Smutne,ale prawdziwe ;((

17.04.09, 23:56
www.polityka.pl/czynnik-nieludzki/Lead33,1137,287729,18/
    • madziszka Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 00:08
      k...wa aż nie mogę tego czytać
      normalnie mi się pięści zaciskają
    • domatorka.amatorka Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 00:32
      to brzmi jak makabryczna opowieść sprzed wieków:( aż się wierzyć nie chce, że to
      wszystko jest możliwe w cywilizowanym świecie...
    • zabka11 Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 08:51
      Ja też nie mogę uwierzyć, byłam wielokrotnie w szpitalach z Gosią i
      z Jankiem ostatnio i nigdy, nigdy nie spotkałam się z takim
      zachowaniem. I powiem tak, moim zdaniem, połowa winy leży po stronie
      pokornych, nie znających swoich praw rodziców. Wiem, wiem, że ludzie
      są różni, ale ja sobie nie wyobrażam, żebym 15 min czekała na
      odpięcie kroplówki przez pielęgniarkę, bo ona pije kawę. Po pierwsze
      jak kroplówka sie kończy to ją zakręcam, a potem wołam siostrę. Nie
      przychodzi w ciągu 5 min, wołam raz jeszcze, ma focha, biorę kamerę,
      i nagrywam jej zachowanie, robię zdjęcia telefonem, cokolwiek, drę
      sie na cały oddział i w dupie mam ze ona ma focha. Piszę jak bym
      zrobiła, bo nigdy nie musiałam. Zawsze jestem przy wszystkich
      zabiegach z dzieckiem, i nie ma możliwości wyproszenia mnie z
      zabiegowego, choćby chciały. Wielokrotnie sie przekonałam, że
      pewnośc siebie/rodzica w rozmowie z lekarzem/pielęgniarka to
      podstawa. Gdyby mi lekarka odfuknęła coś na temat zdrowia mojego
      dziecka, to by z pokoju nie wyszła o własnych siłach, tak bym ja
      zjechała. Myślicie, że się madrzę, żartuję....o nie, taka jestem, bo
      nie znoszę takiego okazywania braku szacunku, przez służbę zdrowia.
      Jak leżałam w ciąży z Jankiem (19tc, bóle, zagrożenie), to jako
      jedyna na sali głośno i wyraźnie rozmawiałam z ordynatorem na temat
      swojego stanu zdrowia. Starał sie mi wmówić, że przesadzam, więc mu
      spokojnie, ale dobitnie odpowiedziałam (stojąc twarzą w twarz i
      patrząc w oczy), co myślę na temat jego podejścia do mnie, i nast.
      razem tylko mnie z "normalnym" podejściem zapytał: "Jak się Pani
      czuje"?;)
      Mogę mnożyć takie przykłady;)
      Zawsze jak idę do szpitala, to mówię sobie, nie jesteś jedyna na
      oddziale, są też inny pacjenci. Nie wymagam 100% zainteresowania,
      ale kultury i szacunku. Nie muszą sie do mnie uśmiechać, bo to też
      ludzie mają złe dni, ale pracować muszą kompetentnie i nie wolno im
      z okazji swoich niepowodzeń, wyżywać się na ludzich, czyt.
      pacjentach.
      Takie moje zdanie:)
      Pozdrawiam
      • patrice7 Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 09:46
        Ania wydaje Ci się,ze tak włąsnie bys zareagowała na takie zachowania.
        Siedzi sie cicho bo inaczej odbija sie to na dziecku: patrz histroria z
        "awanturujaca sie" matka, ktorej dziecko nie dostalo srodkow uspoajajacych i
        przeciwbolowych "przez matke"

        Siedzi sie cicho, bo jest strach i przerazenie...
        • zabka11 Re: Nie, Pati i nie wmawiaj mi;) 18.04.09, 10:17
          Wiem, jakbym się zachowała. Znalazłabym innego lekarza, dała dziecku
          środki, albo sama poszła do apteki!!!! I nie patrzyłabym przez
          pryzmat strachu, bo mi potem na dziecku się zemszczą...to bzdura!!!
          Właśnie przez takie bierne zachowanie rodziców, lekarze/pielegniarki
          pozwalają sobie na za dużo, bo rodzice nie reagują!!!!
    • monaa28 Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 09:57
      byłam z Jachem w szpitalu jak miał 10 miesięcy i zapalenie płuc. Nikt nie był
      dla nas niemiły, co prawda spałam na leżaku ale poza tym wszystko było ok, nikt
      nie traktował rodziców w taki sposób jak w tym artykule. na szczęście ;)
    • dagi.ww Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 10:03
      Masakra, wstrząsające...
      Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała stawiać czoła takim sytuacjom w służbie
      zdrowia...
      • dmgr Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 10:19
        To jest masakra. Moja siostra była ostatnio przez tydzień na oddziale dziecięcym
        neurologii i z tego co opowiadała tam jest koszmar. Dzieci trafiają tam z
        rożnymi dolegliwościami czasem bardzo poważnymi ale tez i z nerwicami i ogólnie
        cały czas podobno wrzeszczą tam na te dzieciaki, że mają być cicho, że nie
        chodzić po korytarzach, że to, że tamto bo ... przeniosą ich na oddział
        psychiatryczny no proszę Was, taka 12 czy 15-latka to na pewno cała znerwicowana
        przez takie krzyki jest i jak można tak w ogóle do dziecka.
        Co do spania na leżakach to moja koleżanka trafiła z dzieckiem duszącym się
        (astma) do szpitala jak była w 9 miesiącu ciąży i nawet krzeseł nie było żeby
        usiąść przy dziecku i jak chciała to mogła spać na podłodze.
        A co do lekarki, która prywatnie traktowała inaczej niż w szpitalu osobiście
        spotkałam się z takim podejściem wszystko jest pięknie jak płacisz a jak ze
        skierowaniem z NFZ to jesteś ścierwem i ogólnie "co Ty tu robisz?".
        Straszne to jest wszystko.
        • a.zaborowska1 Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 10:31
          Mnie raz wyproszono z zabiegowego 9 lat temu. Moja córka ma takie
          żyły jak ja ciężko jej się wbić. Nigdy więcej !!! W szpitalu z córka
          byłam kilka razy na różnych oddziałach: pediatrycznym, okulisycznym,
          otolaryngologicznym. Najgorsze wrażenia mam z Niekłańskiej z
          okulistyki 8 lat temu. Dzieci po operacji ksztusiły się swoimi
          wymiocinami po narkozach (po operacjach z OD) gdy rodzice jechali do
          szpitala z mlekiem i pieluchami. Pielęgniarki przywiązywały ich
          bandażami do łóżeczek aby nie przekręcały się na brzuch :-(((
          Teraz ludzie narzekają ??? Kiedyś to były atrakcje. Musiałaś oddać
          płaczące dziecko na progu zamkniętego oddziału a odwiedzin nie
          było :-(
          Natomiast z obsługą to tak jak ze wszystkim w tym kraju trzeba sobie
          radzić. Ja nauczyłam się zadbać o swoje w takich sytuacjach. Jak
          ktoś ze mną mocno dyskutuje mówię, że od razu dzwonie do TVN -u
          zawsze działa.
          • patrice7 Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 10:36
            Zabka to tylko gratulowac.
            Ja bym nie miala tyle odwagi.
            • 27agnes72 Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 11:14
              No widzicie a ja byłam w szpitalu traktowana wraz z dzieckiem jak
              królowa- miłe pielęgniarki, lekarze siadali na sali (izolatce) i
              tłumaczyli mi wszystko do znudzenia...Byłam też na sali z dzieckiem
              koczując pod łóżeczkiem w śpiworze deptana przez pielęgniarki i
              wypraszana przez lekarzy...Ale pracowałam też jako pielęgniarka na
              oddziale niemowlęcym i wierzcie mi- na niektórych rodziców sił brak:
              mamy plotkują z innymi mamami, stawiają na salach gorącą kawę, nie
              pozwalają dziecku założyć wenflonu do kroplówki bo dziecko będzie
              cierpieć, zamiast być przy dziecku czepiają się każdego ruchu
              personelu, nie pozwalają wietrzyć sal, myć chorych dzieci....Jestem
              jak najbardziej za rodzicami w szpitalu ale w naszym kraju nie ma na
              to żadnych warunków.Jest za MAŁO sal, lekarzy, pielęgniarek,
              hoteli.Będąc z dzieckiem tydzień w szpitalu jadłam tylko suche bułki
              siedząc w izolatce, nie miałam możliwości umyć nic poza zębami...Tak
              że każdy medal ma dwie strony...
    • smolineczka Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 15:07
      straszne relacje mam, które przeżyły okropny stres...
      Lekarze "są bogami w tym królestwie dziecięcego bólu. Pielęgniarki i młodsi
      stażem boją się tych starszych i utytułowanych. Rodzice boją się wszystkich..."
      nic dodać
    • shemreolin Re: Smutne,ale prawdziwe ;(( 18.04.09, 22:21
      My byliśmy właśnie w Działdowskim i naprawdę nie miałam zastrzeżeń c do opieki.
      Lekarze i pielęgniarki bardzo mili, wszystko wiedzieliśmy co dzieje się z
      synkiem, aczkolwiek nie mogliśmy być przy wkłuciu w kręgosłup, nie wiem czemu...
      być może ze względów sanitarnych, a być może dlatego, że obawiali się, że
      rodzice mogą zemdleć czy coś. Zaufałam im i oddałam synka na zabieg. Uśpili go
      na ten czas i potem spał jeszcze 2 godziny. Ogólnie nie kojarzę zupełnie takich
      sytuacji jak w tym artykule, zresztą przeczytałam tylko trochę, bo nie chcę się
      nakręcać.
      • azbestowestringi jejku, przypomnialo mi sie jak 19.04.09, 00:04
        bylam 1,5 roku temu ze starsza corka w szpitalu - na salach byly przede
        wszystkim lozka dla rodzicow, dla dzieci byly przystawiane kojce na kolkach.
        kuchnia, lazienki, wszystko przystosowane do rodzicow, ktorzy tam przebywali
        razem z dziecmi. wielkie sale, podzielone parawanami na 4 czesci, intymnosc
        zapewniona, dzieci mialy pelno zabawek, filmow, gier do swojej dyspozycji.
        rodzice dostawali normalnie posilki w ramach doby szpitalnej...
        inny swiat
        • shemreolin Re: jejku, przypomnialo mi sie jak 19.04.09, 00:52
          No, pod tym względem to u nas to rzeczywiście porażka. W szpitalu były
          zapewnione jedynie krzesła i kilka foteli takich większych. Trzeba było
          załatwiać sobie coś do spania we własnym zakresie. My mieliśmy leżak, ale i tak
          spało się na nim fatalnie.

          Kuchnia była do dyspozycji i lodówka, ale łazienki nie było żeby się umyć. Na
          dodatek ubikacja była jedynie piętro niżej i to tak obleśna, że ojoj. I papieru
          toaletowego często nie było. Warunki typowo PRL-owskie. Kafle, szarość i stare
          okna.

          Swoja drogą, najbardziej przykre było dla mnie to, że w naszym pokoju leżała
          3-miesięczna dziewczynka o imieniu (jak to wiele mówi...) Dżesika, którą rodzice
          oddali do szpitala jak radio do naprawy i zapewne postanowili przyjechać do niej
          dopiero jak ją wyleczą. Zajmowały się nią bardzo czule pielęgniarki oraz
          stażyści, ale ja ani razu nie widziałam żeby ktoś z rodziny do niej przyszedł. I
          to jest dopiero smutne. :(

          Natomiast czynnik ludzki był jak dla mnie bez zarzutu.
Pełna wersja