kamamama2
21.10.07, 10:28
Zdechł mi samochód. Wracałam "z miasta" od psychologa, przestała
działać 1 i 2 ... W głowie odprawiałam szamańskie tańce, żeby nie
było czerwonego światła, niestety... Udało mi się ruszyć z trójki,
dzielna moja felka!Aż się za mną oglądali.
Zajechałam do znajomego warsztatu. na podwórko po czym skoda
odmówiła posłuszeństwa całkowicie. Więc wysiadłam. Najpierw ja,
potem smyk, a na końcu gondola z Rozalką i kółka z bagażnika. Pan
mechanik robił coraz większe ooooczy. Wsiadł pokręcił biegami i
powiedział, że mam szczęście, że dotarłam aż tutaj. Naprawi, na 21
będzie gotowe. No niestety - mówię - o tej godzinie z dzieciakami po
samochód nie przyjdę... To może niech mąż podskoczy? Po mężu to mi
samochód na razie został... No więc nie dość, że pan naprawił, to
jeszcze pod dom mi autko przyprowadził, bo stały klient i blisko, no
i coś tam jeszcze nasmarował, żeby mi się lepiej jeździło :)
No i sobie poradziłam!