Smutno mi jakoś...

15.02.07, 15:44
Nie wiem co sie ze mna dzieje. Od 2ch dni chodze podirytowana, zla, na
wszystko reaguje placzem... W mezu oparcia nie znalazlam- jak rycze to oglada
tvn turbo albo siedzi na allegro. Walentynki sie kompletnie nie udaly a
zywilam wielkie nadzieje w zwiazku z tym dniem bo to takze rocznica naszych
zareczyn....
Maz na moje pytanie co zrobil wyjatkowego dla mnie przez ostatnie 2 lata
powiedzial:
1. upieklem kiedys kurczaka
2. pozmywalem wczoraj a nikt mnie nie prosil
3. a pamietasz jak kupilem ci hot doga?
i potem uznal ze odbija mi i mam za duze wymagania.

Smutno mi jakos. Czuje gruba, brzydka. Siedze na zwolnieniu 3 miesiac-
nigdzie nie chodzimy. Nie mam nawet o czym rozmawiac... Nieatrakcyjna pod
kazdym wzgledem.
Czuje sie jakos jak NIKT.
Jedyne co mi daje radosc to jak czuje ruchy mojego skarba. Ale ciagle czekam
na wyniki aminopunkcji i wariuje :-(

Czy wy macie podpore w mezu? Rozumie was? Albo chociaz stara sie zrozumiec?
    • aninka79 Re: Smutno mi jakoś... 15.02.07, 15:52
      Kochana do mojego meza calkiem niedawno dotarlo ze bedac w ciazy kobieta ma
      hustawki nastrojow, burze hormonow i zmiany samopoczucia, ale to musiala
      uswiadomic mu jego mama :) Powiedzial mi kilka razy ze jestem marudna no wiec
      odpowiedzialam mu ze jakby nie zauwazyl to tak moze byc jeszcze przez kilka
      miesiecy dotarlo.
      Mysle ze mezczyzni do konca nie rozumieja stanu kobiety, no ale to juz nie od
      dzis wiadomo.
      Mysle ze powinna porozmawiac z mezem, powiedziec o swoich uczuciach, o tym ze Ci
      zle, moze jak wytlumaczysz lopatologicznie to dotrze.
      I przede wszystkim poswiec czas sobie, idz do fryzjera, kosmetyczki, kup jakis
      ciuch, nawet jezeli przybylo ci kilka kg to nie powod zeby przestac o siebie
      dbac - masz byc piekna, zadbana, a zobaczysz ze humor od razu Ci sie poprawi!!!:)
      • aniak1978 Re: Smutno mi jakoś... 15.02.07, 16:28
        Tak przykro słyszeć, że będąc w ciąży, mając prawa do różnych zachowań, mając
        prawo do wymagania, aby być rozpieszczaną i dopieszczaną pod każdym względem,
        mąż Cię nie rozumie i nie wspiera...

        Nie jestem psychologiem, ale "jego dobre uczynki" w okresie 2 lat są
        przerażające! Jeśli on dostrzega, że tylko takie masz potrzeby...

        Ja złoszczę się na swojego męża, gdy w niedzielę wieczorem jest nie pozmywane
        (to jest jego jedyny stały obowiązek w domu) i sterta naczyń straszy mnie w
        poniedziałek rano, ale widzę, że to nic.

        Mam natomiast inny problem - mój mąż, po urodzeniu naszego synka, stał się
        strasznie o niego zaborczy i zupełnie nie pozwala się nikomu zbliżyć do naszego
        dziecka, nie wspominając już o noszeniu go przez dziadków itp. Do tego stopnia,
        że nawet do kina nie wyszliśmy od prawie 2 lat, bo... z kim zostawić wieczorem
        malucha? Jak tylko wspominam o dziadkach to słyszę - z kina nici.

        Dla Twojego pocieszenia - ostatnio już do tego doszło, że stwierdziłam, że bez
        psychologa się nie obejdzie. Wybrałam - jak mi się wydawało - najlepszego,
        biegłego sądowego z ponad 25 letnim stażem. Najpierw sama się tam udałam, a
        potem... wysłałam męża (nie muszę chyba dodawać, że wizytę przekładać musiałam
        7 razy, bo mąż znajdował za każdym razem inny wykręt, ale w końcu postawiłam
        sprawę na ostrzu noża). No i wiesz co? Okazało się, że psycholog dla mojego
        męża jest "za słaby" - tzn. mąż rozstroił psychologa nerwowo, ten zaczął na
        niego podnosić głos, krzyczeć itp. Potem przeprosił za swoje zachowanie i
        powiedział, że potrzebny mu ktoś lepszy. Tylko kto??? Psychiatra???

        Śmieję się, ale zarazem też martwię - ta sprawa bardzo rzutuje na nasz związek
        i boję się, co będzie, gdy pojawi się drugie dziecko - czy mąż będzie umiał je
        kochać tak samo (czasem są przypadki, gdy dla jednego dziecka rodzic jest
        nadopiekuńczy to drugie potrafi wręcz nienawidzieć, ale to już skrajne
        przypadki), czy znowu roztoczy nad nim nieprzepuszczalą warstwę, i jak będzie
        wyglądało nasze partnerskie życie?

        Jakieś podpowiedzi dla Ciebie? Może podsuń mężowi artykuł lub poradnik o tym,
        jak kobieta może czuć się w ciąży, może takie poradnik dla przyszłych tatusiów
        (bardzo fajna sprawa), jeśli będziesz się zapisywać do szkoły rodzenia idź tam
        koniecznie z mężem - wytłumacz, że dla Ciebie jest to bardzo ważne, aby również
        on poznał tajniki przygotowania do porodu, przebiegu porodu (jeśli
        zdecydujecue, że będzie przy tym obecny) i opieki nad noworodkiem oraz potem
        wspierał Cię, szczególnie w pierwszych, najtrudniejszych dniach z maluszkiem.
        Fryzjer, kosmetyczka - jak najbardziej polecam. Sama wczoraj wybrałam się do
        fryzjera i chcąc zrobić niespodziankę mężowi... obcięłam włosy z bardzo długich
        na dość krótkie (tak ok 25 cm :-) No i przyznam, że zmiana nieco poprawiła mi
        humor. A dzisiejsze komentarze w pracy - że wyglądam jak gimnazjalistka (mimo
        30 lat), że bardzo mi do twarzy, że super itp - oooo, sama słodycz! Takie
        pochwały przez cały dzień :-)

        Życzę Ci, aby jednak mąż jak najszybciej dostrzegł Twoje prawdziwe potrzeby i w
        końcu zrozumiał, że ciąża to ciągła huśtawka hormonalna i masz święte prawo
        czuć się gorzej lub mieć humorki. To jego zadanie, aby właśnie w te dni Cię
        wspierać i pomagać!
    • e-millie Re: Smutno mi jakoś... 15.02.07, 17:24
      boazeria, przykro mi, ze w takim walentynkowym okresie dopadł Cię taki smutek, ale:
      - po pierwsze Twój mąż na pewno miewa lepsze i gorsze dni i niestety te gorsze
      wypadły mu akurat teraz i zbiegły się z Twoim smutkiem. jak ma dobry dzień to
      przecież myślisz, że masz takiego wspaniałego mężczyznę obok siebie i jesteś
      taaaka szczęśliwa (koniecznie przypomnij sobie takie chwile właśnie teraz!!!)
      - po drugie - szczera rozmowa. Ty masz ciężki okres, bo jesteś w ciąży, nosisz
      Wasze dziecko i Twój mąż pewnie zewsząd słyszy, że musi być dla Ciebie teraz
      wsparciem, że burza hormonów, że nastroje. tylko że być może on jest teraz
      bardziej wystraszony i przerażony od Ciebie, a przecież nikomu nie może o tym
      powiedzieć, bo ma być siłą i wsparciem, nie może mieć humorów, słabości...
      porozmawiaj z nim koniecznie, może boi się, że Ciebie straci, jak urodzi się
      dziecko, że nie sprawdzi się jako ojciec, są tysiące obaw, z którymi borykają
      się faceci, tylko większość z nas o tym zapomina. porozmawiaj z nim szczerze,
      spokojnie, wierzę to coś zmieni.
      - po trzecie, a najlepiej na samym początku zrób coś dla siebie - kosmetyczka,
      fryzjer, cokolwiek - koniecznie coś, co lubisz najbardziej i co najbardziej
      poprawi Ci nastrój.
      - po czwarte, nawet najlepszy mąż (a ja mam właśnie takiego :) może nas źle
      zrozumieć i tutaj przykład z ostatniego weekendu. miałam właśnie taki gorszy
      dzień, czułam się podziębiona i zmęczona, więc mówię do męża po śniadaniu, jak
      się czuję i że chciałabym, żeby tego dnia zajął się naszą córeczką, zrobił mi
      masaż etc. a mój najdroższy mąż po moim wykładzie zasnął! na cztery godziny!!!!!
      ja sama zajęłam się dzieckiem. potem oczywiście rozmawialiśmy, po moja mina nie
      pozostawiała złudzeń, że weekend mija mi szczęśliwie, a mąż powiedział, że
      zupełnie inaczej mnie zrozumiał i że był potwornie zmęczony i zajął się
      popołudniu małą, wykąpał wieczorem, pomógł mi w paru innych rzeczach. zdarza się
      każdemu!
      trzymam za Was kciuki i mam nadzieję, że będzie dobrze. musi być! największe
      zmiany i najpiękniejsze chwile przed Wami!
      e-millie
    • latortura Re: Smutno mi jakoś... 15.02.07, 20:58
      hm...

      mam wspaniałego faceta, cudownie nam ze sobą, jestesmy dla siebie wszystkim
      ale......

      facet nie zrozumie stanu ciąży kochana, musiałby sam to przejsc to moze
      wtedy ;)

      gdy w pierwszych 3 m-cach nie mogłam jesc, pic, normalnie funkcjonować (tylko
      bym spała), wymiotowałam co chwila, spytałam mojego M czy w dniu "po spotkaniu
      ze znajomymi" (czytaj: w dniu gdy ma kaca ;) i ciągle powtarza: oj, chyba
      przesadziłem..., umieram... ;) i nigdy więcej ! ;) czy chciałby tak sie
      czuc przez np 2, 3 miesiące bez przerwy ???
      a On na to: no cos Ty ;)

      więc Mu powiedziałam, ze ja własnie tak sie czuję codziennie...
      (mimo iż przyznam szczerze nie wiem co to kac - za porządna jestem, chyba po
      porodzie, ups... dopiero po karmieniu, sobie to odbiję ;)


      boazeria...
      czy mieszkasz na śląsku ?
      pewnie nie ;)
      spotkałybysmy sie na kawce, pogadały, poszły na zakupy ;)

      tego nam chyba teraz brakuje, drugiej osoby, która przechodzi to samo,

      ja mam ostatnio BARDZO trudne dni, wszystko mnie wkurza, drażni, też bym cały
      czas płakała,
      wymyślam juz sobie "na wyrost" że pewnie latem, gdy urodzę (zmęczona tymi
      miesiącami, gruba, szaro-blada, z odrostami ;))) a mój M niezmieniony,
      wypoczęty, opalony, ze bede miała depresję poporodową ;) i bede wsiekła na
      CAŁY ŚWIAT, ze inni cieszą sie z dłuzszych, ciepłych dni, a ja: kąpanie o
      odpowiedniej porze, karmienie, usypianie... itp., itd...
      pytałam o to juz mojego M, z pretensja w głosie, żę "jak On moze" dopuscic do
      czegoś takiego, że ja bede siedziała w domu, z obowiązkami a On bedzie pewnie
      jeszcze wychodził w te piękne, długie, ciepłe wieczory (musi wychodzic
      codziennie, bo prowadzi własny interes, który zobowiązuje do tego - teraz
      robimy to razem a pozniej...),
      oczywiscie M stwierdził (dosc mądrze zreszta ;) że wszystko sie okaze jak to
      bedzie, że wszystko pogodzimy i ułozymy sobie po swojemu,

      zresztą...
      myśle, ze w momencie gdy dziecko pojawi sie na swiecie (moje pierwsze,
      ukochane) to te "problemy" nie bedą juz dla mnie problemami bo ZAKOCHAM sie w
      swoim dziecku bezgranicznie i swiata poza NIM nie bede widzieć...

      póki co, farbuję włosy (bardzo poprawia mi to nastrój - zamierzam przed samym
      porodem (jeśli zdązę ;) zrobic sobie swieży balleyage, moze bede rodzic z
      lepszym samopoczuciem ;) kremuję twarz kremem opalizującym SOPOT z Ziaji
      (któras z Was dziewczyny poleciła go tu na forum i rzeczywiscie fajnie sie
      sprawdza, co u mnie jest dziwne, bo mam "trudną cerę"), nie czuję sie juz taka
      strasznie blada,
      robię codziennie makijaż (raz słabszy, raz mocniejszy) no i staram sie "jakos
      wyglądac" tzn kupic czasem jakis ciuszek niekoniecznie wyglądający na typowo
      ciążowy, bo takie mi sie nie podobają i jeszcze bardziej mnie dołują ;)))
      no i spotykam sie z kolezankami (na kawkę, do kina, na dłuuuzsze zakupy) to też
      duzo daje,

      jestem na L4 od 2 tygodni i juz wiem, ze nie chciałabym nie pracować, nawet
      jesli byłoby nas na to stac,
      obiecałam sobie, że chce miec zawsze swoją prace, swoje towarzystwo i
      swój "mały swiat" zawodowy,
      najlepsze, bo obecna praca mnie nie satysfakcjonuje dlatego tez bez żalu
      poszłam na L4, zaraz po porodzie (między karmieniem, przewijaniem, praniem,
      sprzątaniem, zaglądaniem na forum ;) bede sledzic oferty pracy i wysyłac CV
      (czy starczy mi sił - zobaczymy),
      w kazdym razie jak do tej pory, na pytanie potencjalnego pracodawcy: czy ma
      pani juz dziecko? odpowiadałam, ze nie (zgodnie z prawdą :0 co było baaaardzo
      dużą przeszkodą,
      oby teraz tą przeszkodą nie było to, ze dziecko jest małe (bede zabierac na
      rozmowy mamę, która nie pracuje i zapewni pracodawce ze bedzie zajmowac sie
      dzieckiem ;)

      eh, ale sie rozpisałam, przepraszam...
      ale chyba mnie tez było to potrzebne,
      myslałam ze tylko ja "strezlam ostatnio fochy"...

      oby do lipca dziewczyny,

      a na podsumowanie:
      zebysmy w pełni były rozumiane, doceniane i ROZUMIANE w ciąży to musiałbysmy
      sie związac z... kobietą ;)))

      pozdrawiam goraco,
      buziaki
      • kami-danielito Nic dodac, nic ujac !!! 16.02.07, 02:27
        Bardzo podoba mi sie podsumowanie Latortury :)))). Facetom trudno jest nas
        zrozumiec, mi czasami jest trudno zrozumiec sama siebie. Nie zwalnia ich to
        bynajmniej z podjecia staran, z okazywania zainteresowania odmiennym stanem.
        Mysle tez ze my same mamy na nich istotny wplyw. Podrzuc mu jakas ksiazke,
        pokaz mu ze potrzebujesz pomocy, pros go o pomoc, jesli sam na to nie wpadnie.
        Ja mam czasami wyrzuty ze traktuje NM jak przynies, zanies, pozamiataj, ale
        jemu sie to podoba. Czuje sie doceniony, wciagam go w obowiazki, ale tez mowie
        mu o kazdym ruchu ktory czuje, razem czytamy o kolejnych tygodniach ciazy, ja
        mu mowie jak wazne jest dla mnie ze sie mna opiekuje.....Ja tez niestety jestem
        lekko "zapuszczona", ale nie mam czasu, a czasmi checi na zabiegi
        kosmetyczne :))) Ty jestes w domku, kup sobie jakas szmatke, zrob cos dla
        siebie, wtedy zachce Ci sie gdzies wyjsc, pokazac i kolko sie zamyka.
        A gdzie sie podziali przyjaciele, napewno ich macie!!! Do dziela, nie daj sie
        depresji, trzymam kciuki
        Kami
      • lopez32 latortura 16.02.07, 07:11
        a Ty kochana z jakiego miasta jesteś?? bo ja z Mysłowic

        Asia
        • latortura Re: latortura 16.02.07, 11:15
          lopez...

          ja z Tychów ;)
          to blisko bardzo ;)
    • sysiajaw Re: Smutno mi jakoś... 16.02.07, 09:57
      będzie dobrze, ja tez miałam takie wrazenia jak byłam w ciąży, mąż sie śmieje
      teraz ze mnie ze przepłakałam ciąże poprostu wystarczyło że ktoś mi powiedział
      nie płacz a ja w ryk :) jakos wytrzymał te moje humory i złości, bo bez powodu
      robiłam mu awantury teraz sie z tego smiejemy i zycze tobie aby u ciebie było
      podobnie buziaki :)
    • boazeria Re: Smutno mi jakoś... 16.02.07, 13:06
      Ja jestem z podlaskiego- z Łomży.
      Proszę mężą żeby mnie przytulił to fakt faktem podchodzi, przytula. Mijają 3
      sekundy i pyta "mogę już iść?" i idzie do komputera albo rozwali się na kanapie
      i ogląda tvn turbo.
      Znalazłam mężowi linki do forum dla tatusiów, mężów żon ciężąrnych, jak zostać
      ojcem itd. Nic go nie intersuje. Książek też mam pełno, gazet, artukułów - ale
      on stwierdził że nie lubi czytać. Czasem go zmuszam, żeby siedział przy mnie a
      ja czytam mu na głos- ale on tylko udaje że słucha i zaraz siedzi na allegro
      albo ogląda tvn turbo.
      Rozumiem, że nie interesuje się ubrankami dla dziecka- ale chyba mógłby iśc
      zobaczyć jakie są foteliki do samochodu, jakie łóżeczka - ile kosztują? Jak ja
      oglądam w sklepie jakieś gruchawki to mnie odciąga zniecierpliwiony "możemy już
      iść?!".
      Nie mamy zbyt dużo pieniędzy a potrzebujemy kupić drzwi do pokoii, wyremontować
      kuchnię, pokój dla dziecka, kupić meble... A on ożywia się tylko jak mówi "a
      może kupimy kamerę?" albo "samochód by się przydał" (mimo że oboje mamy
      służbowe.)
      Wiem, że on jest leniuchem ale wiem też że jeśli mu na czymś zależy to się
      stara, interesuje się tym. Jaki więc wniosek? :-(
      • f3f Re: Smutno mi jakoś... 16.02.07, 14:43
        Witaj,
        A jak było z ciąża i samą decyzją o posiadaniu dzieci? Czy był to wasz wspólny
        świadomy wybór? Nie zawsze jest przecież tak, że oboje rodzice tak samo gorąco
        chcą dziecka.
        Np. ja byłam bardzo za, natomiast mąż zgodził się ponieważ mi bardzo na tym
        zależało i z góry zapowiedział mi, że on nie będzie tym tak się emocjonował jak
        ja. Sądzę, że to się zmieni jak dziecko już będzie na świecie, na razie jest
        dla niego zbyt abstrakcyjne.
        Może zacznij od męża wymagać aby zajął się sprawami nie związanymi z dzieckiem
        takimi jak: wymiana drzwi, codzienne zakupy, zmywanie, remont itd. Ty natomiast
        skup się na sprawach związanych z dzieckiem próbując od czasu do czasu również
        go w to zaangażować ( np. Ty wybierzesz łóżeczko ale razem pójdziecie je kupić –
        pomoże ci je przewieźć, wnieść do mieszkania etc.)
        • e-millie Re: Smutno mi jakoś... 16.02.07, 15:35
          mój mąż też nie wybierał wózka, fotelika, mebelków, generalnie niczego z
          wyprawki dla naszej córeczki. ja się tym zajęłam i czasami prosiłam o pomoc w
          wyborze, ale przedstawiałam tylko już dwa-trzy modele z listą za i przeciw. więc
          to chyba normalne :) na grzechotki to chyba ani razu nie spojrzał :)))
          a co do huśtawki nastrojów, to zrobiłam się strasznie wrażliwa - wzruszają mnie
          kołysanki dla dzieci, artykuły, o filmach nie wspomnę - jak oglądam z córeczką
          Bambiego to łzy ciurkiem lecą mi po policzku. więc to wszystko chyba normalne!
    • boazeria Re: Smutno mi jakoś... 19.02.07, 09:15
      Wczoraj znowu mnie napadło...
      Kocham go ale już nie wiem jak z nim rozmawiać. Dowiedziałam się że mam być z
      niego dumna bo kiedyś jak byłam chora to obrał ziemniaki...

      A tak wogóle to on dziecko chce i chciał. Staraliśmy się o nie 2 lata. Były
      badania spermy, jajników, naróżniejsze leki... A kiedy wszystko zawiodło
      poszliśmy na zastrzyki w jajniki i na badaniu okazałlo się że jestem w 5 tyg
      ciąży.
      Teraz jakoś mało się interesuje mną. Może jego to przerosło? Tylko właściwie co
      skoro tak naprawdę to dopiero 5 miesiąć.
      Czasem mam wrażenie że to ja w tym zwiążku jestem facetem a on kobietą. On lubi
      sprzątać i wydawać pieniądze na ubrania i buty. Nie interesują go remonty,
      odkładanie pieniędzy, raporty do pracy... On uważą że znalezienie robotników do
      postawienia nam śćiany w pokoju to mój obowiązek...
    • ja-goda1 Re: Smutno mi jakoś... 19.02.07, 10:20
      Widzisz tak to właśnie bywa. Raz, że faceci są z Marsa, a kobiety z Venus...a
      jak kobieta jest w ciąży, to zmienia się nie tylko jej ciało. Ja się wręcz nie
      poznaję i to właśnie swojego stanu duchowego. Mam wrazenie, że kobiety w ciąży
      są jakby pozbawione pancerza ochronnego, wszystko biorą do siebie, wszystkie
      uwagi krytyczne mocniej je dotykają, a od partnera potrzebują więcej czułości i
      troski.
      Ja przez pierwsze miesiące złościłam się na męża, że mnie nawet nie pogłaska po
      głowie, nie powie: moja biedna - jak wychodziłam zzieleniała z kibelka. A potem
      zaczęłam mu o tym mówić, bo jak on się biedny miał domyśleć??
      I tak mówię - kochanie przytul mnie mam dzis gorszy dzień, albo wykąpiesz dziś
      Małego, ja nie dam rady, albo: zapisz sobie w przypominaczu w telefonie, żeby
      choć raz dziennie zapytać mnie jak sie czuję?? To sa głupoty, ale poprawiają
      humor - sprawiają, że czujemy się bezpieczne i kochane. I facetom nie wystarczy
      powiedzieć raz- trzeba się ciągle o swoje dopominać.

      Najgorsze, że nasi partnerzy jak widzą nasze ,,gorsze dni" to zrzucają to na
      karb ciaży, i uważają, że to trzeba przetrwać. Więc trzeba i uświadomić, ze nie
      zacisnąć zeby i przetrwać, ale zacisnąć i pomóc.

      A co mozemy zrobić dla siebie>> Wszystko co aktualnie poprawia nam
      samopoczucie - nowy kosmetyk, perfumy, wizyta u fryzjera. Jak sama poczujesz
      się atrakcyjna, Twój mąż będzie tak samo na Ciebie patrzył.

      Trzymam kciuki i cieplutko Cię przytulam, Aga
Pełna wersja