metanira
27.11.09, 19:04
Jak może sobie przypominacie Konrad dużo chorował w tym roku. Byłam na L4 na
niego 7 razy, w sumie 49 dni. Raz, kiedy absolutnie nie mogłam wziąć L4, bo
był sezon urlopowy i zastępowałam koleżankę i mnie nie miał już kto zastąpić,
moja mama przychodziła do nas zająć się chorym Konradem, kosztem ogromnego
stresu, bo zostawiała na 8 godzin samą w domu babcię chorą na Alzheimera.
Będąc na zwolnieniu na syna pobierałam zasiłek opiekuńczy wypłacany przez ZUS,
więc pracodawca za moją nieobecność nie płacił. Nie jestem zastępowana, tak
więc nie płacili też nikomu za zastępstwo, a moja nieobecność jest
niekorzystna wyłącznie dla mnie, bo potem ja muszę nadgonić niewykonaną przez
nieobecność pracę. Zasiłek był oczywiście niższy niż mój zarobek za te dni,
więc przez większość miesięcy w tym roku dostawałam niższą wypłatę. A jak
wiadomo chore dziecko, to większe wydatki (leki, badania, ewentualne przejazdy
taksówkami i prywatne wizyty).
Teraz zostałam ponownie "ukarana" za choroby mojego dziecka: premię
motywacyjną wypłacaną na święta dostałam niższą niż w zeszłym roku, chociaż
całkowita kwota przeznaczona na premie była wyższa. Jak dla mnie, to jest
premia demotywacyjna :/
I zostanę "ukarana" jeszcze raz, w przyszłym roku, kiedy będzie płacona
"trzynastka", bo ona też jest obliczana na podstawie ilości przepracowanych
dni w roku.
Jak dla mnie to jest kopanie leżącego. Jakby mało było matce chorującego
dziecka stresów o jego stan, nieprzespanych nocy (L4 na dziecko to nie jest
urlop wypoczynkowy) i dodatkowych, wcale nie małych, wydatków w związku z jego
chorobą, to jeszcze przy każdej okazji pozbawiana jest pieniędzy. Przecież ja
nie mam wpływu na to, czy moje dziecko zachoruje. Tak bardzo chciałabym, żeby
Konrad nie chorował i żebym mogła codziennie być w pracy. Na siebie od powrotu
z macierzyńskiego L4 nie wzięłam.
Ja wiem, że nieobecność pracownika, to jest strata dla pracodawcy. Są u nas w
firmie ludzie, którzy ciągle "chorują", wszyscy wiedzą, co to są za "choroby"
i się śmieją. Te osoby też dostaną odpowiednio niższą premię i "trzynastkę",
tak samo jak ja - matka chorującego dziecka. I tu właśnie widzę
niesprawiedliwość, która jest źródłem mojego rozgoryczenia od wczoraj, od
kiedy usłyszałam, ile dostanę premii na święta ;(
Tak się chciałam wyżalić.