"assistantship" a polski fiskus?

IP: *.spmodem.washington.edu 22.03.06, 19:37
Witam,
czy ktos z Panstwa ma doswiadczenie z rozliczeniem podatkowym w Polsce kiedy w USA przebywalo
sie na wizie studenckiej i mialo odpowiednik stypendium doktoranckiego (assistantship)? Czy od
tego nalezy placic w Polsce podatek (?!) Lekka zgroza mnie ogarnela jak przeczytalam o podwojnym
opodatkowaniu. W przypadku "assistantship" nie tylko ze trudno je otrzymac, konkurujac przeciez z
amerykanskimi kolegami, to naprawde jest to minimalna kwota za jaka mozna sie w USA utrzymac,
tzn. zaplacic za mieszkanie, oplaty na uczelni, jedzenie itp. no i po pieniadzach. Jak z tego jeszcze
placic podatek w Polsce?!!!! (jakim prawem?)

    • Gość: Doctor NIC nie musisz placic IP: *.lf.br.cox.net 23.03.06, 04:36
      Bylem na takim stypendium i NIGDY w PL zadnego podatku nie placilem, bo nie
      musialem. Bez przesady! Nie klopocz sie tym, i juz nie czytaj bzdur o podwojnym
      opodatkowaniu. US od ciebie nie ma prawa zadac zadnych oplat. Take it easy.
      • Gość: Doktorantka Re: NIC nie musisz placic IP: *.spmodem.washington.edu 23.03.06, 06:42
        Dzieki wielkie!!!
        pozdrawiam
      • ply_mouth Re: NIC nie musisz placic 23.03.06, 21:26
        to, ze ty nie placiles, to nie znaczy, ze nie trzeba. jesli jest zatrudniona, to
        wedlug polskiego idiotycznego prawa powina. co wiecej, majac te $1600 w polsce
        pewnie w 3 prog wskakuje. :) bo nie chodzi o IRS tylko o polskie US. zaden
        urzednik nie wezmie pod uwage faktu, ze gdyby miala odprowadzic polski podatek
        od zarobkow tam to by z glodu umarla.
    • ply_mouth Re: "assistantship" a polski fiskus? 23.03.06, 21:22
      dostajesz stypendium i tego sie trzymaj. stypendia nie sa w polsce opodatkowane.

      > opodatkowaniu. W przypadku "assistantship" nie tylko ze trudno je otrzymac, kon
      > kurujac przeciez z
      > amerykanskimi kolegami,

      ?? chyba z chinskimi. :) rozgarniety amerykanin nie bedzie robil doktoratu
      (chyba, ze marzy o pracy na uniwerku). bo jak jest w stanie go zrobic, to
      stokroc bardziej do med school oplaca sie isc.

      • Gość: doktorantka sprawdzilam w izbie skarbowej IP: *.spmodem.washington.edu 23.03.06, 23:00
        facet z izby skarbowej jednego z wiekszych polskich miast poinformowal mnie ze jesli to jest moj jedyny
        dochod a za granica jestem od kilku lat to ...cale szczescie, nie musze sie z tego w polsce rozliczac.

        co do konkurencji- ja jestem na jednym z lepszych uniwersytetow i konkurencja u mnie na wydziale jest
        ostra. owszem, jedna osoba jest z hong kongu, ale poza tym to sami amerykanie. raczej calkiem
        'rozgarnieci'.
        • ply_mouth Re: sprawdzilam w izbie skarbowej 24.03.06, 16:54
          University of Washington? nie przesadzajmy, 45 na 120 notowanych. jeden z
          lepszych to dla mnie pierwsza 20. no chyba, ze twoj wydzial zawyza srednia.
          • Gość: Doctor ply_mouth pilnuje, zebys sie za dobrze nie czula IP: *.lf.br.cox.net 25.03.06, 08:44
            Niezly z niego polski smieciarz-idiota... Chce i musi Cie zmartwic! Ot, tak...
            A to, ze podatek MUSISZ zaplacic, bo chociaz ja nie placilem to zle zrobilem i
            Ty na pewno bedziesz MUSIALA, on juz sie o to postara, doniesie komu trzeba!
            A z Univ. of Washington to tez sie bron Boze nie wyrywaj ze dobry, bo dla
            ply_moutha "jeden z lepszych to pierwsza 20." On sam nie wie, czy uniwersytet
            sie zamiata tak samo jak fabryke gdzie pracuje, ale na wszelki wypadek udowodni
            Ci, ze Twoj uniwersytet jest marny. To tak zamiast kropki nad i.
            "no chyba, ze twoj wydzial zawyza srednia." No chyba, ale ply_mouth na to nie
            pozwoli. I dopilnuje, wiec badz spokojna, nie zawyzy sredniej, nie wolno mu.
            • Gość: Doctor ply_mouth w Polsce moze tylko marzyc o USA IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 26.03.06, 05:20
              i wygrazac tym, ktorzy w Ameryce zyja. Dla niego USA o wiele za daleko, ale
              przynjamniej podatkow nam bedzie pilnowal, gnidziarz. I uniwersytet osmieszy.
            • ply_mouth Re: ply_mouth pilnuje, zebys sie za dobrze nie cz 26.03.06, 15:35
              slownictwo à la greenpoint dyskwalifikuje cie jako mojego rozmowce. bedzie to
              wiec ostatni post, gdyz do pewnego pozimu sie nie znizam.
              co do rankingu. ja nikogo nie chce martwic. nie lubie po prostu, gdy ktos tworzy
              legendy. nie podniecaj sie, cyfry nie klamia. 45 na 120. nie manipuluj tez
              ludzmi. nie powiedzialem, ze U of W jest marny. w usa jest po prostu przecietny.
              po co dyskutowac o faktach?
              dodam jeszcze, ze srednio mnie interesuje ile, komu i za co placisz. w polsce
              natomiast toczy sie na temat podatkow dyskusja, w ktorej nawet urzednicy sie
              pogubili. argument "nie musisz, bo je nie (za)placilem" jest smieszny, by nie
              uzyc bardziej dosadnych slow. dla mnie za to jest to kolejny argument, ktory
              czyni cie rozmowca... malowartosciowym, powiedzmy.
              co do fabryk i uniwersytetow: wiem o jednych i od drugich wiecej, niz mogloby ci
              sie wydawac, w tym takze tych amerykanskich. "jak to?", spytasz. "nikt nie wie
              przeciez wiecej niz ja, bo ja bylem w usa. nie na darmo sie "doctor" podpisuje."
              :)))
              zejdz czlowieku na ziemie i pomysl, zanim cos napiszesz. potem napisz,
              przeczytaj i jeszcze raz pomysl. dopiero potem narazaj mnie na swoj
              ekshibicjonizm. wreszcie panuj nad swoimi emocjami. to nas odroznia o od zwierzat.
              • Gość: Doctor Zdyskwalifikowany jako twoj rozmowca ciesze sie IP: *.lf.br.cox.net 27.03.06, 04:25
                bo juz sobie ulzyles i jestes niezwykle zadowolony: przysrales nam tu w USA - i
                doktorantce i mnie - doktorowi, robota odwalona! Teraz juz mozesz nami
                pogardzac, wszak sam jestes taki niezmiernie bogaty w PL, ze az na forum USA i
                Kanada chcesz pozagladac, by chociaz tym sposobem odwiedzic Zachodnia Polkule.
                A my tu sie bidaki meczymy w Ameryce, ciezko nam, marzymy by miec taki luxus
                zyciowy jak ty w PL, ale nigdy tego nie zakosztujemy, bo osiagniete
                wyksztalcenie i praca w USA to betka przeciez w porownianiu do twej wysokiej
                pozycji spolecznej w Bambulandii. Idioci jak ty zawsze sa szczesliwsi.
                • Gość: doktorantka pozdrowionka dla Doktora IP: *.spmodem.washington.edu 31.03.06, 05:02
                  ...pozdrawiam Doktora i wszystkich innych cieniasow na uniwersytetach w USA :-) dobrze ze jestesmy w
                  dobrym miedzynarodowym towarzystwie.

                  to jednak bylo ciekawe doswiadczenie - zadac konkretne pytanie na forum i uslyszec bluzgi w
                  odpowiedzi. Szkoda czasu.
                  Jeszcze raz pozdrawiam i dziekuje za podtrzymanie na duchu, sprawy formalne wyjasnilam w stosownych
                  urzedach (wszystko w porzadku).
                  • oakpark Mozesz jednak cos zaplacic 30.08.06, 19:09
                    1600$ x czas stypendium w miesiacach minus (46$ diety za dzien x czas
                    stypendium w dniach) ... J-1 wiec bez federal i state tax, nie ma co na PIT-36
                    odliczyc jako zaplacone za granica. Forsa poprzeliczana na PLN via kurs sredni
                    NBP $/PLN za dzien wyplaty zamieszczony na kwicie z payroll....

                    Pewnie w sumie nie doplacisz, jesli to niewiele
                    • Gość: Agata Re: Mozesz jednak cos zaplacic IP: *.us.infonet.com 30.08.06, 22:42
                      ja jestem na J-1 a place federal i state tax...
                • redneckboy Re: Zdyskwalifikowany jako twoj rozmowca ciesze s 22.08.06, 06:36
                  Kurcze , Doktorek , ale z ciebie pieniacz. Mam Twoj IP get ready for me :)
    • Gość: ttt Re: "assistantship" a polski fiskus? IP: *.dhcp-bl.indiana.edu 30.08.06, 20:20
      Sprawa jest chyba daleko bardziej skomplikowana...
      Problem z tym, ze nie ma do konca jednoznacznej interpretacji...dobra, nie
      mieszam, po kolei...

      Rzecz kluczowa to ta, czy posiadasz status rezydenta podatkowego w USA.
      Jesli tak, teoretycznie polski fiskus powinien Ci moc naskoczyc...jednak, nie
      ma tak prosto - nie ma w prawie RP jednoznacznej interpretacji tego, jak np.
      traktowac rezydentow podatkowych, ktorzy wrocili do Polski np. po dwu-paru
      latach.
      Teoretycznie wiec, mogliby sie przyczepic i twierdzic, ze tzw. twoje "centrum
      spraw zyciowych" bylo w Polsce; jakby do tego np. Twoj maz mieszkal w tym
      czasie w Polsce, to by sie czepneli, jak nic.
      Generalnie jednak, jesli posiadasz status rezydencji podatkowej w USA, nie
      powinni sie przyczepiac po powrocie.

      Jesli moge cos tu podkreslic, to na wszelki wypadek po powrocie mozesz isc w
      zaparte i twierdzic, ze caly ten czas spedzilas w Polsce, na utrzymaniu z
      zasilku babci\cioci etc.
      Nie jest to lamanie prawa, jesli chodzi o etyczna strone sprawy, a jedynie
      zabezpieczenie przed niedouczonymi urzednikami z US, ktorzy moge Cie najpierw
      zalatwic, a Ty tlumacz, zes nie wielblad.

      Jesli natomiast nie posiadasz statusu rezydencji podatkowej, podlegasz pod
      wszystkie wyliczenia, ktore nawet ktos tu juz wspomnial, diety, srety, itp.
      Zebys nie zrozumiala mnie opacznie, to, ze jestes\bylas na wizie J-1 wcale nie
      rozstrzyga o Twoim statusie rezydencji; zdaje sie, ze wyznacznikiem jest to,
      czy w przeciagu ostatnich pieciu lat spedzilas w USA na wizie J-1 chociaz po
      jednym dniu w dwoch roznych KALENDARZOWYCH latach.
      Czyli np. jesli wjechalas do USA na wizie J-1 29 grudnia 2004, to z dniem 1
      stycznia 2006 stajesz sie rezydentem podatkowym i nie masz juz prawa do zadnych
      podatkowych odliczen (w USA) z racji tego, zes z innego kraju.
      Wiem o co tu chodzi, bo wjechalem 28 grudnia, a poniewaz 4 lata wczesniej
      przebywalem w USA na J-1 na Work and Travel, z miejsca stalem sie rezydentem
      podatkowym USA juz w swoim pierwszym roku pracy na uczelni...
      Gdybym przyjechal 5 dni pozniej, zaoszczedzilbym gdzies ze 2 tysiace dolarow ;-)
      Czlowiek uczy sie cale zycie ;-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja