au pair - czy ktoś był?

20.01.11, 21:05
Moja siostra chce wysłać swoją córkę jako au pair do jakiegoś kraju anglojęzycznego i szuka kontaktu do osoby, która coś takiego przeżyła i może się podzielić doświadczeniem i przeżyciami. Czy znacie kogoś takiego? Z góry dziękuję.
    • burdziaa Re: au pair - czy ktoś był? 20.01.11, 21:12
      Dorotka sporo moich kolezanek po liceum było na rocznych wyjazdach,i na studiach tez psiapsiolka 3 miesiace w Hiszpanii ale wiesz...czasy sie zmieniły,to było 10 lat temu.Roznie wspominały,zalezy do jakiej rodziny sie trafi,jakie obowiazki.
    • zalasso Re: au pair - czy ktoś był? 20.01.11, 22:03
      Dziewczyna z mojej rodziny była (ale taka siódma woda po kisielu) i świetnie nauczyła się języka, zarobiła sporo kasy, ale mieszkała w pokoju urządzonym w piwnicy, miała 2 tygodnie wolnego przez cały rok pracy tam. Ogólnie pozytywne wrażenia. To było jakieś 7 lat temu, była w Niemczech.
      Moja dawna koleżanka była w USA jako au pair i już nie było tak wesoło, bo rodzina miała bardzo wyśrubowane wymagania, a dzieci było czworo i już po kilku tygodniach wróciła do Polski.
      Za to kuzynka M. mojego prawie 20 lat temu pojechała do USA i tam poznała swojego męża (poznanego przypadkiem na ulicy, gwoli wytłumaczenia :)) i mieszka w Stanach już 17 lat chyba i ona akurat pobyt bardzo miło wspomina :)
      • spodnica_w_kratke Re: au pair - czy ktoś był? 20.01.11, 22:20
        ja bylam, ale na krotko-taka byla umowa. I mam jedna rade-bardzo dokladnie omowic warunki, nie zakladac,ze cos jest oczywiste i tak bedzie. Ja uwazalam-po opowiesiach kolezanek-ze wolny weekend to absolutna norma, ba nawet czasem wolne ma sie juz od pt po poludniu. Tymczasem nie mialam wolnego w ogole. Jedyne dwa dni jakie udalo mi se dostac na wyrawe nad wodospad i tyle. 7 dni w tyg opieka nad 2 dzieci, w weekend dochodzilo czasem i trzecie (jego opiekunka mieszkala u swojej rodziny, konczyla prace w sob w poludnie i przychodzila w pon), a ja bylam od switu -czyli od ca 7 jak dzieci wstaly do ca 21 zaangazowana w opieke. po 2 tygodniach malam ochote rzucic wszsytko i wracac. Wtedy dzieci poszly do szkoly i tyle wolnego mialam co one byly w szkole. Byly tez plusy-mimo wszsytko udalo mi sie poznac miasto i jakas przygoda, sprawdzian siebie, no i pobyt w Kanadzie, co do dzis wspominam z rozzewneniem:). Ale drugi raz bym nie pojechala, bo jednak 7 dni w tyg to bylo za duzo.
    • iwaolej Re: au pair - czy ktoś był? 20.01.11, 22:51
      ja byłam w USA , wspominam BDB. Zalezy od rodziny oczywiscie. Ja wyjazd bardzo polecam.
      W razie pytan służę pomocą iwaolej at interia.pl
    • mareszka Re: au pair - czy ktoś był? 21.01.11, 00:54
      Jako niegdysiejszy nauczyciel języka gorąco polecam au pair: nauczy się języka, wydorośleje, stanie się bardziej samodzielna, nauczy się trochę życia.
      7 lat temu pomagałam organizować wyjazdy moim uczennicom (uczniom też ;)). Poszłamwtedy do najbardziej renomowanej agencji w mieście na zwiady. Uprzedzam, że moje informacje mogą być nieco "nieświeże".
      Agencja au pair powinna mieć coś w rodzaju licencji, którą można potwierdzić urzędowo, a warto to z robić. współpracowałam też kiedyś z fundacją La Strada i wiem, że można się boleśnie naciąć. Dobra agencja powinna mieć podpisane umowy międzynarodowe i wskazać możliwość urzędowej weryfikacji pozwoleń. Dobra agencja kosztuje drożej, co nie znaczy, że zarobisz mniej, bo koszty ponosi rodzina przyjmująca, po prostu trafia się do lepszych, bogatszych rodzin.
      Agencja, którą wybraliśmy do współpracy posiadała przedstawicieli w miastach, do których jechały dziewczyny. Wówczas w każdej chwili można w razie problemów poprosić o pomoc. Nasza agencja miała w umowie bardzo dokładnie opisany zakres obowiązków: wyłącznie rzeczy, które się robi przy dziecku, jeśli gotowanie to tylko dla dziecka, prasowanie, to wyłącznie dziecięce ubrania, żadnych zakupów czy sprzątania. Wszelkie rzeczy spoza umowy musiały być dodatkowo płatne i za zgodą. Ponad to określony był ściśle wymiar czasu pracy, a także obowiązek uczęszczania do szkoły. Uczyły się tam języka, spotykały inne oupairki. dwa razy w tygodniu od 17 szkoła, opłacana przez rodzinę, poza tym rodzina musi zagwarantować dojazd na zajęcia. Co drugi weekend "wychodne", a jeśli pracuje dodatkowe wynagrodzenie.
      Kilka dziewczyn (takich silniejszych fizycznie) zachęciłyśmy do skończenia kursu do pracy z dziećmi upośledzonymi (ta agencja wskazała nam gdzie). Wtedy było wyższe wynagrodzenie, łatwiej znaleźć rodzinę i mniejszy zakres godzin i obowiązków. Jeśli dzieje się cokolwielk co aupairkę niepokoi, dzwoni do koordynatora i wtedy się z nim spotyka i ustalają sposoby rozwiązania problemu. Jedną naszą dziewczynę przenieśli. Tam były dzieci, które chodziły do przedszkola i rodzina chciała, żeby w czasie pobytu dzieci w przedszkolu dziewczyna im sprzątała, gotowała, robiła zakupy. Nawet chcieli jej za to płacić, ale ona nie dawała rady. Więc koordynator podjął decyzję o przeniesieniu do innej rodziny.
      Jedna moja dziewczyna trafiła do francuskiej arystokracji ;) Miała własny domek w ogrodzie i w sumie to zawoziła dzieciaki do przedszkola, potem na inne zajęcia. Wieczorem dawała im jeść (ugotowane przez pomoc domową), potem 1,5-2h bawiła się z nimi, grała w gry, czasem kładła spać. co drugi weekend wyprawa jakieś zoo, disneyland, pikniki (razem z rodzicami). A oni jej jeszcze dopłacali jak poszła z dzieciakami na zakupy (np kupić im kurtki czy buty). Kupowali jej prezenty, ciuchy, traktowali jak starszą córkę. Potem poprosili, żeby została z nimi jeszcze na wakacje (umowę miała do czerwca) i najpierw była z babcią i dzieciakami na Majorce, potem z rodzicami na Bali. Nakupowali jej słowników, pościele jakieś (kazali jej zabrać), trochę drobnych sprzętów domowych, które uznali za potrzebne. To był najbardziej "ekstremalny" przypadek. Ona jeszcze kilka lat jeździła do nich na wakacje.
      Inny ciekawy przypadek, to jedna dziewczyna po miesiącu sprowadziła do siebie swojego chłopaka, bo okazało się, ze rodzina szuka też mężczyzny do różnych prac w domu i ogrodzie (opieka nad ogrodem, drobne naprawy).
      Ale był też przypadek rodziny bardzo zaborczej. Strasznie pilnującej "dobrych obyczajów" żadnego wracania po 22, żadnych gości w domu, żadnych wypadów weekendowych.
      Z ich doświadczeń wiem, że po pierwsze warto mieć umowę, w której jest zawarty zakres praw, obowiązków i wynagrodzenie. Po drugie warto też już po przyjeździe ustalić od razu z góry kwestie, które mogą być drażliwe.
      Po pierwszym wyjeździe uczennic było tyle chętnych ze szkoły, że pani z agencji śmiała się, ze powinnam do nich na etat przejść ;) Bo dla agencji też ważne były referencje kandydatek. I ja jako nauczyciel byłam dla nich wiarygodnym opiniodawcą. Kiedy agencji nie interesują żadne referencje, albo wcale ich nie sprawdzają (mnie sprawdzali, dzwonili do szkoły, ponieważ było blisko pani nawet się pofatygowała), to coś jest nie halo. Dobra agencja nie puści w swoim imieniu nie wiadomo kogo. O agencje z "dobrą marką" można popytać np w British Council, albo w Aliance Francaise (nie wiem do jakiej strefy językowej dziewczyna ma jechać).
      Kilka osób pojechało też z Columbus Club, do Wielkiej Brytanii na Kabaczki, kapustę i coś tam jeszcze. Też fajna sprawa, bo młodzi ludzie z całego świata mieszkają razem, pracują na świeżym powietrzu, ogólnie jest im fajne, raźnie i wesoło. Też wszyscy byli bardzo zadowoleni.

      Jak mi coś jeszcze się przypomni, to napiszę, jak chcesz, to pytaj.
    • maryjka60 Re: au pair - czy ktoś był? 21.01.11, 08:36
      Dziewczyny serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, jak zwykle jesteście skarbnicą wiedzy. Jeśli pozwolicie to udostępnię tego posta siostrze i jeśli będzie miała jeszcze jakieś pytania to zwróci się bezpośrednio do Was, oki?
Pełna wersja