protest1
19.01.07, 20:01
Osobiście fundusz w którym trzymam trochę kasy traktuję jako zło konieczne.
No dobrze - zarabiam kasę. A raczej ktoś ją za mnie zarabia. Bierze za to
swoją niemałą premię. Zarabianie w ten sposóbjest względnie proste, bo mamy
hossę. Jak długo potrwa? rok? dwa? trzy? Wszyscy jesteśmy zgodni, że to
kiedyś się skończy. Nadejdzie w końcu ten dzień, że wypłacę te pieniądze,
zapłacę sowity podatek i zostanę z rybą, ale bez wędki. Dlatego od dłuższego
czasu co pół roku wypłacam z funduszu częśc zysku i inwestuję bezpośrednio na
giełdzie. Nie interesuje mnie spekula. Tylko długoterminowo. Ku mojemu
zdziwieniu stopa zwrotu przy rozważnym choć amatorskim inwestowaniu jest w
tej chwili zbliżona do stopy zwrotu średniego funduszu !!! A mam na swoimi
pieniędzmi pełną kontrolę i konwersja (ucieczka z kasą) trwa sekundy.
Najważniejsze, że powolutku nabywam doświadczenia na "otwartym" rynku. Będzie
bezcenne, jak minie hossa. Dodam, że w moim mieście studenci finansów
grający "na sucho" osiągają zyski rzędu 800% rocznie !!! Zastanówcie się nad
tym łowcy funduszy z wynikami.