do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;(

14.05.08, 07:26
od czerwca wracam do pracy, mam mnostwo obaw ;(

jedna tylko obawa jest zminimalizowana, gdyz mam ten komfort, ze
synkiem zajmie sie mama - mam do Niej 100%-we zaufanie,

pracuje od 8 do 16,
gdy wroce do domu bedzie ok. 16:30,
Malutki idzie spac ok. 20,
bede spedzac z dzieckiem tylko 3 godziny dziennie? ;(

a gdzie cos sprzatnosc, zrobic zakupy ?
po przyjsciu z pracy chcialabym caly czas spedzic z synkiem - isc na
spacer itd,
oczywiscie w czesc obowiazkow "ubiore" M ale Oni tak ma na tyle
pracy poza domem, ze podejrzewam iz wiekszosc rzeczy bede robila ja,
aczkolwiek napewno czesc spraw zalatwi On,

chodzi mi tu bardziej o czas ! ze tak naprawde rodzimy dzieci a
pozniej musimy isc do pracy i spedzamy z nimi ulamek dnia ;(
takie to przykre...

boje sie tego powrotu do pracy - boje sie pierwszych dni - czy uda
mi sie wszystko poukladac, zorganizowac ;(
    • klarysa007 Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 07:39
      Uda się! Wiem to, bo wróciłam do pracy jak starszak miał 8 miesięcy. Zajmowała
      się nim moja mama. Prawda jest taka, że wszystko robi się po zaśnięciu malucha
      :) Czas po pracy wypełnia "nadrabianie" kontaktów z maluchem, a gdy już śpi
      zaczyna się prasowanie, szykowanie obiadu na dzień następny itp. Daje się
      wszystko pogodzić tylko dzień sie wydłuża :D
    • lizie81 Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 07:52
      Nie torturuj sie kochana! Ja pracuje od połowy listopada. Co prawda
      w styczniu byłam na 3-tygodniowym urlopie ale to tylko 3 tygodnie:((
      Ja pracuje od 7 do 15 czyli też osiem godzin. Wracam do domku i cały
      wolny czas staram się poświęcić małemu. Soboty i niedziele mamy
      tylko całe dla siebie, także nie jest źle. Dziecko też musi czasem
      od mamy odpocząć i tak samo mama od dziecka, zobaczysz będziesz
      miała więcej cierpliwości do malucha, bo bęziesz zdawała sobie
      sprawę z tego, że mnie czasu z nim spędzasz. Wolałabym być w domu, z
      małym, ale w sumie czasami potrzebuję chwilę oddechu. Szczerze
      mówiąc to w mojej pracy są tacy ludzie, że tragedia, ale jakoś na
      razie wytrzymuję. Może to jest właśnie czas na zmianę pracy. Zanim
      urodzę drugie dziecko.
      Jeszcze jedno chciałabym Ci powiedzieć. Mam znajomych mieszkających
      w dużych miastach. Do oracy dojeżdżają czasami w jedną stronę nawet
      2 godziny (ja 5 minut), pracują od 9 do 18, czyli wyjechać muszą
      przed 8 a wracają około 20. MASAKRA!!! Może i lepsze pieniądze, ale
      przecież dziecko jest ważniejsze niż kasa. Nie martw się, Zobaczysz
      jak Ci będzie miło jak maleństwo będzie do Ciebie biegło gdy tylko
      wrócisz z pracy do domu.
      Tymbardziej że twoim chłopakiem zajmie się ktoś do kogo masz
      zaufanie nie powinnaś się martwić. Jak masz absorbującą pracę, czas
      biegnie szybko i nie obejrzysz się kiedy wrócisz do domku.

      Moja mama wróciła do pracy po 3 miesiącach i jakoś nie czułam się
      nigdy mniej kochana. Buziaki i głowa do góry!!!
      • dmgr Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 09:32
        Możesz od razu przeczytac tylko koniec bo się rozpisałam o sobie oczywiście.

        Ja również się już stresuję bo wracam w sierpniu a niestety jak Eliza napisała (mam nadzieję, że nie miałaś mnie na myśli) moja praca niestety pochłania prawie cały dzień i zazdroszczę Wam, które jesteście w domu o 16:30 czy 15:30. Ja dojeżdżam po 1,5 godz w jedną stronę i mam nienormowany czas pracy. Wiem, że jak wróce do pracy będę musiała się zmobilizowac na maxa aby wracac jak najwcześniej do domu bo mam dwoje małych dzieci. Gdyby mój M zarabiał więcej to pewnie też posiedziałabym w domu dłużej (choc często mam dosyc) ale on zarabia tyle co nasze opłaty a żyjemy z wychowawczego 400 zł i pomocy rodziny więc niestety nie mogę sobię na to pozwolic. Planujemy przeprowadzkę (zakup mieszkania) bliżej tj. conajmniej tak abym dojeżdżała jednym środkiem komunikacji a nie przesiadała się i czekała pomiędzy po 20-30 min.
        Planowałam zatrudnic nianię do opieki ale taką, która posprząta i ugotuje obiad (oczywiście za odpowiednie wynagrodzenie) no ale teściowa zaproponowała, że zajmie się Pawłem co oczywiście wolę niż zostawiac dziecka obcej osobie ale ona chce do siebie go brac no i jej nie zaproponowałabym sprzatania itp. W sumie jak nikogo cały dzień nie będzie w domu to też się za dużo nie nabrudzi (starsza do 16:30 w przedszkolu) albo poszukam Pani do sprzatania raz dwa razy w tygodniu (ja nie mogę za dużo sprzątac bo mam łuszczycę i alergię więc wszelkie środki chemiczne podrażniają mi skórę a M wiadomo jak sprząta). Ok tyle mojego wywodu, bo wcięłam się w Twój wątek.

        Moje rady jak wróciłam do pracy po pierwszym dziecku. Gotuj w weekend więcej jedzenia i zamrażaj gotowe porcje np. mięso, pierogi, sosy, zupy, warzywa, potem tylko obierasz ziemniaki, kupujesz surówkę itp. i masz obiad. Tak samo dla dziecka. Zakupy raz w tygodniu w markecie a po drodze z pracy tylko pieczywo, mięso, wędlina takie tam. Moje dziecko, kiedy zaczęliśmy oboje pracowac (bo przez pierwsze 4 miesiące była z tatą) zaczęła później chodzic spac chyba kombinowała aby jak najdłużej z nami byc. No i weekendy na maxa.
    • wiolek26 Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 09:00
      Wszytsko się ułoży, zobaczysz :) Pracuje od listopada od 8 do 16 w
      domu jestem o 16,30. Do niedawna mała chodziła spać po 18. Teraz ja
      przeciagam, bo pogoda ładna. JAk wracam niania juz czeka na mnie z
      wózkiem, wiec tylko biegiem sie przebrac i na spacerek. Ma starsza
      corke 10 lat, tez musze jej troche czasu poswiecic. A jak zasypiaja
      okolo 20-21 startuje z obiadem, praniem, spzrataniem. Dla mnie noc
      zaczyna sie około 24-1 kiedy padam a rano tzreba wstac o 6. Starsza
      córka tez tak wychowana tylko ze wtedy jeszcze studiowałam i dziecko
      sie dało wychowac. Plus taki, że potrafi do dzisiaj sama sobie
      zorganizowac zabawe, kiedy widzi ze musze cos porobic. Czasami te
      dwie trzy godziny psowecone dziecku sa bardziej wydajne niz caly
      dzien :) Bedzie dobrze zobaczysz
    • lipiec_2007 Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 09:48
      Mialam tak jak ty. zanim wrocilam do pracy, to umartwialam sie i
      chodzilam struta.

      Pracuje juz od stycznia. Na razie 6 godzin dziennie poki maly nie
      skonczy roku (takie przepisy w pracy). Malym zajmuje sie babcia
      (moja mama). no lepszej opieki moj syn miec nie moze!

      Musze ci powiedziec, ze powrot do pracy bardzo dobrze mi zrobil.
      Zmobilizowal mnie bardzo do tego, zeby aktywniej spedzac czas z
      synem (moje kontakty z nim zdecydowanie nabraly innej jakosci, mam
      nadzieje, ze rozumiesz o co mi chodzi). Musialam rowniez bardziej o
      siebie zadbac, kiedy wychodze do ludzi. No i efetktywniej
      wykorzystuje czas na przyziemnie sprawy typu sprzatanie, pranie i
      prasowanie. Na szczescie nie musze gotowac, bo babcia jest maniaczka
      gotowania...

      A po pracy gnam do domu jak glupia, bo wiem, ze jak tylko otworze
      drzwi to maly bedzie skakal z radosci na moj widok i pedzil do mnie
      jak szalony. Serce rosnie.

      Dasz rade! glowa do gory!
    • malenkie7 Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 09:58
      Marzenko, dasz sobie swietnie rade. Bedziesz wracac z pracy i
      bedziesz wykorzystywac maksymalnie te 3-4 godzinki z Synkiem.
      Nabierzesz dystansu do wielu spraw - teraz spedzajac caly dzien z
      maluchem na pewno czasami czujesz sie zmeczona. No i bedziecie miec
      dla siebie cale weekendy. A zakupy? Mozecie robic jedne wielkie
      zakupy raz w tygodniu. Gotowanie? Mozesz gotowac wiecej i starczy na
      2-3 dni. A moze w tym jeszcze pomoże Ci mama?
      Bedzie dobrze, podjelas taka decyzje i nie miej z tego powodu
      wyrzutow. Takie jest zycie - musimy pracowac, zeby zarabiac,
      rozwijac sie, to nie przeszkodzi Ci w dobrym wychowaniu Igorka. Uszy
      do góry i nie martw sie! Zobacz, jaka piekna pogoda za oknem
      :)
      Buzka!
    • agatka_1979 Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 10:18
      dzieki latortura za ten watek... ja wracam od konca sierpnia, wiec
      tez zbliza sie to nieublaganie... niestety my bedziemy musieli
      kombinowac z opieka nad Mala, bo jedna babcia mieszka za daleko by
      dojezdzac codziennie 1,5h busem w jedna strone, do tego 2 razy w tyg
      musiala by byc juz od 6.30...wiec Marlenka bedzie dwa dni u jednej
      babci, a trzy dni druga babcia u nas.. jesli sie zgodza
      oczywiscie... no ale jakos to bedzie :-) u Ciebie tez sie wszystko
      ulozy! dawaj znac, jak sobie radzicie :-)
      • modeko Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 10:51
        Ja Karolę zostawiłam jak miał 5 m-cy
        Horror.
        Dwa dni zostawała z ciocią w domu.
        Trzy dni woziłam ją do mojej mama. Mama pilnowała ją do 15.00 a potem pewna pani
        do mojego powrotu z pracy.
        W domu sprzątanie w tygodniu olałam sobie.
        Sprzątaliśmy z mężem w soboty.
        Do pracy dojazd zajmował mi 1h, więc odsypiałam nocki w autobusie.

        Teraz jak jestem w domu z mały widzę co straciłam, zostawiając córkę.
        Ale nie było wyjścia.
        No i oczywiście czuje się bardzo kochana.
        To ja mam wyrzuty sumienia .

        Ale prawda jest taka że na pewno uda się wszystko zorganizowac i będzie ok.


        Pozdrawiam i życzę wytrwałości
        Ja pierwszy dzień w pracy ryczałam:((
    • olcia.kaktus taki lajf ;) 14.05.08, 11:10
      To, że mówi się o matkach, że są dobrze zorganizowane, dotyczy również matek
      pracujących. To naprawdę sztuka, której trzeba się nauczyć, tak balansować
      czasem, żebyi być z dzieckiem i żeby dom jakoś wyglądał, mąż nie padł z głodu,
      no i trzeba o siebie zadbać, czasem o ogródek itp.
      Ja wróciłam do pracy na początku lutego. Przez jakies 2 miesiące totalnie nie
      mogłam się pozbierać. Pracuję w najgłupszych możliwych godzinach bo od 9 do 17
      (teraz jeszcz póki karmię do 16). Zajmuje to naprawdę ten najcenniejszy czas w
      ciągu dnia.
      Przez 2 miesiące w domu robiły się góry prasowania, koty z kurzu ganiały się po
      kątach, a naczynia się pietrzyły, bo nawet nie miałam siły zabrać się za
      włożenie ich do zmywarki.
      Ale spoko, poświęciłam długi weekend na doprowadzenie wszystkiego do stanu
      używalności, ponadto przekopałam ogródek, uporządkowałam roślinki na balkonie (w
      sumie mam ich ponad 30)
      I teraz jakoś łatwiej - znajduję jednak czas na wszystko i staram się, żeby nie
      mieć juz zaległości. Nawet po położeniu małej spać idę na godzinę na rower :)

      A dzień wygląda tak: 5,30 mała się budzi, więc biorę ją do dużego pokoju na
      tapczan, czasem się uda jej zasnąć, mi przytulonej do niej też(kilka chwil
      przytulactwa jest bardzo cennych)
      o 7.30 ubieram młodą, daję jeść, szykuję się do pracy, około 8.20 spadam do
      pracy. O 17 - 17.30 wracam do domu z zakupami, karmię małą deserkiem oglądając
      jednym okiem "klan", potem idziemy razem do kuchni (młoda albo w MT na plecach,
      albo w krzesełku), około 18.30 obiad, potem razem się bawimy, wychodzimy na
      spacerek na około pół godziny. o 19.40 kąpiel, karmienie o 20 młoda w łóżku. Ja
      lecę na godzinkę na rower. Wracam, oglądam "na wspólnej". O 21.30 sprzątam
      kuchnię, pokój, szykuję jedzenie młodej na nocke (karmię ją o północy), kąpię
      się, idę spać, bo przecież 5,30 pobudka ;)))
      W weekendy prasowanie, ogródek, dłuuugi spacer z młodą, jak jest ładnie to też
      na balkonie sobie się opalam, mała obok bawi się w cieniu. Czasem na życzenie
      szyję jeszcze MT, ale na to zarywam kawał nocki w weekend.
      • malenkie7 do olcia.kaktus 14.05.08, 11:28
        jestem pod wrażeniem, naprawdę.

        podobny lajf czeka mnie od 1 lutego 2009... o dżizus...
    • latortura napisze pozniej, bo teraz sie poryczalam... 14.05.08, 12:05
    • kamsi Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 12:56
      Ja pracuję od początku marca, czyli jak tylko Kostek zskończył 7
      miesięcy - i tak długo udało nam się ten mój pobyt w domu
      przeciągnąć dzięki zaoszczędzonym różnym urlopom wypoczynkowym,
      które brałam po macierzyńskim:)
      Ja pracuję popołudniami, tzn. najczęściej od 15 do 22, ze trzy-
      cztery raz w miesiącu też od 12 do 18 (wtedy zdążę wrócić do domu
      ok. 19 i jeszcze spędzić z Konstantym chwilę, kąpiemy go o 20, o
      20.30 już śpi).
      Podczas mojej nieobecności Kostkiem zajmuje się mój mąż, który ma
      wolny zawód i tak staramy się dopasować moje dyżury w pracy i jego
      pracę, żeby się ewentualnie wymieniać w domu. Na razie tylko raz
      prosiliśmy moją mamę o przyjazd na dwa dni, bo nie udało się nam
      zajęć pogodzić.
      Chłopaki w domu radzą sobie rewelacyjnie, dla mnie oczywiście i tak
      pozostaje sprzątanie, ale za to nie muszę gotować:)
      Oczywiście jest też ciężko, ciężkie są rozstania, żal tych chwil
      spędzonych poza domem, wyrzuty sumienia, zmęczenie, to, że na
      okrągło obydwoje mamy albo pracę, albo naszego Potworka, za to
      prawie wcale czasu dla siebie, a przynajmniej niewiele.
      Ale z drugiej strony wyjście z domu wiele daje, przynajmniej mi,
      lubię swoją pracę, no i jestem z nas dumna, że tak sobie radzimy:)))
      • asuzi Re: do mam, ktore pracuja - moje rozterki ;( 14.05.08, 20:43
        pracuję od 8 stycznia, ciesze się że wróciłam do pracy, ale
        przyzanam że mam mało czasu dla siebie. Po powrocie zajmuje sie
        małą, sprzątam, piorę, ciągle mm coś do zrobienia, mąż mi pomaga,
        ale troche za mało, bozajmuje się małą, ale nie pomaga mi w
        obowiązkach domowych, oczywiście chce żebym mu mówiła co ma zrobić,
        aleja zamiast mówić wolę sama zrobić, nie chcę mu rozkazywać, sam
        powinien widzieć co trzeba zrobić, ma przeciez oczy i powinien
        widzieć żetrzeba sprzątnąc...
        Mimo to ciesze się że wróciłam do pracy, po pracy mam większą chęć
        posiedzieć z Zuzią, wcześniej trochę mnie to nurzyło, że cały czas
        siedzę z nią, a tak ma urozmaicenie, bawi się z kuzynką, babią
        dziadkiem,
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=43618&w=79574672
    • latortura dziekuje... 15.05.08, 10:06
      eh, dziewczyny naprawde wielkie dzieki...

      ja wiem, ze da sie wszystko pogodzic - TRZEBA ;(

      naleze do osob bardzo zorganizowanych, teraz "siedzac w domu" nie
      mam zaleglosci prania, prasowania, sprzatania itd.
      wszystko jest zrobione "na biezaco",

      martwi mnie tylko to, ze tak naprawde ze swoim dzieckiem spedze
      tylko ok. 4 godzin w ciagu dnia a moja mama wiecej ;(
      ale tak jak mowicie: dziecku tez przyda sie urozmaicenie - tym
      bardziej, ze uwielbia przebywac u dziadkow - jestemy tam czesto i
      bardzo dobrze czuje sie z moja mama - zasypia jej czasem na rekach,
      czy przytulony do niej ;)

      wiem, ze najgorsze beda poczatki - pozniej zacznie sie
      wszystko "jakos krecic",
      czas przeleci, pozniej przedszkole, Synek znow bedzie w innym
      otoczeniu, ale za to wtedy babcia z dziadkiem czy M odbierze Go
      wczesniej i znow bedzie to jakos urozmaicone,

      samej tej organizacji moze az tak sie nie boje co wlasnie tego
      uplywajacego czasu - bede sie starac jak najwiecej uwagi poswiecac
      Synkowi gdy wroce z pracy,
      dokladniejsze sprzatanie zostawie na sobote, a w tygodniu byleby nie
      bylo zaleglych naczyc, pusty kosz na smieci, starte kurze i czysta
      lazienka ;)
      chyba zrezygnuje z gotowania, M ma mozliwosc jedzenia "na miescie" a
      ja zawsze jakos sobie radze, ale to akurat zobaczymy, bo czasem
      poprostu lubie cos upichcic, relaksuje sie przy tym, w kazdym razie
      nie jestem zmuszona robic tego codziennie,

      tak jak mowicie - wieksze zakupy raz w tygodniu w markecie -
      pouzupelniac braki, a po pracy pieczywo, owoc itp,
      zreszta...musze "ubrac" w to M,

      chcialabym zeby wozil i odbieral od mamy Synka, ja mam "nie po
      drodze" do pracy a On ma nienormowany czas pracy (wlasna dzialanosc),
      zawiozlby o 9, przywiozl o 15, mama nie musialaby siedziec z
      Malutkim az tylu godzin, M codziennie spedzilby z Synkiem troszke
      czasu, a ja po pracy zaraz wracalabym do domku i w ten sposob Synek
      mialby urozmaicony dzionek ;)

      M mino iz ma taka prace ciagle jest w terenie, ciagle cos robi, nie
      jest mozliwa praca w domu, praktycznie musi byc dyspozycyjny
      24h/dobe ale za to gdy trzeba zawsze jest "dostepny",

      boli mnie to, ze to kobieta wlasnie MUSI bardziej sie naginac,
      uelastyczniac, dwoic, troic itd,
      wiem, ze jest tez jakis % mezczyzn chetnie zajmujacych sie
      dzieckiem, domem itd ale prawda jest taka, ze to z reguly kobiety
      ogarniaja caly ten chaos,

      tak jak ktoras z Was pisala, ze zamiast czekac az M zorientuje sie
      co ma zrobic, woli zrobic to sama,
      ja tez tak mam ;)
      zdaze zrobic dziesiec rzeczy zanim M zabierze sie do zrobienia
      jednej,

      ale nie chce narzekac...
      pracuje bardzo duzo, teraz budujemy dom - wiem, ze sie stara,

      tylko tak szkoda tych mlodych chwil, tych chwil gdy dziecko jest
      male, ja czerpie z tego ile sie da, On jest zdania, ze teraz jeszcze
      musi popracowac, zeby za 3-4 lata zbierac tylko tego owoce,
      zobaczymy...

      postaram sie ulatwiac sobie zycie, nie bede stac przy garach gdy
      slonce na dworze tylko po to zeby M zjadl, skoro moze zjesc gdzies
      indziej a ja w tym czasie moge wyjsc na spacer z Malutkim ;)

      brakuje mi tylko zmywarki, bo w tym mieszkanku mamy tak mala
      kuchnie, ze sie nie miesci ;(
      ale milo jest pomyslec, ze kiedys ta sprawa ulatwi mi zycie ;)

      przepraszam, ze tak sie rozpisalam, ale bardzo tego potrzebowalam,
      jak juz bedzie blizej pojscia do pracy to sie odezwe - napisze jak
      sobie radze ;)

      dziekuje za wszystko, buziaki gorace dla mam pracujacych i tych
      jeszcze niepracujacych ;)
      • latortura Re: dziekuje... 15.05.08, 10:12
        teraz jak przeczytalam swoj tekst to wyszlo na to, ze we
        wszystko "ubralabym" M ;)

        podejrzewam, ze Jego rola skonczy sie na wozeniu Synka - co i tak
        bedzie dla mnie super rozwiazaniem,
        codzienne zakupy pewnie ja zalatwie na spacerku a i ugotowac tez
        pewnie nieraz bede miala ochote,

        do tego pranie, prasowanie, sprzatanie to tez moja "dzialka",
        eh, duzo tych obowiazkow ;)
Pełna wersja