Dodaj do ulubionych

Postawa wobec wyjezdzajacych do USA

15.12.05, 09:29
Witam,
bardzo mnie to denerwuje, ze wielu z was tak bardzo krytykuje zycie w USA.
Ci, ktorzy krytykuja najbradziej to
1. osoby, ktore wyjechaly do USA i nie umialy sobie poradzic
2. osoby, ktore tu nigdy nie byly i nie maja pojecia o niczym.

Kazdy chce, aby bylo mu w zyciu lepiej i jesli oznacza to wyjazd do USA czy
innych krajow, to czemu nie?! Jesli byloby tu tak zle, to nie byloby tu ponad
2mln Polakow i gigantycznych kolejek po amerykanskie wizy! Nikt nikogo do
przyjazdu nie zmusza.

Mi sie udalo, powodzi mi sie wspaniale i nigdy nie doszlabym w Polsce
finansowo do poziomu zycia jaki mam teraz w USA, albo zajelo by mi to o wele
dluzej. Dlaczego, forumowicze, jestescie tacy zawistni? jesli z zazdrosci, to
tez przyjedzcie - macie takie same mozliwosci jak inni, to wasze zycie i
wasze wybory. Jesli chcecie zostac w Polsce - ok, w Polsce tez jest fajnie,
wiele sie zmienilo i tez jest wiele mozliwosci dla osob z glowa na karku. Ale
po co te zawistne posty? kazdy przeciez chce jak najlepiej zyc i kazdy robi
co potrafi w tym kierunku.

make love not war

Agnieszka

Obserwuj wątek
    • marxx Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA 16.12.05, 07:20
      Aga nie ma sie co tym przejmowac, na fora przychadza rozni ludzie, min.
      frustraci, zlosliwcy , nieudacznicy....
      Nawet gdybys rzucala tu odpowiednimi pozytywnymi przykladami , ze ameryka jest
      w duzej czesci OK, to zawsze znajda sie ludzie ktorzy napisza inaczej....ot
      taki folklor :)
    • dunia77 Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA 17.12.05, 01:32
      A mnie denerwuje, ze jesli ktos napisze, ze mu sie w USA nie podoba, to zaraz mu
      sie imputuje, ze jest nieudacznikiem (sama to w tym poscie zrobilas).
      Najsmieszniejsze jest to, ze polaczki staraja sie byc bardziej amerykanscy od
      Amerykanow :-)
      Troche zdrowego rozsadku nie zawadzi.
        • dunia77 Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA 19.12.05, 21:31
          > jesli ktos odnosi tu sukces to mu sie podoba? proste.

          Raczej prostackie i powierzchowne.
          Zaczynam myslec, ze musze byc nieslychanie wyrafinowana intelektualnie, bo
          potrafie przyjac rowniez do wiadmosci opcje, ze ktos odniosl gdzies sukces, a
          mimo to mu sie tam nie podobalo (krajobraz, ludzie, obyczaje, sposob zycia i co
          tam jeszcze chcesz), jak rowniez i takie, ze ludziom podobaja sie miejsca, mimo
          ze sa tam kompletnie przegrani.
          Powiem wiecej, znam calkiem sporo przypadkow, ktore wpadaja w obie kategorie.

          > o jakim zdrowym rozsadku piszesz?

          O takim, ktory pozwala mi sie nie zachwycac byle g* tylko dlatego, ze jest "made
          in USA". A ze inni przezywaja ? Coz, moze sie wyrwali z jakiejs polskiej Koziej
          Wolki i wiele w zyciu nie widzieli ?
          Sa fajne rzeczy w USA, ale i zalew syfu, badziewia i nedzy, sami Amerykanie to
          przyznaja. A Polacy sikaja w majty z radosci i zachwytu ;-(

          > polaczki? no coz...ladne okreslenie na rodakow.

          Tylko niektorych, tylko niektorych ;-(

          • Gość: JJ Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA IP: *.hsd1.ga.comcast.net 19.12.05, 22:27
            troche zluzuj - nie ma sie o co tak egzaltowac!
            Z przymrozeniem oka traktuje zawsze takie generalizujace wypowiedzi;
            ze np. amerykanie to syfiarze...
            rownie dobrze mozna powiedziec ogolnie o ludziach, ze sa syfiarzami. Kazdy
            ekolog to potwierdzi ;)
            Nie jest to cecha narodowa. To ze jest spory procent ludzi nie dbajacych albo
            nie specjalnie przejmujacy sie czystoscia nie oznacza, ze to norma. Tak jak nie
            jest nasza cecha narodowo pijanstwo i zlodziejstwo - nieprawdaz?
            Po za tym warto sobie uswiadomic dane liczbowe i uwarunkowania geograficzne;
            Jezeli ktos mowi o PL to inaczej ma sie sprawa w odniesieniu do Warszawy czy
            Krakowa a inaczej do wspomnianej Koziej Wolki. W Ameryce jest troche podobnie
            tylko na wieksza skale. Przeciez niektore stany uwazane sa przez nowojorczykow
            za "wsiowe" nie wpominajac juz o malych miasteczkach.
            Jesli chodzi o wyodrebnianie cech narodowych to chyba sami amerykanie mieli by
            problem z ich wskazaniem, przeciez tu kazdy kto przyjedzie jak np. moja skromna
            osoba czuje sie amerykaninem i jestem odpowiedzialny za zachowanie jak i widok
            mojego podjazdu, garazu, domu ... Nie wspomne o calej migracji Azjatycko-
            Afrykansko-Latynowskiej, ktora takze tworzy przeciez obraz ameryki. W tym
            wielonarodosciowym kotle mozna znalezc kazda ceche wiec przytaczanie jednej z
            nich niespecjalnie ma sens.
            POZDRAWIAM
            • dunia77 Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA 20.12.05, 01:19
              > Z przymrozeniem oka traktuje zawsze takie generalizujace wypowiedzi;
              > ze np. amerykanie to syfiarze...

              Wcale tego nie napisalam... ani nie mysle. Chodzilo mi raczej o to, ze wiele
              rzeczy sie moze w USA _obiektywnie_ nie podobac. I ma sie to nijak do
              odniesionego "za wielka woda" sukcesu.

              > Nie jest to cecha narodowa. To ze jest spory procent ludzi nie dbajacych albo
              > nie specjalnie przejmujacy sie czystoscia nie oznacza, ze to norma.

              Pewno, ze nie. Ale ja mam nieszczescie mieszkac teraz w okolicach LA, a w tym
              miescie zdecydowanie wiecej jest miejs zasyfionych (w porownaniu z Europa, z
              Polska wlacznie) niz czystych. Po prostu sie to rzuca w oczy i jest strasznie
              przygnebiajace. Teraz juz wiem, jakich miejsc unikac, ale dwa miesiace temu nie
              wiedzialam ;-( Zreszta, nawet jesli bede ich unikac, to nie oznacza, ze
              przestana istniec. Jak dla mnie szokujace jest to, ze w najsilniejszym
              ekonomicznie panstwie sa miejsca, ktore wygladaja jak na Sri Lance, a nawet
              gorzej, bo na Sri Lance syfek porasta dzungla ;-(
              Prawdopodobniej jest to kwestia przyzwyczajenia i mentalnego "znikania" nedzy
              przez zamozniejszych Amerykanow, ktorzy nagle "odkrywaja" (przy okazji Katriny
              na przyklad), ze syf i bieda naprawde istnieja, i to tuz obok. Nie rozumiem
              tego, i pewnie bym musiala przebywac w USA o wiele dluzej, niz bylam i bede,
              zeby byc w stanie zrozumiec i sie przyzwyczaic. Jak na razie razi mnie widok
              brudnych i smierdzacych bezdomnych myjacych sie w fontannie, gdy sobie np. ide
              promenada w Santa Monica (gdzie ogolnie jest calkiem fajnie).

              I dlatego pisze, ze USA to i Mall w Waszyngtonie, i plaze na Hawajach, i
              Yosemithe, i to sa miejsca, gdzie chce byc i nikt (a przynajmniej ja) nic im nie
              ujmuje, ale jest tez wystarczajaco brzydoty i syfu, zeby sie moglo (niektorym)
              nie podobac. I nie jest to miara odniesionego w USA sukcesu, a raczej zdrowego
              rozsadku i umiaru w podniecaniu sie czymkolwiek.

              Byc moze w USA mozna sie bardziej niz gdziekolwiek indziej "dorobic", ale nie
              wglebialam sie w to, bo jestem naukowcem, wiec z natury rzeczy nie znam sie na
              "dorabianiu" ;-) Ja mam podobne szanse zawodowe i w UE, i w USA, wiec USA nie
              jest dla mnie "ziemia obiecana", choc pewnie nie mialabym oporow przed
              przyjechaniem tu na stale. Moj zachwyt nad USA jest umiarkowany, a ze pare osob
              uzna, ze jest to objawem mojego braku powodzenia w zyciu zadwodowym, no coz...

              > Jesli chodzi o wyodrebnianie cech narodowych to chyba sami amerykanie mieli by
              > problem z ich wskazaniem

              Wiekszosc Amerykanow, ktorych poznalam, zrobila na mnie jak najlepsze wrazenie,
              zwlaszcza swoim przyjaznym nastawieniem do mojej skromnej osoby ;-) Czy w
              sasiedztwie, czy na wakacjach, czy w podrozach sluzbowych... wszedzie spotykalam
              zyczliwych, sympatycznych i pogodnych ludzi. To jest - w moim mniemaniu -
              najwiekszy plus w porownaniu z Europa :-) W takich momentach zapomina sie o
              "syfku" ;-) i ma sie ochote zostac w USA na zawsze...

              > wielonarodosciowym kotle mozna znalezc kazda ceche wiec przytaczanie jednej z
              > nich niespecjalnie ma sens.

              To byl tylko kontrprzyklad, nic poza tym, powaznie. Takie same uogolnianie, jak
              w poscie, na ktory odpowiadalam :-)
              • marekatlanta71 Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA 20.12.05, 04:03
                A mi sie wydaje ze to kwestia przyzwyczajenia - po jakims czasie bycia w USA
                zaczynaja sie podobac ciuchy w dziwnych kolorach, domy z dykty, samochody
                rozmiarow M2 w PL; czlowiek zaczyna sie zachwycac McDonaldsem w ktorym sa
                prawdziwe, zywe krokodyle (zagadka - gdzie?), zaczyna czuc patriotyzm lokalny do
                tego stopnia ze oglada Dukes of Hazzard dwa razy i generalnie sie do tego kaju
                przyzwyczaja.

                A swoja droga to co to jest "osiagniecie sukcesu" w USA? Czy ktos z chwalacych
                sie w tym watku wczesniej jest znana postacia swiata nauku, kultury czy
                przynajmniej polityki? No dobrze - moze chodzi o sukces monetarny - czy ktos z
                chwalacych sie w watku lata prywatnym odrzutowcem? Nie sadze, ja tez ani nie
                jestem znany ani przerazliwie bogaty wiec nie sadze zeby bylo sie czym chwalic i
                wymawiac tym ktorzy na USA narzekaja ze sa nieudacznikami.
                • Gość: Ola do JJ IP: *.hsd1.ca.comcast.net 20.12.05, 06:08
                  "uwazaj czy to aby wystarczy?"
                  A czemu zadowolenie z zycia przeniesione z US na grunt rodzimy mialoby
                  nie wystarczyc?
                  "dobrze pogadaj z Polakami ktorzy powrocili do PL po dlugim pobycie w USA"
                  Juz to zrobilismy i odzew jest na korzysc Polski. Czyzby wszyscy udawali?

                  Jedynie co mnie nie pasuje w Polsce to naduzywanie alkoholu i na dodatek
                  namawianie innych do tego samego.
                  • Gość: JJ Re: do JJ IP: *.hsd1.ga.comcast.net 20.12.05, 17:18
                    Ciesze sie, ze masz takie pozytywne nastawienie. GOOD FOR YOU. Obys wiecej
                    takich spotkala w PL. Wielu nie potrafi sie odnalezc w urzedowej rzeczywistosci
                    ale to moze zalezy, kto co robi.
                    :|
                    Milo bedzie odwiedzac Polske z mysla, ze sa tacy pozytywnie nastawieni -
                    powodzenia!
                    Co do do spozywania napojow "wyskokowych" to polecam zwlaszcza na zimowe zimne
                    wieczory miody pitne. To nasza szlachetna tradycja. Picie gorzaly przyszlo ze
                    wschodu razem z bieda. No ale zawsze mozna sie pocieszyc, ze u Ruskich maja
                    gorzej
                    ;)
                    Wesolych Swiat Bozego Narodzenia zycze.
              • Gość: JJ Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA IP: *.hsd1.ga.comcast.net 20.12.05, 17:16
                Kochana - ameryka to kraj kontrastow - nie wiedzialas o tym?
                Tu nikt nigdy nie chorowal na rownosc, zawsze stawiano na indywidualizm.
                Tu kilkudziesiecioletni grat parkuje obok najnowszego modelu Rolls Royce'a
                przed spozywczakiem bo jedni sa nieudacznikami a inni przodownikami.
                Jako naukowiec zapewne zaobserwowalas to w wielu dziedzinach jako norme.
                Wszelkie proby ingerencji, interwenjonizmu, scalania i rownania ludzi z gory
                skazane sa na przegrana, co dobitnie pokazuje chociazby przyklad socjalizmu.
                Nawet w komunie w szkole byly stopnie i byli tacy co mieli same piatki a i tacy
                co mieli dwuje. Dlaczego teraz mieli by byc rowni?

                A to, ze wiekszosc ziomkow przybywa tu w celu poprawienia swojego statusu
                majatkowego nie jest tajemnica i to chyba juz od dobrych kilku pokolen
                :)
                To z reszta naturalny proces - w koncu dlatego miasta sie rozrastaja, bo ludzie
                z Koziej Wolki przybywaja do Warszawy. Dlatego Wawa sie rozrasta, podobnie jak
                i Atlanta i wiele innych.
                Widze tu ludzi z sasiednich stanow i z odleglych kontynentow.
                Mi sie podoba z kilku wzgledow i to miedzy innymi dlatego tu mieszkam a nie w
                Warszawie, a kasa wcale nie byla na I-szym miejscu. Pewnie jak by byla to bym
                mieszkal z rodzina w NYC
                :)
                Nie spotkalem nikogo kto by przybyl np. na Floryde ze zwgledu na piekno
                architekty, po to ludzie raczej jada do Europy.
                Pewnie, ze wiele jest do zrobienia i wiele rzeczy mnie denerwuje, wiele
                smieszy, ale i wiele cieszy.
                Rozumiem ten szok osoby odwiedzajacej USA, zwlaszcza pierwszy raz. Czlowiek ma
                bujna wyobraznie i wyobraza sobie cuda na kiju. A tu takie same dziury w
                jezdni, odpadajaca farba ze Statuly Wolnosci lub ze Zlotej Bramy a i w kiblu
                podobnie smierdzi jak w PRLu.
                Troche dla mnie naiwnie brzmi Twoja teza, ze w Europie jest bardziej czysto i
                uporzadkowanie - lacznie z Polska.
                Mieszkalem pare ladnych lat w zachodniej europie i widzialem syfne dzielnice
                Londynu, Amsterdamu, Paryzu, Lizbony czy Mediolanu. Nie wspomnie o przesuwaniu
                sie poludnie Italii gdzie im dalej tym biedniej. Sa biznesowe dzielnice ze
                skupiskiem szklanych wieżowców, sa kulturalne ale nie oszukujmy sie wzajemnie.
                Slamsy sa wszedzie. Zgoda, ze w Kuala Lumpur chyba najdobitniej widac to
                zderzenie biedy z bogactwem ale to wlasnie dlatego zapamietalem to miasto
                Malezji a nie inne.
                :)
                Wczsniej juz tu kiedys jedna panna z Krakowa przekonywala wszystkich o pieknie
                swojego grodu - nikt tego nie kwestionuje jezeli mowimy o Wawelu etc. ale jak
                pojedziesz do Nowej Huty to czujesz sie na na praskich Szmulkach. Czyz nie
                widzisz podobienstwa z tymi slamsami z L.A.?
                POZDRAWIAM
                • dunia77 Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA 20.12.05, 21:28
                  > Kochana - ameryka to kraj kontrastow - nie wiedzialas o tym?

                  Wiedzialam, i juz widzialam podczas wczesniejszych (aczkolwiek krotszych)
                  pobytow w USA, ale dalej to widze i troche mi przeszkadza. Mozesz mnie uznac za
                  nadwazliwa pannice ;-)

                  > co mieli dwuje. Dlaczego teraz mieli by byc rowni?

                  Nienienienie, nie chodzi o to, zeby "zabrac biednym, dac bogatym", ale o moj
                  ugruntowany poglad, ze pewne minimum socjalne jest pozyteczne dla zapewnienia
                  stabilnosci. Albo chociaz poprawienia estetyki ;-)

                  > A to, ze wiekszosc ziomkow przybywa tu w celu poprawienia swojego statusu
                  > majatkowego nie jest tajemnica i to chyba juz od dobrych kilku pokolen
                  > :)

                  Zgoda. I dlatego uwazam, ze osoby, ktore juz po drugiej stronie oceanu maja
                  niezla pozycje spoleczna, maja bardziej realny oglad sprawy, niz Ci, ktorzy
                  dopiero za wielka woda zaczeli zyc. To chyba oczywiste, ze oglad sprawy przez
                  tych wlasnie ludzi jest nieco zabiasowany (ze tak sie wyraze) ?

                  > Nie spotkalem nikogo kto by przybyl np. na Floryde ze zwgledu na piekno
                  > architekty

                  Akurat Floryda to kiepski przyklad, bo tam bym chciala mieszkac z bardzo wielu
                  pozamaterialnych powodow :-)

                  > Pewnie, ze wiele jest do zrobienia i wiele rzeczy mnie denerwuje, wiele
                  > smieszy, ale i wiele cieszy.

                  Z tym nie dyskutuje, bo to jest normalne i rozsadne podejscie, i fajnie, ze
                  ludzie mieszkaja w kraju, gdzie widza wiecej "+" niz "-".

                  > Rozumiem ten szok osoby odwiedzajacej USA, zwlaszcza pierwszy raz. Czlowiek ma
                  > bujna wyobraznie

                  Och, mysle, ze to sie nie bierze z wyobrazni, a raczej z przeklamanych opowiesci
                  rodakow o "raju".

                  > Troche dla mnie naiwnie brzmi Twoja teza, ze w Europie jest bardziej czysto i
                  > uporzadkowanie - lacznie z Polska.

                  Moze i naiwne, ale takie jest wlasnie moje subiektywne wrazenie. Studiow nad
                  rozkladem smieci na skale swiatowa jak dotad nie przeprowadzilam ;-)


                  • Gość: JJ Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA IP: *.hsd1.ga.comcast.net 20.12.05, 23:13
                    Dla mnie floryda nie specjalnie jest atrakcyjna ale "de gustibus non
                    disputandum est". Z reszta wolnosc to piekna sprawa, kazdy moze sobie wybrac co
                    mu sie podoba.
                    Minimum socjalne - to tak jak bys ustalila na poczatku szkoly, ze w Twojej
                    klasie wszyscy otrzymaja promocje do nastepnej klasy. I stopnie beda wystawiane
                    nie indywidualnie tylko klasowo. Czyli ja majac 5-ke a Ty 2-je to srednia
                    bedzie 3.5 czyli razem zdamy z ocenami 3+. Moze Ty bys byla zadowolona z
                    takiego stanu rzeczy ale ja nie specjalnie.
                    Nie specjalnie motywujacy system dla nieukow i co gorsza dla tych dobrych
                    takze - nieprawdaz?
                    Podobnie jest z zasilkami - nie sa motywujace dla nierobow. Co gorsza Ci
                    bardziej produktywni tez nie specjalnie zaczynaja sie czuc zmotywowani do pracy
                    i wysilku skoro ich wypracowane dobro w wiekszym stopniu idzie na wspolne cele.
                    • dunia77 Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA 21.12.05, 00:23
                      > Dla mnie floryda nie specjalnie jest atrakcyjna

                      Nie bylam (jeszcze), ale maja zyja tam jedne z moich ulubionych zwierzakow
                      (manatees) i jest cieply ocean, wiec cala reszte moge wybaczyc. :-)

                      > Minimum socjalne - to tak jak bys ustalila na poczatku szkoly, ze w Twojej
                      > klasie wszyscy otrzymaja promocje do nastepnej klasy

                      Nie widze w tym nic zlego.

                      > Czyli ja majac 5-ke a Ty 2-je to srednia
                      > bedzie 3.5 czyli razem zdamy z ocenami 3+.

                      A to juz inna para kaloszy.
                      Ale jak dla mnie najslabsi moga przejsc z najnizsza mozliwa ocena, wisi mi to,
                      bo jestem prymuska. ;-)

                      > Nie specjalnie motywujacy system dla nieukow i co gorsza dla tych dobrych
                      > takze - nieprawdaz?

                      Wiesz co... ja w szkole bylam zawsze prymuska i naprawde nie obchodzilo mnie,
                      czy "tumany" przechodza z klasy do klasy, czy nie. Nie ubodlo by mnie to, ani
                      nie wzbudzilo poczucia niesprawiedliwosci, bo zylam w innym matrixie. Naprawde,
                      nie sadze, zebym przestala sie uczyc, bo najgorszy leser przeszedl "za nic" z
                      klasy do klasy. Nie ten poziom...
                      Podobnie teraz nie mam nic przeciwko odpaleniu paru dolkow ze swojej pensji (w
                      granicach rozsadku), zeby nie widziec (i nie czuc) smierdziuchow jak sobie ide
                      rano po plazy. Tak juz mam, co na to poradze :-)

                      Powiedzmy, ze idealny w moim mniemaniu system to cos pomiedzy tym, co jest w USA,
                      a tym, co mamy w socjalistycznej Europie Zachodniej.
                      Ponoc Kanada tak ma, ale co sie bede na forum narazac ;-)

                      > bardziej produktywni tez nie specjalnie zaczynaja sie czuc zmotywowani do pracy
                      > i wysilku skoro ich wypracowane dobro w wiekszym stopniu idzie na wspolne cele.

                      Wydaje mi sie, ze to nie jest takie proste.
                      • Gość: JJ Re: Postawa wobec wyjezdzajacych do USA IP: *.hsd1.ga.comcast.net 21.12.05, 02:36
                        Gwoli scislosci dla mnie Floryda nie jest atrakcyjna tylko pod wzgledem walorow
                        architektonicznych.
                        Ja widze zle strony tego, ze matoly nie zostaly na nastepny rok w tej samej
                        klasie - bo Ci co choc troche sie starali i zapracowali choc na 3-ke wlasciwie
                        zostali oszukani - czy to jest sprawiedliwe?
                        Dla mnie nie jest i ja mam wiele przeciwko jak to nazwalas "odpalaniu ze swojej
                        pensji" na dodatek rodzi to nastepne urzedy (banda nierobow) ktora bedzie
                        ustalala komi ile sie nalezy oczywiscie zaczynajac od siebie...
                        No - ciezko nam sie porozumiec, dla mnie w stanach robi sie juz zbyt lewicowo.
          • zapomoga Re: Jedno pytanie 20.12.05, 22:44
            Gość portalu: zibi napisał(a):

            "Jak bys miala wystarczajaca ilosc kasy..."

            Zgadzam sie. Po cholere dorabiac ideologie. Dla duni do lot
            z nedzy do pieniedzy.
          • dunia77 Re: Jedno pytanie 21.12.05, 00:33
            Nie, mozliwosc pracy z doskonala specjalistka z mojej branzy, ktora - tak sie
            akurat sklada - mieszka i pracuje w Kalifornii. Ale nie ludze sie, ze to
            zrozumiesz, bo mam wrazenie, ze zyjemy we wszechswiatach rownoleglych (i dobrze).

            Jak sie ma specjalizacje, ktora sie dzieli moze tylko z 200-300 osobami na calym
            swiecie, to nie jest niczym dziwym, ze sie czlowiek czasem przemiesci z miejsca
            na miejsce, ale nie dziwie sie, ze nielegal szorujacy amerykanskie kible nie
            jest w stanie tego ogarnac swoim ograniczonym umyslem...
            • Gość: zibi Re: Jedno pytanie IP: 80.240.171.* 21.12.05, 09:40
              masz racje zyjemy w roznych swiatach.tak waska specjalizacja moga sie zajmowac
              ludzie wyjatkowi.Faktem jest tez, ze ci wyjatkowi nie czuja otaczajacego zycia
              (np Piekny Umysl).Dobrze by bylo jak by dali sobie spokoj z wypowiedziami na
              forach.W dwiesci czy trzysta osob jestescie w stanie stworzyc wlasne forum i
              bez reszty odac sie tej waskiej specjalizacji.Wracajac do tematu kasa.Jak bys
              miala jej wystarczajaca to ta doskonala specjalistka przyjechala by do
              ciebie.tylko trzeba ja posiadac.(kase)
              ps.parajac sie ta swoja unikalna profesja masz cczas na stukanie?
              Mimo wszystko pozdrawiam
              • dunia77 Re: Jedno pytanie 21.12.05, 17:25
                > W dwiesci czy trzysta osob jestescie w stanie stworzyc wlasne forum

                Mamy newsletter i to wystarczy :-)

                > bez reszty odac sie tej waskiej specjalizacji

                Mam fafnascie innych hobby i zajec poza praca, mam na to czas, bo sie nie musze
                "dorabiac".

                > miala jej wystarczajaca to ta doskonala specjalistka przyjechala by do
                > ciebie.

                "Kasa" nie jest problemem, pracuje dla niemieckiej insytucji z wielomilionowym
                budzetem... niejeden amerykanski profesor spedzal kilka miesiecy w naszym
                instytucie. (Pewnie przyjezdzaja zarobic troche kasy, heheh). To naprawde nic
                nadzwyczajnego, czym by sie mozna specjalnie podniecac, nawet w Polsce.
                Dzis ja jestem tu, za rok ona przyjedzie do naszego instytutu, normalna sprawa.
                Naprawde nie sadzilam, ze kogos takie rzeczy sa w stanie zdziwic.

                Widzisz, czasem czuje sie potrzebe zobaczenia, jak ludzie gdzies indziej pracuja
                i zdobycia nowych doswiadczen. Rozszerzenia horyzontow, pomieszkania w innym
                kraju. I postdoc w USA Ale jestem w stanie zrozumiec, ze nie w kazdej profesji
                musi to byc konieczne i mozna przesiedziec na d*** cale zycie w jednej wsi.
                Fajnie jest przyjechac na kilka miesiecy do Stanow, popracowac nad ciekawymi
                projektami, a przy okazji na spokojnie zwiedzic okolice. Pieniadze sa wazne, ale
                sa i inne czynniki wplywajace na wybor tego, czy innego miejsca zamieszkania. W
                Niemczech zarabiam brutto tyle samo, co w USA. Tu na konto wplywa wiecej, bo
                jestem zwolniona z czesci podatkow, ale z kolei dodatkowo place tu teraz za
                drugie mieszkanie. Jak slysze o tym, ze przyjechalam sie dorabiac, to mam spazmy
                ze smiechu ;-) Gdybys to powiedzial n lat temu, kiedy wyjechalam do Niemiec, to
                mialbys troche racji... ale teraz ?

                Naprawde, sadzilam, ze przecietnie inteligentny czlowiek jest w stanie zrozumiec
                tego typu arguementy, ale widze tylko tlum z piana na ustac i "kasa" jako
                jedynym argumentem. Komu cos chcesz udowodnic ? Mnie ? A co Ty mozesz o mnie
                wiedziec ? gawiedzi ? Akurat g*** mnie obchodzi, co gawiedz mysli na moj temat.
                A moze po prostu musisz sie jakos dowartosciowac ? Nawet moge uwierzyc, ze masz
                "kase", ale "klasy" i obycia Ci zdecydowanie brakuje, wiec nawet jak masz
                palacyk nad Pacyfikiem, to nie ma czego zazdroscic.

                > ps.parajac sie ta swoja unikalna profesja masz cczas na stukanie?

                Oczywiscie, i to nie tylko na to. Jak sie jest inteligentnym, to mozna znalezc
                prace, gdzie sie nie haruje po 18 h dziennie, powaznie.
                Ale masz racje, na jalowe dyskusje szkoda mi czasu.
        • nieztejziemii Lepiej nie wracac 05.01.06, 14:16
          Znajomi Polacy zamieszkali ponad 30 lat w USA umyslili sobie(a scislej ona), ze
          wroca na starosc do Polski. Sprzedali business, sprzedali dom wszystko rozdali
          miedzy dzieci. W Polsce corka zrobila specjalna przybudowke w domu, zeby
          pomiescic rodzicow. Pojechali. Po 3 miesiacach on zachoral i byl w szpitalu.
          Jeszcze bardziej rozchorowal sie w szpitalu, bo polskei szpitale nie roznia sie
          od szpitali w Indiach. Zmarl po 5 miesiacach od powrotu do kraju. Teraz zostala
          tylko ona na wykonczeniu: chora, placzaca codziennie do Ameryki. Tak bardzo
          chcialaby byc w USA.
          Inni znajomi: Sprzedali wszystko co posiadali w USA i pojechali do Zakopanego,
          gdzie mieli dom. Wrocili po 4 miesiacach pobytu lzejsi o 20 tys$ i zaczynaja
          wszystko od nowa.
          Zanim cos glupiego zrobicie radze pojechac najpierw na 3 miesiace, pozniej na
          pol roku, pozniej na rok ale nie palcie mostow za soba w Ameryce.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka