becik_l79
26.10.07, 20:13
...że wszyscy przyjaciele, spotykają się, mimo posiadania dzieci nawet młodszych niż nasza córa, a z nami jakoś nie bardzo chcą...albo zapominają o naszym istnieniu. Zapraszaliśmy niejednokrotnie, ale zawsze była jakaś wymówka, albo inne spotkanie, albo inne plany, albo goście itp. Nawet własne rodzeństwo nie widzi się z nami częściej niż na m-c. Mąż owszem chodzi i jest zapraszany, ale o mnie już wszyscy zapomnieli. Dzisiaj właśnie się dowiedziałam, ze jedni, których synek urodził się 1,5 po naszej Małej, robią zlot u siebie w domu, ale nikt nawet nam nie zaproponował, choć teoretycznie moglibyśmy zostawić Małą pod opieką babci i pójść albo wziąć ze sobą.
Jutro podobnie - zlot bez nas. Jedyne spotkania do jakich dochodzi to odwiedziny koleżanek spoza tzw "towarzystwa", które stają na głowie żeby wpaść, choć wcale nie mają ani bliżej ani łatwiej. Niedawno wpadł brat z narzeczoną: na chwilę, spóźnieni 2 godziny i szybko się zmyli bo szli na imprezę. Dodam, że nie jestem jakaś stuknięta czy coś i do tej pory jakoś problemów towarzyskich nie miałam, a z większością tych osób przez telefon gadam godzinami. Z większością nie widziałam się od wielu miesięcy...Strasznie mi przykro - jakby ktoś mnie zamknął w jakimś więzieniu. Trochę się podłamałam... Jedyne co mi poprawia humor to fakt, że mam wspaniałą rodzinę, a uśmiech mojego dziecka to najcenniejszy dar jaki codziennie otrzymuję i oby tak po wieki wieków. A reszta...mówi się trudno. Ehh...