lilka.k
21.05.08, 19:49
Dziś ryczałam razem z nimi. Nie dawałam rady. Aż dziw, że sąsiedzi na policję nie dzwonili. Tak się darli...a ja siedziałam z nimi na podłodze, tuliłam, głaskałam i one tak ryczały. I ja też. Miałam ochotę je porzucić, wyjść z domu..
I to nie przez tę chorobę. Tak jest od 2 tygodni. Nie chą się się bawić, nie chcą jeść, spać, drą się jak nie wiem, ciągną mnie za nogawki. Ciągle muszę je zagadywać, świra z siebie robić. Nie daje rady. Jak jednego noszę, drugi za nogawkę mnie trzyma.
Jak się budzą, otworzą oczy, od razu płaczą, nie jak kiedyś, ze budziły się zadowolone a ja nie wiedzialam co to płacz.
Ja chcę moje dzieci z powrotem.
I nie jest to przez chorobę, tak już mają od jakiego czasu i to się pogłębia i z kazdym dniem giorzej.
Dzis zostawilismy je kilka godzin u dziadków, bo jechalismy kupic kanape.
Ja wrocilam zadowolona, troche odetchnęlam od nich i mama moja mówiła, ze byly super grzeczne, ale gdy weszłam i mnei zobacyzły to od razu tę jęki, których juz znieść nie mogę.
Czy to jakis etap czy co? Ja nie dam rady dlużej.
Mąż w pracy cale dnie, nie wierzy mi, ze takie są. Więc dzisiaj histeria, ja za telefon i dzownię do niego: mówię: słuchaj jak mam, tak mam wiekszosc dnia..zdziwił się.