zuzaze_78
18.12.08, 19:57
Dawno, dawno temu, a nawet jeszcze niecale trzy miesiace temu, moje dziecko polozone do lozka, po wieczornej bajce i buziaku na dobranoc, spokojnie lezalo i czasem cicho gaworzac, powoli zapadalo w sen. W pazdzierniku zdaje sie, zmienilismy jej lozko na bezszczeblowe. Na poczatku zasypianie przebiegalo bez zmian. A potem ciekawski maluch zaczal sprawdzac, co sie stanie, jak wylezie z lozka i zapuka w zamkniete drzwi od swojego pokoiku. Okazalo sie, ze wtedy przychodza rodzice, biora na rece, spiewaja i tula(przodowal w tym tatus). Z dnia na dzien dziecko przyzwyczajalo sie do nowych zwyczajow i zaczelo domagac sie wielokrotnego powrotu tatusia i mamusi glosnym placzem. No i doszlismy do sytuacji, kiedy dziecko za nic nie da sie ulozyc w lozku, a natychmiast po zamknieciu drzwi, ustawia sie pod nimi i rozpoczyna ryk. Ryk wymuszajacy, histeryczny i milknacy momentalnie, kiedy drzwi sie otwieraja i rodzice wreszcie sie zjawia...
Od wczoraj usiluje naprawic moje dziecko, w zwiazku z tym cierpliwie czekam, az ryk sam minie. Pomna wskazowek superniani, tlumacze sobie, ze dziecku nic zlego sie nie dzieje, ze to tylko manipulacja. Mimo to, gdzies w tyle glowy chodzi mi po glowie trauma, jaka dziecko moze miec, samo w ciemnym pokoju z poczuciem opuszczenia...
Ale wydaje mi sie, ze z czasem bedzie coraz gorzej. Juz teraz to chodzenie do niej trwa czasem ponad godzine.
Mam nadzieje, ze moje madre dziecko szybko zrozumie, ze ryk nie przynosi efektu. Teraz wyje juz pol godziny...
W sumie nie wiem, jak to sie skonczy. Maz twierdzi, ze uparta corka (jego geny!) bedzie wyla, az zasnie pod drzwiami.
Zal mi jej bardzo, ale musimy cos zrobic z ta sytuacja i naprawic dziecko.
Czy ja dobrze robie????