malenkie7
20.09.10, 15:09
w nawiązaniu do wątku o fazach Lipciątek, musze sie cos Was podpytac, poradzić.
Bo mnie to niepokoi troche.
Piotrek mial rozne fazy od zawsze. Najpierw byla faza na samoloty. Ale to bylo gdy jeszcze nie gadal, tylko paluchem pokazywal i cieszyl sie jak szalony na widok samolotu na niebie, w tv, w ksiazeczce. Pozniej faza na wiatraki. Uwielbial patrzec jak sie kręcą, na żywo, w tv, jak cos bral do reki, to dopatrywal sie podobienstwa do wiatraka. I tak smigielko w samolocie stalo sie najatrakcyjniejszą czescią zabawki. Bo to maly wiatraczek. Krzyże nna cmentarzu tez mu wyglądaly jak wiatraczki.
Minelo.
Nastapila faza myjni. A dokladnie faza szczotek z myjni, co to sie kreca i myja auto. Wszystko jest teraz taka szczotką. Butelka, kregiel, pojemnik z ciastoliną. W jednej rece autko, w drugiej cokolwiek, co moze się obracac i udawac szczotkę. Albo sam udaje auto i myje sie szczotką
I wlasnie tego krecenia zaczynam sie obawiac.
Bo mlody nie chce za bardzo sie bawic niczym innym i w zaden inny sposob. Pobawi sie chwile, np klockami i wraca do ulubionej zabawy... Wizyta w myjni jest najwieksza atrakcją, i ciagle sie jej domaga.
Nie wiem, gdzie sie konczy granica zdrowej fascynacji a zaczyna cos co mozna juz nazwac patologią w zachowaniu?
Na ile te fascynacje sa zdrowe, a kiedy powinno sie niepokoic?