Dodaj do ulubionych

Praca w biurze w NY... - jaka pensja?

IP: 62.233.164.* 14.06.05, 22:29
Legalnie, w dobrej firmie, powiedzmy ze praca polegalaby na obsludze
kancelaryjnej (cos skserowac, posortowac korespondencje itp, jakies prace
sekretarskie). Jakiej pensji mozna sie spodziewac? Czy za to da sie przezyc w NY?
Obserwuj wątek
    • asia9111 Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 14.06.05, 23:16
      u nas kobiety zarabialy od 26-30 tys. rocznie brutto. Oczywiscie jak od tego
      odejmiesz podatek federalny, stanu NY, i miasta NYC, to ta suma sie niezle
      kurczy. Jednej osobie troche cienko z tego zyc, bo mieszkanie i wszystkie
      swiadczenia oplacasz sama. Jezeli jestes z mezem/partnerem rowniez zarabiajacym
      to co innego, albo moze dzielisz mieszkanie i swiadczenia z kims? Czesto tak
      ludzie w NY robia, szczegolnie np. zaraz po studiach gdy wszyscy startuja.
      • aronbrudny Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 15.06.05, 05:24
        to o czym ta dziewczyna pisze - sekretarka, to w USA scisle, w zaleznosci od
        firmy, wyspecjalizowana praca. Sekretarka musi pisac ponad 50 slow na minute na
        komputerze bezbledna angielszczyzna, (czyli musi miec college), musi znac
        podstawowe programy takie MicrosoftWord, Power Point, Excel, pewno znajda sie i
        inne. To,o co ta dziewczyna pyta,to pozycja gonca, czyli osoby, majacej kilka
        godzin pracy dziennie na robienie ludziom kawy, roznoszenie koresponencji itd.
        Jesli w danej firmie osoba taka istnieje (a obecnie w wiekszosci nie ma kogos
        takiego i kawe trzeba sobie samemu robic), to jest to przewaznie student i to
        junior, zarabia nie wiecej niz 8-10 tys rocznie, symboliczne pieniadze dobre na
        kupienie ksiazek do szkoly. Nie mowie tez o tym, ze od wszystkich tych
        zatrudnionych w wielkich firmach wymagana jest b.dobra znajomosc j.
        angielskiego, bo to nie Afryka ale USA.
    • Gość: Agata Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 62.233.164.* 15.06.05, 08:31
      To moze wyjasnie sytuacje. Sytuacja wyglada tak: mam wyzsze wyksztalcenie i
      pracuje jako specjalista ds szkolen i systemow informatycznych - juz z definicji
      wiadomo, ze wiem niemal wszystko o aplikacjach nie tylko microsoftu, ale tych
      stosowanych firmach (bo szkole w tym ludzi we wlasnej firmie). Dobrze zarabiam i
      mam b. dobra pozycje tutaj. Chce sie przeniesc do biura w NY i nie wiem, czy
      bede mogla robic to samo, a moze wiecej. Moze jednak okazac, ze aby wyjechac tam
      bede musiala zostac zdegradowana do sekretarko/asystentki (co nie oznacza
      bynajmniej robienia kawy i bycia goncem), moze sie tez okazac, ze bede musiala
      zostac "zdegradowana" do osoby odbierajacej poczte itp. (bo wyjechac chce, a
      narazie nie wiadomo, czy jest dla mnie stanowisko). Tak wyglada sytuacja i stad
      moje pytanie. Takze nie jade jako dorabiajacy student, ale niejako na secondment
      - teoretycznie nie powinnam wpasc w jakies totalnie beznadziejne stanowisko, ale
      wszystko jest mozliwe. Nie wiem czego moge sie spodziewac po zarobkach. 30 tys.
      brutto rocznie zarabiam tutaj w Polsce.

      Sorki za zawracanie glowy, ale nie wiem czego sie spodziewac po prostu :) I tak
      sie dowiem za kilka dni, ale chcialam dowiedziec sie ogolnie... Pozdrawiam!
    • Gość: S. Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: *.cmbrmaor.dynamic.covad.net 18.06.05, 21:55
      Gość portalu: Agata napisał(a):

      > 30 tys. brutto rocznie zarabiam tutaj w Polsce.

      Cos tu sie kupy nie trzyma.

      Najpierw piszesz "cos skserowac, posortowac korespondencje itp.", a potem, ze jestes specjalista i
      jedziesz na secondment.

      30 tys dolarow rocznie (100 tys zlotych) to w Polsce, nawet w amerykanskiej firmie, pensja osoby na
      kierowniczym stanowisku albo wykwalifikowanego specjalisty. Zadna szanujaca sie firma nie bedzie
      transferowac takiego pracownika do pracy w USA bez konkretnego zapotrzebowania i wyraznie
      okreslonych zadan. Jesli firma wysyla Cie tam, to:
      1. mowi Ci dokladnie na jak dlugo jedziesz, jakie beda Twoje obowiazki i JAKA BEDZIE TWOJA PENSJA.
      2. nie bedzie uzywala specjalisty do zadan sekretarskich, bo to nie ma najmniejszego sensu z kilku
      powodow. Z jednej strony jestes "overqualified", a Amerykanie unikaja takiej sytuacji. Z drugiej, pewnie
      nie masz wielu umiejetnosci wymaganych od tutejszych sekretarek. Znajomosc Excela to jedno, a np.
      szybkie, bezbledne pisanie na komputerze pod dyktando osoby, ktora rozmawia z Toba przez telefon -
      to drugie. Czy wiesz jak dziala purchasing, payroll system itp? Poza tym, nawet jesli teraz uzywasz
      angielskiego na co dzien ze swoimi amerykanskimi kolegami, to jesli nie jestes "native speaker",
      mozesz miec na poczatku klopoty pracujac jako sekretarka. Odbierzesz telefon, a tu dzwoni
      powiedzmy babka z Federal Express - niewyksztalcona Murzynka z silnym akcentem i Ty nie rozumiesz
      slowa z tego co ona mowi (i takie przyklady mozna by mnozyc).

      Podsumowujac - jesli chcesz wiedziec co mozesz tam robic i ile bedziesz zarabiac, zapytaj po prostu
      swojego obecnego szefa, ale watpie czy to bedzie "obsluga kancelaryjna".

      PS: Pensja na starcie w Twojej specjalnosci (software trainer) na polnocnym-wschodzie USA wynosi ok.
      40-50 tys. dol. rocznie, a przecietna ok. 70 tys - ale to dotyczy specjalistow, ktorzy szkola "na
      zewnatrz" czyli u klienta. Ci, ktorzy szkola w obrebie firmy zwykle zarabiaja mniej. Nawet doswiadczeni
      szkoleniowcy z b. dlugim stazem w IT rzadko przekraczaja 100 tys. rocznie. Wynika to z ogromnego
      nasycenia rynku pracy w tej dziedzinie - na kazde miejsce czycha kilku kandydatow.
      • maly32 Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 18.06.05, 23:23
        Powiedzmy sobie jasno, nawet jezeli ktos jest gwiazda i geniuszem w IT, ale ta
        praca sprowadza sie na dziennym mysleniu (individual contributor) to zeby nie
        wiadomo co i nie waznie ile lat pracy, na wschodnim wybrzezu nie zarobi sie
        wiecej niz ~$100 tys. jezeli chodzi o prace w tej branzy (IT). Wobec tego osoba
        ktora przyjedzie z Plski, Meksyku czy Grenlandii, moze tylko snic o takich
        zarobkac. Pensja kolo $50-60tys na rok jest bardziej prawdopodobna. Bedac
        osoba ktora ma pracownikow w wielu krajach, ja sam bym komus z innego kraju
        wiecej nie zaoferowal na poczatek. Znanie jezyka angielskiego w USA to tak jak
        oddychanie. Bym byl zdziwiony jakby ktos nie mowil, a staral sie o pozycje z
        taka pensja. Uzywanie programow Microsoft to dokladnie to samo. To jest
        podstawa ktora sie zaklada tak jak ze pracownik wie ze ma oddychac w pracy.

        M
      • Gość: Agata Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 62.233.164.* 19.06.05, 00:10
        Masz racje - to jest troszke dziwna sytuacja. Otoz nasza firma ma wpisane
        niejako w dzialalnosc to, ze teoretycznie (podkreslam, teoretycznie) kazdy
        pracownik z danego biura ma prawo prosic o przeniesienie do innego biura na
        calym swiecie - a ze biur jest pare to jest w czym wybierac. Ja wybralam NY i
        staram sie przeniesc tam.

        Problem w tym, ze niekoniecznie jest dla nas miejsce tam gdzie chcemy byc :) I
        tak jest w moim przypadku. Teoretycznie moglabym robic dokladnie to samo co w
        Polsce, czyli szkolenia itp. i to bylaby sytuacja super, ale moze sie okazac,
        ze akurat takie stanowisko jest u nich obsadzone i nie wcisna mnie, zeby na
        rzesach staneli. Nie jestem jakims super, super specjalista, wiec to nie jest
        tak, ze jade na to samo stanowisko i oni tam na mnie czekaja z otwartymi
        ramionami. Wrecz przeciwnie pewnie... :)

        Problem w tym, ze ja sie uparlam i chce wyjechac mimo wszystko - nawet gdyby
        mnie mieli zdegradowac do innego stanowiska. Podalam przyklad pracownika
        kancelaryjnego, bo teoretycznie to najnizej jak moge spasc - pol biedy gdyby
        okazalo sie, ze z tego mozna zyc, ale 30 tys., jak ktos napisal powyzej, to
        naprawde malo, bo tyle mniej wiecej zarabiam tutaj. Sekretarka na pewno nie
        zostane, bo 1) nie chce, 2) nie jestem nativem i jakkolwiek dobrze znam
        angielski w Stanach pewnie bym sobie nie poradzila w pracy na telefonie. Chociaz
        inne umiejetnosci mam (pisanie na komputerze, 250 znakow/minute, malo? :) Kurka
        to chyba kazdy potrafi, kto spedzil ostatnie lata na pracy z komputerami...).

        I teraz sie zastanawiam, czy warto wyjezdzac, gdyby powiedzieli, ze jedyne co
        moga mi zaproponowac to stanowisko kancelaryjne. I wychodzi na to, ze zupelnie
        nie... :(
      • Gość: Agata Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 62.233.164.* 19.06.05, 00:15
        A'propos. 100 tys. brutto/12 = 8,33 brutto na miesiac. Byc moze to pensja
        niejednego specjalisty, ale zapewniam Cie, ze sa firmy, ktore placa tak mniej
        wykwalifikowanym pracownikom. Bo w Polsce jest wszystko na glowie postawione i w
        jednej firmie ten sam specjalista zarobi 1,5 tys. brutto, w innej 10 tys. Ja mam
        szczescie pracowac w dobrej firmie :) Pozdrawiam.
        • Gość: RobinHood Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: *.dialup.sprint-canada.net 19.06.05, 03:37
          Popukaj sie dziewczyno w czolko. Jakie bedziesz robila szkolenia w NYC???
          Bedziesz uczyla Amerykanow IT? To tak jakby ktos z Sudanu gdzie nie ma
          samochodow pojechal uczyc Amerykanow jezdzic samochodem. A w jakim jezyku
          bedziesz szkolila? Po polsku? Bo na pewno nie bedziesz tego robila w
          angielskim, raz ze nie znasz tego jezyka na tyle aby to robic, dwa nie znasz
          terminologii fachowej, trzy z taki ciezkim polski akcentem to po 15 minutach
          ludzie beda od ciebie uciekac gdzie pieprz rosnie i skarzyc sie. Zeby sprawdzic
          swoje umiejetnosci w jezyku angielskim proponuje ci zadzwonic do NYC i
          sprobowac cos zalatwic przez telefon. Zobaczysz jak biegla jestes w
          j.angielskim. Ale cos mi sie wydaje, ze to kolejna popierzona panienka z
          przerostem ambicji. Tutaj pelno takich, chca na sile pracowac w administacji w
          obojetnie jakim kraju anglojezycznym. Jest tylko jeden hak. Nie znaja jezyka.
          Radze pojsc do psychiatry i nie zawracac ludziom tu glowy.
                • Gość: Agata Re: racja! IP: 62.233.164.* 19.06.05, 12:29
                  Widze, ze niektorzy obecni na tym forum wiedza o mnie wiecej niz ja sama o sobie
                  :)) Niezle. Prosze bardzo jak na forum czlowiek moze sie dowiedziec co potrafi,
                  jak mowi po angielsku, czy z akcentem, czy nie, i czy ludzie beda od niego
                  uciekac po 15 minutach, jakiego rodzaju szkolenia komputerowe robi i dlaczego sa
                  gorsze niz szkolenia w Sudanie... :))

                  A nie przyszlo Wam ciolki do glowy, ze skoro pracuje w firmie, ktora ma 40
                  oddzialow na calym swiecie i w polityke ma wpisane mieszanie pracownikow po
                  calym swiecie to moze jednak tego angielskiego troche liznelam? A moze
                  poglowkujcie troche dalej jakie technologie firma stosuje i dlaczego sa one
                  takie same na calym swiecie i dlaczego moge uczyc tych technologii zarowno w
                  Polsce jak i w kazdym innym biurze na swiecie? Popukajcie sie w czolko
                  ograniczeni, zawistni Polaczkowie, o mozdzku niezdolnym wyobrazic sobie, ze ktos
                  umie wiecej od Was, zarabia wiecej od Was, tak, ze wizja "olsniewajacych"
                  zarobkow na poziomie 30 tys. $ nie przemawia mu do wyobrazni, ze lepiej od Was
                  mowi po angielsku, bo byc moze urodzil sie i pol zycia spedzil w anglojezycznym
                  kraju i ze (smiechu warte) potrafi pisac szybko na komputerze.....

                  Chyba jednak popelnilam blad zakladajac ten watek, bo poza kilkoma
                  konstruktywnymi uwagami przeczytalam tylko idiotyzmy zawistnych polmozgowcow bez
                  wyobrazni, ktorzy w Stanach biegaja z mopem, albo stoja na zmywaku i nie
                  potrafia sobie wyobrazic, ze mozna tam pojechac do normalnej pracy.
          • katlia Re: do Robin Hood'a 20.06.05, 19:33
            Bzdury piszesz.

            W kazdej duzej firmie w USA sa kursy wewnetrze gdzie pracownicy doksztalcaja
            sie na kopmuterach. I takze sa nauczyciele ktorzy prowadza te kursy. I te kursy
            bynajmniej nie sa na jakis wysokich poziomach - ot, ludzie chca sie wiecej
            nauczyc o word czy excell. Nie ma zadnej hanby w tym, ze zegos nie wiesz, ale
            chcesz sie nauczyc. (To nie Polska.)

            Z tym anglieskim tez przesadzasz - nie potrzeba fantastycznego poziomu aby tu
            pracowac. Amerykanie sa bardzo wyrozumiali jezeli chodzi o akcenty - sa
            przyzwyczajeni do najrozniejszych akcentow. A zwlaszcza w ogromnych firmach
            gdzie pracuja ludzie z calego swiata.



    • aksiegowy Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 19.06.05, 12:50
      agatko
      samas sobie winna
      z prac kancelaryjnych do specjalisty robicego szkolenia to kawalek drogi.
      logicznie myslac
      duze firma nie bedzie pozbywala sie fachowca i robila z niego sekretarki bo im
      trudno znalesc drugiego. przewaznie to sie odbywa na zasadzie wymiany. ty
      jedziesz tam, ktos przyjezdza tu. 30K usd w polandzie to kawal pieniedzy
      odpowiednik ok 100K w stanach. byle kto tego nie ma ani w Polsce ani tu.
      brak ligiki w twoich wypowiedziach ot i tyle.
      po czlowieku zarabiajacym takie pieniadzza mozna sie spodziewac wiecej. pytanie
      powinno byc raczej typu: ile powinnam zarabiac w stanach jezeli w PL zarabiam
      30K usd by utrzymac swoj poziom zycia. bo chyba to chcialas wiedziec a nie ile
      zarabia sekretarka.

      AK
    • Gość: Agata Do Admina IP: 62.233.164.* 19.06.05, 13:40
      Bardzo prosze admina o skasowanie tego watku. Nie chce mi sie wysluchiwac bzdur
      na swoj temat. Nie wiem po co zalozylam ten watek - na pewno nie zalezy mi na
      tym, aby komukolwiek cos udowadniac. Mowiac w skrocie - mam gdzies co ktos o
      mnie mysli, pozostancie we wlasnym gnoju drodzy przedmowcy i mnie do niego nie
      mieszajcie.

      Jezeli tak trudno Wam zrozumiec, ze ktos chce wyjechac zobaczyc kawalek swiata,
      a przy tym legalnie na to zarobic, chocby mial "nie robic super kariery", to
      sorki, ale nie chce mi sie z Wami dyskutowac. Moze i zarabiam w Warszawie duze
      pieniadze, ale co z tego skoro gowno mi z tego przychodzi bo tkwie tutaj bez
      perspektyw zadnych - jakakolwiek zmiana pracy wiaze sie z obcieciem zarobkow o
      3/4. Pomysleliscie o tym? I co mam Bogu dziekowac za szczescie, ktore mnie
      spotkalo? Coz w tym dziwnego, ze chce sie wyrwac z warszawskiego zadupia????
      Myslicie, ze tak malo jest ludzi podobnych do mnie??? Dlaczego od razu
      zakladacie ze sobie wymyslam? Ze nie-specjalista nie moze zarabiac tyle ile ja?
      Jezeli uwazacie, ze 100 tys. zl rocznie w Polsce moze zarobic tylko jakis
      nadczlowiek, super hiper specjalista to swiadczy to tylko i wylacznie o tym, ze
      nie macie pojecia o czym mowicie i daje swiadectwo tylko tego w jakich
      srodowiskach sie obracacie. Rozumiem, ze w Pcimiu Dolnym taka pensja to jest
      zlapanie Pana Boga za nogi, ale na Boga, ja pracuje w Warszawie! I tu naprawde
      duzo ludzi tak zarabia. Spojrzcie chociaz na pensje sekretarek w koncernach
      miedzynarodowych - naprawde rzadko sie zdarza, zeby sekretarka w takiej firmie
      zarabiala mniej niz 5 tys. brutto! A zazwyczaj jest to wiecej.

      Widze, ze pomylilam fora. Myslalam, ze sa tu ludzie na poziomie, ale sorki (nie
      chce nikogo obrazic) to jest chyba jakies forum kolka gospodyn wiejskich dla
      ktorych jedyna dobra perspektywa jest zmywanie garow w Stanach, a w Polsce praca
      w budzetowce za pol sredniej krajowej. Jak ktos sie wychyli to od razu albo
      zmysla (bo to przeciez niemozliwe tyle zarabiac i chciec jechac do Stanow na
      stanowisko kancelaryjne!!!), albo jest psychiczny. Sami sie idzcie leczyc. Ja
      sie zajme swoimi sprawami, dziekuje.

      Takze bardzo, bardzo prosze admina o usuniecie tego watku z forum.
      • Gość: Agata Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 62.233.164.* 19.06.05, 16:28
        A czy to sie naprawde tak rzadko zdarza, ze ktos chce wyjechac pozwiedzac swiat?
        To skad w takim razie biora sie te setki tysiecy Polakow chocby w Londynie,
        ktorzy wyjezdzaja rzucajac wszystko w kraju po to aby za grosze zmywac gary w
        knajpach? A moze to sa ludzie, ktorzy nic w Polsce nie maja, zadnego
        wyksztalcenia i dlatego w Anglii trafiaja do pracy przy truskawkach? A do Stanow
        to jezdza sami analfabeci, albo fantastyczni specjalisci? Nothing in between?

        Po waszych wypowiedziach mozna wnioskowac, ze nikt, absolutnie nikt nie zamienia
        nigdy pracy na gorsza, ale lepiej platna (a to bylby moj przypadek). Teza
        conajmniej smiala... A malo to w POlsce lekarzy, pracujacych jako
        przedstawiciele handlowi, bo w zawodzie im sie nie oplaca? Malo inzynierow
        roznoszacych ulotki? Malo ekonomistow pracujacych "na okienku" w bankach?
        Mowicie tak, jakby w POlsce kazdy pracowal zgodnie z wyksztalceniem i
        umiejetnosciami, jakby nie bylo kolosalnych przepasci miedzy tym co sie robi, a
        co mogloby sie/chcialo robic. Jakby jedynym celem czlowieka bylo zdobycie posady
        i jej trzymanie do smierci. A jakby byla jeszcze dobrze platna, to po co
        zamieniac Warszawe na NY... Naprawde nie wiecie, ze sa w Polsce firmy, ktore
        placa dobrze i ciezko sie wyrwac z takiego kieratu, bo gdzie indziej, gdzie
        moglbys sie dalej rozwijac, dadza Ci najwyzej 3/4 dotychczasowej pensji?

        Chce skorzystac z mozliwosci jaka daje mi praca w dobrej miedzynarodowej firmie
        i pojechac do Nowego Jorku, nawet gdybym miala tam byc goncem. To wszystko. Nie
        wolno mi? Czy to znaczy, ze nic nie umiem, nic nie wiem, mowie fatalnym
        angielskim i ze sciemniam? Ludzie na jakim Wy swiecie zyjecie? Czy na moim
        miejscu nie korzystalibyscie po prostu z okazji, zeby sie wyrwac z tego
        wypi..wia bez perspektyw? A noz widelec, cos lepszego znajde w tym NY i juz nie
        bede musiala tu wracac do tej mojej "strasznie wielkiej" pensyji w
        metropolii-Warszawie...?

        A propos, z wlasnego podworka znam dwoch dobrej klasy lekarzy, ktorzy pojechali
        do Stanow opiekowac sie starymi ludzmi? I co w tym dziwnego, na Boga?

        Skoro moj plan wydaje sie Wam dziwny i niezrozumialy to moze podpowiecie w jaki
        inny sposob mozna pojechac na rok/dwa do NY i normalnie tam zyc, nie biedujac i
        nie zmywajac garow, poznac nowych ludzi, zobaczyc jak zyja inni? W jaki sposob
        znalezc legalna prace na "swoim" poziomie? Jak Wy trafiliscie na super posady w
        Stanach? Podzielcie sie doswiaczeniem, moze i ja skorzystam.
        • Gość: S. Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: *.cmbrmaor.dynamic.covad.net 19.06.05, 22:09
          Agato,

          Chyba niesprawiedliwie potraktowalas kilka osob, ktore oderwaly sie od swoich zajec, zeby napisac
          sensowna odpowiedz na Twoje pierwotne pytanie.

          Nie jest niczym niezwyklym, ze ktos moze chciec zmienic miejsce zamieszkania, srodowisko, zawod,
          skosztowac czegos innego itp. Sa nawet ludzie, ktorzy w pewnym momencie swojego zycia decyduja,
          ze nie chca juz byc "executives" w miedzynarodowych korporacjach, ale wola np. wyjechac do Tybetu i
          szukac sensu zycia. Ale to nie jest forum o sensie zycia tylko o pracy w USA, wiec tu wszyscy sa
          nastawieni na takie porady i scenariusze, ktore pozwola danej osobie jak najlepiej ustawic sie
          zawodowo i oczywiscie finansowo. W Twoim natomiast przypadku nie jest oczywiste, jaki bylby cel
          Twojego ewentualnego wyjazdu do USA, bo z Twoich wlasnych postow wynika, ze oznaczalby on
          powazna degradacje zawodowa, bez zwiekszenia zarobkow i bez jasno okreslonych perspektyw na
          (przynajmniej najblizsza) przyszlosc.

          W pierwszym poscie pytalas o pensje pracownika biurowego nizszego szczebla (bo nie sekretarki) w
          NY. Zgadzam sie z tymi osobami, ktore sa zdania, ze takich posad prawie nie ma. Korporacje tutejsze
          zrobily sie bardzo "lean & mean" i placenie nawet nedznej pensyjki osobie, ktora mialaby sortowac
          poczte i obslugiwac kserokopiarke, uwazane bedzie w wiekszosci za karygodna rozrzutnosc. Poczte
          segreguje recepcjonista, a kazdy kseruje dla siebie. Dlatego wydaje mi sie malo prawdopodobne, zeby
          Twoja firma chciala Cie wysylac za ocean do takiej pracy, z jakas malo okreslona perspektywa, ze
          potem bedziesz robic cos innego (ale co?). Ale jesli sie myle, to juz Twoja decyzja, czy chcesz przejsc "z
          chirurga na salowa" jak napisala Myszka, byle zakosztowac innego zycia.

          Z Twojego ostatniego postu wynika, ze za wszelka cene chcesz wyjechac. Ale dopoki nie odpowiesz
          sobie jakie sa Twoje priorytety (pieniadze? ciekawe zajecie? mozliwosc awansu? zakosztowanie Nowego
          Jorku? pobyt w USA na dlugo? tylko na pare lat?), to nie bedziesz umiala nawet zadac sensownych
          pytan. Jesli rzeczywiscie wydaje Ci sie, ze masz perspektywy na rozwoj w amerykanskim oddziale
          swojej korporacji, to powinnas szlifowac jezyk i czekac na otwarcie jakiejs odpowiedniej dla Ciebie
          pozycji, a w miedzyczasie negocjowac warunki z przelozonymi.
          • Gość: Agata Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 62.233.164.* 19.06.05, 23:42
            Dzieki za sensowna odpowiedz :) Moje ostre wypowiedzi dotyczyly tylko kilku osob
            na tym watku, a nie wszysktich - jezeli ktos poczul sie urazony to przepraszam.

            Masz racje. Nie napisalam jakie wzgledy mna kieruja. Dlaczego tak bardzo zalezy
            mi na przeniesieniu, nawet kosztem degradacji. Chce wyjechac na rok/dwa -
            zobaczyc, poczuc i wrocic. Tylko, zeby to mialo sens musze miec spokojna prace,
            legalnie. To wszystko.

            Mowisz, ze firmy w Stanach nie marnuja pieniedzy na takie stanowiska - tym
            lepiej, byc moze znajdzie sie dla mnie lepsze stanowisko :)

            Tymczasem, pozdrawiam.
            • w357 Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 20.06.05, 00:20
              Gość portalu: Agata napisał(a):

              Chce wyjechac na rok/dwa -
              > zobaczyc, poczuc i wrocic. Tylko, zeby to mialo sens musze miec spokojna
              prace,
              > legalnie. To wszystko.
              >
              > ---------------------------------------------------

              Jak byłem młody i głupi też miałem różne dziwne marzenia......



              Life is brutal !!!
              Forget the sweet dreams!!!!!!!!!!!!!!!!
            • Gość: USA Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: *.hsd1.il.comcast.net 20.06.05, 05:38
              Agata , nic dodac nic ujac w tym co napisal S. Jesli tak naprawde chcesz
              wyjechac ,sprobowac to nic trudnego. Staraj sie o przeniesienie w swojej
              firmie. Jednak nie badz naiwna ,ze firma przeniesie cie do USA na
              stanowisko "gonca czy sekretarki". Jezeli jestes duzej klasy specjalista to
              tak.Druga rzecz pracodawca przedstawia ci warunki przeniesienia a ty mozesz
              negocjowac z nimi i jeseli naprawde bedzie im zalezalo na tobie zgodza sie na
              wiele.
            • milu13 Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 21.06.05, 16:02
              agatko ty wogole nie masz pojecia co robia osoby w biurze,kazda osoba ma zadanie
              do wykonania,podawanie kawci i sortowanie listow to sie z tym nie spotkalem a
              pracuje w duzej korporacji,sekretarka ma okreslone zadanie i ksiegowa i
              asystent,w twojej korporacji na pewno jest to samo,zobacz co robi dana osoba i
              zaaplikuj na ta pozycje w us to co piszesz to bylo za komuny w polsce
              nieokreslone zadania dla biurw
              • Gość: agata Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 82.210.246.* 21.06.05, 17:20
                A widzisz. Ja pracuje w korporacji, w ktorej od sortowania korespondencji,
                kserowania, faksowania i innych rzeczy tego typu jest caly oddzielny,
                kilkuosobowy dzial. W niektorych firmach taki dzial nazywa sie fax-roomem, albo
                post-roomem, w innych w ogole nie istnieje. Dziewczyny ktore w tym dziale
                pracuja obsluguja rowniez spotkania - podaja kawe, ciastka itp. itd. Sekretarki
                tego typu rzeczy u mnie w firmie nie robia.

                Jak widzisz, rozne sa firmy na tym swiecie - takze nie koniecznie musisz
                zwracac sie do mnie w slowach "agatko ty wogole nie masz pojecia co robia osoby
                w biurze".

                I wlasnie sobie uswiadomilam, ze to co dla mnie wydaje sie oczywiste tj.
                warunki jakie panuja akurat w mojej firmie, niekoniecznie musza byc oczywiste
                dla innych ludzi.
          • Gość: Mik Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: *.z38-106-66.customer.algx.net 20.06.05, 20:22
            > Agata, jedz i nie sluchaj tego zalosnego pie..nia nieudacznikow zyciowych

            Rada typu : "jedz i zdrob wszystkim nazlosc" - jest ponizej poziomu pod
            podloga ... to tyle do A.
            Pewnie nic nowego nie wniose w temacie jednak uwazam ze musze potwierdzic
            wypowiedzi wszystkich ktorzy poswiecili swoj cenny czas i napisali Agacie o tym
            jak wyglada praca w NY i na czym polegaja roznice miedzy goncem a sekretarka.
            Jezeli ktos uwaza ze jest inaczej to porostu nigdy nie pracowal w NY w biurze.
            Dziwi mnie tylko ze wyksztalcona (nie chce byc zlosliwy Agato ale swoimi
            wypowiedziami zasialas watpliosc w to ze jestes tym za kogo sie podajesz czy
            uwazasz) nie jest w stanie zrozumiec, ze rozmawiajac po angielsku w obrebie
            jednej firmy to co innego (poniewaz z zalozenia sa to ludzie wyksztalceni i
            uzywaja jezyka angielskiego ludzi wyksztalconych) niz rozmawianie z ludzmi z
            NY. Strasznie sie oburzylas jak ktos poruszyl ten temat czyzby ktos uderzyl w
            twoja ambicje ? Gwarantuje ci ze nie dasz rady zamowic pizzy w NY bo ... po
            prostu meksykaniec z drugiej strony sluchawki nie bedzie wiedzial co do niego
            mowisz, jezeli trafisz na murzyna (juz to wczesniej bylo ale potwierdzam) to
            zapmnij o jakiejkolwiek kowersacji telefonicznej. Zajmuje troche czasu zeby
            zrozumiec co oni mowia. Ludzie, ktorzy to wszystko napisali dali ci tylko
            sygnaly co moze cie czekac po przyjezdzie i ze nie wszystko co jest oczywiste
            Polsce ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistosci jaka jest NY. Wyraznie
            wzgardzilas tymi opisami i dlatego zostalas zaatakowana i moim zdaniem nalezalo
            ci sie. Zamiast rozwazyc to co zostalo napisane zaczelas udowadniac swoje
            kwalifikacje (jakby to kogos obchodzilo), ktore o zgrozo w miare twoich
            wypowiedzi rosly i rosly ... Koleja zastanawiajaca rzecza jest to ze mianujac
            sie szkoleniowcem MUSISZ umiec pracowac z ludzmi, musisz umiec ich sluchac i
            prowadzic dyskusje a ty najnormalniej w swiecie nie potrafisz tego robic co
            udowodnilas na tym forum ... eh szkoda gadac ...
            Liczysz na pieniadze, przeliczasz $ na PLN porownujesz - po co to wszystko ?
            czyzby American Dream spedzal ci sen z powiek ? Juz widzisz mnozace sie $ na
            twoim koncie ? Widzisz siebie dzwoniaca do mamy lub kolezanek z office w NY zza
            biurka w widokiem na New York's famous Empire State Building ? Smiechu warte
            radze szybko oprzytomniec bo obudzisz sie w NY, w office i bedziesz miala widok
            na Empire State Building jako pracownica cleaning service...
            Pozdrawiam wszystkich pracujacych w NY, ktorzy wypowiadali sie wczesniej ...
            ----
            Whoa, nigga!!! I ain't readin' all that shit!
            • Gość: Agata Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 62.233.164.* 20.06.05, 23:10
              Miku. Jezeli chce sie doszukac w czyjejs wypowiedzi czegos co chce sie znalezc
              to na pewno znajdzie sie...

              Piszesz, ze za Chiny nie uda mi sie w NY zamowic pizzy przez telefon. Zgoda.
              Pewnie mi sie nie uda! Przez pierwszy miesiac, dwa, moze dluzej (w koncu glupia
              jestem). To znaczy, ze mam siedziec w Warszawie? To jest rozwiazanie? Plan
              strategiczny numer jeden? Rewelka. ZE tez w tej swojej glupocie nie wpadlam na
              to genialne rozwiazanie! Dzieki za rade! A ja glupia myslalam, ze to dobra cecha
              chciec uczyc sie czegos nowego, przezwyciezac trudnosci. Ale pewnie TY wiesz
              lepiej. TO, ze udalo mi sie przeprowadzic rozmowe telefoniczna z szefowa HR
              tamtejszego biura to tez pewnie zasluga tylko i wylacznie tego, ze nie byla
              Meksykanka i mowila woooollllnooo - no jasne, ze tez wczesniej na to nie wpadlam!

              Piszesz, ze oburzylam sie gdy ktos poruszyl temat jezyka. A nie zauwazyles, ze
              wiekszosc wypowiedzi byla w tonie "tutaj trzeba znac angielski, glupia pindo",
              "umiesz mowic z ladnym akcentem, pewnie nie?", "bez angielskiego nie masz po co
              jechac, mitomanko". Oburzylam sie owszem - bo po prostu nie mam pojecia skad
              ktos wie, ze ja nie znam jezyka, jakim mowie akcentem i dlaczego na pewno sobie
              nie poradze, a ludzie beda uciekac w poplochu przede mna. NIe wiem - ludzie
              mierza podlug siebie, czy co? Ty mowisz to samo - gwarantujesz, ze nie zamowie
              pizzy w NY. Znasz mnie? Wiesz jak mowie po angielsku? Skad, do diabla, z takim
              przekonaniem mowisz o mnie nie znajac mnie??? Czy w moim pierwszym poscie
              napisalam "sluchajcie nie znam ni w zab angielskiego, nic nie umiem, nic nie
              wiem, tylko firma chce mnie wyslac do pracy do NY"...? Moze jestem rzeczywiscie
              glupia, albo cos przeoczylam, ale zdumiala mnie reakcja niektorych na moja
              osobe, czego to ja niby nie umiem, czego niby nie wiem.

              Piszesz, ze wzglardzilam tego typu uwagami i zaczelam udowadniac swoje
              kwalifikacje. Skoro ktos jak tlumokowi tlumaczy mi, ze powinnam znac Worda i
              Excela i pisac z szybkoscia karabinu maszynowego, zeby zdobyc fantastyczna,
              nieosiagalna dla mnie, prace marzen - sekretariat i i NA PEWNO TEGO NIE POTRAFIE
              , to sorry, ale otwiera sie czlowiekowi scyzoryk. Nie udawadnialam swoich
              kwalifikacji, tylko w kulturalny sposob napisalam co umiem i co potrafie. A jak
              juz napisalam, ze umiem tego Worda i Excela to od razu napada na mnie jakis
              freak, ze mienie sie specjalistka i przewrocilo mi sie w glowie! Widac ze nie
              wystarcza normalnie, po ludzku napisac co sie potrafi, bo i tak niestrudzenie mi
              sie udowadnia, ze "nawet pizzy nie zamowie w NY". To co mam w koncu napisac???
              Moze podpowiesz?

              Nie licze na pieniadze, nie licze na American Dream bo tu w Polsce mam swoj
              wlasny polski dream. I wiecej mi nie trzeba. Popelniasz zreszta blad logiczny -
              gdybym bowiem marzyla o $ to juz bym byla w Stanach z wiara, ze zarobie fortune
              na zmywaku. Jednak umknelo Ci chyba, ze za grosze wyjechac mi sie NIE CHCE...
              stad pytanie o zarobki i wybrzydzanie, ze takie niskie. Szukam w zyciu nowych
              wrazen i napisalam juz to trzykrotnie bodajze - skoro do tej pory nie udalo Ci
              sie tego zrozumiec z moich wypowiedzi, to moze przeczytaj je jeszcze raz. Tym
              razem uwazniej.
                • anetta114 Re: Agatko 21.06.05, 02:01
                  nie przejumum sie tu takich sfrustrowanych polakow od azbestu i
                  z 'konstrakszon'jest mnostwo. takich burakow polakow spotkasz najwiecej na tym
                  forum i na forum polonia, wiec po prostu nie zawracaj sobie nimi glowy. sa to
                  ludzie najczesciej prosci, ktorzy swoj zal zatapiaja w tanim alkoholu, bo sa
                  ameryka rozczarowni. ach nawet mi sie nie chce o nich pisac.
                  a jesli chodzi o twoje pytanie, to wiem ze prace biurowe nie sa dobrze platne w
                  NY, ale jesli jestes fachowcem, i bedziesz pracowac w filii swojej firmy to na
                  pewno cos zarobisz. po za tym jesli sie wykazesz, to dostaniesz podwyzke, a
                  akcent w NY to jest akurat zaden problem, bo tu wiele fachowcow mowi z akcentem
                  i nikt nie robi z tego problemu.
                  powodzenia
                  • Gość: konstrakszonman Re: Agatko IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 21.06.05, 02:56
                    Znalazla Anetka bratnia dusze w osobie nieposkladanej Agatki?
                    Chcialbym pogratulowac Ci wysokiego mniemania o sobie.
                    Gdziez tam mi prostemu chlopu od konstrakszyn, z mozgiem zniszczonym tanim
                    alkoholem i pylem azbestowym rad Ci udzielac. Tys o Najmodrzejsza doradzila tej
                    gesi najlepiej (zwlaszcza fragment:

                    prace biurowe nie sa dobrze platne w NY, ale jesli jestes fachowcem, i bedziesz
                    pracowac w filii swojej firmy to na pewno cos zarobisz. po za tym jesli sie
                    wykazesz, to dostaniesz podwyzke, a akcent w NY to jest akurat zaden problem,
                    bo tu wiele fachowcow mowi z akcentem i nikt nie robi z tego problemu. )

                    skad czerpiesz ta wiedze tajemna? zgaduje, ze widzialas jakies biuro w NYC,
                    ehh, pozazdroscic.
                    A teraz ja tez podziele sie swoja wiedza, bedzie to krotka ale skuteczna
                    kurcja. Wstan od komputera, oprzyj sie plecami o sciane, tak, teraz pochyl
                    glowe, nizej, nizej, i ile sil w nogach biegnij w strone przeciwleglej sciany.
                    Po "baranku" obudzisz sie jak nowo narodzona i nie bedziesz juz wiecej pisac
                    bzdur na forum.
                    ok, wracam dopic z gwinta tani alkohol bo jutro o 5.00 na sajding ide.

                    • Gość: z USA Rozczarowales obie dziewczyny IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 21.06.05, 06:48
                      Takimi logicznymi wywodami! Nie wiem, jak sobie teraz biedulki poradza, chyba
                      same zaczna "zatapiac smutek tanim alkoholem".
                      No bo jesli sie o mnie rozchodzi to my tu z kumplem wlasnie konczymy buteleczke
                      metanolu i troche musimy sie pospieszyc, bo zaczelo sie sciemniac. Nie wiem,
                      jak trafimy do tego bejzmentu, co to go w osmiu na Brooklynie wynajmujemy od
                      Hindusa, a zreszta moze od Murzyna, bo po metanolu to on chyba robi sie
                      Murzynem... Zeby tylko na bilet metra nam starczylo...
                      No, ale moze przynajmniej nie znasz angielskiego... To ucieszy dziewczyny!
                      Oczywiscie, na pewno nie znasz - nie wolno ci! Angielski znaja przeciez tylko
                      wymanikiurowane Agatki z FIRMY z Wwy, a my tu wszyscy matolki-polaczki po 20
                      latach w USA dukamy "coca-cola".
                      Cala nasza polonijna nadzieja w tym, ze azbestu wciaz dosc do wyrywania, a z
                      mopu i zmywaka kiedys awansujemy na tasak salatkowy! To dopiero bedzie!
                      A skoro Anetka zapewnila Agatke, ze "jesli jestes fachowcem, i bedziesz
                      pracowac w filii swojej firmy to na pewno cos zarobisz. po za tym jesli sie
                      wykazesz, to dostaniesz podwyzke..." Wiec moze i nam kiedys sie uda dostac
                      podwyzke? No, jesli sie wykazemy, oczywista, co nie bedzie latwe, bo zyjemy juz
                      tyle w USA i ciagle z tym angielskim klopoty, ale jakass nadzieja zawsze
                      jest...
                      • Gość: Agata Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: 62.233.164.* 21.06.05, 08:39
                        Alez Cie zabolalo, ze ktos dyskredytuje Twoje kwalifikacje! :)) No patrz. Nie
                        myslalam, ze taki wrazliwy jestes. Ze niby TY nie potrafisz po angielsku? Ze
                        niby Ciebie zatrudnia tylko w barze salatkowym i ze CIEBIE nie stac na lepsze
                        mieszkanie. No nie, koniec swiata - jak one tak smia! Pindy jedne. Zwlaszcza ta
                        z FIRMY z Wawy... Usmialam sie setnie :)) Milego dnia.

                        PS. Popracuj nad angielskim, na pewno cos jeszcze da sie zrobic...
                        • Gość: E Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: 193.111.166.* 21.06.05, 10:50
                          a jednak to prawda, ze w Stanach Polak Polaka by w lyzce wody utopil. Zawisc,
                          zawisc i jeszcze raz zawisc. Gdyby takie pytanie zadala Szwedka gdzies na
                          szwedzkim forum to by uslyszala"jedz, ryzykuj,zawsze mozesz wrocic, a moze ci
                          sie ulozy i bedziesz szczesliwa?", a tu tylko, ze jestes pinda, szmata, jezyka
                          nie znasz i na pewno dupy dalas.Az mi sie wierzyc nie chce, ze mozna byc tak
                          prymitywnym.Zastanowcie sie nad soba, chociaz moze juz nie warto.Taplacie sie
                          we wlasnym gownie, do ktorego za wszelka cene chcecie wciagnac innych.
                          Dla mnie osoby, ktore wyjezdzaja od razu z takimi epitetami, sa zerem.
                          Powodzenia przy zrywaniu azbestu, a Ty agata ich olej sikiem prostym.
                          • Gość: anetta114 Re: Rozczarowales obie dziewczyny kostrakszon i.. IP: *.dyn.optonline.net 21.06.05, 14:12
                            uderz w stol a nozyce sie odezwa, to o was konstrakszyn i ten z usa. nie chce
                            mi sie z wami dyskutowac.
                            aha pracuje w biurze, a w usa jestem 20 lat i faktycznie nie mam pojecia o tym
                            co pisze. a z prostymy polakami juz bardzo duuuzo sie w zyciu nagadalam i nie
                            chce mi sie z wami gadac. ale ku pocieszeniu powiem ze jest tez mnostwo fajnych
                            polakow i z takimi sie zadaje.
                            do burakow!!!!!
                          • terra-nova Re: Rozczarowales obie dziewczyny 21.06.05, 14:15
                            Nikt by tej Agatki nie obrazal, gdyby byla na poziomie, zadawala logiczne,
                            rzeczowe pytania. Na pewno kazdy by odpowiedzial co wie i sprawa by sie
                            skonczyla. Ale z tego wszystkiego co nam Agatka napisala wynika, ze mimo, ze ma
                            dobra praca w Warszawce nie dorosla umyslowo do zadnej pracy, marzy jej sie
                            sprzatanie w NYC, albo robienie kawy w Empire State Building jednym slowem
                            chcialaby sprobowac byc popychadlem w USA tak bez powodu, tak dla samej
                            fantazji. I obraza sie, kiedy ludzie otwieraja jej oczy na to,ze ludzie w USA
                            bywali popychadlem ale nie dla fantazji tylko z potrzeby i kiedy juz z tego
                            popychania wyszli, doszli do czegos w zyciu pisza jej co o tym wiedza.
                            Ale i to nie zadawala Agatki, poniewaz nie tego chce Agatka. Agatka chce aby
                            kazdy potwierdzil, ze jest wielka specjalistka od czegos tam, co ma
                            przedstawicielstwo w NYC. Agatka chce takze robic kawe w biurze w NYC ze
                            swiadomoscia ze jest wielkim specjalista. Tylko tego chce Agatka. Nawet
                            najwiekszy idiota emigrant nie moze sobie pozwolic na podobny koltun umyslowy,
                            bo nie ma na to czasu. USA to nie Polska i nie ma czasu byc jednym a myslec, ze
                            sie jest kim innym.
                            Acha, w kwestii azbesciarzy. Nie wiem czy wiecie ale dobry azbesciarza zarabia
                            grubo PONAD 2000$ tygodniowo!!!!. Nie to nie pomylka. Zainteresowanych legalna
                            praca azbesciarza osylam do ich Union.
                            A Agatce zycze szybkiej wizyty u psychiatry.
                            • Gość: Mik Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: *.z38-106-66.customer.algx.net 21.06.05, 15:51
                              terra-nova napisała:

                              > Nikt by tej Agatki nie obrazal, gdyby byla na poziomie, zadawala logiczne,
                              > rzeczowe pytania.

                              Zgadzam sie w 100% z moim przedmowca.
                              Reszty wypowiedzi Agaty i jej "kolezanek" nie bede komentowal bo szkoda mojego
                              czasu. Pragne tylko uzmyslowic wszytkim ktorzy wymyslaja nam od burakow i
                              azbesciarzy pewne fakty. Zeby zostac "azbesciarzem" i pracowac w NY to trzeba
                              miec certyfikaty i pokonczone kursy oraz nalezec do union. Wiec to wcale nie
                              tacy glupi ludzie jak sie wszystkim w Polsce wydaje. Co do alkoholu to jezeli
                              jestes juz pracownikiem union to tylko najglupszy baran napilby sie piwa w
                              pracy i byloby to ostatnie piwo jake spozyl w tej pracy, nie mowiac ze
                              stracilby wszystkie certyfikaty i niemoglby byc juz wiecej tak "szanowanym"
                              przez rodakow azbesciarzem. Jak ciezka jest to praca nie bede nawet pisal bo i
                              tak nikt w to nie uwierzy. Co do "burakow" jak to pieknie nazywaja nas rodacy
                              to chcialbym zauwazyc ze wszystkie "buraki" (tzw bumy) wlasnie teraz siedza na
                              zmywakach, albo leza pijani albo na mopie i w dupie maja to co o nich pisza
                              rodacy na tym forum poniewaz nie maja komputerow, jakby je mieli to pewnie i
                              tak nie wiedzieliby co sie z nimi robi nie wspominajac ze chyba jeszcze nie
                              slyszeli o internecie. Prosze wiec nie obrazac ludzi ktorzy poswiecaja swoj
                              czas i udzielaja sie na tym forum. Przewija sie watek ze my zadzroscimy i
                              specjalnie tak piszemy zeby tu nikt nie przyjechal. Ja osobiscie zycze kazdemu
                              polakowi zeby dostal wize i jak najszybciej znalazl prace, tylko nikt nie
                              zostanie sekretarka, czy pracownikiem biurowym zaraz po przyjezdzie (pomijam
                              ludzi ktorych firmy same sciagaja do stanow bo sa fachowcami). Nie bedzie chyba
                              duza przesada jezeli powiem ze 90% polakow ktorzy tutaj przyjezdzaja (bez
                              znajomosci tutaj) "normalnie" zaczyna wlasnie od zmywakow, sajdingow,
                              fremingu, i jezeli po latach znajdzie sie w biurze to tylko jest to efekt
                              ciezkiej pracy, wytrwalosci, WIELU wyrzeczen i swiadczy do silnym charakterze
                              danej osoby. Widzialem ksiegowe z Polski na mopach, dyrektorow, inzynierow na
                              wszelkiego rodzaju budowach. Teraz pracuja w NY w duzych firmach - ich droga do
                              sukcesu : przyjechali, zapomnieli kim byli w Polsce (chodzi mi o zawod), ciezko
                              pracowali (nawet wiele lat), skonczyli szkoly (jezyk, itp), teraz maja prace w
                              NY. Takich ludzi powinno sie szanowac a nie wyzywac, poniewaz ciezka praca
                              udowodnili na co ich stac. Ktory wyzywajacy z Polski moze porownac sie z nimi ?
                              Udowodnic ze ciezka praca doszedl do czegos ? Z calym szacunkiem ale to wlasnie
                              z tej strony oceanu wyglada jakby wszyscy z Polski zazdroscili tylko pytam sie
                              czego ? Lat wyrzeczen, czesto rozlaki z rodzina, i pytam sie czy zadzroscicie
                              nam ze swoja ciezka praca czlowiek do czegos doszedl ? Przyjedzcie,
                              popracujcie, udowodnijcie ze tez na cos was stac, bo wyzwiskami to raczej nic
                              nie osiagniecie ....
                              Pragnac uniknac kolejnych zbednych komentarzy pisalem o ludziach ktorzy tu
                              przyjechali sami, bez rodzin, znajomych tutaj, nikt nie mial cioci ktora dala
                              mieszkanie, zaplacila za szkole i pomogla sie ustawic. Pisalem o wiekszosci
                              normalnych polakow ktorzy co roku tu przyjezdzaja i jedni nadaja sie niestety
                              tylko do mopa i zmywaka, ale niektorzy pragna czegos wiecej od zycia i ciezko
                              pracujac dochodza do czegos. Prawda jest ze swiat (ameryka) widziana z
                              perspektywy zmywaka jest inna niz z perspektywy biurowca. Punktem wspolnym
                              ludzi na zmywaku i ludzi pracujacych w biurach jest to ze kazdy start mial ten
                              sam, tylko jedni zostali na zmywaku a inni poszli do przodu .
                                • Gość: Mik Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: *.z38-106-66.customer.algx.net 21.06.05, 16:16
                                  > A skoro zadała "nielogiczne" pytanie to mozna obrażać? I to w wyjatkowo
                                  > wulgarny sposób? Przecież ona nikogo w tym pytaniu nie obraziła?

                                  Teraz zaczniemy rozwodzic sie nad tym czy kogos obrazila czy nie ? Wiecie co
                                  przypomina mi to Kargula i Pawlaka, tylko plot zastapil tutaj ocean. Z jednej
                                  strony (Polska) ludzie czytajac to co napisali ludzie z Ameryki (druga strona)
                                  otwiera im sie noz w kieszeni ale uwierzcie ze czytajac niektore wypowiedzi z
                                  tej strony ludzie zaczynaja wykopywac topory wojenne. Czemu ktos ja zwyzywal ?
                                  Swoimi wypowiedziami (postaram sie jak najlagodniej) blondynki spowodowala ze
                                  komus puscily nerwy, czy slusznie czy nie popytaj tych co ja zwyzywali (o ile
                                  warto ciagnac ten watek). Moze taki rodzaj "terapii" szokowej ?
                                  • Gość: Agata Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: 82.210.246.* 21.06.05, 17:01
                                    Miku. Prosze uprzejmie o wskazanie choc jednego postu, w ktorym kogokolwiek
                                    obrazilam... O wskazanie postu w ktorym napisalam cos nielogicznego. Na Boga,
                                    rzeczywiscie musze byc glupia skoro nie rozumiem co takiego nienormalnego i
                                    durnego napisalam w swoich postach. Prosze oswieccie mnie.

                                    Ja w zamian moge pokazac Ci posty zaczynajace sie od "popukaj sie w glowe
                                    panienko", posty o lizaniu itp. itd. Same konstruktywne.
                            • Gość: Agata Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: 82.210.246.* 21.06.05, 17:07
                              > marzy jej sie
                              > sprzatanie w NYC, albo robienie kawy w Empire State Building jednym slowem
                              > chcialaby sprobowac byc popychadlem w USA tak bez powodu, tak dla samej
                              > fantazji.

                              Facet, w ktorym miejscu napisalam, ze marzy mi sie sprzatanie i robienie
                              kawy???? Czy Ty w ogole zrozumiales co ja napisalam? To Wy staracie sie
                              udowodnic mi ZE DO NICZEGO INNEGO SIE NIE NADAJE, a moje plany znalezienia
                              normalnej pracy w biurze, sa dla Was zrodlem drwin i wyzwisk. Moze zastanow sie
                              o czym Ty w ogole dyskutujesz!
                              • Gość: Mik Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: *.z38-106-66.customer.algx.net 21.06.05, 17:32
                                Oh well, myslalem ze temat skonczony m(_ _)m . Roznice miedzy goncem sekretarka
                                i asystentka i kto sprzata i robi kawe zostaly dawno Ci wyluszczone wiec nie
                                zamierzam sie powtarzac. Oczywiscie nie napisalas wprost chce robic kawe i
                                sporzatac ale chce robic to i to na co ludzie odpowiedzieli Ci na poczatku
                                grzecznie ze to co chcesz robic to tlumaczac z polskiego na amerykanskie realia
                                znaczy "wynies przynies pozamiataj". Potem zaczelas w swoich wypowiedziach
                                podnoscic swoje kwalifikacje itp. itd. Ogolnie rzecz birac Twoja sytuacja jest
                                niejasna gwarantuje Ci ze jak firma chcialaby Cie przeniasc to: dostalabys
                                wszystko czarno na bialym co masz robic, ile zarabiasz, kto ponosi koszty
                                przeprowadzki i wiele wiele innych spraw. Wiedzialabys to wszystko i nie
                                musialabys o to pytac na forum. Bardziej wtedy by Cie interesowalo jak tu jest
                                np atmosfera w pracy, zycie codzienne, i tym podobne sprawy. Czytajac Twoje
                                wypowiedzi (pytania) wyglada to tak : pracujesz w jakiejs firmie (niewazne w
                                jakiej). Firma jest miedzynarodowa i masz mozliwosc przeniesiania sie np do
                                USA, i robisz wszystko zeby to sie stalo. Wyglada na to ze to nie firma wyszla
                                z propozycja do Ciebie tylko ty zamierzasz sie o to starac, chcialas tylko
                                zrobic maly "wywiad" na tym forum o co mozesz sie targowac (stad niezadowolenie
                                z $ 30 k rocznie). Ludzie ktorzy pisali o sprzataniu i robieniu kawy, pukaniu
                                sie w glowe pewnie doszli do tych samych wnioskow i starali sie Tobie dac do
                                zrozumienia ze niestety bedziesz chyba musiala od tego zaczynac (tak jak
                                wiekszosc z nasz zaczynala od jakiegos poczatku), ale ciezka praca i
                                wytrwaloscia dojdziesz tam gdzie sobie tylko zamarzysz. Inna sprawa jest jak to
                                firma z USA zabiega o Ciebie i im na Tobie zalezy.
                              • terra-nova Re: Rozczarowales obie dziewczyny 21.06.05, 20:31
                                Radze przeczytac swoj wlasny pierwszy post gdzie piszesz: "legalnie, w dobrej
                                firmie, powiedzmy ze praca polegalaby na obsludze kancelaryjnej (cos skserowac,
                                posortowac korespondencje itp, jakies prace sekretarskie). To co napisalas w
                                polskim toku myslenia, to takze robienie kawy, bo tam zdaje sie w firmach pani
                                Stasia oprocz odbierania telefonow robi kawe.
                                Tyle razy ludzie, ktorzy wszystko wiedza o tym jak sprawy dzialaja w USA,
                                pisali ci juz, ze zadnej pracy biurowej w USA nie dostaniesz, sekretatka nie
                                bedziesz bo to scisle wyspecjalizowana praca dla kogos kto ma Bachelor Degree
                                and English major plus wiele kursow specjalistycznych. Nikt nie bedzie sobie
                                sprawial polskiej sekretarki, (w USA), ktora ma problemy z napisaniem
                                czegokolwiek po angielsku. Jeszcze do ciebie to nie dotarlo?????????????????
                                Jesli chcesz emigrowac, to emigruj, twoja sprawa. Zaczniesz od najgorszych prac
                                i jak bedziesz miala samozaparcie do czegos dojdziesz po 10 latach a jak nie
                                zostaniesz pania z mopem. Z tego jednak co widze, to nie wychylisz glwy z
                                Polski, bo do tego, zeby cos w zyciu osiagnac trzeba miec charakter a ty
                                jedynie jestes rozwrzeszczana baba, ktora ma maniery kumoszki z targu i wielkie
                                ambicje bez pokrycia.
                                • Gość: Agata Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: 62.233.164.* 21.06.05, 23:21
                                  Alez Ty jestes madrala. Czego Ty nie wiesz o tym kim ja zostane, albo i nie. Czy
                                  mnie przyjma, czy nie przyjma. Och, ach. Ku.., jasnowidz jakis czy co?

                                  Off topic. Bachelor Degree :))) Kpisz, czy o droge pytasz? Kursy specjalistyczne
                                  na sekretarke? :))) Dziecino. Mam do czynienia z sekretarkami na codzien (wiesz,
                                  kazda miedzynarodowa firma ma dosc wysoko postawione poprzeczki dla kazdego
                                  pracownika, takze dla sekretarki) i zapewniam Cie, ze nie posiadaja one jakiejs
                                  tajemnej wiedzy, ktorej zwykly smiertelnik nie jest w stanie pojac.

                                  Pojecia nie masz gdzie pracuje, czym sie zajmuje i co umiem. Umiesz tylko
                                  dziamdziac bez sensu, bo nie starcza Ci wyobrazni, zeby pojac, ze ktos inny moze
                                  miec lepsze plecy, pracowac w lepszej firmie. Ech. Bawi mnie to Twoje gadanie,
                                  bo w przeciwienstwie do Ciebie ja przynajmniej wiem na jakich zasadach i do
                                  jakiej pracy pojade. A Ty wiesz tyle co i nic.
                                  • electra5 Re: Rozczarowales obie dziewczyny 22.06.05, 00:54
                                    Zwykle nie odpowiadam takim beznadziejnym paniom jak ty, Agata. Moze i ty masz
                                    sobie tytuly i stopnie naukowe i cos tam wiesz w..... Warszawie. Natomiast nie
                                    wiesz nic ale to o NYC i zamiast ludziom podziekowac za uwagi wydzierasz tylko
                                    gebe. Nie masz ani klasy ani rozumu. A fakt jest jeden, cokolwiek bys nie
                                    robila nie bedziesz pracowala w NYC w biurze, bo tutaj do tego trzeba nie tylko
                                    miec miejscowe kwalifikacje i to na najmniej na poziomie collegu (a wiekszosc
                                    ma pokonczone 1-3 uniwersytety), byc poleconym przez bylego szefa badz
                                    profesora i przede wszystkim trzeba bardzo dobrze znac jezyk. To znaczy, jak tu
                                    juz ktos napisal musisz zadzwonic do NYC i zalatwic pozytywnie sprawe przez
                                    telefon. Jesli tego nie jestes w stanie zrobic zapomnij nie tylko o pracy ale o
                                    USA. Dziwie ci sie dlaczego jestes taka ograniczona, skoro zdaje sie 6 osob
                                    pisalo ci to samo w kolko a ty tego nie zrozumialas. Tym ludziom naprawde nie
                                    zalezy, pisza jak jest i jak cie odczuwaja, a wszyscy uwazaja cie tu za koltun.
                                    Powinnas zrozumiec jedno: to oni wiedza wszystko o dochodzeniu do czegos w USA
                                    a nie ty. Ty siedzisz w Warszawie na stolku i jedynie marzysz. Marzeniami
                                    niestety daleko sie nie zajedzie, co ogromna wiekszosc doswiadczona w zyciu w
                                    USA doskonale wie. Mnie zajelo rowno 6 lat dochodzenie do pozycji zawodowej
                                    jaka obecnie posiadam a przyjechalam do Ameryki z super-biegla znajomoscia
                                    jezyka angielskiego i srednia znajomoscia 4 innych jezykow. Zanim zdecydowalam
                                    sie osiedlic sie w USA bylam tu 4 razy srednio po 3 miesiace. Mimo, ze
                                    ukonczylam najlepszy polski uniwersytet powtarzalam tu studia a studiujac
                                    zdarzalo sie nie mialam co wlozyc do geby. Z tego co tu czytam wynika, ze ty
                                    bedziesz miala duzo, duzo gorzy poczatek niz mialam ja. To tylko tyle. Wiecej
                                    rozumu i klasy zycze.
                                    • Gość: konstrakszonman Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 22.06.05, 02:20
                                      Electra i wielu innych z tej strony wody.
                                      Tracimy czas, ona wie lepiej, a Bog mi swiadkiem ze chcialem pomoc.
                                      Niestety to niemozliwe jesli potrzebujacy odmawia i jeszcze probuje sie
                                      odgryzac.
                                      Napisz nam panienko, napisz jak ci poszlo. Tylko nie po angielsku bo
                                      gdziezbysmy mieli smialosc znac ten barbarzynski jezyk, my ludzie mopa i
                                      krajalnicy do salatek.
                                      pozdrowienia dla wszystkich Polakow realizujacych swoje marzenia ciezka praca.

                                      konstrakszonman :)
                                    • Gość: Agata Re: Rozczarowales obie dziewczyny IP: 62.233.164.* 22.06.05, 08:48
                                      Elektro. Beznadziejna to jestes Ty. I nierozgarnieta.

                                      > byc poleconym przez bylego szefa

                                      No wlasnie!!! Zgadalas nareszcie!


                                      badz
                                      > profesora i przede wszystkim trzeba bardzo dobrze znac jezyk.

                                      No wlasnie!!! A sorry, ups, przepraszam, po angielsku me not speak...

                                      profesora i przede wszystkim trzeba bardzo dobrze znac jezyk. To znaczy, jak tu



                                      > juz ktos napisal musisz zadzwonic do NYC i zalatwic pozytywnie sprawe przez
                                      > telefon. Jesli tego nie jestes w stanie zrobic zapomnij nie tylko o pracy ale
                                      o USA.

                                      Otoz to. Wlasnie czekam na decyzje...

                                      > USA. Dziwie ci sie dlaczego jestes taka ograniczona, skoro zdaje sie 6 osob
                                      > pisalo ci to samo w kolko a ty tego nie zrozumialas.

                                      Bo te 6 osob twierdzi, ze nie znajde pracy w biurze! A ja wlasnie w biurze bede
                                      pracowac, czy Ci sie to podoba czy nie.

                                      Zreszta juz mi sie nie chce gadac.
          • Gość: ingrid Pisz i sie nie przejmuj. IP: *.180.169.196.fdl.wi.charter.com 22.06.05, 08:05
            Agata, jestes więc kolejną osobą która próbowała zrozumieć dlaczego ludzie na
            tym forum zbesztają cię jak śmiecia bez powodu i niestety poniosła porażkę.
            Cieszę się że dałaś sobie spokój, bo niestety z tłumem prostaków można wygrać
            jedynie milczeniem- wtedy nie będą wycinać z kontekstu pojedynczych zdań i
            pastwić się nad tobą z zadowoleniem, że oni już są w Stanach i ty możesz im
            fiknąć, bo oni wiedzą jak to jest.Ja nie miałam problemu ze zrozumieniem twoich
            wypowiedzi.Trudno też żebys zakladajac watek opisywała od razu swoją biografię,
            podawała CV i prosiła o szacunkowe podanie zarobków. Ja i pewnie jeszcze kilka
            osób które zwyczajnie się nie odzywają żeby nie paść ofiarą głupich wulgarnych
            tekstów kibicujemy ci w przenosinach do oddzialu w NY.Jeśli tak się stanie, na
            pewno poznasz wczesniej warunki kontraktu.Tutaj rozlewane sa wiadra pomyj na
            skalę nieznaną na innych forach.Jesli zas chodzi o sekretarki i prace w biurze-
            bzdury o Bachelor's degree i tajemnej wiedzy. Moja koleżanka pochodzenia
            rosysko-niemieckiego po zrobieniu tutejszego ekwiwalentu high school własnie
            zaczela prace w banku.Tak, ma akcent, nie pisze na klawiaturze jak pershing i
            nigdy wczesniej nie pracowala w biurze. Bank zapewnia szkolenia w innym
            miescie, placi za hotel i dojazd.Oplaca czas spedzony na szkoleniu. Podczas
            szkolenia poznala inne osoby, wlasnie z bachelor degrees, kompletnie nie
            zainteresowane innymi wiadomosciami niz kompletnym minimum, bez pojecia co chca
            robic w przyszlosci, bez energii i ambicji.Kto jednak ma wieksze szanse na
            kariere.Ona w momencie ukonczenia studiow moze miec za soba 4 lata pracy w
            banku czy innym miejscu. Ameryka to kraj zbudowany przez emigrantow.Jesli
            jestes w czyms dobry albo dobrze rokujesz, zostaniesz doceniony i wynagrodzony.
            I WYSZKOLONY. Wiec trzeba wierzyc w siebie i nie przejmowac sie tymi, co beda
            stali z boku i smiali sie lub podstawiali haka. Jedymi osobami ktore smieja sie
            z mojej 22-letniejznajomej ktora czasami na pytania o plany na przyszlosc mowi
            ze chce miec swoj bank albo byc inwestorem w real estate, sa niektorzy
            emigranci.Ona sie nie przejmuje, ty chyba tez nie mam nadzieje.Glowa do gory
            jeslis przygnebiona.Jeszcze wielu takich spotkasz w NYC.Pozdrawiam
      • katlia pisz - ale nie tu 21.06.05, 22:17
        Radze ci 2 fajne fora prywatne - kobieca polonia i polki w usa. Klikasz
        na 'fora prywatne' wybierasz - 'polska i swiat' potem 'polonia' i tam
        znajdziesz "kobieca polonia" i "polki w usa." Tam jest milsza atmosfera,
        konkretne rady i poparcie - zapraszamy.
        • Gość: obserwator Re: pisz - ale nie tu IP: 193.111.166.* 22.06.05, 08:55
          mik, z usa, terra-nova, electra itd-wiecie co, ale z waszych wypowiedzi
          buractwem zalecialo.
          agata-nie ma co pisac na tym forum, przenies sie na polki w stanach.Tam jest
          kilka dziewczyn, ktore robia kariere i chetnie ci doradza.
          a wy wszyscy, za przeproszeniem-idzcie sie j.ebac.
          Bez odzewu.
          • Gość: Mik Re: pisz - ale nie tu IP: *.nwrk.east.verizon.net 19.07.05, 09:05
            > mik, z usa, terra-nova, electra itd-wiecie co, ale z waszych wypowiedzi
            > buractwem zalecialo.
            > a wy wszyscy, za przeproszeniem-idzcie sie j.ebac

            Oj prosze Pana ladnie to tak wyzywac. Piszac z takiej instytucji jak Bank Pko
            S.A powinien Pan wykazywac wiecej kultury. Chyba trzeba bedzie napisac maila do
            admina co i w jaki sposob pisze Pan w godzinach pracy, i jaka Pan wystawia
            opinie instytucji w ktorej Pan pracuje. DOWOD ? prosze bardzo :
            Panskie IP to 193.111.166.* odszukanie czyje to ip zajmuje jakies 4 sekundy oto
            wyniki:
            Information related to '193.111.166.0 - 193.111.166.255'

            inetnum: 193.111.166.0 - 193.111.166.255
            netname: PEKAO
            descr: PeKaO SA - bank
            country: PL
            admin-c: CM158-RIPE
            tech-c: CM158-RIPE
            status: ASSIGNED PI
            mnt-by: PEKAOSA-PL-MNT
            mnt-by: AS8246-MNT
            mnt-routes: PEKAOSA-PL-MNT
            mnt-routes: AS8246-MNT
            mnt-by: RIPE-NCC-HM-PI-MNT
            mnt-lower: RIPE-NCC-HM-PI-MNT
            source: RIPE # Filtered

            person: Czeslaw Matyrzynski
            address: Centrala Banku Pekao SA
            address: Grzybowska 53/57
            address: 00-950 Warszawa
            address: skr. poczt. 1008
            address: Poland
            phone: +48 22 6560118
            fax-no: +48 22 6560060
            e-mail: cmatyrzynski@pekao.tpnet.pl
            nic-hdl: CM158-RIPE
            mnt-by: TPNET
            source: RIPE # Filtered

            pozdrowienia od buraka z US - Mik
            • Gość: z USA Niezly jestes MIK! IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 19.07.05, 10:18
              Gratulacje! Naprawde dobre!
              Rozumiem, ze Czeslaw Matyrzynski
              z Centrali Banku Pekao SA
              Grzybowska 53/57
              00-950 Warszawa
              zazdrosci nam zycia poza Polska! Co gorsza - niedlugo wyleci z pracy, bo po
              fuzji banki zwalniac beda, a Czeslaw jako pierwszy jest na liscie OUT!
              Szczegolnie za zabawy w godzinach urzedowania!
              Rozumiem, ze dla Czeslawa i innych z III RP - wulgaryzmy to normalka!
              Ale - Czesiu, dlaczego mamy sie isc wszyscy j...c?
              Od razu tak miesem w Polonie?
              Oj, Czeslaw, Czeslaw - brzydko! Bedzie wskora!


    • bedi Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 17.07.05, 00:43
      Agata nie przejmuj sie glosami tzw miejscowej polonii. To najbardziej
      dziwaczne, sklocone i zawistne srodowisko jakie kiedykolwiek spotkalem
      (mieszkalem w USA 4 lata). Oni przez lata strasznym wysilkiem, niedojadajac
      dorabiali sie tego co maja i wydaje im sie ze kazdy tak musi. A Polske i
      Polakow krytykuja bo w ten sposob chca pokazac swoja wyzszosc.
      Co do NY to jak poznasz warunki kontraktu to oblicz sobie jakims kalkulatorem
      na internecie (Salary/payroll calculator) ile Ci zostanie po podatkach
      nastepnie przeszukaj oferty mieszkan na Manhatanie (nigdy tam nie mieszkalem
      ale wszscy wiedza ze jest tam drogo), moze cos tanszego bedzie w New Jersey
      tylko wtedy bedziesz musiala autobusem na druga strone rzeki jezdzic. Pozostale
      koszty zycia (jdzenie, komunikacja, itp) sa mniej wazne. Poza NY za 40k US
      mozna spokojnie samemu przezyc, ale jak myslalem sam aby tam sie zalapac na
      jakis kontrakt to 100k wydawalo mi sie dolna granica (ze wzgledu na ceny
      mieszkan).

      I jeszcze jedno, takich ludzi jak Ty jest cala masa. Teraz jestem w Dublinie i
      pracowalem z 2 gosciami z Australii ktorzy prace w obcym kraju traktuja jako
      swietna forme zwiedzania. Problem jest tylko taki ze trzeba zarabiac na odp
      poziomie aby bylo Cie stac na wypady w rozne ciekawe mniejsca, wyjscia do
      restauracji itp. Mam wrazenie ze za 30k w NY to bedzie niestety tylko
      wegetacja.

      Napisz jaka dostalas oferte.

      Pozdrowienia,

      Bedi
      • Gość: Agata Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 62.233.164.* 17.07.05, 21:14
        :) Nie wiedzialam, ze ten watek jeszcze zyje.

        U mnie narazie spokojnie. Nic nie jest na sto procent pewne. Dostalam pewna
        propozycje (na razie bez szczegolow finansowych) - juz wiem mniej wiecej czym
        bym sie zajmowala. Za tydzien lece do Ladka zobaczyc sie z przyszlymi (mam
        nadzieje) szefami.

        Z jednej strony czuje, ze wszystko bedzie dobrze i ze "Pana Boga za nogi
        zlapalam" :) ale z drugiej strony jak sobie mysle, ze to moze rzeczywiscie
        wypalic to mnie chwyta strach za gardziel i dusi... ;)
          • Gość: Minimee Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: *.mad.east.verizon.net 19.07.05, 04:43
            Londek = Londyn

            Agata, jestem w USA po raz chyba 10. Tez podobnie jak ty mam dosc dobra prace w
            W-wie. Tez sie zastanawialam nad przeniesieniem sie tutaj. Ale zadnych plusow
            mieszkania tu nie widze. Co z tego ze niby wiecej bym zarabiala i bym nie miala
            klopotow ze znalezieniem dobrej pracy. Ale nie podoba mi sie to miasto z wielu
            wzgledow. M.in. ze wzgledu an to ze nie bylabym w stanie utrzymac tego samego
            poziomu zycia co w W-wie ze wzgl na moje hobby.

            30 tys USD to tak jakbys w PL miala 30 tys PLN i musiala za mala kawalerke
            placic 1500 zl mies. Bo tak to sie mniej wiecej przeklada. Za kawalerke na
            Manhattanie tyle mniej wiecej bedziesz musiala wybulic.

            Bilet miesieczny na autobusy i metro 77 USD w obrebie NYC.

            Najlepiej by bylo jakby ci firma wynajela mieszkanie i je oplacala bo
            faktycznie to przede wszystkim stanowi o wysokich kosztach mieszkania tutaj.

            Co jeszcze. Nieustajacy halas. Mieszkanie niekoniecznie w okolicy strazy
            pozarnej czy szpitala bo syreny cie doprowadza do szalenstwa.

            • maksimum Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 01.08.05, 23:03
              Gość portalu: Minimee napisał(a):

              > Londek = Londyn
              >
              > Agata, jestem w USA po raz chyba 10. Tez podobnie jak ty mam dosc dobra prace
              w W-wie. Tez sie zastanawialam nad przeniesieniem sie tutaj. Ale zadnych plusow
              > mieszkania tu nie widze. Co z tego ze niby wiecej bym zarabiala i bym nie
              miala
              > klopotow ze znalezieniem dobrej pracy. Ale nie podoba mi sie to miasto z
              wielu
              > wzgledow. M.in. ze wzgledu an to ze nie bylabym w stanie utrzymac tego samego
              > poziomu zycia co w W-wie ze wzgl na moje hobby.

              Takiego poziomu zycia jak w NYC to w Warszawie NIGDY nie bedzie,chyba ze
              myslisz TYLKO o konsumcji schabowych i kartofli.

              > 30 tys USD to tak jakbys w PL miala 30 tys PLN i musiala za mala kawalerke
              > placic 1500 zl mies. Bo tak to sie mniej wiecej przeklada. Za kawalerke na
              > Manhattanie tyle mniej wiecej bedziesz musiala wybulic.
              >
              > Bilet miesieczny na autobusy i metro 77 USD w obrebie NYC.
              >
              > Najlepiej by bylo jakby ci firma wynajela mieszkanie i je oplacala bo
              > faktycznie to przede wszystkim stanowi o wysokich kosztach mieszkania tutaj.
              >
              > Co jeszcze. Nieustajacy halas. Mieszkanie niekoniecznie w okolicy strazy
              > pozarnej czy szpitala bo syreny cie doprowadza do szalenstwa.
              >
        • maksimum Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 01.08.05, 22:59
          Gość portalu: Agata napisał(a):

          > :) Nie wiedzialam, ze ten watek jeszcze zyje.
          >
          > U mnie narazie spokojnie. Nic nie jest na sto procent pewne. Dostalam pewna
          > propozycje (na razie bez szczegolow finansowych) - juz wiem mniej wiecej czym
          > bym sie zajmowala. Za tydzien lece do Ladka zobaczyc sie z przyszlymi (mam
          > nadzieje) szefami.
          >
          > Z jednej strony czuje, ze wszystko bedzie dobrze i ze "Pana Boga za nogi
          > zlapalam" :) ale z drugiej strony jak sobie mysle, ze to moze rzeczywiscie
          > wypalic to mnie chwyta strach za gardziel i dusi... ;)

          Przede wszystkim niczego sie nie boj.
          Miliony ludzi tu przed Toba przyjechalo i dali sobie rade.
          Do odwaznych swiat nalezy i wierze ,ze bardzo dobrze dasz sobie tutaj rade.
          Nawet jakbys zaczynala na poczatku na nizszym stanowisku,to z biegiem czasu
          zauwaza twoje zdolnosci i znajdziesz swoje miejsce.
          Good luck.
    • Gość: gosc- Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? IP: 162.119.240.* 19.07.05, 17:57
      Mieszkam w US juz dlugo, od kiedy przyjechalam zawsze slyszalam ze by byc z
      dala od Polakow i Poloni, jakos tego nie moglam zrozumiec-dlaczego? Po
      przeczytaniu tego forum juz wiem. Nawet ludzi nie znanych i ktorzy tylko
      oczekuja porady miesza sie z blotem, potem nazywa sie to zabawa.
      Jest to obrzydliwe i hamskie..
      Agato, nie mieszkam w NYC, ale mysle ze sobie poradzisz, miasto wielkie i duzo
      mozliwosci, tylko trzeba szukac i wierzyc siebie, no i oczywiscie z dala od
      takiej Poloni
        • maksimum Re: Praca w biurze w NY... - jaka pensja? 01.08.05, 23:07
          Gość portalu: Agata napisał(a):

          > A czy to sie naprawde tak rzadko zdarza, ze ktos chce wyjechac pozwiedzac
          swiat
          > ?
          > To skad w takim razie biora sie te setki tysiecy Polakow chocby w Londynie,
          > ktorzy wyjezdzaja rzucajac wszystko w kraju po to aby za grosze zmywac gary w
          > knajpach? A moze to sa ludzie, ktorzy nic w Polsce nie maja, zadnego
          > wyksztalcenia i dlatego w Anglii trafiaja do pracy przy truskawkach? A do
          Stano
          > w
          > to jezdza sami analfabeci, albo fantastyczni specjalisci? Nothing in between?
          >
          > Po waszych wypowiedziach mozna wnioskowac, ze nikt, absolutnie nikt nie
          zamieni
          > a
          > nigdy pracy na gorsza, ale lepiej platna (a to bylby moj przypadek). Teza
          > conajmniej smiala... A malo to w POlsce lekarzy, pracujacych jako
          > przedstawiciele handlowi, bo w zawodzie im sie nie oplaca? Malo inzynierow
          > roznoszacych ulotki? Malo ekonomistow pracujacych "na okienku" w bankach?
          > Mowicie tak, jakby w POlsce kazdy pracowal zgodnie z wyksztalceniem i
          > umiejetnosciami, jakby nie bylo kolosalnych przepasci miedzy tym co sie robi,
          a
          > co mogloby sie/chcialo robic. Jakby jedynym celem czlowieka bylo zdobycie
          posad
          > y
          > i jej trzymanie do smierci. A jakby byla jeszcze dobrze platna, to po co
          > zamieniac Warszawe na NY... Naprawde nie wiecie, ze sa w Polsce firmy, ktore
          > placa dobrze i ciezko sie wyrwac z takiego kieratu, bo gdzie indziej, gdzie
          > moglbys sie dalej rozwijac, dadza Ci najwyzej 3/4 dotychczasowej pensji?
          >
          > Chce skorzystac z mozliwosci jaka daje mi praca w dobrej miedzynarodowej
          firmie
          > i pojechac do Nowego Jorku, nawet gdybym miala tam byc goncem. To wszystko.
          Nie
          > wolno mi? Czy to znaczy, ze nic nie umiem, nic nie wiem, mowie fatalnym
          > angielskim i ze sciemniam? Ludzie na jakim Wy swiecie zyjecie? Czy na moim
          > miejscu nie korzystalibyscie po prostu z okazji, zeby sie wyrwac z tego
          > wypi..wia bez perspektyw? A noz widelec, cos lepszego znajde w tym NY i juz
          nie
          > bede musiala tu wracac do tej mojej "strasznie wielkiej" pensyji w
          > metropolii-Warszawie...?
          >
          > A propos, z wlasnego podworka znam dwoch dobrej klasy lekarzy, ktorzy
          pojechali
          > do Stanow opiekowac sie starymi ludzmi? I co w tym dziwnego, na Boga?
          >
          > Skoro moj plan wydaje sie Wam dziwny i niezrozumialy to moze podpowiecie w
          jaki
          > inny sposob mozna pojechac na rok/dwa do NY i normalnie tam zyc, nie biedujac
          >i nie zmywajac garow, poznac nowych ludzi, zobaczyc jak zyja inni?

          Jesli masz gwarantowana prace,to czego sie boisz?
          A moze poznasz kogos na miejscu,kto bedzie mial obywatelstwo amerykanskie i
          bedziesz mogla zostac tutaj na stale jesli Ci sie spodoba.


          > W jaki sposob
          > znalezc legalna prace na "swoim" poziomie? Jak Wy trafiliscie na super posady
          w Stanach? Podzielcie sie doswiaczeniem, moze i ja skorzystam.

          A jakie bedziesz miala pozwolenie na prace?
          Bo moze sie okazac,ze bedziesz mogla tylko w swojej firmie pracowac.
    • Gość: Agata Z sentymentu zajrzalam na ten watek... IP: *.us.infonet.com 16.05.06, 22:02
      ktory zalozylam prawie juz rok temu (!). Jak ten czas leci... :)

      Chcialam tylko w trzech slowach napisac, ze w listopadzie zeszlego roku udalo
      mi sie, tak jak zamierzalam, przeniesc do NY. Nie chcialabym sie wdawac w
      szczegoly, ale napisze tylko, ze po pol roku pobytu tutaj stwierdzam, ze byla
      to najlepsza decyzja w moim zyciu.

      Ciesze sie, ze wyszlam poza schemat, ze zrobilam cos o co nigdy bym sie nie
      podejrzewala. I jestem z siebie dumna! Czego i innym zycze :)

      Aha, jak sie okazalo, moj brytyjski akcent "rocks"!



      • Gość: S. Re: Z sentymentu zajrzalam na ten watek... IP: *.hsd1.ma.comcast.net 17.05.06, 08:09
        Gość portalu: Agata napisał(a):

        > Aha, jak sie okazalo, moj brytyjski akcent "rocks"!
        >

        I znowu cos sie nie zgadza, bo wyzej w tym watku pisalas, ze wprawdzie znasz
        angielski, ale nie wiesz czy poradzilabys sobie w NY przez telefon. A teraz
        piszesz, ze masz brytyjski akcent, z czego wynika, ze wychowywalas sie w Anglii
        albo przynajmniej w brytyjskim srodowisku. To znaczy, ze angielski znasz jak
        "native" Brytyjczyk, wiec skad te poprzednie obawy?
        • katlia Re: Z sentymentu zajrzalam na ten watek... 17.05.06, 23:39
          Eh tam,S, przeciez wszyscy wiedza, ze w Polsce przewaznie uczy sie brytyjskiej
          wymowy.

          Agato, gratuluje odwaznej decyzji (ja jestem jedna z tych ktorzy uwazaja
          ze 'change is good')ciesze sie, ze jestes zadowolona z zycia w USA, i zycze Ci
          duzo sukcesow w pracy i poza!
      • Gość: Fiona Re: Z sentymentu zajrzalam na ten watek... IP: *.chello.pl 18.05.06, 00:01
        O rany!!!
        poświęciłam cały wieczór i część nocy na przeczytanie 116 bodaj postow
        dotyczących jednego, malego, niewinnego zapytania dziewczyny z W-wy.
        Gratulacje! udalo Ci sie Agato wzburzyc pol Stanow i czesc Polski. Twoj fenomen
        polegal na tym, ze niestrudzenie odpisywalas na kazde niemal oszczerstwo w
        Twoim kierunku by na końcu powstać jak Fenix z popiołu. Sama rzuciłam super
        prace z perspektywami 4 lata temu by pojechac do Stanow i opiekowac sie czyimis
        dziecmi. Praca Au-Pair za S140 kieszonkowego o tyle, ze cała kwota do odlozenia
        na podroze. Nie mialam takiej mozliwosci w pracy jaka Ty masz teraz. Gdybym
        taka miala, nie zastanawialabym sie ani chwili. Tego nie da sie przeliczyc.
        Czasami trzeba cos stracic aby kiedy indziej zyskac. Ja zyskalam znajomosc
        angielskiego, ktorej w Pl musialabym poswiecic 3,4 lata tlukac bezmyslnie
        czasow i sluchajac polaka z kiepskim akcentem. Na poczatku faktycznie ciezko
        bylo sie dogadac z tambylcami ale to tylko kwestia 2 tygodni aby
        zalapac "muzyke" jezyka. Ja pomimo, iz chlopaka opuscilam na ponad rok i ciezko
        to oboje przezylismy nie zaluje ani chwili spedzonej w Stanach. Nikt mi nie
        wymarze z pamieci moich podrozy, poznanych miejsc, zapachow, klimatu i tej
        mieszanki kulturowej. Dziewczyno, dalas sie poznac jako "babka z jajem" i
        dowiodlas ze jednak mozna pracowac w niedoscignionym przez niektorych b-i-u-r-
        z-e w krainie "Wielkiego Jablka". Za to respect ;o) a swoja droga bardzo
        ciekawa jestem szczegolow. Jesli najdzie Cie ochota, podziel sie. Watek dodaje
        do ulubionych. Pozdrawiam.
        • Gość: S. Czy my na pewno czytamy ten sam watek? IP: *.hsd1.ma.comcast.net 18.05.06, 15:55
          Gość portalu: Fiona napisał(a):

          > Dziewczyno, dalas sie poznac jako "babka z jajem" i
          > dowiodlas ze jednak mozna pracowac w niedoscignionym przez niektorych b-i-u-r-
          > z-e w krainie "Wielkiego Jablka". Za to respect ;o)

          Babka z jajem? Bo przyjechala do Nowego Jorku? Nie widze nic szczegolnie
          odwaznego w tym, ze ktos przenosi sie z Warszawy do Nowego Yorku w obrebie tej
          samej firmy i tutaj pracuje. Przeciez od poczatku Agata pisala, ze zna swietnie
          angielski i jest uznanym specjalista w swoim zawodzie. Wiec na czym polega ta
          dzielnosc?

          Agata wykazala sie na poczatku spora arogancja kiedy zadala pytanie na temat
          pensji "pomocy biurowej" w Nowym Jorku, a potem wybrzydzala, ze w Polsce jest
          przyzwyczajona do lepszych zarobkow. A ze na tym forum sa osoby, ktore tylko
          czekaja na takie deklaracje zeby kogos zmieszac z blotem, to Agata uznala, ze
          musi sie agresywnie bronic - stad wywiazala sie pyskowka, ktorej ja na pewno nie
          zalicze do moich ulubionych watkow ;-). Dalszy rozwoj dyskusji pokazywal poza
          tym wyraznie, ze Agacie chodzi nie tyle o zasiegniecie informacji, co
          pochwalenie sie swoimi mozliwosciami i energia zyciowa. A uwaga o "brytyjskim
          akcencie" rozbroila mnie zupelnie :-).

          Agata jest niewatpliwie energiczna osobka i jesli wlozy tyle samo serca w prace
          zawodowa co w forumowe dyskusje, to odniesie sukces. Zycze jej jak najlepiej.
          Pewnosc siebie to cecha bardzo przydatna w Stanach. Ale na samej pewnosci siebie
          daleko sie nie zajedzie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka