metanira
25.06.10, 22:19
Pani ode mnie z pracy (nieco starsza od mojej mamy) znowu dzisiaj uraczyła
mnie swoimi "mądrościami" :/ Ja wiem, że w sumie nie ma się o co wkurzać,
tylko wpuścić jednym uchem, a drugim wypuścić, ale... No po prostu nie mogę w
milczeniu słuchać czegoś takiego :/
Otóż:
1. "jedynacy są nieszczęśliwi, każdy powinien mieć rodzeństwo, bo jedynactwo,
to kalectwo". Ona ma trzy siostry i nie wyobraża sobie nie mieć nikogo. A ja
jestem jedynaczką, nie jestem ani kaleka ani nieszczęśliwa i nie wyobrażam
sobie mieć rodzeństwo, nigdy też jakoś szczególnie nie tęskniłam za bratem czy
siostrą. Jej syn ma do niej pretensje, że jest sam (moim zdaniem nie ma
najmniejszego prawa do takich pretensji, jako, że jest adoptowany, bo ona -
koleżanka nie mogła donosić żadnej ciąży). A ja do moich rodziców żadnych
pretensji o brak rodzeństwa nie mam.
2. rodzina jej siostrzeńca - "to jest dopiero prawdziwa rodzina, gwar, ruch
itp." - siostrzeniec ma trzy córki. Czyli moja rodzina jest na niby. A co
jeśli ktoś nie lubi gwaru i ruchu, a woli, spokój i ciszę? Bo ja tak właśnie wolę.
Powiedzcie, jak można tak generalizować? Nie brać pod uwagę powodów pewnych
decyzji i nie szanować ich? Czy to kogoś powinno boleć, że ktoś ma jedno
dziecko? Mnie uwagi koleżanki osobiście nie dotykają, wiem, że to bzdury, ale
nie mogę słuchać spokojnie takich głupot.
Chcę mieć jeszcze jedno dziecko, ale nie dlatego, że uważam Konrada za kalekę
i że muszę "uprawdziwić" moją rodzinę. Ale nie krytykuję ani rodzin z jednym
dzieckiem, ani z dwojgiem, ani wielodzietnych, niech każdy ma, jak chce i lubi.
No, wywaliłam to z siebie ;)