zabka11
28.03.11, 14:00
Wczoraj miałam cudowną , ale zarazem parszywą niedzielę....Byliśmy w Aquaparku, 7h;)....i po ok. 4h zgubiłam Jasia na basenie:(
Mimo miliona ostrożności, świadomości i uważania, trzymania go za rękę i wciąż "na oku", zgubiłam go z oczu, na sekundę!...w sposób dla mnie nie zrozumiały....
Byliśmy na placu zabaw, na takim zamku z siatki, z basenem z kulek w środku, bawił się już z 15 min, cały czas go widziałam, jak znikał, to wstawałam, i wołałam...był...i nagle patrzę nie ma Go.....szukam, wołam...w kółko tego zamku, nie ma...koleżanka z którą byłam, została na tym palcu, ja już czułam, że Go na nim nie ma zbiegłam na dół....do brodzika, bo myślę sobie tam poszedł, na zjeżdżalnię.... zdążyłam zgłosić ratowniczce, opisać Go, ta zgłosiła innym, ale nim zaczęli go szukać......zauważyłam jak wracał...."mamo szukałem Cię"...tam setki ludzi, on taki malutki w tym tłumie zgiełku i muzyce...wracał chyba do brodzika, bo tam mieliśmy "bazę"...nie mogło go nie być długo, może z 2-3 min....ale padłam na kolana, ugięły pode mną nogi, i głos mi w gardle stanął....ech.,..wiem, teraz wiem, że choćbym na sznurku go miała, to i tak zerwać się może;(
Gdybym nie uważała, nie miała ciągłej świadomości, że łatwo dziecko zgubić, to bym sobie do dupy nakopała, za brak czujności i olewactwo...ale ja wiem, czuję i przewiduję, czasami na wyrost...a jednak....można....i to mnie chyba najbardziej dołuje, że mimo całej mojej czujności, nie do końca mam na wszystko wpływ....
Z tego placu zabaw są 2 wyjścia, jedno zamknęłam, na taką bramkę, nie otworzyłby, przy drugim siadłam!!! z koleżanką rozmawiając, ale nie patrząc na nią, tylko cały czas na bawiącego się Jasia (za co ją nawet przeprosiłam), a jednak przeszedł koło mnie!!!, bo musiał by zejść po tych schodach.... nie zauważywszy on mnie, ani ja jego...i zszedł na dół mnie szukać.....nie wiem jak to się stało....
Tam na basenie, po chwili się ogarnęłam, ale w domu, wieczorem, jak wylazł ze mnie ten strach i wizje..."co by było gdyby"...to mnie w pół zgięło...dziś też jestem "nie sobą".
Nie wiem czemu, ale tym razem byłam tak potwornie przerażona, jakbym czuła, że jak go nie znajdę to "coś "się stanie....to takie irracjonalne uczucie, bo już kilka razy mi w różnych sytuacjach z oczu zginął, ale nigdy tak przerażona nie byłam...jak tym razem....
Pisze o tym od rana w mailach i dlatego napisałam i tu....by dać upust stresowi i głupim myślom.. pisanie zawsze mi pomaga, na co liczę i tym razem;)
Wczorajsze wydarzenie traktuję jako "prztyczek od losu"...choć nie rozumiem, co ten los chciał mi tym wydarzeniem "pokazać". Ja doceniam co mam, szanuje i nie potrzebuję takich przypomnień.....
Pozdrawiam