lizie81
27.06.07, 16:28
no nie bardzo mam sie komu wygadac, jakos nie wyobrazam sobie calego tego
porodu i pobytu w szpitalu. mam nadzieje ze to nie tylko moje obawy. I
szczerze mowiac to nie moge nawet z nikim pogadac. Małż to macha reka "eee
tam dasz rade" tesciowa prawie to samo "a czego tu sie bac", mamie to nawet
nie wspomne ze trzese portkami bo ona i tak sie denerwuje i boi za mnie. Ja
juz jestem taki cykor i tylko mysl o tym ze no przeciez nie mam wyjscia,
musze urodzic, przywoluje mnie do porzadku. Pewnie to wszystko wynika z
niewiedzy pierwiastki. Jeszcze gorsze jest to ze małż nie chce iść ze mną na
porodówkę, a ja wolałabym zeby był przy mnie chociaż do pewnego momentu, nie
musi byc do konca, ale on chyba boi sie bardziej niz ja, tylko nigdy sie do
tego nie przyzna... Pewnie poczulabym sie lepiej gdybym wiedziala ze nie
tylko ja sie tak boje...