maniulka_25
04.04.09, 09:59
Pewnie większość Was stwierdzi że jestem nienormalna :-(
Mój m załatwił domek nad jeziorem na dwa tygodnie. Powiedziałam, że pojadę ale tylko pod warunkiem że pojedzie z nami niania. Bo sama z dwójką dzieci w obcym miejscu nie wyrobię. Julka je już wszystko, ale za cholerę nie zaśnie w obcym miejscu. A jest tak dlatego, bo nigdy nie była na "dyżurze" u dziadków a nawet więcej babcie mają ją głęboko w d i w ciągu tych 20 miesięcy nie odwiedzały jej.
Hania puki co jest na cycu więc jeden problem odpada. Ale powiem Wam szczerze w domu czuję się bezpiecznie, mam swój plan dnia, pomaga mi niania (razem chodzimy na spacery, zrobi drobne zakupy), czasu dla siebie nie mam, ale dzieci ładnie śpią w swoich łóżkach. Mimo że padam na ryj, to nie mogę narzekać, córki mam super. Ale jest to efekt mojej ciężkiej pracy, pilnowania rytmu dnia i poświęcenia.
Na wyjeździe wszystko się pokiełbasi, runie cały system, nie będzie pani K do pomocy, m będzie się opalać i łowić ryby a ja umorduję się zabawiając Hanię i latając za Julką... Dziękuję za takie wakacje. Doświadczenie w tej kwestii mam, bo byłam z Julką i m we Włoszech u mojej siostry. Julka miała wtedy 7 miesięcy. Mój dzień składał się z karmienia Julki, wyparzania butelek itp. Pogoda była nędzna, Julka spała w walizce (żeby nie spaść z łóżka) a mój m z moją matką i siostrą bawili się doskonale... Zwiedzali Florencję, latali po knajpkach, wystawach.
Szczerze wolę być niewolnikiem w domu niż na wyjeździe...