My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow

28.10.10, 09:32
artykul, ktory przynosze z innego forum. czytalam ze smiechem i nostalgia:

www.eioba.pl/a134371/my_dzieci_tamtych_rodzic_w
a tu drobny cytat:
My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
    • szaszanka21 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 09:44
      Czytalam i "płakałam " ze śmiechu.No i cośmy najlepszego zafundowali naszym dzieciakom!Kochane,cudowne lata -wróccie!!!!! :D
      • aga_junior Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 09:59
        Oj! Tak! Pamiętam do dziś zabawy w podchody o 12.00 w nocy w wieku 6 lat :-)
        Sama jeździłam kilka przystanków po Warszawskiej Pradze aby zrobić sobie zakupy szkolne do I kl. podstawówki oczywiście sama z koleżankami.
        Leczenie bakami, smalcem z borsuka itd.

        Teraz możemy powspominać...
    • cui Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 10:01
      Rewelacja :)
      Dadam od siebie, że sama pamiętam zabawy na niedokończonej budowie i gwóźdź, któy wbił mi się w głowę (blisko skroni). Mama potraktowała mnie fioletem i wyglądałam jak głupek :)

      Mój tato woził mnie "Komarem" (taki motor) w samodzielnie zrobionym krzesełku. Bez kasku.

      A z przedszkola odbierała mnie starsza siostra :)

      No i regularnie bawiliśmy się w piwnicy bloku, znosiliśmy do domu ptaki, które wypadły z gniazda a potem, jeśli któryś pisklak zdechł, robiliśmy im pogrzeb pod osiedlowym mostkiem (nad rzeczką, zwaną "Smródką").

      W Smródce płyną niezły syf :) Ale zimą, jak Smródka zamarzła to jeździliśmy tam na łyżwach :)
      • aga_junior Cui 28.10.10, 16:21
        cui napisała:
        > W Smródce płyną niezły syf :) Ale zimą, jak Smródka zamarzła to jeździliśmy tam
        > na łyżwach :)

        u mnie na Pradze był "Kanałek" :-) ale M miał "Smródkę" :D
        • cui Aga 28.10.10, 16:30
          To może Smródka M. i moja to ta sama Smródka ;)))
          • aga_junior Re: Aga 28.10.10, 16:33
            A gdzie ty mieszkasz? to się wyjaśni :D?
            • cui Re: Aga 28.10.10, 16:43
              Teraz w Krakowie, ale kiedyś jakieś 100 km bardziej na południe ;)
              • aga_junior ciu 28.10.10, 19:05
                No to my koło Warszawy ale wiesz ze "smródki" pozostała rzeka "Długa" się nazywa ;-)
      • shemreolin Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 29.10.10, 21:26
        Ja mieszkam niedaleko Smródki. :D
    • lipiec_2007 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 10:11
      a mnie sie wlasnie przypomnialo, jak w bolacy zab mama wkladala mi wate nasaczona spirytusem. ale to byl fajny smak!

      bardzo bym chciala, zeby i moje dzieci zakosztowaly takiego dziecinstwa. ale czy to w ogole mozliwe?
      • lipiec_2007 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 11:28
        pamietam, jak na ulicy przed domem gralismy w pilke, badmingtona, gralismy w klasy czy w gume. teraz na tej samej ulicy jest ruch jak na marszalkowskiej!

        pamietam jak buszowlam z kolezankami w polu z zytem, albo jak skakalysmy na siano z drabiny, biegalysmy po lace i zrywalysmy kwiaty. teraz u wiekszosci dzieciakow takie zabawy moglyby grozic pewnie wstrzasem anafilaktycznym z nadmiaru pylkow.

        a jazda na jednej wrotce albo na jednej lyzwie? bo mialysmy tylko jeden komplet na trzy osoby! a jaka to byla frajda. i kto myslal o zakladaniu kasku i ochraniaczy?
        • dorka3078 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 11:59
          ja też jestem z patologicznej rodziny ,ale fajne te wspomnienia
        • olcia.kaktus Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 18:49
          ooo tak, gra w piłkę i badmintona na ulicy i zwiewanie, jak jechał samochód, chodzenie po drzewach, skakanie na sianie, a jak był czas żniw, to chyba z 10-cioro dzieciaków zabierało się na kombajn!!!
          Nocne ogniska, najadanie się jeżynami, jagodami i "niczyimi" jabłkami.
          I zostawało się w domu samemu, gdy tata już wyszedł, a mama jeszcze nie wróciła z dyżuru.
          Zła sąsiadka tez była.
          I picie wody z kałuży.
          AAAA jeszcze skradanie się do płotu, gdzie stacjonowały wojska rosyjskie pod Łodzią. To było przeżycie. A oni tam rakiety mieli. i pogonili nas nie raz. I chodziliśmy po zsypach w blokach
          i po budowach. i gwóźdź wbity w nogę. I noga rozwalona od śruby rowerowej - mama sama zszywała..
          Ogólnie wszyscy chyba mieli fioletowe kolana - to było tak normalne he he....
          I nikt się nie przejmował, nie litował. A sąsiad mógł nas pogonić i czasem nawet wlać, jak dał radę. I nikt nie podawał go na policję. Pamiętam też, jak ojciec wlał mi mojemu koledze, jak nabroiliśmy (spuściliśmy powietrze z koła samochodu na parkingu) i jego ojciec mojemu dziękował i piwo stawiał heheh.
          Aaaaaaale patologia. A jakie przeżycia .Rodziców za wiele rzeczy by wsadzili teraz, a to była normalka.
          • aga_junior Olcia 28.10.10, 19:12
            naprawdę piliście wodę z kałuży :D ? Mnie to jakoś ominęło :D ale za to jedliśmy śnieg :D
            A jak znaleźliśmy dżdżownicę lub pijawkę to dopiero była zabawa. Kroiliśmy ją znalezionym szkłem.
    • klarysa007 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 10:45
      Nie ma szans na takie dzieciństwo dla naszych dzieci :)
      Za mało mamy teraz czasu i zbyt wiele zagrożeń pojawiło się w naszym codziennym świecie. Kiedy byłam w podstawówce mieszkałam w 4 piętrowym bloku, który miał 8 klatek. Znały się z niego wszystkie dzieci i każda mama znała dzieci sąsiadów - może nie po imieniu ale wiedziała do kogo iśc z "interwencją". Od 5 lat mieszkam w 10-cio piętrowcu, który ma tylko 2 klatki. I nadal mam problem z rozpoznaniem czy to moja sąsiadka stoi przed blokiem. Jesteśmy w takim pędzie, że nie widzimy i nie rozpoznajemy ludzi wokół, a na dodatek boimy się ingerować w ich życie aby nam to bokiem nie wyszło.
      Niestety 21 wiek dał nam milion możliwości i milion ograniczeń.
      • kogosia Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 11:06
        no ja tez jestem z rodziny patologicznej:))

        Czytając ten artykuł przypomina mi się książka Katarzyny Grocholi, Zielone Drzwi. Ona w niej wspomina swoje dzieciństwo i opisuje zabawnie swoje historie.
    • amalota Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 11:16
      No i jeszcze graliśmy w "noża". Rysowaliśmy scyzorykiem kółko na ziemi, dzieliliśmy na tyle części, ile jest dzieciaków, a potem rzucaliśmy tym nożem, żeby się wbił w ziemię i odcinaliśmy kawałek poletka od innej osoby na przedłużeniu wbitego ostrza.
      • lilka.k Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 11:19
        rany, w noża też gralismy..teraz bym zawału dostala jakbym zoibaczyla, przysiegam..a wtedy to fajna zabwa byla..szok, nie? :)
        • anula_82 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 12:10
          swietny artykuł.. przyznaję, pochodze zatem z rodziny patologicznej :))
          i w tego noża też graliśmy, bieganie w zbożu albo rzepaku i skakanie na stogu siana, co groziło wpadnięciem głeboko gdzies tam...można wyliczać rzeczywiście...rany!!
          czasy tamte naprawde wspominam miło.
          • alcea3 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 12:21
            ja tez z patologi jak nic :D
            W noza tez grałam :P

            Mnie strasznie zawala wspomnieniami to:
            www.youtube.com/watch?v=z95jFK6UxW4
      • amalota Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 15:52
        A i jeszcze mi się przypomniało, że mieliśmy daczę (tak to się wtedy nazywało) niedaleko zalewu i rzeki i mając kolo 6-7 lat z młodszym rodzeństwem i kuzynowstwem sami chodzilismy nad rzekę i do lasu. Pamiętam też podstawówkowe włoczenie się wieczorami u babci na wakacjach. Na pewno też po nocy, bo pamiętam, że oglądalismy spadające gwiazdy.

        I jeszcze dziadek robił mi łuk z gałęzi, a strzały, którymi strzelałam były specjalnie zaostrzone na końcach. No i strzellalismy też z procy. I z karbidu. Komu rodzice by teraz pozwolili na taie zabawy?;)
    • boazeria Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 15:38
      ja do I klasy podstawowki jezdzilam juz sama autobusem przez pol miasta
      pamietam jak trzymalam sie kurczowo poreczy przy kierowcy bo jak dalej mnie zepchneli to bylam za mala zeby przez okno wyjzec i nie widzialam gdzie wysiasc :-)
      • aga_junior Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 16:33
        Pamiętam jeszcze jak u Babci na wsi wszyscy w niedzielę po kościele jechali do miasteczka, chłopy na piwo a dzieci na lody z automatu. Mam w nozdrzach zapach tego piwa, które zawsze próbowałam :D
        U dziadków było też skakanie po sianie w sienniku, który był 3m wysoki, jeżdżenie na koniu bez żadnego zabezpieczenia, uciekanie przed krową, która nie lubiła dzieci, jedzenie warzyw w ogródku aż ziemia zgrzytała między zębami, surowej kukurydzy, owoców z drzew ...
        Jak teraz pojechałam tam ze swoimi dziećmi na 50 km2 nie zobaczyłam nawet jednej krowy.
    • lee_a Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 21:37
      ja do pierwszej klasy podstawówki jeździłam 2 km rowerem a jak miałam 12 lat to odbierałam z przedszkola młodszą siostrę. A bawiąc się w podchody po nocy mój kuzyn wpadł do gnojówki. To były czasy...
      • burdziaa Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 21:49
        miło poczytac,ze nie tylko ja (my z bratem) wyczynialismy takie cuda- uwielbialam rzucanie nożem,raz o mało nie skonczyło sie tragicznie bo wbiłam psiapsiółce z pietra wyżej noz w nogę,na szczescie w udo-tetnicę ominęło...
        a za blokiem mielismy taka wioske indianską drewniana,gdzie po zmroku zbierały sie pijaczki i załatwiali swoje potrzeby do piasku-a my potem w tym piasku sie tarzalismy i nie raz ogromne drzazgi wbite bo to drewniane było i nikt tego nie konserwował.
        Pamietam jeszcze pikniki pod balkonem(mieszkalismy na parterze ) wieszalo sie koc i byla zabawa,gra w klasy,w gume,w kolory,na trzepaku to standart.Ja oprocz tego chodzilam do szkoly muzycznej,oczywiscie sama przez cale miasto,rowniez wieczorami wracałam...a jak bylam w 3 moze 4 klasie jezdzilam sama z moim 3 lata młodzym braciszkiem nocnym pociagiem z nad morza przez cala Polske,az wierzyc sie nie chce !
        • burdziaa Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 21:51
          i stanie w gigantycznych kolejkach bo papier rzucili albo kiełbaske,picie w woreczkach pite na spolke z jednej słomki i oczywiscie oranzada z saturatora ze wspolnej szklanki
          • lee_a Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 28.10.10, 21:54
            oranżadka w woreczkach to było coś! a pamiętacie taką musującą co się na język sypało? ale to musiało mieć cukru, co? ;)
    • paris4 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 29.10.10, 09:00
      hmm to mnie "patologiczne" dzieciństwo ominęło - mama byłam z nami w domu dopóki nie skończyłam 10 lat, do pierwszej klasy byłam odprowadzana przez mamę lub mamy innych dzieci (zorganizowały sobie mamuśki dyżury) potem miałam już szkołę bliziutko nie musiałam nawet przechodzić przez ulicę, więc chodziłam sama
      nie przypominam sobie żebym była zostawiana sama w domu za lat szczenięcych
      na podwórkowe włóczenie się specjalnie nie było czasu bo miałam mnóstwo zajęć dodatkowych - wszędzie mnie gnało
      wakacje też raczej zorganizowany wypoczynek
      Bardzo dobrze wspominam swoje dzieciństwo:)
      • tri-mamma Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 29.10.10, 09:09
        Wow!
        Dziewczyny, ile wspomnień!!
        Tez pamiętam wysypywanie na język oranżady musującej na przerwie szkolnej.
        No i jedzenie śniegu, krojenie ślimaków szkiełkiem... i jazda na jednej wrotce :))

        Klarysa ma rację, nie mają nasze dzieci na to szans. Niestety za szybko i za intensywnie żyjemy.
        Zawsze moja teściowa opowiada, jak mój m jeździł sam autobusem w Wawie jako pierwszoklasista do szkoły. Kurde, nie wyobrażam sobie, żeby mój Janek miał od września SAM do szkoły jechać...
        • asiak_83 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 29.10.10, 09:40
          Oj, to ja też patologia, i to jeszcze jaka! Pamiętam jak ganialiśmy sąsiadce po polu a ona nas z widłami goniła :) Jako dziecko 7-8 letnie chodziłam z koleżankami i kolegami z podwórka do lasu i zbieraliśmy tam jagody, maliny, jeżyny a zimą w tym samym lesie robiliśmy skocznię narciarską i zjeżdżalismy na nartach i sankach (na wprost niej rosło wieeelkie drzewo). Latem brało się namiot i szliśmy do koleżanki na pole, wracało się na śniadanie. Jedzenie śniegu i owszem:) krojenie dżdżownic, żab i ropuch - też! Pamiętam jak tata i inni sąsiedzi wyciągali zimą węże ogrodowe i robili nam na ulicy ślizgawkę, samochody wtedy tam nie jeździły :) Oj, fajne to były czasy :)
          • asiak_83 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 29.10.10, 09:43
            a i pamiętam jeszcze jak z siotrą i kuzynką kładłyśmy się wieczorem na ulicy i czekałyśmy aż pojedzie jakiś samochód, jak jechał to zwiewałyśmy.
            • olcia.kaktus Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 29.10.10, 10:40
              ooo to też pamiętam, leżenie na ulicy i zwiewanie, gdy jechał samochód.
              Dżdżownice krojone szkiełkiem - ooo byliśmy okrutni, miałam wyrzuty sumienia do momentu, gdy na biologii pani nas uświadomiła, że dżdżownicy nic strasznego się nie dzieje i przeżyje, jeśli jej się ogon utnie ;) (wiem ona cała jest ogonem)
              I gra w noża! ooo to było to!
              A jeśli chodzi o oranżadkę w proszku, to mój mąż do tej pory kupuje sobie Visolvit i wcina na sucho ;)
              • boazeria Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 29.10.10, 15:29
                a bawiliscie sie w SYFA?? :-)))

                u nas szukalo sie najbrudniejszej butelki po oleju, umazana w jakims smarze i sie ganialismy i jak w kogos sie strafilo butelka to sie darlo "Syyyyyf!" i pozniej ta osoba latala z butelka az w kogos walnela

                pamietam jeszcze wybory MISS osiedla pod jakims pomnikiem Staffa a nagroda bylo przejechanie sie motorynka z kumplem

                mieszkalam na 4 pietrze w bloku i swiatlo nie dzialalo, wracalam z zabaw przed blokiem a tu pod naszymi drzwiami sasiad lezal i cos z niego cieklo,
                zbieglam na dol i zaczelam sie dzrec "mammmmmmmmoo! pan florczyk nie zyje!!! krew mu leci!!!"
                okazalo sie ze sasiad wracal z pracy taki narabany ze usnal pod drzwiami i sie zsikal
                • malenkie7 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 30.10.10, 08:34
                  dodam, ze ja będąc w I klasie podstawówki, sama chodzilam/jezdzilam na rowerze do szkoly, nikt mnie nie odprowadzal, nikt sie nie martwil, ze po drodze przytrafi sie cos zlego (wypadek, pedofil, etc). Kolezanka, ktorą wtedy odprowadzala i odbierala babcia, byla postrzegana przez rowesnikow jako dziwadlo.
                  jako kilkuletnie dziecko z kolezankami i kolegami kąpalismy sie w rzece, bez nadzoru doroslych, jezdzilismy na rowerach cale dnie, wcinalismy truskawki prosto z krzaczka z ziemią. Ech, mozna pisac i pisac...
                  • dorka3078 Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 30.10.10, 08:41
                    pamietam wracanie do domu w trampkach w śniegu bo zgubiłam buty albo drogę na skróty przez pole w kaloszach po wodzie ,bo taj fajniej a potem wyladowanie w tej wodzie bo pod hspodem był lód, jazdę na łyzwach po naszej smródce ,ech i jednego roku była taka zima że na mojej ulicy zrobił się lód i po niej jeździlismy na łyzwach ,dzisiaj spokojnie nie przejdzie się tam przez ulicę, zawsze ściągałam czapke kilkadziesiąt metrów od szkoły bo była "wieśniacka" ,oczywiście nikt mnie nigdy do tej szkoły nie odprowadzał, ech to były czasy
                    • lee_a Re: My, dzieci tamtych (patologicznych) rodzicow 30.10.10, 09:41
                      my zjeżdżaliśmy na tornistrach z górki, wszystkie książki potem suszyły się przy piecu :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja