ja o tych fazach...

20.09.10, 15:09
w nawiązaniu do wątku o fazach Lipciątek, musze sie cos Was podpytac, poradzić.
Bo mnie to niepokoi troche.
Piotrek mial rozne fazy od zawsze. Najpierw byla faza na samoloty. Ale to bylo gdy jeszcze nie gadal, tylko paluchem pokazywal i cieszyl sie jak szalony na widok samolotu na niebie, w tv, w ksiazeczce. Pozniej faza na wiatraki. Uwielbial patrzec jak sie kręcą, na żywo, w tv, jak cos bral do reki, to dopatrywal sie podobienstwa do wiatraka. I tak smigielko w samolocie stalo sie najatrakcyjniejszą czescią zabawki. Bo to maly wiatraczek. Krzyże nna cmentarzu tez mu wyglądaly jak wiatraczki.
Minelo.
Nastapila faza myjni. A dokladnie faza szczotek z myjni, co to sie kreca i myja auto. Wszystko jest teraz taka szczotką. Butelka, kregiel, pojemnik z ciastoliną. W jednej rece autko, w drugiej cokolwiek, co moze się obracac i udawac szczotkę. Albo sam udaje auto i myje sie szczotką
I wlasnie tego krecenia zaczynam sie obawiac.
Bo mlody nie chce za bardzo sie bawic niczym innym i w zaden inny sposob. Pobawi sie chwile, np klockami i wraca do ulubionej zabawy... Wizyta w myjni jest najwieksza atrakcją, i ciagle sie jej domaga.
Nie wiem, gdzie sie konczy granica zdrowej fascynacji a zaczyna cos co mozna juz nazwac patologią w zachowaniu?
Na ile te fascynacje sa zdrowe, a kiedy powinno sie niepokoic?
    • a_beatle Re: ja o tych fazach... 20.09.10, 15:23
      Ja bym się nie martwiła:-) ja mam w domu teraz kilogramy kamieni;-)
      Mam tez w domu całkiem dorosłego faceta, który fascynuje się koleją, rozkładami jazdy i zdjęciami pociągów. No i lubi dworce oczywiście;-)
      Świat jest pasjonujący, przecież towarzyszy temu radość odkrywania prawda?
      PS. Piękne zdjęcia:-)
    • gdynianka_11 Re: ja o tych fazach... 20.09.10, 15:41
      To po prostu fascynacja i radość zabawy. Przecież fantastyczne, że w zabawie dziecko może być wszystkim, nawet samochodem w myjni. Ja bym się nie martwiła. Moja córka ma na przykład wymyślonych przyjaciół, którzy bardzo często chodzą z nami na spacery:) Nie daj Boże jak zamknę drzwi zanim wszyscy zdążą wyjść:) Pytałam się, czy ich widzi, bo też trochę się niepokoiłam, a córcia mi na to " no co ty, mamo, przecież oni są na niby".
    • aga_junior Re: ja o tych fazach... 20.09.10, 15:42
      Powinny niepokoić gdy żyjemy tylko tą fascynacją i tylko na jej temat mamy potrzeby rozmawiać. Bynajmniej tak twierdzą psycholodzy.
      Musiałabyś się przyjrzeć głębiej swojemu dziecku, czy naprawdę nie bawi się innymi rzeczami?
      Łyżką, patykiem, samochodem itp?
    • metanira Re: ja o tych fazach... 20.09.10, 17:08
      Mój Konrad od dawna ma jedną fazę, mianowicie układa samochody jeden za drugim, jak się skończą samochody (a ma ich naprawdę duuużo...), to układa inne pojazdy (lokomotywy, wagony, ładowarkę, kombajn, samoloty, śmigłowce itp.). Twierdzi, że stoją w korku albo jadą, albo właśnie stanęły na czerwonym świetle itp. Układane drogi i tory Wadera służą wyłącznie do układania, jak są już ułożone, to się nimi nie bawi, tylko się im przygląda. W ogóle mam wrażenie, że chodzi właśnie głównie o układanie. Jak rysuje, to twierdzi, że to droga/ulica, po której jadą samochody. Powinnam się martwić? Dotąd uważałam to za typowo męską/chłopięcą fascynację motoryzacją/mechaniką ;) Zwłaszcza, że uwielbia jeździć np. samochodzikiem, czy autobusem po płaszczyznach na wysokości oczu obserwując kręcące się koła...
    • szalona_wielorybica Re: ja o tych fazach... 20.09.10, 20:06
      Malenkie, granica między pasją a fiksacją jest tak płynna, że chyba tylko bardzo doświadczony psycholog może ją określić.
      Jeżeli naprawdę niepokoją Cię jego zabawy i zauważasz dodatkowo jeszcze jakieś niepokojące zachowania (bo jeśli to tylko zabawy to bym dała sobie spokój), wybierzcie się do psychologa dziecięcego, niech spojrzy na Piotrusia i rozwieje Twoje wątpliwości.
      Z tego co piszesz fascynacje są bardzo silne, mnie właśnie ta ich intensywność najbardziej by niepokoiła, ale tu znowu.. wszystko jest względne.
    • smolineczka Re: ja o tych fazach... 20.09.10, 21:21
      moja córka, jak córka gdynianki, ma wymyślonych przyjaciół... przypomniałaś mi swoim wątkiem o moich własnych niepokojach - bo rzeczywiście, dobrze dziewczyny napisały, granice są płynne, i każda gra może niepokoić o ile te granice przerasta... ale myślę, że to, że nasze dzieci żyją grą jest w ich wieku normą, gra jest elementem poznawania życia niezbędnym do dalszego rozwoju. a że kogoś fascynyje jedno zajęcie, a kogoś innego - inne, a jeszcze inne dziecko ma zajęcia bardziej urozmaicone to pewnie też kwestia temperamentu i przyszłych zdolności
      • malenkie7 Re: ja o tych fazach... 21.09.10, 14:51
        rozmawialam narazie z naszą neurologopedką - powiedziala, ze jest ok, że dzieci tak mają, oczywiscie obserwowac i takie tam... sama juz nie wiem, co jest normą, co dziecięcą spontanicznością, a co patologią. doskonale wiem, ze mam schizy i zawsze doszukuje sie niewiadomo czego, ale nie chcialabym też czegos przegapic, zignorowac.
        dodam, ze jeszcze byla faza na szlaban - i wszystko bylo szlabanem: wykalaczka, dlugopis, lyzka, kredka. szlaban otwieral sie,zamykal, nawet w pewnej chwili paluszki byly szlabanami.
        Piotrek poki co bardzo ladnie sie rozwija, bardzo duzo mowi, opowiada wrecz, codziennie mnie zaskakuje nowymi zdaniami, jest wrazliwy, wyczuwa nasze emocje, dzieli sie swoimi uczuciami z nami, bardzo ladnie zaklimatyzowal sie w przedszkolu.
        no cóż, bedę obserwować.
        • uczula Re: ja o tych fazach... 22.09.10, 00:17
          wiesz, mysle, ze byloby to niebezpieczne w chwili gdyby sie nie zmienialo
          Tz ta faza na smigla trwala od zawsze do teraz i nie widac by bylo konca.. - to mnie by zaniepokoilo
          A jezeli sie zmienia to chyba dobrze
          Jeszcze jedna rzecz - gdyby dziecko za odmowe ulubionej zabawy dostawalo histerii albo nie przyjmowalo do wiadomosci ze mozna sie inaczej bawic.

          Ech.. u nas Michal ma swoja ulubiona zabawe do ktorej powraca - krecenie sie z autami w kolko
          :/ i tak to juz trwa od....2 lat
          minimum. od chwili gdy mogl to robic.
          www.youtube.com/watch?v=1qQMON-TtOo
          tak to wyglada - tutaj na filmie mial 38 stopni goraczki...to jest o tyle niebezpieczna zabawa, ze on nie patrzy gdzie sie kreci o i nie uwaza na swoja glowe...
          pocieszam sie mysle, ze w chwili obecnej to sa juz coraz rzadsze zabawy.
Pełna wersja