "byt ksztaltuje swiadomosc".
Moi kolezkowie siadali na przerwie przy oknach bez futryn i pustym zmeczonym wzrokiem obserwowali czysciochow w restauracji jak zajadaja. Oni jedli z talerzy cos - czego nawet nazwac nie potrafilismy. Popijali winkiem. My, jedlismy chleb z grubo krajanym boczkiem, popijajac mlekiem z butelek po wodce.

Podczas przerw wiekszosc proznowala. Ja nie. Myslalem jak tu dac satysfakcje moim wspoltowarzyszom - kosztem tych, z poziomu ulicy. Wymyslilem!
Na 14 pietrze byly mieszkania nauczycieli z porzuconymi ksiazkami, podartymi ubraniami i stara bielizna. Byla tam tez lazienka z pelnym sedesem nieczystosci. Smrod z tej lazienki mogl zlamac niejednego z nas, mimo ze do wielu smrodow bylismy przyzwyczajeni. Ten byl przeogromny. Postanowilem wykorzystac sedes i podzielic sie smrodem z burzuazja w restauracji. Dalem moja mysl pod glosowanie gremium. Zgoda byla pelna.
Odkrecilismy sruby laczace sedes z podloga. Uszczelnilismy go od dolu. Gore oblozylismy koszulami i marynarka. Nieslismy ten sedes ustawiony na deskach na 7 pietro po schodach. Stasiu, jeden z nas, ktory mial pod Lomza chodowle swin, caly obrosniety rudym klaczywem na piersiach i na plecach, po dlugiej zadumie i mysleniu powiedzial:
"to gowno jest dobrze zmacerowane". Wszyscy przytakneli - gesto spluwajac. Pewne ze mial racje. Nie wiedzialem co to znaczy, lecz wierzylem Stasiowi na slowo.
Nieslismy ten sedes jak kiedys popiersie Chorazego Pokoju na pochodzie 1-majowym. Szedlem pierwszy usuwajac z drogi cegly i dragi. Wolalem: "bracia, aby nie uronic". Praca nasza bylaby niemozliwa w tym budynku gdybysmy wylali zawartosc. Smrod gesty, ze mozna krajac, szedl za nami.
Cieszylem sie z tego smrodu, ktory gwarantowal powodzenie akcji.
Doszlismy po 12-tej w poludnie. Gwaltownym ruchem wrzucilismy sedes wraz z zawartoscia do rury. Tompnelo, grzmotnelo, az zachwialo nami. Podekscytowani akcja nie powiadomilismy Jozka w kontenerze. Trudno. Teraz sie w nim miotal bijac piesciami o stalowe sciany. Nie mial sil aby wyskoczyc. W koncu przewieszony przez jego obramowanie rzygal gesta zolcia.

Smrod wolno, acz niepochamowanie doszedl do restauracji. Eleganckie panie i panowie opuscili stoliki ustawione pod restauracja, nastepnie z restauracji.
- Nie, oni nie oddalali sie z elegancka godnoscia. Oni pierzchali w poplochu pozostawiajac na talerzach napoczety "Beef Strogonoff" i niedopity "Pinot Noir" w kieliszkach. Pierzchali rowniez kelnerzy przeskakujac przez maly zywoplocik z kwiatow w doniczkach. Kwiaty byly roznokolorowe - pamietam jak dzis. Musialy ladnie pachniec.
W takich restauracjach wazne sa wrazenia estetyczne.

W pelni uzyskalismy zaplanowany efekt. Trzeba bylo widziec twarze i oczy moich kolegow. Byli dumni, bladzi i usatysfakcjonowani. Ten wyraz twarzy mial lud Paryski po zdobyciu Bastylii i marynarze Aurory po zdobyciu Palacu Zimowego.

Co ja odczuwalem?
Pochodze z warstwy naszego narodu ktora kiedys specjalizowala sie w szarzach na armaty. Nie ma juz armat ustawianych w wawozach, nie ma kawalerii i szabel, amarantow zapietych pod szyje. Zostala jednak kawaleryjska fantazja. Ona jest w genach. Ona byla, jest i bedzie...

Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka