agatka_1979
15.07.07, 14:34
no wiec wszystko zaczelo sie nad ranem w poniedzialek, choc w niedziele nic
sie nie zapowiadalo..jedynie co to Mała w nocy mocno kopala, a mi sie nie
chcialo spac..zasnelam moze ok 1 w nocy... o 3.30 mniej wiecej sie obudzilam-
mala znowu mocno kopala a ze mnie cos polecialo..poszlam do klopka...patrze
na wkladke a ona mokra troche podbarwiona brunatnie..no i majtasy
mokre...obudzilam milosza i mu mówie co i jak i czy dzwonic do lekarza..jako
ze moj dr poweidzial ze moge dzwonic o kazdej porze zadzwonilam - poweidzial
ze jak nic sie nie bedzie dalej dzialo to przyjechac do niego rano do
przychodni, a jesli cos bedzi to do szpitala... czulam delikatne skurcze,
zaczelismy je z miloszem liczyc i byly tak mniej wecej co 5 min, trwaly rozne-
30-50s, a moj gin mowil ze jak juz sa takie ponad 30s to maja wplyw na
rozwarcie i szyjke macicy... po godzinie znowu mi cos polecialo... no i
zastanawialismy sie jechac do szpitala czy nie..w koncu Milosz zaczal pakowac
torbe (bo jeszcze nie byla spakowana ;-) ) za jakis czas znowu polecialo,
wiec decyzja -jedziemy. zadzwonilam do gina ze jade na Izbe Przyjec, on
powiedzial ze przyjdzie do szpitala ok 8.30..o 7.30 bylismy przyjeci na
porodowke, podlaczyli mi ktg ktore nic nie wykazalo..a dalej ze mnie lecialo
i czulam te delikatne skurcze...przyszedl moj gin, myslal tez ze to nic, ze
to co polecialo to sluzm zbadal mnie (dosc gleboko...) no i chluslo...jednak
to byly wody plodowe, tylko ze sie tak saczyly mocniej... a jak juz wody
odejda a niby nie ma skurczy (choc ja cos czulam przeciez) to sie podaje
kroplowke z oksytocyna, bo taka ciaze trzeba juz zakonczyc (bezpiecznej dla
dziecka, bo nie moze byc w brzuszku bez wod)...podlaczyli mi kroplowke za
jakas godzine..... czulam ze skurcze sa coraz silniesze i czestsze....maz
masowal plecy i pomagal w rozluznieniu sie ;-) w koncu przyszla do nas
polozna, zbadala mnie i tylko sie zdziwila czemu ja jeszcze nie mialam
golenia i lewatywy.. nic wiecej... tylko kazala by mi to zrobili... a ja
tylko powiedzialam miloszowi ze to musze miec juz jakies wieksze rozwarcie
jak ona tak zareagowala...
no a po lewatywie poszlam juz na sale porodowa gdize czekal milosz
taka studentka - polozna przyniosla mi pilke na ktorej sobie skakalam i
krecilam biodrami...i to bylo ok, bo chodzenie bylo tragiczne... raz
zaklnełam..
nie trwalo to dlugo... nawet nie wiem ile, gdy zaczelo mnie w czasie skurczu
cisnac jak na "sranie"... sorki dziewczyny za takie słowo ;-)
mowie miloszowi zawolaj polozna...wiedzialam ze te parte skurcze to tak jakby
na kupe, tyle ze silniej i tak rozpiera..ta studentka przyszla i mi mowi ze
to tak potrwa teraz bo to tak ma byc...ale poszla po inne polozne