Julia

31.07.08, 13:21
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,5483843,Wybor_Julii.html
Nie mogłabym chyba oddać swojego dziecka nawet chorego.
Nie wiecie czy książka została przetłumaczona na j.polski?
    • mynia0 Re: Julia 31.07.08, 13:39
      w takiej sytuacji trudno się zarzekać...

      oglądałam kiedyś miasto kobiet, była matka chłopca ciezko
      upośledzonego, matka sobie nie radziła, chopak zaczynał dorastać,
      zrobił się z niego agresywny mężczyzna. kobieta oddała go do domu
      opieki, żeby chronić i siebie, i młodsze rodzeństwo. ale interesuje
      sie nim, odwiedza go, zabiera do domu na święta i tak dalej... i to
      jak dla mnie jest najwłaściwsze rozwiązanie.

      mnie w historii Julii poraża kilka faktów. po pierwsze - kompletny
      brak uczuc do dziecka, pozbycie sie go jak przedmiotu. Julia pozbyła
      sie problemu i to wszystko. po drugie - te zapędy do uśmiercenia
      dziecka. no szok! po trzecie - postawa męza Julii - ja albo dziecko.
      to skrajny egoizm, brak mi słów.

      ja rozumiem, że rodzicom niepełnosprawnych dzieci jest cieżko i
      absolutnie nie potępiam, jak decyduja sie dziecko oddać do zakładu.
      nie zawsze maja siły i możliwośc, żeby się dzieckiem zając. i to
      rozumiem, jestesmy tylko ludźmi. czasem oddanie dziecka jest
      lepszym rozwiązaniem dla obu stron. ale coś takiego jak opisano w
      tej historii nie mieści mi sie w głowie. i nawet nie bardzo umiem
      napisać, co mi po tej głowie chodzi...
      • leluchow1 Re: Julia 31.07.08, 13:47
        dokładnie. przeraza mnie nie to co zrobiła ale jak to zrobiła.
      • kamsi Re: Julia 31.07.08, 14:06
        Dziewczyny, sorry, bo pewnie zaraz się rozpęta wielka dyskusja,
        która zresztą będzie jałowa, ale nie mogę się powstrzymać od
        zapytania Was:)
        1. Mynia0, z Twojej wypowiedzi wynika, że rozumiesz, jak ktoś oddaje
        dziecko upośledzone do zakładu, ale nie rozumiesz, jeśli zostawia je
        pod opieką szpitala, który następnie znajduje mu matkę zastępczą? Ja
        mam (zupełnie teoretycznie mówię) wrażenie, że lepiej mu u
        zastępczej matki niż w zakładzie, więc jestem zaskoczona tym, co
        napisałaś.
        2. Leluchow, piszesz, że przeraża Cię nie to, co zrobiła Julia,
        tylko jak to zrobiła. Ale jak chciałabyś, żeby zrobiła? Skąd wiesz,
        jak robią to inni ludzie? Czy zaakceptowałabyś, gdyby oddała
        dziecko, szlochając z żalu? Może szlochała, tylko podjęła decyzję i
        postanowiła być twarda? A może inni, którzy oddają dzieci
        upośledzone, odczuwają ulgę, kiedy już je oddadzą?
        3. Mynia0 przytacza historię kobiety, która oddała syna do zakładu i
        go odwiedza. I mówi, że to dla niej najwłaściwsze rozwiązanie. Julia
        przecież też odwiedza Imogene co dwa tygodnie. A jej córka nie jest
        w zakładzie, tylko ma nowy dom. To nie jest właściwe?
        • mynia0 Re: Julia 31.07.08, 14:27
          Kasmi, chodziło mi sama kwestie oddania dziecka, nie konkretnie o
          zakład , szpital czy tez matkę zastepcza. pisze o warunkach
          polskich / niestety/ . u nas ciezko byłoby znaleźć matkę zastępczą,
          a wiadomo, że takie rozwiązanie jest najlepsze. mogłas to tak
          zrozumieć, fakt - ale Polska to nie Anglia :( a ja pisze o
          warunkach polskich.

          wiesz, ja sie Tobie dziwię, bo doczytałąś, że Julia odwiedza
          dziecko, ale czy doczytałas dokładnie to?

          "Na pierwszy weekend bez Immie pojechali we trójkę do luksusowego
          hotelu. Były kąpiele w basenie i wspólne śpiewanie. To wtedy ustalił
          się rytm: jest Immie - jest bezradność, rozczarowanie, udręka. Nie
          ma Immie - jest ulga, radość, swoboda."


          "'Zdecydowałam się oddać swoje dziecko, bo wiedziałam, że nie będę
          mieć z nim żadnej znaczącej relacji'.


          co to do diabła znaczy - ta znacząca relacja? albo sie dziecko
          kocha, albo nie. fakt oddania niczego tu nie zmienia. można kochac
          dziecko w domu i zakładzie albo u matki zastępczej, a mozna i nie
          kochac dziecka zdrowego, które sie bawi w pokoju obok. i nie kaz mi
          prosze rozumieć tego uprzedmiotowienia i braku miłości!
          • mynia0 Re: Julia 31.07.08, 14:35
            sorry za błąd w nicku :)
    • azi81 Re: Julia 31.07.08, 14:25
      Mnie przeraza cala ta sytuacja...nie oceniam bo nie wiem jak ja bym
      sie zachowala w takiej sytuacji....ale chyba nie zdecydowalabym sie
      na kolejna ciąże bałabym sie....
      • leluchow1 Re: Julia 31.07.08, 14:33
        Przeraża mniewłasnie taki zupełny spokój i obojętność. Nigdy nie byłam w takiej
        sytuacji ale w tej chwili wydaje mi sie ze nie mogłabym oddac wlasnego dziecka
        nawet chorego. Ale gdybym juz nie dawala rady to mysle ze serce krwawiloby mi z
        bólu. A tego nie zauwazylam czytajac ksiazke. I prawdopodobnie też bałabym się
        kolejnych ciąż.
        • leluchow1 Re: Julia 31.07.08, 14:37
          Genralnie cała sytuacja jest dla mnie przerażająca. Mysle ze kazdy dostaje tylko
          tyle ile jest w stanie unieść. I masz racje choc nie chce oceniac to tak
          naprawde najbardziej szokuje mnie oddawanie dziecka. Kurde serce mi sie sciska
          na samą mysl. I odwiedzanie dziecka to nie to samo co bycie mama.
          I zupełnie nie miałam zamiaru wywoływac dyskusji. Przeczytalam artykuł i jakoś
          mocno mną wstrząsną - przypomniał książkę którą czytałam.
          • mynia0 Re: Julia 31.07.08, 14:41
            mnie szokuje nie samo oddanie dziecka, bo to jestem w stanie
            zrozumieć / mieszkam niedaleko zakładu opiekunczego i nie wiem, czy
            dałabym radę/. ale szokuje mnie własnie ta obojętnosc i brak uczuć.

            a dyskutowac trzeba - o wszystkim. takie jest życie.
    • qwoka Re: Julia 31.07.08, 16:35
      nie bede potepiać bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie chce sie zarzekac jakbym sie zachowała, ale szokuje mnie podejscie Juli do jej córki... np taki cytat "Razem powołaliśmy ją do życia i razem wymazaliśmy wszystkie ślady jej obecności z naszego domu".
      dla mnie to nie do przyjęcia.....
Pełna wersja