Na smutno...

06.02.11, 09:01
Dziewczyny wczoraj pod nieobecność moich rodziców w domu suczka mojej mamy zagryzła drugą ciężarną i to taką na "ostatnich" nogach. Całą noc oka nie zmrużyłam mama dzwoniła do mnie tak spłakana tata pierwszy raz w życiu też zalewał się łzami. Doszli do wniosku,że ją wydadzą do domu gdzie nie ma innych psów i zaraz jadę ją oddać... Musze po nią iść a wiem,że mama będzie płakać :( Boje się normalnie brzuch mnie boli,głowa pęka. Suka którą wywoże zawsze była zazdrosna o tą drugą ale żeby mały york zagryzł a wręcz rozszarpał drugiego? w głowie mi się to nie mieści.
    • cui Re: Na smutno... 06.02.11, 09:26
      Pati... bardzo mi przykro... Tak to jest w świecie zwierząt, możemy się tylko domyślać dlaczego to zrobiła. Natura rządzi się swoimi prawami.
      Natomiast nie wiem czy dobrym posunięciem jest oddawanie suczki do obcych ludzi... To bardzo dotkliwa kara... A może ta druga suczka zaczęła rodzić i ta pierwsza chciała jej pomóc... nie wiem. Myślę, że Twoi Rodzice powinni jeszcze raz przemyśleć sprawę jej oddania.
      Ściskam!
    • alcea3 Re: Na smutno... 06.02.11, 09:32
      Przykre, ale wlasnie dlatego bałąbym się miec psa przy małym dziecku. NIGDY ie wiesz co takiemu psu strzeli do głowy ;/
      • monikaj21 Re: Na smutno... 06.02.11, 09:51
        Straszne... Ja też myślę, że zwierzętom nigdy nie można ufać do końca...
        • pati_poznan Re: Na smutno... 06.02.11, 10:48
          Już wróciłam Pixi wydana. Rodzice powiedzieli,że nie mogą jej po tym zdarzeniu zostawić w domu. Obie suczki spały z rodzicami w łóźku obie były tak samo traktowane. Suzi miała rodzić za kilka dni ona ją zażarła z taką zawziętością rozszarpała jej pachwiny brzuch i szyje. Mama powiedziała,że nie chce jej widzieć tata był tego samego zdania więc zastanawiać się nie było nad czym. Teraz myśle co będzie jak pójdziemy tam z Julką a piesków nie będzie :(
          • klarysa007 Re: Na smutno... 06.02.11, 11:38
            Okropna historia :( Ale rozumiem decyzje o wydaniu psa, bo nie wyobrażam sobie jak miałabym takiego zwierzaczka przytulac czy głaskać... Mimo, że może był tam jakiś powód? to naprawdę ciężko to sobie wytłumaczyć i przejść do porządku dziennego.
            • paris4 Re: Na smutno... 06.02.11, 11:50
              Bardzo przykra sprawa:(
              Musiał być jakiś powód, zadziałał jakiś zwierzęcy instynkt.
              Tak bywa czasami nie tylko z psami, ludziom też nie zawsze do końca można zaufać...
              Współczuję zwłaszcza rodzicom:(
              • dmgr Re: Na smutno... 06.02.11, 19:46
                Brrry. Ja ogólnie nie lubię psów. Wiem, że może to dziwne ale ogólnie się ich boję i nie cierpię zapachu. A jak słyszę takie historię. Współczuję i przytulam.
    • qwoka Re: Na smutno... 06.02.11, 20:54
      O matko straszna historia. Ja coraz bardizej boje sie psów i chyba nigdy nie bede miała. Pies moich rodziców jest wlasnie taki nieprzewidywalny i boje się za kazdym razem jak zostawiam tam dzieci. Już raz chcielismy go oddać, ale to nie jest takie proste.
      Generalnie uważam, że często bardziej humanitarne dla takiego zwierzaka jest uspienie go niż oddanie obcym ludziom. Oczywiście żależy to od wieku pieska i wielu innych czynnków, wiec nie generalizuje.
      • cui Re: Na smutno... 06.02.11, 21:49
        Dziewczyny... myślę, że trochę dramatyzujecie z tymi psami... York to małe zwierzątko, nie jest w stanie raczej zrobić krzywdy dorosłemu człowiekowi. Niemowlęciu prędzej.

        Niestety często tak bywa, że suki ze sobą rywalizują. Dlatego są takie okresy w ich życiu (zwłaszcza jak są razem, razem mieszkają), że trzeba je najnormalniej izolować.
        Nie wiem jak było u Pati, ale sądzę, że zadziałał właśnie jakiś niezrozumiały dla człowieka instynkt. Być może dałoby się temu zaradzić, nie wiem.

        Myślę, że suczka, która zagryzła ciężarną jest w wielkim szoku. Jeśli wychowywały się razem to z pewnością również przeżywa jej odejście. I dlatego uważam, że oddanie jej do innego domu może być dla niej bardzo destrukcyjne.

        A co do zwierząt i ludzi. Człowiek po to ma rozum, aby móc przeciwdziałać takim sytuacjom. Moi rodzice mają dwa owczarki niemieckie, moi teściowie - dwa labradory. I o ile w przypadku owczarków nigdy nie miałam do nich stuprocentowego zaufania o tyle wobec labradorów powinno się takie zaufanie mieć - bo to przecież taka łagodna i przyjazna człowiekowi rasa. Niemniej jednak wobec obu ras stosuję zasadę ograniczonego zaufania i nie zostawiam dziecka samego z psami. A jeśli zostawiam (np. bawiące się na ogrodzie) to doglądam często i regularnie. Niemowlęcia w wózku nigdy nie zostawiałam z psami biegającymi gdzieś w pobliżu.

        Ot - taka prawda. Przyjmując zwierzę do domu bierzemy na siebie pełną za nie odpowiedzialność.
Pełna wersja