Kwestia wyboru

29.06.07, 19:57
Na CiP wisi właśnie wątek o tym, że dziewczyna waha się, czy tak właściwie
chce karmić piersią, czy nie. W jednym z postów w tymże wątku inna zauważa,
że, kurczę, faktycznie, jest to kwestia wolnego wyboru, nie jakiegoś musu czy
obowiązku. I że właśnie teraz to do niej dotarło.

Ów wątek właśnie mnie zainspirował, żeby tu u nas coś napisać, o wyborach,
przed jakimi stajemy- bo sama dopiero po wielu miesiącach bycia matką
zrozumiałam, że tak naprawdę to JA w dużej mierze decyduję o tym, jak urodzi
się moje dziecko, jak będzie karmione, jak będzie leczone itd.
Dopiero po jakimś czasie zauważyłam rutynę w postępowaniu lekarzy, zauważyłam
nachalny marketing farmaceutyczno-żywieniowy. Dotarło do mnie, że facet w
białym fartuchu to niekoniecznie musi być alfa i omega- że może się mylić. Że
to JA mam myśleć i decydować o tym, co dobre dla mojego dziecka, a nie obcy
ludzie. Że konsekwencje takich czy innych działań i tak ugodzą w dziecko i we
mnie, nie w faceta w fartuchu zza biurka.
Przyznam, że ta świadomość bardzo mi pomogła w byciu matką po prostu.
Nie chodzi mi absolutnie o to, żeby laik (czyli matka) udawał fachowca. Ale o
to, że w sumie w stosunku do lekarza, dietetyka, dentysty, rehabilitanta,
przedszkolanki, nauczyciela i innych speców powinna obowiązywać zasada
ograniczonego zaufania. Jednak.

I tak, zaczynając od porodu, warto mieć chyba świadomość, że można zwyczajnie
się nie zgodzić na rutynowe podanie oksytocyny (któraś z Lipcówek pisała, że
w "jej" szpitalu oksy podają wszystkim rodzącym), na nacięcie krocza.
Że można kategorycznie zabronić personelowi dokarmiania dziecka sztucznym
mlekiem, jeśli zależy nam na karmieniu piersią od samego początku. Że można,
z innej beczki, wbrew lansowanemu modelowi, zwyczajnie i bez wyrzutów
sumienia zrezygnować z karmienia piersią- vide wątek, od którego wyszłam. A
jeśli z kolei się karmi, to nikomu nic do tego, czy robi się to tydzień czy
trzy lata.
Że można mieć wątpliwości, czy aby absolutnie każdy niemowlak musi brać
witaminy, być szczepionym wg typowego kalendarza i dostać mięso z królika w
siódmym miesiącu życia, bo tak jest napisane w mądrej tabelce (tu wymyślam-
nie pamiętam tabelek ;-P). Że można dyskutować z lekarzem o konieczności
zastosowania np. antybiotyku, jeśli ma się wrażenie, że to walenie z armaty
do wróbla.
Oczywiście, fachowiec to fachowiec, i niby teoretycznie powinno się
postępować zgodnie z jego zaleceniami. Ale ja już się tyle napatrzyłam na
zwyczajną, bezsensowną i często szkodliwą rutynę, że od jakiegoś czasu
dyskutuję, pytam, staję okoniem, próbuję działać instynktownie itd. Nie
jestem bierna.
I jakoś moje dzieci dobrze na tym wychodzą, odpukać.

Piszę o tym, bo sama z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo głęboko pewne
kwestie są zakorzenione w naszym umyśle. Często nie umiemy zawalczyć o swoje,
choćby w zetknięciu z tzw. autorytetami medycznymi.
Że już nie wspomnę o presji otoczenia, bo to już w ogóle osobny rozdział.

Jak jest z Wami? Macie świadomość, że to Wy, a nikt inny, powinnyście
decydować o Waszych dzieciach? Że wiedza fachowców to tak naprawdę tylko
punkt wyjścia, a w istocie to od nas wszystko zależy?
Niby to strasznie banalne, co piszę. Ale mam wrażenie, że wiele matek
kompletnie nie ufa sobie- za to zbyt kurczowo trzyma się czyichś opinii.
    • metanira Re: Kwestia wyboru 29.06.07, 20:10
      Mądrze piszesz. Zastanawiam się właśnie, w związku z puentą twojego tekstu, czy
      sobie ufam i dochodzę do wniosku, że tak. Ale ponieważ nie jestem specjalistą,
      boję się, że decydując się na coś lub nie, zrobię krzywdę dziecku lub sobie. Na
      przykład: jeśli nie zgodzę się na nacięcie krocza i paskudnie pęknę? Albo nie
      pozwolę zaszczepić dziecka na coś tam i ono później zachoruje? Eh... Myślę, że w
      kwestiach medycznych powinnam ufać komuś kompetentnemu. Ale, tak jak piszesz,
      nie zupełnie na ślepo, tylko jakoś to sprawdzić, z kimś jeszcze się skonsultować
      itp. Natomiast jeśli coś, jakieś działanie lekarza, czy położnej wzbudzi mój
      wewnętrzny sprzeciw, to uważam, że wtedy bezwzględnie należy zaufać swojemu
      instynktowi.
      • lucy_cu Re: Kwestia wyboru 29.06.07, 20:19
        Właśnie- tu jest problem. Zdaję sobie sprawę z tego, że prawdopodobieństwo
        MOJEJ pomyłki jako niefachowca jest duże. I nieraz biłam się z myślami, czy coś
        dobrze robię. Ale jednak chyba wolę drążyć, pytać, konsultować i być sobie tym
        upierdliwym pacjentem, czy też upierdliwą matka małego pacjenta, niż robić coś
        całkowicie wbrew sobie.
    • monikaj21 Re: Kwestia wyboru 29.06.07, 20:24
      Wielokrotnie się zastanawiałam nad tym, o czym piszesz...
      Ja niestety tak mam, że nie ufam lekarzom, poza nielicznymi wyjątkami, ale i
      tak ufam w stopniu ograniczonym - i to jest mój problem, bo z tego brała się
      cała masa dylematów dotyczących zdrowia mojego dziecka i tego wszystkiego o
      czym pisałaś. O ile w kwestii karmienia piersią czy wychowania mam jakąś
      intuicję i przekonania, o tyle kwestie szczepień, leków trochę mnie dręczą, bo
      czuję że podjęcie decyzji w tych sprawach to jakby rzut monetą. Żałuję, że jest
      tak jak piszesz - że tak naprawdę lekarze mają nas trochę w nosie bo to nie
      chodzi o ich dziecko, czy ich zdrowie.
      Mam dentystkę, która wyczynia takie cuda, żeby ratować jakiś mój ząb, że inni
      dentyści się dziwią, bo przecież 'takich rzeczy się nie praktykuje, nie ma co
      kombinować, szkoda zachodu, itp'. Gdybym miała takiego pediatrę to byłabym
      szczęśliwa i mogłabym na ślepo stosować się do jego sugestii. Ale gdzie go
      znaleźć...
    • 1alfa1 Re: Kwestia wyboru 29.06.07, 20:41
      No prawie epopeja.
      Nie do końca ufam specjalistom - tzn. proszę pediatrę o przepisywanie
      antybiotyku tylko wtedy gdy naprawdę jest taka potrzeba ( mój dwulatek jeszcze
      nie zażywał), zawsze czytam ulotki - w ten sposób sprawdzam dawkowanie leków i
      ewentualne skutki uboczne, czytam o zdiagnozowanych chorobach w necie, itp.
      Co do szczepień - polegam jednak na doświadczeniu specjalistów - nie czuję się
      na siłach aby decydować o tym czy szczepić dziecko czy nie. W poważnych sprawch
      nie staram się decydować sama - raczej konsultuję to np. u trzech różnych
      specjalistów i wyciągam z tego wnioski.
      • uczula Re: Kwestia wyboru 29.06.07, 21:04
        racja.
        mnie dobija sama mysl o odpowiedzialnosc za podejmowane decyzje.
        Bo to ja bede je podejmowac.
        Nawet takie czy juz jedziemy do lekarza czy za chwile.
        po moich doswiadczeniach z pierwszym dzieckiem ( 15 letnia juz corka) wiem
        napewno ze potrzebny jest naprawde dobry pediatra.
        Ci z przychodni to....funta klakow nie warci!!!! a najgorsze sa przychodnie
        specjalistyczne!!!!
        lekarze w nich pracujacy to taka sama rutyna i zero podejscia i
        najprawdopodobniej -0,5 wiedzy o tymjak dziecko wyleczyc nie powodujac przy tym
        reakcji w postaci calego ciagu chorob.
        Rzecz w tym, ze dobrego specjaliste-pediatre to ze swieca szukac w moim miescie.
        Ja takowego nie znam...niestey.
        a dziecko moje sie wychorowalo strasznie...
        wole nie myslec co bedzie teraz.
        Nie powiem ile nocy mam za soba nieprzespanych z powodu kataru czy troski i ile
        niepokoju z powodu rosnacej gwaltownie goraczki i pilnowania dziecka zeby nie
        przekroczylo tych 39 stopni...
        okladow w nocy, sprawdzania i martwienia sie co bedzie dalej - a lekarz? a buch
        antybiotyk.
        co z tego ze po serii leku dziecko ponownie cos zalapie? lekarz sie tym wogole
        nie przejmuje...
        koszmar, koszmar - nie to ze dziecko bylo chore ale za podejscie lekarzy
        pediatrow do chorego dziecka i sposobow jego leczenia.
        Oni naprawde nie znaja innego sposobu jak antybiotyk.
        Naprawde odradzam przychodnie.
        Masowka i sztampa i zero podejscia.
        Czasem zdarza sie bardziej ludzki lekarz ktory przynajmniej sprawdzi w liscie
        antybiotykow ile i jakie siebralo ostatnio. Ale na ogol nawet tegonie sprawdzi
        pomijajac ze, czesto nawet nie powie co jest dziecku : zbada, zajrzy zapisze
        leki - nastepny - bez slowa.
        co innego jak byly maz chodzil z dzieckiem - on dostal pelna informacje.
        ja nie dostepowalam tej laski.
        Dlatego w pewnym momencie zrezygnowalam z przychodni.
        I to tez byla moja decyzja.
        Znalezlismy lekarza neonatologa co prawda ( a moje dziecko mialo wtedy 2 latka
        juz) ale ogolnie pediatre tez, ktory przyjezdzal donas do domu i jegoleczenie
        wygladalo nieco inaczej.
        Nie powiem walnelo nas to troche po kieszeni wtedy, bylo ciezko - ale bylo
        zdecydowanie lepiej.
        Radze wiec wszystkim przyszlym mamom rozejrzec sie po znajomosciach, po
        okolicy,za naprawde dobrym i polecanym pediatra.
        Warto.
        Oszczedzicie sobie mnostwo czasu i strachu o wlasne dziecko. A dziecko zyska na
        tym przedewszystkim czas na rosniecie i radosc a nie na chorowanie i placz :)
        • nika1201 Re: Kwestia wyboru 30.06.07, 10:52
          rewelacyjny pediatra w Lubinie istnieje, jego najbardziej żałowałam kiedy
          wyprowadziliśmy się , ze swiecą takiego szukać
    • gismol77 Re: Kwestia wyboru 30.06.07, 13:03
      ja tez mysle, ze niestety coraz mniej ufamy swojej intuicji. zycie dookola nas
      tak jakos sie "wyspecjalizowalo", ze ludzie zamiast kierowac sie wlasnym
      rozeznaniem czy nawet instynktem wiekszosc decyzji pozostawia do rozwiazanei
      ekspertom. mysle, ze to nie do konca zle tylko jak wszedzie potrzebny jest umiar.
      ja czasem, zalowalam ze nie posluchalam tego co mowi "moj wewnetrzny glos"
      zwlaszcza w kwestiach okolomedycznych zwiazanych z moja starsza coreczka. mam
      nadzieje, ze teraz jako podwojna juz mama bede bardziej pewna i latwiej mi
      bedzie postawic na swoim w pewnych kwestiach.
Pełna wersja