Gość: Aga
IP: *.nyc.res.rr.com
14.07.05, 21:31
W sumie to watek moj bezposrednio dotyczy sytuacji w Nowym Jorku. Jestem
tutaj dwa miesiace, pracowalam u Polakow. Wyrzucila mnie kobieta z pracy, bo
stwierdzila, ze jestem "za ladna".
Tkwie wiec bez pracy juz dwa tygodnie. Szukalam intensywnie - internet,
gazety, pytanie w sklepach i restauracjach.
Tak - jestem na turystycznej. Wybralam takie zycie, bo sadzilam, ze bez
problemu znajde prace. W Polsce skonczylam studia i siedzialam na garnuszku u
rodzicow (nic nie moglam znalezc, mimo, ze wysylalam po kilka cv dziennie,
chodzilam na rozmowy). Moj mezczyzna byl w Stanach juz od jakiegos czasu,
wiec dolaczylam do niego. Myslal, ze taka osoba jak ja (uwazam, ze jestem
zaradna i pracowita) bez problemu sobie poradzi.
I byloby ok, gdyby Pani, w ktorej prasowalam, sprzatalam i gotowalam, nie
stwierdzila, ze robie to lepiej od niej. Poczulam sie jak wielkie g., gdy
wyrzucono mnie z pracy tylko za to, ze dobrze pracowalam.
Moje problemy poglebia fakt, ze ciezko mi rozmawiac po angielsku przez
telefon. Chyba wiecie, ze inaczej jest uczyc sie angielskiego w Polsce na
studiach, a inaczej zrozumiec, co ktos do Ciebie mowi w Stanach. radze sobie
w rozmowie w cztery oczy - staram sie przynajmniej, ale juz przez telefon to
porazka - probowalam kilka razy dzwonic na oferty pracy, ale zwykle nic nie
zrozumiala.
czuje jednak, ze wpadam w jakas depresje. Co dzien jest gorzej, bo siedze w
domu i nie moge sie zmobilizowac. Nie mam tez kontaktu z jezykiem. Poradzcie
cos! prosze tylko o zyczliwosc. Darujcie sobie zlosliwosci.