a.zaborowska1
10.07.09, 12:23
Mój mąż nigdy nie pojedzie na ryby po sprzeczce (kłutni ze mną)albo
złapie go policja, albo napadnie rój komarów, biegunka czy 3
burze :-) i tak jest od lat.
12 lipca jest chrzest mojego siostrzeńca. Natomiast mój M miał w
planie zawody na które czekał cały rok. Było mi to nie na rękę
wiedzieliśmy że zawodów nie odpuści a na chrzest nawet spóźniony ale
musi się stawić. Okazało się wczoraj, że ryby w rzece pozdychały i
odwołano to co planowano przez rok. Katastrofa ekologiczna, nawozy
spłynęły z pól i zwierzęta giną :-/
Kiedyś chcieliśmy sprzedać rodzinną nieruchomość. Kasa byłaby
dzielona na 3 ale teść się nie chciał zgodzić :-( a nam były
pieniądze bardzo potrzebne. W październiku umarł a w sierpniu ziemia
się przedała.
Nie będę tu opisywać jakiś drobnych sytuacji dnia codziennego. Ale
czasem się boję swoich myśli i pragnień. A być może to zwykły zbieg
okoliczności...?