metanira
02.05.11, 21:46
I w dodatku mam poczucie, że się nie spisałam :(
Zaczęło się niewinnie. Konrad powiedział, że chce mnie poślubić (dokładnie tak się wyraził). Zaśmiałam się i odpowiedziałam, że nie może mnie poślubić, bo jestem jego mamą, a mamy poślubić nie można. No i zaczęło się. A dlaczego, a kto jest moim mężem, a po co itp. Powiedziałam, że kiedy dorośnie spotka panią, z którą zechce się o żenić, tak jak tatuś ze mną. A on zaczął płakać. Chyba zrozumiał, że będzie miał inną mamusię. Płakał, że on nie chce innej mamusi, że chce być zawsze ze mną. Oczywiście spokojnie tłumaczyłam, że zawsze będziemy jego rodzicami, a on naszym synkiem. Zapytał, czy jak będzie duży, to nadal będzie miał na imię Konrad. Nie mam pojęcia, skąd u niego takie problemy, czy to normalne, czy ma jakieś lęki, bo jakiejś jego potrzeby nie zaspokajamy? A może to ja przesadzam, może te pytania są najzupełniej normalne?
Potem było jeszcze gorzej :( Przypomniała mu się prababcia (moja babcia), która zmarła 4 miesiące temu. Płakał, że chce do niej, że nie chce, żeby umarła, że nie chce, żebyśmy umarli. Starałam się spokojnie i pogodnie tłumaczyć, prosto, ale bez ściemniania. Chciałam skończyć tę rozmowę, ale z drugiej strony nie chciałam uciąć wątku bez wyjaśnienia, żeby coś mu się w głowie niewłaściwie nie poukładało. Chciałam dać mu poczucie bezpieczeństwa i przekazać chociaż odrobinę stoickiego podejścia do rzeczy, na które nie mamy wpływu, nieuniknionych. Nigdy nie wciskałam mu kitu, że np. babcia wyjechała, mówię mu prawdę, prosto, bez straszenia, dostosowaną do wieku, ale prawdę.
Nie byłam gotowa na taką rozmowę. Nie sądziłam, że tak szybko będę musiała tłumaczyć kwestię upływu czasu, wyjaśniać problem śmierci. To nie był dobry moment na taką rozmowę, Konrad był zmęczony, jakiś taki rozmazany. Głaskałam, tuliłam, tłumaczyłam, ale pytania się mnożyły, coraz trudniejsze do wytłumaczenia 4-latkowi.
Nie jestem pewna, czy go uspokoiłam. Zostałam z nim aż zasnął (nigdy tego nie robię - zawsze zasypia sam), bo się bałam, że smutki go nie opuściły i będzie płakał samotnie w poduszkę, a ja tego nie usłyszę.
Myślicie, że jego pytania były adekwatne do wieku? Nie najlepiej się z tym wszystkim czuję... :(