a.zaborowska1
01.12.09, 14:13
Wczoraj mieliśmy pierwszą wizytę u logopedki. Niestety u takiej
która ma średnie podejście do dzieci i niedużo nauczyła (pomogła)
mojej starszej córce. Jest dyrektorką poradni psychologiczno-
pedagogicznej w mojej mieścinie. Niestety tylko ona przyjmuje takie
maluchy jak Maciuś więc zapisaliśmy się na konsultacje.
Wchodzimy do pokoju gdzie stoi stolik na nim paczka kredek i czyste
kartki papieru. Macius wyjmuje sobie jedna kredkę, siada i zaczyna
rysować i co? I ja matka dostaję zjebkę. Dlaczego Maciuś nie wie, że
trzeba się zapytać czy może wziąść te kredki? Musi go Pani uczyć
zachowań społecznych, on nie może robić co chce?
W pokoju stały dwa regały różnych zabawek, klocków, których również
nie mógł dotknąć. I wizyta skończyła się na tym, ze następnym razem
mam przyjść sama. Nie dał nam mały ani porozmawiać, ani nic nie
chciał pokazać, chciał po prostu z tamtąd wyjść!
Czy wasze dzieci pytają o pozwolenie jak chcą coś wziąść w nowym
miejscu???????????????????
Bo ja jestem zadowolona jak zajmę go czymś na tyle aby dał mi
załatwić sprawę np. w Urzędzie. Jest pełnym energii chłopcem,
którego zajmują nowe rzeczy i fascynują korytarze. Niczego się nie
boi, nie wstydzi ludzi. Generalnie musi mieć zajęty cały swój czas.
Staramy się uczyć nasze dzieci zachowań społecznych min:
- wchodzimy do sklepu mówimy "dzień dobry" junior nie mówi więc nie
mówi, "do widzenia" Maciuś macha ręką papa.
- nie pozwalamy na zabieranie zabawek na placu innym dzieciom
- nie bijemy się
- nie krzyczymy
itd...
przyznam że Pani logopedka mnie wczoraj zdołowała :-( miałam już
cały dzień do bani :-/ poczułam się beznadziejna matką