bubunia1
01.08.07, 12:04
Hej, 27.07.07 urodziłam Julcię z pomocą wspaniałego męża - naturalnie i bez
znieczulenia w szpitalu na Karowej w Warszawie.
Julcia miała być drobną dziewczynką (wg. ostatniego usg) a miała 3830g i 60 cm
"wzrostu" ;) Jest prześliczna ;)
Wyszłyśmy w 2 dobie do domku z czego sie ciszę i od niedzieli uczymy się bycia
razem.
Jest bardzo grzeczna, śpi ładnie i długo ;) i jest strasznym głodomorem ;)
W piątek 27.07.07. miałam o 8:00 zgłosić się do szpitala na wywołanie porodu
bo to był 10 dzień po terminie a tu niespodzianka... o 6:15 odeszły mi wody ;)
Skurczy nie było, jak dojechałam do szpitala i po wszystkich formalnościach ok
8:50 pojawiły się skurcze. Leżałam sobie i czekałam na zwolnienie sali do
rodzenia. Przemiał na Karowej jest na maxa. Podłączyli mi płyn do kroplówki bo
byłam głodna... marzyły mi się pączki ;) Potem drugą butelkę.. która okazała
się oksytocyną. Zaczęły się skurcze baaardzo mocne - o 15:40 przeszłam "na
własnych nogach" z tymi skurczami partymi do sali porodowej (szok!) i o 16;17
urodziłam "Kruszynkę".
Dziś mi się wydaje że to nie ja rodziłam, tzn. opowiadam o tym i mam wrażenie,
że mówię o kimś. Bolało bardzo ale dzięki mężowi - najwspanialszemu ;) -
dobrze to zniosłam i już wieczorem wykapana mogłam spokojnie odpoczywać.
Julia z dnia na dzień jest cudniejsza..mogłabym na nią patrzeć i patrzeć ;)
Wszystko to jest niesamowite.
Pozdrawiam Was mocno.
Jestem bardzo szczęśliwa i z tych emocji mogę płakać na zawołanie ;)