Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:)

14.05.09, 14:43
Czy są tu na naszym forum mamy pracujace w zawodzie nauczyciela??
Mam pytanie, w związku z moimi planami na przyszłość:)
Skończyłam studia uprawniajace mnie do nauki w szkole, jednak nie skończyłam
kursu pedagogicznego, gdyż w szkole nie chciałam pracować. Wolałam zrobić
specjalizację. Po studiach nie pracowałam w zawodzie, teraz jestem na urlopie
wychowawczym, a po nim nie chcę wracać do mpjej pracy. Myślałam zeby ukończyc
kurs pedagogiczny i poszukać pracy w szkole.
Napiszcie o plusach i minusach tej pracy, ja puki co widzę same plusy ( wolne
wakacje, mniejsza ilość godzin niż w biurze) i jeden minus (płace).
Będę wdzieczna za Wasze refleksje:)
    • patrice7 Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 14.05.09, 19:50
      Ja nie ucze wprawdzie ale przypomnialo mi sie pewne powedzenie:)
      "obyś cudze dzieci uczył " :)
      I wcale nie jest to radosne zyczenie ;)
    • ulkadabrowska Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 14.05.09, 21:37
      nie wiem, jaką masz specjalizację, ale jako lingwista szkołę polecam na pół
      etatu - nie umęczysz się, ZUS będzie zapłacony a popołudniami będziesz miała
      czas na szkołę językową.

      Ja w podstawówce i gimnazjum wytrzymałam rok. W gimnazjum złożyłam wypowiedzenie
      po tym, jak w ciąży już będąc dostałam latającym uczniowskim plecakiem w głowę.
      I nie o uderzenie tu bynajmniej chodzi (przypadek) ale o reakcję dyrekcji: "ale
      miał oko!" ?!?!?!?

      Ja uwielbiam uczyć, słuchacze mnie lubią (choć podobno jestem straszna kosa).
      Myślę, że mam to we krwi - moja mama to świetny pedagog :)

      Na pełny etat tylko do szkoły by mnie wołami nie zaciągnął.
      Może liceum?
    • metanira Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 14.05.09, 23:06
      Kolejny minus: mnóstwo pracy poza szkołą (przygotowywanie testów, sprawdzianów,
      sprawdzanie ich, rozkłady, plany, konferencje itp.).
      Ja pracuje w szkołach dla dorosłych w weekendy.
    • agatka_1979 Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 15.05.09, 07:51
      a mniejsza ilość godzin to taki pozór trochę... bo teoretycznie
      tydzień pracy jest jednak 40h.. a pensum jest mniejsze - tzn ilość
      godzin lekcyjnych... do tego dochodzą konferencje, szkolenia
      niekoniecznie w godzinach lekcyjnych, dodatkowe rzeczy jak
      przygotowywanie imprez, opieka nad uczniami na wycieczkach,
      dyskotekach, "zespoly wychowawcze" itp... no i dyzury na przerwach
      pomiedzy lekcjami, kiedy czlowiek czasem zastanawia sie jak to sie ma
      do zasad bhp i przerwy w pracy dla nauczyciela..
      no i jak dla mnie np to wakacje, ferie i dluzsze wolne w czasie swiat
      to wcale nie taki duzy plus, bo czasem wolalabym moc wziasc urlop w
      innym czasie (np tansze wakacje we wrzesniu czy w maju/czerwcu - a
      nie mozna)..pewnie zalezy to tez od dyrekcji i ukladow w szkole... :-
      )



    • agusiajasia Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 15.05.09, 14:15
      Ja, tak jak Ula, jestem anglistką. Od ukończenia studiów pracowałam w szkole
      podstawowej i przeszkolu, ale prywatnym. Jest to olbrzymia różnica, niż jak
      pracujesz w szkole państwowej. Warunki pracy są naprawdę dobre. Małe grupy, dużo
      godzin, możliwość prowadzenia lekcji w wygodnych warunkach no i dzieci naprawdę
      grzeczne.
      Nie miałam nigdy takiej sytuacji, żeby ktoś się w jakikolwiek sposób źle do mnie
      odezwał, a przez rok uczyłam też w gimnazjum. Wiele zależy od podejścia dyrekcji.
      Bardzo lubię swoją pracę, no a poza tym wakacje, ferie. Przy dzieciach to
      idealne rozwiązanie.
      Oczywiście trzeba pracować po godzinach, testy, szkolenia, przygotowanie do
      lekcji, ale to jest wpisane w zawód nauczyciela.
    • kalinka-pl Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 15.05.09, 15:03
      Dementuję wolne wakacje ferie itp, w szkołach są organizowane
      półkolonie, ferie w szkole itp i wówczas nauczyciel musi przyjść na
      te kilka godzin do pracy, do tego 40h tygodnia pracy dochodzą
      zebrania z rodzicami, zajęcia wyrównawcze, koła zainteresowań, rady
      pedagigiczne itd nie płatne dodatkowo oczywiście, no i dużo pracy w
      domu: sprawdziany, przygotowanie pomocy dydaktycznych dla uczniów np
      w przypadku klas integracyjnych i cała masa pracy papierkowej
      związanej z awansem nauczyciela.
      Łatwa praca to nie jest ale oczywiście są też plusy :)
      • agusiajasia Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 16.05.09, 10:49
        No tak, wszystko zależy od tego w jakiej szkole pracujesz i czego uczysz.
        Ja wychowawstwa nie mam, bo uczę ang w klasach 0-3 i przedszkolu, więc mój
        przedmiot jest dodatkowy. Oczywiście zebrania z rodzicami organizuję, ale
        oddzielnie mniej więcej raz na 3mies.
        A w wakacje nie zdażyło mi się jeszcze nigdy pracować. No chyba, że na kursie
        językowym, ale to co innego :)
    • daisy74 Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 16.05.09, 16:15
      Mniejsza ilość godzin pracy...czy ja wiem?Jakbym policzyła godziny
      spędzone na przygotowaniach do przeprowadzenia ciekawych lekcji,czas
      na poprawianie ćwiczeń,klasówek,wyjścia do kina poza godzinami
      pracy,rady pedagogiczne,szkolenia,zebrania z rodzicami...itd to 40
      godzin może i by nie wyszło,ale blisko tego napewno.Owszem zdarzają
      się nauczyciele,którzy"odklepują" lekcje,wymigują się od
      rad,szkoleń,zebrań,ale ci na ogół długo w zawodzie
      nie "zabawią".Minusem jest też to,że w ten zawód inwestujesz-papier
      xero,szkolenia i podyplomówki,za które szkoła zwraca
      niewiele,materiały do lekcji czy do samokształcenia się.Plus pracy
      nauczyciela-jeżeli ponad te wszystkie niedogodność bardzo lubisz i
      cenisz sobie pracę z dziećmi to masz satysfakcję z pracy,bo często
      jest ona ciekawa i zaskakująca:)
      • mynia0 Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 16.05.09, 22:53
        ja pracuję w zawodzie od 13 lat. chciałam to robić i jak wybierałam
        zawód nie myślałam o plusach i minusach. teraz chyba postąpiłabym
        podobnie ;) lubie te robotę ;)

        plusy - duzo pracy można wykonywac w domu. porawiając sprawdziany
        nie musisz siedzieć w szkole ;) to jest korzystne dla kobiety -
        matki bardzo. zawód jest wdzieczny, jeśli sie go wykonuje z pasją,
        uczniowie potrafia to docenić - przynajmniej u mnie, no ale fakt, ja
        pracuję jakby nie mówić w szkole nieco elitarnej/muzycznej
        konkretnie/.

        niewątpliwym plusem jest gwarancja zatrudnienia - w pewnym momencie,
        po kilku stopniach awansu / w sumie 11 lat/ dostaje się stałą umowę
        i tylko bardzo ciezkie przewinienie albo likwidacja szkoły może
        pozbawic pracy. dyrektor nie może ot , tak sobie wywalić z pracy, bo
        mu sie tak podoba.

        czas pracy, o którym wszyscy tak trąbią, jak to nauczyciele maja
        dobrze - to jest totalna bzdura. jeśli sie chce pracować dobrze i
        solidnie, to pracuje się znacznie więcej, w soboty i niedziele
        także.

        kolejne dementi - jak to pięknie miec wakacje. tez bzdura. mam
        wakacje, i musze jeździć na urlop w najdroższym okresie, wtedy,
        kiedy jeżdzi większość ludzi, co powoduje niebotyczne ceny i tłumy
        np. na plazy. a ja wolałabym sobie szurnąć nad morze w maju, we
        wrześniu - ale nie mogę :/

        a teraz minusy - takie rzeczywiste, ale formalne ;)

        duża ilośc formalności i papierów.
        szkolenia i studia na własny koszt. nie pamietam, kiedy mi wrócono
        za delegację.
        niskie zarobki - mam podwójne studia, spory staż pracy i najwyższy
        stopień awansu - na rękę dostaję niecałe 1800 zł. w moim mieście to
        wystarcza na średnie zycie, ale w duzym - nie wyobrażam sobie takiej
        pensji.
        fatalny urlop - nie ma urlopu na żądanie, jeśli dziecko zachoruje,
        nie można się z pracy zwolnić - chyba, edyrektor litościwy i sie
        zgodzi, żeby jakas kolezanka prywatnie i nieformalnie zastąpiła.

        a z innych minusów - skostniałe środowisko, zawistne i czasem
        głupawe, paskudne rozmowy z rodzicami i słuchanie tekstów w stylu -
        ale on na pewno tego nie zrobił :?, do tego kretyńskie przepisy -
        np. że ucznia nie wolno upomnieć nawet przy klasie, bo to godzi w
        jego godnośc osobistą, a jeśli sie upomni na apelu, to jest
        niezgodne z ustawą o ochronie danych osobowych :D i takie tam ;)

        zawód jest cięzki, mówiąc ogólnie - trzeba miec do niego powołanie,
        inaczej lepiej sobie nie zawracac głowy - bo się będzie słabym
        nauczycielem, bez autorytetu i osiągnięć. a to jest bardzo
        deprymujące ;)
    • disno Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 16.05.09, 23:20
      ja osobiście po 8 latach pracy w szkole jestem na wychowawczym i
      wcale się nie śpieszę z powrotem - szczerze mówiąc nie wyobrażam
      sobie tego teraz z małym dzieckiem. Pomagam mężowi całkiem sporo w
      zupełnie innym biznesie i coraz częściej myślę aby juz nie wracać do
      szkoły (tylko korki popołudniami - jestem anglistką).
      Uwielbiam uczyć i być "w klasie", uwialbiam swój przedmiot, ale to
      wszystko co poza tym to koszmar:
      - Robota papierkowa: sprawozdania, porówniania, awans nauczyciela
      (jakiś absurd), dziennik, ipt.
      - Kontakty z rodzicami. Ciężko ludziom zrozumieć że czasmi dziecko
      nie jast einsteinem ani ideałam. I ciężko czasem o tym mówić.
      Generalnie: pretensje i żądania.
      - Dodatkowe zajmujące czas zajęcia (dziewczyny pisały już o
      sprawdzianiach, wypracowaniach, przygotowaniu do lekcji,
      konferencjach, akademiach itp.) i to jak wszyscy dookoła trąbią jak
      to nauczyciele sie obijają bo pracują 18 godzin!
      - Brak szacunku dla profesji - ogólnie uważa się że nauczyciele to
      durnie i uczą ci co to do niczego innego się nie nadają. Z
      angielskim i tak jest lepiej bo większość rodziców słabo ale z
      innych przedmiotów...
      - Słaba płaca.
      - Coraz bardziej rozszeniowa i bezduszna młodzież (pracowałam w
      szkole prywatnej o wysokim poziomie, większość uczniów nastawiona:
      daj, mi się należy a od siebie minimum. Najważniejsze wyniki bo
      trzeba mieć dobrze płatny zawód ale bycie przyzwoitym człowiekiem
      już jest mniej istotne. Liczę się ja i moje potrzeby.)
      - No i to że co roku to samo...W pewnym momencie zaczyna być
      nudno...A zmiana np. podręcznika to dla nauczyciela dodtkowa praca
      bo przecież trzeba zobaczyć co się jutro będzie robiło, zrobić plan
      lekcji...
      Boże jak to czytam to brzmi jak horror, ale dopiero teraz
      przejrzałam na oczy przez kilka pierwszych lat naprwdę uwielbiałam
      szkołę.
      • ridibunda Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 16.05.09, 23:58
        Podpisuję się pod tym, co napisały Mynia i Disno.
        I dodam, że wpadłam na chwilkę na forum po tym, jak właśnie skończyłam
        przygotowywać ćwiczenie dla uczniów na poniedziałek, na jedną z pięciu lekcji
        które wtedy mam, zajęło mi to ponad 2 godziny - niech żyje nasze teoretyczne 18
        godzin;P
    • meniaaa Re: Mamy pracujące w szkole - mam pytanie:) 17.05.09, 14:30
      wiec i ja ci odpowiem. Jakies 2 lata temu (tuz przed planowaniem
      dziecka) stanelam przed dylematem : praca w IBM (gdzie wtedy
      pracowalam) czy praca w szkole. Zrobilam sobie na kartce plusy i
      minusy obu i podsumowalam...Jestem w szkole,ucze niemieckiego,mam
      1,5 etatu i duuuuzo czasu dla Kamilki.Co zadecydowalo? Mysle ze :
      czas i stala praca w szkole.A mialo to znaczenie bo planowalismy
      Kamisie.
      MAm duzo godzin ale sie nie przemeczam,dodatkowo 1 dzien w tyg wolny
      (taki plan:)), niedlugo wakacje, w domu malo sie pzygotowuje,
      pracuje z mlodzieza (technikum).
      Sa oczywiscie minusy: mlodziez bywa ciezka, arogancka i bez
      ambicji, kasa nie za wielka ale wiadomo kiedy sie wiecej wyciagnie,
      trza te awanse robic i tyle, sa: dodatki motywacyjny,wychowawstwo,
      funkcyjny,stazowe no i np matury, korki a wiec sporo mozliwosci
      dorobienia kasy.
      Ale najwazniejsze zeby LUBIC UCZYC bo inaczej nici z wszystkiego.
Pełna wersja