shemreolin
20.03.09, 17:24
No więc nie mam juz pracy, a raczej mam do końca marca. Jako, że w marcu przez
perypetie szpitalno-chorobowe nie ma mnie w pracy od 6 marca, no i jeszcze w
styczniu byłam przez 2 tygodnie na zwolnieniu, to po prostu stwierdzili, że
nie mogą mnie trzymać jak mnie nie ma w pracy. Tylko, że pracowałam w domu. A
poza tym naprawdę nic a nic się w mojej pracy nie działo. Dostawałam już
cholery, bo cały dzień rozwiązywałam krzyżówki w necie, albo czytałam wiadomości.
Byłam zatrudniona na umowę o dzieło, nie mają żadnych zastrzeżeń co do mojej
pracy jako takiej. Byli ze mnie bardzo zadowoleni z mojej pracy i często
słyszałam pochwały... ani jednej nagany.
Tak czy siak, nie narzekam. Szefową miałam z dupy wziętą, kawał chamki i
prostaczki... zainteresowana tylko sobą, swoim squashem i butami. Obraża
swoich pracowników, często daje do zrozumienia, że inni nie sięgają jej do
piet. To nie dla mnie.
No i nie jestem nieszczęśliwa, bo udało mi się nawiązać współpracę zdalną i
robię grafiki do stron www, logo i inne takie. Całkiem niezła kasa, dużo
pracy, którą mogę wykonywać w domu. Oskar będzie chodził do żłobka od do
12-13, ja będę w tym czasie pracować w domu. Potem go wezmę ze żłobka,
zaliczymy spacer, potem obiad i mały zaśnie, a ja wrócę do pracy. Nie będzie
tak źle, wyjdzie nam taniej żłobek, ja będę pracować tak jak lubię, a nie
siedzieć w biurze i liczyć plamy na suficie.
No... nie jest tak źle. :)
Ale... tak czy siak... wywalić kogoś z pracy, bo miał taki splot wydarzeń w
życiu to trzeba rzeczywiście nie mieć empatii. Co nie?