dagi.ww
28.03.08, 22:40
Jedną noc i jeden dzień trwało moje odstawianie MAłej od piersi i lipa. Wiki za nic w świecie nie chce butli, dwa razy chwyciła jakieś 2tyg temu (o czym się Wam chwaliłam), ale na tym koniec. Chciałam ją odstawiać stopniowo, ale nie udało się, więc stwierdziłam, że zrobię to diametralnie; zero cyca i dotąd butla, dopóki nie weźmie... No i noc była straszna, wstawanie co godzinę, Mała do cyca i do cyca, a ja zawzięta. Wczoraj to samo; cały dzień dziecko na rękach i próba butli co pół godziny - na sam widok wrzask masakryczny. Dawaliśmy łyżaczką, różnymi smoczkami - nie i koniec. Usnęła po kąpieli umęczona, głodna, a ja powiedziałam, że muszę być zawzięta :(( No i kiedy się obudziła po godzinie, wzięłam ją na ręce, żeby się uspokoiła i jak tak usnęła przytulona, doszłam do wniosku, że nie chcę i nie będę już jej i siebie męczyć. Rąk i kręgosłupa nie czułam, cycki obolałe masakrycznie po nadmiarze i odciąganiu pokarmu (robiłam to pierwszy raz i ręcznie, więc niezbyt mi to wyszło), Wiki upłakana, wygłodniała, ja uryczana, bo płakałam razem z nią - i po to wszystko? Po rozmowie z nie-mężem stwierdziłam, że daję sobie spokój z odstawianiem; chciałam to zrobić teraz, bo bałam się, że za 3-4 m-ce będą jeszcze większe problemy, ale przecież wtedy będę mogła zastąpić jej posiłki mleczne innym nabiałem. A poza tym wydawało mi się, że ja nie będę tak strasznie przeżywać "piersiowego roztania", bo ja nie jestem z tych bardzo sentymentalnych mamuś, ale myliłam się. Jak dzisiaj rano Mała przyssała się do cycusia i podniosła na mnie te swoje śliczne, niebieściutkie oczątka i uśmiechnęła się całą buziulą, to się popłakałam. I odetchnęłam z ulgą. Kurcze, będę się martwić, jak będzie miała rok, bo wtedy już na bank chcę przestać karmić, a teraz po prostu wymiękłam... Ale czuję się super po takiej walce, mimo mojej kapitulacji ;))