ingapol
07.11.07, 17:11
dziewczyny, wielkie dzięki za wsparcie, nawet nie wiecie jakie to dla mnie ważne.
Wizytę pomógł mi załatwić mój tata, który ma niestety możliwość leczenia się w
instytucie onkologii :(((
Początek dnia był pechowy, tzn Natalka obudziła się pierwsza niż ja, zaczęła
marudzić, myślałam że uspokoi się przy cycku i zaśnie a ona nie miała na to
ochoty. Nie chciała cyca, wiła sie więc stawiam na brzuszek, marudziła i
czasem popłakiwała przez 1,5 h mężowi.
Jechałam busem (niestety auto lekko zepsute ale i tak bym się sama bała bo nie
znam tak dobrze warszawy).
Wychodzę z osiedla, patrze a tu bus jedzie no to zaczęłam biec i.. się
poślizgnęłam. Bus uciekł a ja miałam plamę na kolanie po trawie. Zadzwoniłam
szybko do kierowcy, na szczęście zawrócił a ja z tą plama pojechałam. Na
szczęście miałam parasolkę i mogłam zasłaniać.
A co do badań i wyników.
Moje wyniki lekarze tam znali, ale polecili pielęgniarkom zrobić znowu
dokładną cytologię. Doktór tłumaczyła mi że mają bardzo dobra tu diagnostykę,
wytłumaczyła co będą robić w razie złych i średnich wyników. Noi w sumie po
wywiadzie i cytologii odwiedziłam tatę kilka pięter wyżej i znowu do autobusu.
Wynik we wtorek i decyzja lekarzy co dalej robić. Na szczęście nie muszę
jechać osobiście, wystarczy póki co telefoniczne uzgodnienie.
Przyjechałam i od razu uściskałam córeczkę, tak się stęskniłam.
Dziękuję jeszcze raz dziewczyny za wsparcie.