metanira
23.05.09, 12:46
Rzadko w takich kupuję, tylko w nagłych wypadkach oraz mięso i pieczywo. A w
sobotę to już w ogóle staram się zakupów nie robić.
Dzisiaj musiałam wstąpić do szkoły, a że Konrad jeszcze nie wychodzi, więc
poprosiłam mamę, żeby wpadła na 1,5 godziny, bo M w pracy. Wracając chciałam
zrobić maleńkie zakupy, zwłaszcza, że wczoraj nic. Straciłam tyle czasu w
trzech sklepikach (w jednym kupowałam bułki, w drugim torebkę na prezent, w
trzecim skrzydełka pod zupę dla Konrada), że to aż nieprawdopodobne. Zwłaszcza
w tym trzecim (mięso i wędliny), same starsze panie, którym się nie spieszy, a
to trzy plasterki tego, 5 tamtego, dwie kiełbaski, ten kawałeczek mięska, albo
nie, może tamten... wrrr... stałam jak na szpilkach, a kolejka wcale się nie
przesuwała. Wiem, rozumiem, że każdy chce zrobić zakupy, ale w domu chore
dziecko, mamie obiecałam, że za 1,5 godziny będę, komórki zapomniałam,
chciałam kupić tylko te cholerne skrzydełka, a tu masz... A potem, już w domu
zorientowałam się, że niepotrzebnie je kupiłam, bo na dziś zupkę mam, a jutro
komunia, więc Mały zje u babci (nie zabieramy go w te tłumy ludzi tuż po
chorobie). Więc czas i nerwy stracone niepotrzebnie :(
No, pożaliłam się ;)