anmroz
21.10.08, 08:39
Wczoraj pochowałam swoją bliską koleżankę z pracy... 41 lat, piękny, nowy dom, niedawno skończone studia, świeżo zrobione prawko, malutki 5-miesięczny wnuczek,satysfakcjonująca praca...I okropna diagnoza w sierpniu- potężny, nieoperowalny guz na narządach kobiecych, ostatnie stadium raka, mnóstwo przerzutów. Trafiła do szpitala 7 sierpnia, 18 października zmarła.Ogromna strata dla wszystkich. Prowadziłyśmy razem z Renatą zajęcia z tańca w Domu Kultury. Dzieci z jej grup zrozpaczone, nikt się nie spodziewał, nie wierzyliśmy ,że to śmiertelna choroba.Wracam dzisiaj do pracy, nie mam pojęcia jak będzie bez niej.
Nie chcę oceniać mojej koleżanki, sporo nie była u ginekologa.Powiem tylko tyle - badajmy się dziewczyny...